Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Late Bloomers - Communicating without conversation

ENGLISH: Late Bloomers are at this stage of their career when they are still honestly excited that they are able to connect musically with their listeners on a personal level. The fact that they like to imagine their fans as 18-24 year old Filipino girls with a secret thing for Tyrese and old Dilla tapes, certainly does not make it less cool. Judging by their “no bullshit” attitude, they will stay forever inspiringly fresh. And that is why it is so easy to treat them just like you ‘ol good peeps. Tho' not the ones that get high and start yapping but those who get high and get the beats, rhymes and even hooks done! Inspired, more or less consciously, by everything from Sa Ra to Shania Twain (yeah, guess it might have been the Sa Ra bit rather than Shania that caught our attention...) but also the California’s finest blend of weather, beautiful women, fashion, Mary Jane & food, Late Bloomers know that they are often labelled as a “Sa-Ra and Tribe Called Quest Hybrid”. Which actually might be considered by many as compliment rather than just another label. Although they revolve in the close proximity of the epicentre of the LA sound, they simply claim that they are from “the scene where we create something that will change lives and last forever”. Well if you're reading this than chances are that you already know the sound of that "scene" very well. And if you happen to know what Sour Diesel, Triple X Afghani, Bull Rider, Headband, & LA Confidential are then yeah, consider yourself fucking blessed and read on the interview with totally open minded and extraterrestially gifted NON-STOP, F.OLK & REALLY NATHAN.



środa, 28 grudnia 2011

Ailo - Ja tu tylko śpiewam

Wigilijny wieczór okazał się emocjonujący za sprawą Ailo. Mailingi promocyjne zazwyczaj są nudne jak flaki z olejem i nie chce mi się ich nawet sprawdzać. Natomiast wiadomość od Ilony, mimo iż (prawdopodobnie) podobnej treści była wysyłana nie tylko do prywaciarzy takich jak ja, ale też do innych redakcji - okazała mi się interesująca. Sprawdziłem singiel "Serce" i postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej na temat twórczyni i jej kolegów, bo to co usłyszałem przywróciło moją wiarę w muzykę nie tyle polską, co polskojęzyczną. Poza tym, zazwyczaj instynkt mnie nie myli w tych kwestiach i coś mi się zdaje, że o Ailo będzie niebawem bardzo głośno.


czwartek, 10 lutego 2011

O tym jak Dworak zagadał się z Coultrainem

Tym razem zawartość całego wpisu oddaje mojemu przyjacielowi, który od dłuższego czasu siedzi w Chicago - Dworakowi. Niektórzy z Was dobrze go znają, lub przynajmniej kojarzą z tworzenia Warsoul Sessions. Także koniec mojego zbędnego rozpisywania się, odsyłam Was do bardzo ciekawego wywiadu z gościem nadchodzącego koncertu w powiększeniu. Zapraszam na Dworak's Takeover.



Album „Adventures Of Seymour Liberty" był niewątpliwie jednym z najbardziej zaskakujących wydawnictw soulowych 2007 roku. Rozpisywały się o nim znaczące gazety muzyczne a portale pokroju Okayplayer.com wysoko oceniały ten album w swoich recenzjach. Na autora tego wydawnictwa spadła masa pochlebnych słów i nie ma się czemu dziwić bo krążek jest naprawdę mocny a Coultrain dysponuje imponującymi zdolnościami wokalnymi. Nie musiał długo czekać, aby słynni producenci z Platinum Pied Pipers, zaprosili go do współpracy nad swoim albumem zatytułowanym „Abundance”.
Gdy usłyszałem, że Coultrain ma zagrać w Chicago, nie wahałem się ani chwili, aby zobaczyć jak radzi sobie na scenie. Bez dwóch zdań nie zawiodłem się po tym jak w małym klubie na północy, Coultrain dał pokaz swoich nieludzkich umiejętności. Gdy już ochłonął, przybił piątki z każdym w klubie, rozdał autografy i dopił swojego drinka znalazł chwile, aby porozmawiać trochę o swojej twórczości.
Mi jedynie pozostaje pozazdrościć Warszawiakom, którzy będą mogli uczestniczyć w wyjątkowym koncercie „Warsoul Session Hawthorne Headhunters feat. Black Spade & Coultrain” 12 lutego w Powiększeniu. Tymczasem zapraszam Was do przeczytania zapisu z rozmowy jaką udało mi się przeprowadzić z Coultrainem po koncercie:


Dworak: Aaron M. Frison znany jest także jako Coultrain i Seymour Liberty. Czy mógłbyś wytłumaczyć mi czym różnią się od siebie te trzy postacie i jak wzajemnie na siebie oddziałują?

Coultrain: Oczywiście. W zasadzie to nazewnictwo nie wiąże się z różnicami, ale raczej istotne jest to co mają wspólnego, ponieważ one po prostu odzwierciedlają nastroje mojej osobowości. Aaron M. Frison to ja jako pisarz, artysta. Coultrain to wykonawca muzyczny, performer. Seymour Liberty to natomiast postać fikcyjna, która ma moje wszystkie wady ale posiada również super moce, które czasami bywają nieaktywne. Ta postać jest silnie powiązania z moją wyobraźnią, uczuciami jak i momentami przełomowymi, które przyniosły różne potyczki życiowe. Seymour jest niemalże postacią biograficzną, ale funkcjonuje także jako pretekst do opowiadania zmyślonych historii. Reasumując te formy osobowości określają po prostu moje nastroje, które często ulęgają zmianom.

Dworak: Słyszałem, że planujesz wydać trylogię przygód Seymoura. Czym będzie różnic się nadchodząca druga część? Nawiązując do tytułu jaki ukazał się w internecie, chciałbym też zapytać ciebie, przed czym ucieka Seymour?

Coultrain: Moje nowe wydawnictwo wiąże się z totalnie nowym podejściem do wszystkiego. Kompozycje uległy kompletnej zmianie, paradygmat jest inny tak samo jak i muzycy. Nowe brzmienie ukazuje rozwój, drogę jaką przemierzyłem od miejsca skąd przybyłem i nagrałem pierwszą część. Na nowym albumie nie znajdziesz sampli jazzowych, wszystko jest twórczością muzyków sesyjnych. Czuje że to tworzy kompletnie nowy wymiar jeśli chodzi o brzmienie, daje mi wolność od ograniczeń jakie niesie ze sobą używanie sampli. Dodatkowo druga część jest wypadkową, tego co wyniosłem ze wszystkich miejsc w jakich dotychczas byłem i wszystkich ludzi których spotkałem. Jest zdecydowanie cięższy, o wiele więcej zawarłem w nim historii nacechowanych dużym pokładem emocjonalnym. Domyślam się, że pytasz o “ucieczkę” Seymoura w kontekście roboczej nazwy albumu, uległ on jednak zmianie. To był raczej tymczasowy tytuł, jednak myśl w nim zawarta, a może nawet temat przewodni, pozostaje ten sam. On ucieka przed starymi standardami, od tego co myślał że istnieje, co stwarzało mu ograniczenia, więc ta myśl z tytułu o którym wspomniałeś jest nadal obecna, jednak decyzja o jego zmianie zapadła juz jakiś czas temu.

Dworak: Jaka jest zatem cała koncepcja trylogii?

Coultrain: Wiesz tak naprawdę nie mogę zdefiniować jaka jest cała koncepcja, bo jest zbyt obszerna, aby opisać ją przed ukończeniem, wołałbym raczej aby to słuchacze zdecydowali o czym jest ten projekt. Mam taką nadzieję, że jest o wszystkim i o niczym. Myślę, że najbardziej zwięzłym terminem, którym mógłbym ją opisać jest po prostu “rozwój”.

Dworak: A co z mixtape’ami, publikowanymi w między czasie, które zawierają wcześniej niepublikowane utwory. Czy one odgrywają jakąś szczególną rolę w trylogii czy są wyłącznie projektami pobocznymi?

Coultrain: „GodMustBeABoogieMan” nie jest kompletnie związany z trylogią, to jest wyłącznie historia o tym co sie wydarzyło po tym jak Seymour opuścił St. Louis i zostawił tam swoją kobietę. Drugi mixtape “While She Was Sleeping” był mniej lub bardziej stworzony w celach promocyjnych, aby poinformować ludzi co dotychczas się wydarzyło, taki ruch aby zaznajomić nowych ludzi z naszą twórczością.


Dworak: Każdy postrzega rzeczywistość, dźwięk oraz muzykę inaczej. Nasze doświadczenie życiowe i emocje wpływają na organizacje i interpretacje wrażeń zmysłowych. Reasumując, na pewno istnieje krytyka twojej twórczości, co o tym myślisz? Czy tworzysz muzykę dla siebie, fanów a może dla krytyków?

Coultrain: Mądry człowiek kiedyś powiedział mi, że jeśli ludzie nie krytykują twojej twórczości to znaczy, że musisz robić coś źle i to w zasadzie, zupełnie wyraża moją opinię na ten temat. Krytyka to ważny aspekt mojej przeszłości. Tworze muzykę dla każdego, to znaczy dla fanów przede wszystkim, opierając to na fakcie, że ich lojalność daje mi siłę, aby utrzymać się na powierzchni, równocześnie nie ma ich w mojej głowie, podczas samego procesu tworzenia. Uwielbiam opowiadać historie, to jest moja wypadkowa motywacja dla kreatywności. Muzyka jest najbardziej boską formą artystycznej ekspresji, czuje się stworzony dla niej. Mam nadzieje, że każdy może odnaleźć coś w mojej twórczości, nie mogę tak naprawdę zlekceważyć nikogo. Sądzę że prawda jest taka, że ludzie słuchają swojego wnętrza, jednak równocześnie zwracają uwagę na krytykę innych.

Dworak: Utwór z twojego ostatniego singla wydanego nakładem RecordBreaking nazywa się “The Wanderer” (wędrowiec). Jak już wcześniej wspomniałeś pochodzisz z St. Louis, ale mam też w głowie fakt, że jakiś czas mieszkałeś w Los Angeles, Nowym Jorku jak i w Europie. Co jest tak wyjątkowego w podróżowaniu i zmienianiu tych wszystkich miejsc? Jak to wpłynęło na twoją twórczość oraz na to kim dzisiaj jesteś?

Coultrain: To co mnie najbardziej pociąga w podróżowaniu to rzeczy jakie możesz ujrzeć i sztuka, która cię otacza w tych wszystkich nowych miejscach. Lubię korzystać z możliwości zasmakowania nowych potraw czy czytania nowych książek. Podróżowanie dostarczyło mi wiele wnikliwych myśli na temat tego co zostawiłem, skąd przybyłem oraz dokąd zmierzam. Zdecydowanie pomogło to rozwinąć się mojej sztuce. Zachęcam każdego, aby w miarę możliwości podróżował jak najwięcej, aby mięć okazję doświadczyć tych wszystkich różnic, to jest naprawdę powalające przeżycie, są oczywiście negatywne aspekty takiego stylu życia, ale alternatywa jest dla mnie raczej ponura.

Dworak: Twoja muzyka jest bardzo emocjonalna, na pewno nie można powiedzieć o niej, że jest powierzchowna w przeciwieństwie do bombardującej nas twórczości z mediów masowych. Co sprawiło, że podchodzisz do swojej sztuki w tak spirytystyczny i głęboki sposób?

Coultrain: Powiedziałbym, że moje wychowanie wpłynęło na mnie najbardziej. Mój ojciec był pastorem i zaraził mnie fascynacją do opowiadania historii, to zawsze był istotny aspekt w mojej rodzinie, który przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Moja matka z kolei odcisnęła piętno swoim bardzo organicznym stylem śpiewania. Zostałem wychowany w bardzo uduchowionym środowisku i pewnie dlatego zadaje sobie te niekończące się pytania, które wciąż wysyłają mnie do poszukiwania, to powoduje że bardzo dużo studiuje, dużo myślę, po to aby moja muzyka brzmiała szczerze i uczciwie. Jeśli ktokolwiek jej słucha i czuje się wspaniale bądź prowokuje to jego myśli to znaczy, że gdzieś już zaszedłem jako pisarz i muzyk.

Dworak: Brałeś udział w wielu ciekawych projektach. Posługując się metaforą podróży chciałbym się ciebie zapytać czy czujesz, że jesteś już na końcu drogi do perfekcji, czy może dalej poszukujesz możliwości, aby rozwinąć sie jako artysta?

Coultrain: Myślę, że cos takiego jak perfekcyjność nie istnieje. Uważam, że mogę być mistrzem, ale nie jestem pewien czy ta podróż może się skończyć, podczas gdy nadal stąpam po tej ziemi. Szczerze to mam nadzieję ze nie może, bo zanudziłbym mój umysł na śmierć. Chciałbym pokonać powierzchowność w mojej twórczości, poszukiwanie natomiast trwa przez całe życie, to jest główna myśl mojego wywodu: aby uczyć się całe życie. To jest jeden z powodów dlaczego łodzik jest częścią mojego logo, progres to niekończący sie proces, ponieważ rozwijamy się przez całe życie.

Dworak: Następne pytanie jest związane z twoimi licznymi kolaboracjami. Współpracowałeś m.in. z Daru Jonesem, Platinum Pied Pipers, I Cedem niedługo ukażą sie twoje utwory z Jameszoo, 14KT. Domyślam się, że śledzisz trendy jakie obowiązują w dzisiejszej muzyce, ale zastanawia mnie w jakim kierunku chcesz podążać ze swoim brzmieniem? Jaki typ muzyki teraz preferujesz zważywszy na to jak bardzo zróżnicowanych producentów wybierałeś dotychczas.

Coultrain: Mam zróżnicowaną osobowość, tak samo jak ty, tak samo jak każdy inny, po prostu w inny sposób od reszty. Uwielbiam różnorodność gatunków muzycznych, więc kolaboruje z wieloma rożnymi artystami. Solowe projekty natomiast, miały za zadanie ustanowić fundamenty do tego gdzie następnie będę podążał muzycznie, to jest kombinacja tego co na mnie cały czas wpływa, więc naprawdę nie mogę stwierdzić dokąd podążam. Fascynuje się wyszukaniem i inteligencją jazzu, jestem zagłębiony w murach post rocka, pulsie funku, ciemnościach bluesa, to jest dla mnie wszystko to samo, po prostu inny nastrój muzyczny.

Dworak: Jakie są główne cele albo może misja jaką przypisujesz swojej sztuce?

Coultrain: Chciałbym dalej się rozwijać, opowiadać historie jak nikt inny, do których każdy może się odnieść i utożsamić. Myślę że ostatecznie, aby móc używać tych darów trzeba je przede wszystkim docenić i podziękować za nie Bogu, nawet podczas gdy mówimy o seksie i narkotykach, historie muszą być pełne humoru, smutku, pouczających lekcji to wszystko jest ludzkie i powinno wyrażać nasze słabości w podążaniu do prawdy, jak i mówić o postępach w przybliżaniu sie do siebie. Więc mam nadzieję, że ludzie czerpią z mojej muzyki cokolwiek chcą i przede wszystkim są sobie mniej obcy.

Dworak: Jaka jest twoja definicja Boga, miłości i wolności?

Coultrain: Te trzy rzeczy są również dla mnie jednością, po prostu w innych aspektach. Jeśli wiesz czym jest Bóg, wtedy wiesz czym jest miłość i wolność, więc definiowanie każdego z osobna jest możliwe tak samo jak wszystkich razem. Te trzy rzeczy wpływają na moją muzykę najbardziej. Jestem niezależnym artystą ponieważ wolność jest dla mnie bardzo ważna, Bóg który pociąga za sznurki wszechświata jest obecny w mojej twórczości a miłość jest powodem ich wszystkich.

Grzegorz „Dworak” Dworakowski (Warsoul)
(greg.dworakowski@gmail.com)

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Mono/Poly

If there is a beat version of hide-and-seek, Mono/Poly is the master of this game. Listening to his tracks works like this: First you get this ultra-modern nod factor so distinctive for the so-called “beat generation” and perfected by people such as Flying Lotus, Ras G, SAMIYAM or Mono/Poly himself. Then, underneath there are these no-bullshit melodieeees that really make you think that even when the whole hype around the beat music, or whatever we call it, is over, this guy will be still doing his thing: damn good tunes! Some kind of duality seems to be Mono’s trademark. When we were talking on music-related subjects he had “I’d rather make some music than talk about it” attitude, but as soon as the political issues came up we touched his more talkative side and you know what? Mono/Poly might be just 21 years old but he definitely knows what’s the name of the game! As for his music, just check out what “the LA’s craziest” Mother Fucking Gaslamp Killer has to say about the latest EP GeorgeMachine: “This 12″ will leave you flat on the floor making an ugly face”. Spot on, spot on!




DOWNLOAD!



czwartek, 10 grudnia 2009

W.E.N.A / Rasmentalism o Dużych Rzeczach

Wybaczcie moją monotonność, wiem że ostatnio moje wpisy celują w polską scenę, ale niespodziewanie dużo się dzieje. Po głowie chodzą mi jeszcze dwa projekty z Polski o których na bank wspomnę, a potem polecimy z innym tematem. A teraz do meritum. Zapowiedziałem już ten wywiad kilka wpisów niżej, miał pojawić się w dzień premiery płyty, ale chcąc oddać Wam to w zajebistej formie, musieliśmy wpaść w mały poślizg. Dzięki temu premiery są dwie, a nie jedna. Po pierwsze, to chyba do tej pory jedyny zapis rozmowy z chłopakami po wydaniu ich wspólnej płyty, która ukazała się 7-mego grudnia. Po drugie, rozmowa prezentowana jest jeszcze na łamach mojego bloga, ale wywiad jest już bezpośrednio kierowany na nowy projekt o nazwie DaDopeCorner (DDC), nad którym pracujemy wspólnie ze 100ną. Więc jest to w sumie przed-premiera. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów pracy, a szczególnie tym w jak kozacki sposób pomaga nam Miras, którego wielokrotnie już tutaj wspominałem... RSO196, jest zawsze pierwszą osobą do której uderzam jeśli chodzi o składanie, projektowanie i wykonywanie grafiki. Nie rozpisując się dłużej, oddaje wam plik .pdf, chcąc wspiąć się level wyżej jeśli chodzi o prezentowanie zawartości.

środa, 24 czerwca 2009

W głowie afroamerykańskiego anioła...


Mniej więcej rok temu, śledząc koneksje SA-RA Creative Partners, najbardziej progresywnego kolektywu ostatnich lat, natrafiłem na Aqeela - wokalistę i kompozytora z dalekiej Californii, który zmęczony brakiem sukcesów na niemrawej scenie soulowej lat 90tych ubiegłego wieku w ojczystym stanie oraz przestępstwami z użyciem broni palnej z jednej i brutalnością policji z drugiej strony, wybrał życie w zupełnie bliskiej nam Hiszpanii. Nowy album Sa-Ra: Nuclear Evolution, The Age Of Love uderzył właśnie w wielkim stylu. Znalazł się też na nim kawałek oryginalnie napisany na ostatni mixtape Aqueela „The Bone Song”, a więc mamy dobry klimat, żeby odświeżyć wywiad z europejskim członkiem rodziny SA-RA. Wrzucając go rok temu na Wersalke (R.I.P.) napisałem, że warto go sprawdzić, bo za parę lat będzie można chwalić się, że znało się kota od samego początku jego drogi na szczyt. Jak wysoki to będzie szczyt nadal nie wiadomo. Jak to zwykle bywa z undergroundowym soulem za bardzo obscenicznym i za mało plastikowym dla regularnej rotacji w komercyjnych stacjach. Tak czy inaczej – Aqeel is still hot. Zapytajcie koleżanki! Space love.

Kiedy zacząłeś bawić się muzyką i kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, żeby zająć się tym na poważnie?

Wszystko zaczęło się gdy miałem mniej więcej 8 lat. Nagrywałem kasety z moimi kolegami z dzieciństwa. Potem było śpiewanie w kościele i konkursy młodych talentów. Około 1989 zacząłem rymować i wkręciłem się w to bardziej niż w śpiewanie. Muszę przyznać, że byłem na prawdę zajebisty i mniej więcej wtedy założyliśmy z Taz’em (teraz znany z SA-RA) zespół, który nazwaliśmy „Big Yacht”. W niektórych piosenkach potrzebowaliśmy wokalisty i ludzie zaczęli pytać “Dlaczego ty nie zaśpiewasz”. Ale ja odpowiadałem wtedy “Nie człowieku, ja jestem MC!”. W końcu jednak przez te namowy i dodatkowo zachęcany ciągle przez moją mamę zdecydowałem się zacząć śpiewać. W 1998 spotkałem Erykah (Badu) i wtedy postanowiłem potraktować śpiewanie na poważnie.

Jak opisałbyś muzykę, którą robiłeś na początku swojej kariery? Czy było to coś podobnego do tego co można usłyszeć na Twoim najnowszym mixtape’ie “Inside the mind of Afro American Angel” czy twój styl ewoluował przez lata?

Definitywnie moja muzyka ewoluowała. Na początku była bardziej “soulful” i powiedzmy r’n’b. Ale moją bazą jest gospel + soul + hip hop = funk. Baby! (Śmiech)

Mówisz o sobie “Lover of good music”. Jaki są Twoje wczesne muzyczne inspiracje? Kogo nadal podziwiasz i kogo szanujesz na współczesnej scenie muzycznej? Na Twoim mixtape’ie można znaleźć sample z Miles’a Davis’a, Madvillain, produkcje Shafiq’a Husayn’a (SA-RA). Czy to są tropy, które pozwalają rozszyfrować Twój muzyczny świat?

Stevie Wonder, Donny Hathaway, Bill Withers, Motown sound, Michael Jackson, Chaka Khan, bardzo dużo gospel. Teraz, oprócz gospel, nadal słucham tych wszystkich rzeczy, od The Temptations do The Rolling Stones. Jeśli chodzi o nowych artystów, lubię Georgie Anne Muldrow, oczywiście SA-RA, to moja rodzina!, John Legend jest dobry i Aqeel, wiadomo. Ale żeby rozszyfrować mój świat, trzeba słuchać dużo Reggae, Jazz’u, Funk’u, Soul’u i dobrego Hip Hop’u.

Na Twoim profilu myspace można znaleźć kawałek, który zrobiłeś z Foreign Beggars. Wspominasz również o współpracy Samy’m Deluxe i chórkach, które nagrałeś na drugie “Chronic” Dr Dre. Gdzie jeszcze możemy usłyszeć Twój głos i beaty?


Wszystkie moje ważniejsze kolaboracje możecie znaleźć na myspace, ale jeśli macie ochotę podiggować głębiej, googlnijcie Aqeel albo Aqeel72 lub len Anthony Henry i powinniście znaleźć wszystko co zrobiłem do tej pory. Miałem umowę z wydawcą w Niemczech, dlatego nagrywałem z ludźmi takimi jak Samy Deluxe ,K.C Da Rookee, Ill Will itp...

Co udało Ci się wydać dotychczas? Czy “Inside the Mind of an Afro American Angel” to pierwsza rzecz jaka oficjalnie ujrzała światło dzienne?

W Hiszpanii wydałem album “Beats and Voices” i maxisingiel “Djame” w 2005. Dodatkowo z funkowo-soulowym projektem Glen Anthony Henry wydałem płytę „Relax and Love”.

Jesteś świetnym wokalistą. Kto wywarł największy wpływ na Twój styl. Którego z wokalistów najbardziej podziwiasz?

Stevie Wonder – na kolana.

Czy grasz na jakimś instrumencie, albo produkujesz bity?

Trochę się w to bawię. Myślę, że w końcu będę grał i produkował więcej niż teraz. Na razie chcę się wybić jako wokalista i kompozytor. Potem wbiję się w stronę produkcyjną.

Tytuł Twojego mixtape’u (“Inside the Mind of Afro American Angel”), zdjęcie Marcus’a Garvey’a na Twoim profile – jak ważne jest dla Ciebie Twoje pochodzenie? Sun Ra, George Clinton, Spike Lee itd… – czy to są Twoje inspiracje w tym temacie? To znaczy w kwestii podejścia do kultury i tradycji afro-amerykanksiej?

Moje dziedzictwo umiera więc ważne dla mnie jest podtrzymać tradycję przy życiu, edukować i wzbudzać zainteresowanie. Generalnie całe “czarne doświadczenie” dobiegło końca i oczywiście to moi przodkowie zainspirowali mnie maksymalnie do kontynuowania tej tradycji. To błogosławieństwo, chociaż w czasach blingu i pieniędzy z fastfood’owej muzyki to smutne gdzie znaleźliśmy się jako ludzie. Wydaje się, że nikomu już nie zależy, ale mi ciągle tak, dlatego będę robił swoje dopóki nie powróci Mothership (Śmiech).

Opowiedz trochę o swojej historii. W 1999 przeprowadziłeś się do Palma De Mallorca, a przyjechałeś tam początkowo tylko zagrać tribute show dla Motown. Powiedz coś więcej o tym zdarzeniu. Dlaczego zdecydowałeś się zostać? Gdzie mieszkasz obecnie I co robiłeś “muzycznie” przed przyjazdem do Hiszpanii?

Zanim przyjechałem do Hiszpanii byłem fryzjerem przez 10 lat. Żeby skupić się na swoich rzeczach musiałem opuścić LA i przeniosłem się na rok do Colorado, a potem do Hiszpanii. Byłem znudzony sceną w LA i nie bardzo interesowały mnie rzeczy, które się tam wtedy działy. Potrzebowałem zmiany. Przez rok w Colorado pracowałem nad demo z kolesiem, który nazywa się Demetrious Ross i który grał z Prince’m i Cyndi Lauper. Dzięki niemu załapałem też jakieś rzeczy w Europie i tak znalazłem się w Hiszpanii. Nigdy nie zagrałem żadnego prawdziwego koncertu w LA, oprócz wesel czy jakichś świąt kościelnych więc kiedy pojawiła się prawdziwa okazja żaby żyć z muzyki nie wahałem się ani chwili. Od pierwszego dnia gdy znalazłem się na Majorce zakochałem się w tej wyspie i postanowiłem zostać. Uczyłem się, żyłem przy samej plaży, świetne żarcie – czułem się jak w raju. Żadnej broni, żadnej brutalności ze strony policji, fastfood nie na każdym rogu. A jeśli chodzi o koncert dla Motown to była to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić. Codziennie śpiewałem piosenki Temptations, Four Tops itd. Tam zdobyłem całe moje doświadczenie. Teraz mieszkam w Madrycie.

Mówisz o sobie również “freestyler” Czy to znaczy, że nadal rymujesz?

Taa. Co jakiś czas. Często zdarza się tak, że wpadamy do studia, Griffi robi bit na szybko, a ja dodaję rymy i robimy cały joint z biegu.

Kim jest Griffi, który zrobił większość beatów na Twoim ostatnim mixtape’ie? To są na prawdę grube rzeczy!

Griffi to najlepszy kot jeśli chodzi o beaty w Hiszpanii. Spotkałem go w 2005 kiedy kończyłem pracę nad albumem i trzymamy się do dziś.

Jak spotkałeś Shafiq’a Husayn’a z SA-RA, który zrobił dwa beaty na “Inside the Mind of Afro American Angel?

Znamy się z Taz’em (SA-RA) od dziecka, a Shafiq’a spotkałem w meczecie. Wszyscy studiowaliśmy Islam więc znam ich bardzo długo, to moi bracia.

Wielu ludzi spotyka teraz sowich muzycznych partnerów przez myspace lub podobne strony. Czy pracowałeś już z kimś, kogo spotkałeś w Internecie?

Jeszcze nigdy nie pracowałem z nikim z myspace, ale właśnie ostatnio poznałem dwóch kotów, z którymi zamierzam zrobić coś razem. Tokyo Joe i Byron The Aquarious. Zrobimy jakieś gorące gówno, są dobre chęci!

Widziałem reklamę (Barceló Cream), w której zaśpiewałeś i do której zrobiłeś muzykę. Czy masz więcej takich projektów? Czy to jest tak, że muzyka to pasja, ale pieniądze przychodzą z innych źródeł, nie ze sprzedaży płyt cz z koncertów?

Dokładnie. To jeden ze sposobów w jaki zarabiam na chleb i czynsz.

Niedawno byłem na koncercie Jneiro Jarel’a i przyszło na niego dosłownie dwadzieścia parę osób, mimo wsparcia jakie Jneiro ma wśród ludzi takich jak Gilles Peterson. Jak to wygląda w Twoim przypadku? Jak reagują ludzie na Twoją muzykę? Czy Twoja publiczność rośnie? Na tym video z Hiszpanii wygląda na to, że publika jest z Tobą.

To smutne, ale takie rzeczy się zdarzają. Zespół, który widać na tym video to mój „osobisty” skład „Aqeel and the Mental People”. To w nim mieszam wszystko co lubię w jedną całość, żądnych granic. Jeśli chodzi o to jak rośnie scena i publiczność, myślę, że to kwestia czasu. Ktoś się wybije i pociągnie wszystkich za sobą. Tak się stanie.

Czy Aqeel and the Mental People to Twój stały skład?

Tak, ale mam też 2-gi band, z którym gram jako Glen Anthony Henry.

Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?


Żyć z pisania muzyki i grania koncertów. Sprawdźcie mój myspace. Dzięki za wsparcie. Głęboko doceniam! Jah Bless..
AQEEL


Over a year ago, tracing Sa-Ra connections, I came across the space soul music of Aqeel. Here’s a few words from the man who came all the way from Cali to spread sweat funk in Europe. Support nasty music from the future! Space Love.

When did you actually start making music and when did you first though about taking it seriously?

I started when I was about 8, recording onto cassettes with some of my childhood friend. From there, singing in church and talent shows. Then around ’89 I started rapping, took that more serious than singing, and became real good at it. I was dope I must add. So I started a group with Taz from SA-RA. We were called “Big Yacht”. During that time on some songs we needed a singer so people would always said “why don’t you do it” and I would be like “Man I’m a rapper” (laugh). So from people telling that plus my mom drilling me about, I decided to go ahead and start singing. I met Erykah in like ’98. When I met her is when I decided to take it seriously.

How would you describe your style at the beginning of your career? Was it similar to what we can hear on your latest mixtape or has it evolved through years?

It definitely evolved. I was more soulful R&B-ish if you want to say that. So seeing that gospel is my foundation + soul + hip-hop, all that equals FUNK baby! (laugh).

You describe yourself as a “lover of good music”. Who were your early inspirations then? Who do you still admire and what new artists you respect the most? Samples form Miles Davis, Madvillain, production from Shafiq Husayn (SA-RA) are these the traces we should follow to decipher your music world?

Stevie Wonder, Donny Hathaway, Bill Withers, Motown sound, Michael Jackson, Chaka Khan, a lot of gospel. Apart form the gospel I still listen to everything else from The Temptations to The Rolling Stones. As for new artists I like Georgia Anne Muldrow, SA-RA of course, that’s my fam right there. John Legend is good, Aqeel of course. But to really decipher my world one would have to basically listen to a lot of reggae, jazz, funk, soul and good hip hop.

On your myspace there is a joint you did with Foreign Beggars. You also mention Samy Deluxe and backing vocals you did for Dr Dre. What other collaborations have you done so far? Where can we hear your voice or your beats?

All the colabos I’ve done are on my myspace, but if you wanna dig deeper go to google, type Aqeel or Aquel 72, or Glen Anthony Henry, you should be able to see everything I’ve done so far. I had publishing deal in Germany so that’s where the colabos there came in Samy Deluxe ,K.C Da Rookee, Ill Will etc…

What have you already released? Are there any other mixtapes, or “Inside the Mind of an Afro American Angel” is your first one? You had a deal with B.M.G and E.M.I. Are there any albums you released for them?

Well, here in Spain I released a album and a maxi in 2005. The maxi is called “Dejame” and the LP “Beat’s and Voices”, the freaktape is my latest, plus Glen Anthony Henry (“Relax And Love”) which you can find in my top friends it’s a funk-soul project…

You are a fantastic singer. Who did influence your style? Who do you admire the most?

Stevie Wonder - hands down!

Do you play any instrument and/or produce your beats?

I mess around a little. Eventually I’ll play more and produce. For right now I want to reach success from being a singer and song writer, then go into the production side of things…

The title of your mixtape (Inside the Mind of Afro American Angel), the picture of Marcus Garvey on you profile – how important is your heritage to you? Sun Ra, George Clinton, Spike Lee etc… – are they your inspirations in this matter? I mean, in their approach to the Afro-American culture and tradition.

The thing is my heritage is dying, so it’s important for me to keep it alive and educate and raise curiosity. As a whole the black experience is over so of course my ancestors inspire me to the max to keep it going. It’s a blessing though in a day where everybody is blinging and money, this money that you know fast food music… It’s sad where we are as a people it seems as if no one cares. I do so I’m keep doin’ my thing till the mothership returns (laugh).

Tell us a bit about your history. You moved in 1999 to Palma De Mallorca, and you came there to do a “Motown gig with Majestic’s”. Could you say a bit more about this situation? What was the deal with this gig? Why did you stay there? Where do you live now? And what had been happening before coming to Spain, talking about your involvement in music.

Before I came to Spain I was a barber for like 10 years. It was hard to stay focussed so I left LA went to Colorado for a year from there to Spain. Being bored and not really digging the scene in LA anymore I needed change. So I was in Colorado doin’ a demo with a cat named Demetrious Ross who played with Prince and Cyndi Lauper and did some work in Europe through him is how I got the contact to come to Spain. I had never did any shows in LA apart from weddings, church things like that, so when the opportunity came to live the music and get paid for it I took it. From the first day I got to the island of Mallorca I fell in love with it so I stayed. I was learning, I lived right on the beach, good food it was a paradise to me. No guns, no police brutality, no fast food everywhere. It was the best gig I ever could’ve gotten I was doin’ Motown songs everyday… The Temptations, Four Tops etc... That’s where I basically got all my experience. From now I live in Madrid.

On your myspace profile you also describe yourself as a “free styler”. Does it meant that you also spit rhymes occasionally? Can we find your rhymes on the mixtape? Or is it about your general attitude to life?

Yeah I spit a bit freestyle or whatever. There’s been a lot of times I go to the studio and Griffi makes a beat on the spot and I do song right there on the spot freestyle ya dig (laugh).

Who is Griffi who did most of tracks on your new mixtape? He knocked up heavy beats for you!

He’s the dopest cat in Spain on the beat tip. We linked up in 2005, when I was finishing up my album. From there our realtionship grew and here we are today…

How did you hook up with Shafiq Husayn, who provided 2 beats for your mixtape?

First of me and Taz Arnold are childhood friends. I met Shafiq in a mosque. We all studied Islam together so I’ve been knowing them a long time bro, those are my brothers…

A lot of people meet their musical partners through myspace (or similar web sites) nowadays. Have you ever met someone that you collaborated with on the Net? Who would be your top choice for searching on myspace when it comes to working together?

I have’nt done any work with anyone from myspace. but just recently I met two cats that I am gonna work with Tokyo Joe and Byron the Aquarious we’re gonna do some dope shit man god willing…

On your Myspace there is an ad you did in Spain. Are you involved in more projects like this? Is it a bit like: music is a passion but the money comes from other sources, not directly from selling records and touring?

No doubt exactly that. That’s just one of the ways I eat and pay my rent comercials colabs…

I was at Jneiro Jarel show yesterday in Birmingham and literally only twenty-something people turned up! Despite all the hype he gets from Gilles Peterson and Benji B. So in general, what is the response of the audience to your music in Europe? Are there a lot of people who dig this kind of style? Is it growing? Have you played a lot of shows in Europe or are you focused on Spain? I saw a video from your live show in your comments on myspace. It was probably shot in Spain and it looks like the crowd was with you on it.

It’s sad but it is what it is. I do get support here. The band you saw was my personal band Aqeel and Mental People that’s where I fuse everything I like into one sound no rules basically. As far as the sound growing I think it is it’s all a matter of time it’s gonna take someone from this genre to blow up though for everyone else to jump on it. It will happen though...

Is Aqeel and Mental People your “permanent” band?

I have another band for the Glen Anthony Henry thing.

What are you plans for the nearest future? Any featurings on other artists’ records? New releases? More touring and promotion of the mixtape?

Plans are to keep living doin’ music and gigging. Thanx for your support, appreciate dearly, Jah bless. Aqeel


Wywiad i wstęp - 100na / Interview and introduction by 100na.

Aqeel – Inside The Mind Of Afro American Angel



Od dłuższego czasu w moich głośnikach, w domu, w pracy i wszędzie gdzie da się słuchać muzyki - gości świeży „freaktape” Aqeel’a. Nic dziwnego, lubię wiosną otaczać się dobrym soulem, a jeszcze bardziej jego kosmiczną formą. Wyobraź sobie że na jednym krążku łączą się: ideologia Earth Wind & Fire oraz futuryzm muzyczny z pierwiastkiem Sa-Ra. A to jeszcze nie wszystko. Nad unikatowym brzmieniem ulatuje przepiękna barwa Aqeel’a, który opowiada o głębi umysły afro-amerykańskiego anioła… Brzmi jak klasyk?

Nad krążkiem (a wlaściwie mixtape’m) Aqeel’a pracował m.in. Shafiq Husayn (Sa-Ra), który wyprodukował dwa tracki „Wake Up” oraz fenomenalny „The Bone Song”. Klimat tego utworu przypomina trochę beztroskie wakacje w Madrycie i pewnie właśnie wtedy doszło do „aktu tworzenia” pomiędzy Creative Partners i Aqeel’em. Dalej, jest równie dobrze! Nieznani, lokalni, hiszpańscy producenci stanęli na wysokości zadania. Quiroga – zrobił tylko jeden podkład na ten album „Milk Train”, ale to mój zdecydowany faworyt, cudowny utwór. Nad resztą czuwał Griffi, beatmaker z Madrytu. Idealnie wpasował się stylistycznie w klimat Aqeel’a, tworząc kosmiczne wibracje, od początku do końca płyty. Griffi przemyca również fragmenty muzyki Miles’a Davis’a z połowy lat 70’tych, a także pozwala wokaliście śpiewać na beat’cie z Madvillain („Figure It Out”, „Get Off My Line”). Sam chyba uwielbia układać bassline’y, a poziom który prezentuje w takich numerach jak „Breath”, „Where Are We” czy „Love Is A Mystery” – to światowa czołówka. Mimo że na płycie mamy trzech producentów to właśnie beaty Griffi’ego spinają „Inside the Mind of American Angel” w spójną całość.

Choć Aqeel porusza w swoich tekstach przeróżne tematy to cały czas nie pozwala zapomnieć, że jest niezwykle świadomy i dumny ze swojego pochodzenia. Dokładniej - próbuje wyeksponować to, co siedzi w głowie afro-amerykanina z kosmosu. Oprócz tego, Aqeel zdradza swoje zamiłowanie do mody, jego wyszukany styl to pewnie kolejna inspiracja kolegami z Sa-Ra, którzy tak jak Miles Davis, wiedzą co znaczy trzymać szpan! Sprawdźcie „Inside The Mind Of Afro American Angel” oraz rozmowę z twórcą.

piątek, 20 marca 2009

Exlusive News: Guilty Simpson na polskich bitach!

No tak, wygadałem się! Guilty Simpson - raper z Detroit którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Autor całkiem ciepło przyjętego LP "Ode To The Ghetto", wyrzucił z głowy rymy i zarejestrował je na ścieżkach polskiego producenta. Kogo? Tego jeszcze nie mogę zdradzić, ale przekonacie się sami. Myślę że w okolicach maja wosk będzie dostępny na ulicach i rozpierdoli wszystkim głowy... sam jestem ciekawy efektu tej kolaboracji.



Bonusowo dodaje swój wywiad przeprowadzony z Guilty Simpsonem, który przeprowadziłem przed ukazaniem się długogrającej płyty "Ode To The Ghetto".

Witaj, na wstępie opowiedz o swoich początkach na scenie w Detroit, jak wciągnąłeś się w rap?

Siemasz! W '94 roku, razem z moją załogą „Almighty Dreadnaughtz” zaczynaliśmy w piwnicy. Ich zespół wówczas już istniał, ja tylko dołączyłem. W zasadzie byłem dzikim kotem z ulicy i mój znajomy pracował z „Dreadnaughtz”, a wiec zapytał mnie czy kiedykolwiek myślałem o zajęciu się rapem na serio. Przemyślałem to... I jestem teraz tutaj.

Co miałeś na myśli używając przydomka „Guilty” (Jak sam stwierdziłeś to twoja początkowa ksywa)? Jakie znaczenie ma dla ciebie pseudonim „Guilty Simpson”? Nawiązujesz w ten sposób do O.J. Simpson'a?

Pseudonim Guilty był moją pierwszą ksywą w rap grze. Kiedy się pojawiliśmy na scenie w Detroit, moi ludzie spodziewali się że będą kłopoty, bo ta ksywa już do kogoś należała. Dodałem „Simpson” kilka lat później żeby uczynić moje imię bardziej autentycznym. Simpson to moje prawdziwe nazwisko i nie ma nic wspólnego z O.J'em. „Guilty Simpson” się przyjęło i zajebiście brzmi.

Jesteś członkiem grupy „Almighty Dreadnaughtz”, to bardzo liczny skład. Około 20 osób. Od 97' roku wydaliście pięć albumów. Nie są łatwo dostępne... Co byś o tym powiedział?

Ekipa cały czas pracuje. Mamy całą bibliotekę utworów, których koty nawet jeszcze nie słyszały. Imię „Almighty Dreadnaughtz” rozbrzmiewa w całym Detroit, ale nadal dla wielu ludzi z poza tego miasta jesteśmy tajemnicą. Jestem tutaj po to, żeby to zmienić. Po prostu potrzebowaliśmy kogoś kto się przebije aby przetrzeć szlak. Mnie!!!

A zatem teraz Ty jesteś pierwszoplanową postacią tego składu... po raz pierwszy dałeś się bardziej poznać na 12” Four Tet w remixie Jay Dee. Jak doszło do tej kolaboracji?

A więc... J Dilla zadzwonił do mnie i powiedział że robi remiks dla jakiegoś zagranicznego Dj'a. Spytał mnie wtedy czy nie chcę się w to zaangażować. Zgodziłem się i reszta jest już historią. Pojechałem do jego mieszkania i pokazał mi kawałek, który zrobił. To był pocięty kawałek techno który zrobił Four Tet, czy coś w tym stylu. Jay Dee posiekał numer który zrobił Four Tet i zrobił z tego kawałek hip-hopowy. Możesz to sobie wyobrazić? Właśnie zrobiłem kolejny kawałek do ich wspólnej produkcji (Four Tet i J Dilla) który pojawił się na „Chrome Children vol. 2”. (Możecie go ściągnąć za darmo ze strony www.stonesthrow.com)

Później nagrałeś zwrotki na „Champion Sound” duetu Jaylib – to już drugi raz w którym pojawiłeś się z J Dilla... Kiedy się poznaliście i w jaki sposób układała się wasza współpraca?

Ja i J Dilla poznaliśmy się w 2001 roku, przez mojego dobrego kumpla Dj'a Houseshoes. Czuję, że jest to najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała – w sensie muzycznym. To jaki był w studio, oraz jak bardzo był skromny, było wprost zadziwiające. Jestem na zawsze wdzięczny.

Podejrzewam że występ w kawałku „Strapped” był przełomowym momentem w twojej karierze gdyż poznałeś drugiego mistrza w swoim fachu – Madliba... Czy to w tym czasie zaczęła się twoja przygoda ze Stones Throw?

Jay Dee był w Kaliforni i pracował ze Stones Throw, w ten oto sposób połączyłem się z nimi. Dilla zawsze mi powtarzał że powinni być dla mnie domem z powodu tego jak traktują to, co robią. Poznałem Madliba przez Jay Dee. Pewnego razu zobaczyłem jak dobrze odwalają swoją robotę... to było dojebane! Wiedziałem, że jestem tam, gdzie powinienem być.

W tym samym roku, nagrałeś jeszcze numer z Waajeed'em pt. „Get Up!” - kilka słów o tej wspólnej produkcji?

Waajeed jest rewelacyjny! Po raz kolejny Houseshoes doprowadził do naszej współpracy. I chociaż znałem już wcześniej Waajeed'a, to po raz pierwszy tak naprawdę ze sobą pracowaliśmy. Jest na prawdę wporzo gościem i niesamowitym producentem! Szacunek dla niego!

Do 2006 roku, raczej czekałeś żeby wyjść z czymś nowym... przez dwa lata tylko kawałki „As Serious As Your Life” i „Get Up!” ukazywały się na składankach. Dlaczego tak?

W tym czasie po prostu mocno pracowałem nad moim kunsztem. Tak naprawdę bardzo trudno jest zabłysnąć artystom w Detroit. Większość dużych miast ma ogromny rynek zbytu, ale nie Detroit. Duża ilość kotów wyjeżdża żeby zdobyć kontrakt. Wyciszyłem się na pewien czas i pozwoliłem mojemu otoczeniu wydobyć ze mnie to, co we mnie najlepsze. Byłem tutaj próbując przetrwać, i robić muzykę gdy tylko mogłem. Nie zdając sobie sprawy z tego, że to właśnie muzyka jest kluczem do ucieczki z getta.

W zasadzie rok 2006 można uznać za najbardziej płodny okres w twojej twórczości... Co cię pchnęło do wzmożonej pracy?

Kumple z mojego otoczenia wierzyli że mogę coś zrobić. Miewałem chwile słabości i brałem nawet pod uwagę odejście. Ale ludzie tacy jak J Dilla i Mr. Porter nie pozwolili by mi na to. Kiedy przestałem mieć czarne myśli, zauważyłem, że kumple którzy zachęcali mnie do dalszej pracy, byli tymi samymi którzy już dopatrywali się muzycznego sukcesu. Oni wcale nie musieli dłużej ze mną pracować. Mieli przecież mnóstwo innych rzeczy do zrobienia. Świadomość tego spowodowała, że ponownie skoncentrowałem się na hip-hopie.

Pierwszym utworem który pojawił się w zeszłym roku był „Heartbreaker” który nagrałeś wspólnie z T3 do bitu Black Milk'a. Jak wspominasz ten numer?

T3 zadzwonił do mnie i powiedział że robi mixtape. Zapytał, czy się na to pisze. Oczywiście że się zgodziłem! Pojechałem do jego laboratorium i się za to zabrałem. Po raz pierwszy, gdy usłyszałem bit, chwyciłem kartkę i długopis i napisałem swoje wersy w jakieś 15 minut.

Nagrałeś też inny numer z Black Milk'iem, pt. „Sound The Alarm”. Jak doszło do nagrania tego kawałka?

Black Milk to mój człowiek! Pracowałem z nim nad „Dirty District”, gdy powiedział że ma kawałek, ja pojawiłem się tam bez żadnych pytań. On jest przyszłością, mówię Ci to. Do tej pory nawet nie otarł się o powierzchnię swoich możliwości. Poczekaj jeszcze na klip! Jest obłędny!

Następnie pojawiła się płyta Monic'i Blaire a na niej kawałek „Hey Hoe” - kilka słów o tej współpracy?

O tak... to moja dziewczyna! Pokój dla Blaire i Silent Riot! Monic miała zajebisty bit i zapytała czy nie chcę dołączyć, więc tak zrobiłem. Byłbym głupi gdybym odpuścił. Stawiam na nią... ta laska na pewno wygra! Haha, to zabawne że musiałem naprawdę się wyluzować, żeby nagrać z nią ten kawałek. Cały czas śmialiśmy się z tego w studio, kiedy nagrywaliśmy ten numer.

Po 3 latach spotkałeś się ponownie z Madlibem, by nagrać wspólny utwór „Baby” na płycie „The Shining” Jay Dee, tym razem razem rapujecie... Czy to był pomysł J Dilla? Przyznam że to chyba najlżejszy utwór w twoim wykonaniu...

Tak to był pomysł J Dilla. Usłyszysz dużo więcej rzeczy które nagrałem wspólnie z Madlibem. Teraz jest tam rodzina. Masz racje, ten kawałek jest naprawdę łagodny, aktualnie lubię też taki klimat w utworach. Bardziej poczujesz jakim jestem artystą, kiedy ukarze się mój album!

Jednak na „The Shining” pojawiłeś się dwa razy. Drugi, o wiele cięższy kawałek „Jungle Love” stworzyłeś wraz z innym przedstawicielem Stones Throw – MED'em. Jak Ci się podoba jego towarzystwo na mikrofonie?

To mój człowiek, uwielbiam rapować razem z MED'em. Jest szalony i wnosi mnóstwo energii do tego kawałka. To prawdziwy MC.

Dabrye przyznał, że na swoją płytę „Two \ Three” zaprosił tylko tych artystów, którzy to wywarli na nim największe wrażenie – uważasz to za swego rodzaju wyróżnienie? (Dodam tylko że jest to jeden z najlepszych albumów zeszłego roku).

Oczywiście że jest to dla mnie zaszczyt. On jest szalony prawda? Dabrye wysłał mi podkład i rozpieprzył tym mój umysł! Jest prawdziwym gigantem jeżeli chodzi o produkcje. Nie mogę przestać z nim pracować!

Kulminacyjnym punktem był występ na składance „Chrome Children” (kolejna bombowa produkcja 2006 roku). Nagrałeś tam utwór „Clap Your Hands” który automatycznie wszedł na 12”. Czy to był moment oficjalnego wejścia w line-up Stones Throw?

A wiec... tak i nie. Nagrałem ten numer zanim pojawiłem się w Stones Throw, ale pozwoliłem im to dopiero usłyszeć kiedy wysłałem im te kawałki. Uznali że było by to idealne do projektu „Chrome Children”. Ludzie ze Stones Throw wybrali „Clap Your Hands” na mój debiutancki kawałek w tej wytwórni. Ale to nie koniecznie było moim zamiarem. Ten bit jest potworem!

W „Clap Your Hands” nawijasz „...I swear to god, rap shit saved my life...” - Kim byś był gdyby nie hip-hop?

Zapewne nabijał bym statystykę. Zanim zająłem się rapem, tak naprawdę nie czułem, że mam przed sobą jakiś cel. Człowieku... byłem dziki, kradłem, biłem się, używałem przemocy. Miałem w sobie wiele złości której nie mogłem wyrzucić. Muzyka dała mi taką możliwość, więc jestem bardzo wdzięczny. Nie wiem dokładnie kim bym był... ale nie chcę się dowiedzieć. Byłbym bardzo podły... powiedzmy.

Miałeś tyle gościnnych występów, pracowałeś z tyloma producentami... Z którymi z nich pracowało Ci się najlepiej?

Oczywiście J Dilla zanim odszedł... I mój człowiek Mr. Porter. Wiedza którą przekazał mi o budowaniu piosenek oraz solidne kontakty są dla mnie bezcenne.

Twój styl charakteryzuje się niezwykła charyzmą, i dość hardcore'ową tematyką... Czy zamierzasz nagrywać z innymi raperami ze Stones Throw, którzy też zmiatają swoim flow z powierzchni ziemi? Mam na myśli MF Doom'a, Percee P oraz Roc C?

O tak, właśnie zrzuciłem wersy dla Roc C na jego mixtape kilka tygodni temu. Jestem tam ja, Roc C, Oh No oraz Black Milk. Zrobiłem też kawałek z Percee P i Vinnie Paz'em (Jedi Mind Tricks) na album Percee'ego. Wiec to na razie dwie kolaboracje z trzech. Nie pracowałem jeszcze z MF Doom'em, ale chciałbym. On jest szalony!

Kiedy i czego możemy się spodziewać po twoim solowym debiucie? Podejrzewam że ukaże się w Stones Throw...

Tak, oczywiście ukaże się w Stones Throw... Powinien ukazać się w połowie maja lub na początku czerwca. Powinieneś oczekiwać czegoś nowego i zupełnie innego. To będzie bardzo surowe i dzikie brzmienie!

Czy chciałbyś dodać coś dla twoich słuchaczy z Polski?

Przygotujcie się! Detroit ma coś do powiedzenia! R.I.P. dla moich ludzi J Dilla oraz Big Proof'a! Dla was też hejterzy...! Nadal lubię Detroit Pistons i tutejszą koszykówkę!

Dzięki za Twój czas!

Rozmawiał Sebol dnia 29 stycznia 2007 roku