Aż łezka w oku się kręci, kiedy pomyśli się ile czasu musiało minąć od mojego pierwszego kontaktu z twórczością Aloe Blacc'a aż do możliwości jej doświadczenia na żywo. Nie chcę tutaj się rozpisywać o 2002 roku i premierze EPki duetu Emanon pt. "Anon & On". Było to prawie dekadę temu i widzę ten okres jak przez mgłę. Dużo lepiej pamiętam rok 2005 i wspólny album długogrający Exile'a i Egberta Nathaniela Dawkinsa pt. "Waiting Room", który wyszedł w Shaman Work. Pracowaliśmy już wtedy nad portalem wersalka.com i promowaliśmy w Polsce hip-hopowy wajb wydobywający się z ciepłej Kalifornii. Wtedy nikt z nas nie wiedział nic o przyszłości web 2.0, ale wszyscy mieliśmy konta na myspace.com i nawiązywaliśmy kontakt z kim się dało. Aloe w 2005 roku był praktycznie nie znany na świecie, a ci co go kojarzyli znali go głównie z rapowania. W czasie, gdy Aloe dopiero zaczynał śpiewać, w Polsce znała go zaledwie garstka zapaleńców. Nie mieliśmy pojęcia, że jeszcze przed wydaniem drugiego solowego krążka, cały świat będzie podziwiał tego gościa za przebój "I Need A Dollar". Mieliśmy nosa, szczególnie Paweł Głogowski, który wtedy nawiązał kontakt z Nathanielem. Wymyśliliśmy pytania aktualne jak na przełom 2005 i 2006 roku i oto co nam wtedy Aloe powiedział.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stones Throw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stones Throw. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 października 2011
wtorek, 28 czerwca 2011
Dam-Funk i Steve Arrington łączą generacje
Historia mojego pierwszego, bardzo pośredniego kontaktu z grupą Slave sięga 2005 roku. Wtedy nawet nie bardzo interesował mnie katalog wytwórni Atlantic... po prostu szukałem wszystkiego, co może mnie zbliżyć do twórczości Sa-Ra Creative Partners, zanim ukazał się ich debiutancki krążek "The Hollywood Recordings". Ich tropem dotarłem do składanki "Atlantiquity", którą otwierał cover utworu "Tonight" zespołu Kleeer. Fajni muzycy brali udział w tym nagraniu, na wokalach między innymi Briana Cartwright znana bliżej jako Jack Davey, Brook Davis (też z duetu J*Davey znany bardziej jako Brook D'Leau) i Rozzi Daime. Oprócz nich jeszcze Georgia Anne Muldrow i Me'Shell NdegéOcello na bassie. Trzeba przyznać, że dziś ten skład robi na mnie piorunujące znaczenie, tym bardziej że sześć lat temu, wiele z tych nazwisk nic nikomu nie mówiło. Świetne intro. Zaraz po tym numerze, wjeżdżał odświeżony klasyk grupy Slave z 1980 roku, w wykonaniu Viktera Duplaixa - mowa oczywiście o "Watching You". Wtedy sięgnąłem do historii żeby dowiedzieć się więcej... ale to już nie ten czas na tego typu opowieści. Skupmy się nad czymś, co ma związek z kierunkiem modern funkowym i liderem grupy Slave - Stevem Arringtonem.
wtorek, 20 lipca 2010
DâM-FunK & Master Blazter
Dobra, nie będę "palił Jana" i kopiował materiałów prasowych dostępnych w internecie, bo nie o to się rozchodzi. Zbyt mocno jestem napalony na ten gig, żeby obejść go szerokim łukiem, albo potraktować informację o koncercie skrótem "jabłko + c", "jabłko + v". O samym Damonie, poczytaliście już na fejsie i jeśli śledzicie mojego bloga od dwóch lat to mieliście okazje spotkać informacje o nim już wcześniej... Pierwszy raz pisałem o nim równo dwa lata temu! Potem jeszcze wielokrotnie do jego twórczości się odnosiłem, niecierpliwie oczekując LP "Toeachizown" co ostatecznie zaowocowało dość długim jak na mój blog tekstem. W międzyczasie, bo lekko ponad rok temu, pierwszy raz dał o sobie usłyszeć projekt Master Blazter o którym donosiłem w czerwcu ubiegłego roku. Z tej też okazji pominę opisywanie twórczości, czy postaci jaką jest Dam-Funk, a skupię się na dwójce mniej "kojarzonych" członków formacji, mowa oczywiście o J-1 i Computer Jay'u.
J-1: Pochodzi z Cleveland (to chyba to samo miasto z którego pochodzi Kid Cudi, nie?), instrumentem na którym napierdala jest perkusja! Więc to właśnie J-1 we własnej osobie, stanie za garami w warszawskim Powiększeniu. Przeprowadził się na zachodnie wybrzeże i od razu odnalazł się na tamtejszej scenie... Wprowadzając swój surowy i agresywny styl pomógł stworzyć nowy gatunek muzyczny oparty na funku (o czym dowiedzieć się możemy z jego myspace). W swoje brzmienie implementował wszystko co go inspirowało od James'a Borwn'a, P-Funku, Coltrane'a, Miles'a przez Byrd'a, po Rootsów, Madlib'a i Jay Dee. Jego pierwszym składem był zespół Candiamore, z którym wydał jakieś dwa krążki i kilka bootlegów, potem odbył w tej konfiguracji kilka tras koncertowych. Następnie dołączył do grupy The Freedom Park Allstars, z którymi spotykał się w weekendy na jam sessions. Ten zespół pozwolił mu rozwinąć skrzydła, bo na ulicy słowo się rzekło że J-1 nieźle nakurwia w bębny, i że jest bardzo funky w tym co robi. J-1 pała wielkim uczuciem do winyli i lokalnie zrobił już kilka imprez w Kalifornii. W klipie poniżej, możecie zobaczyć J-1'a w akcji podczas sesji z Aloe Blacc'iem.
Computer Jay: O nim znacznie trudniej coś skrobnąć... nie pozostawił w necie po sobie za dużo śladu, nie ma żadnej notki biograficznej... Nic nie ma. Wiem natomiast że podobnie do Dam-Funk'a i J-1 związany jest z Los Angeles. W przeciwieństwie do jego kolegów z zespołu nie jest tyle kojarzony z modern-funkiem, co raczej z kalifornijską sceną nowo-bitową. Wydał niedawno nakładem RAMP Recordings singiel, pt. "Maintain" gdzie remiksy dostarczyli Mike Slott, FaltyDL i Ikonika. Ponadto jest fascynatem moog'a o czym świadczy "moog magic megamix" dla dublab. No... trochę to dodaje smaku trio Master Blazter... gość związany z new-beats, wypierdalający na moog'u, rhodesie czy podkręconymi własnoręcznie elektro-narzędziami do generacji dźwięków? Myślę że jeszcze o nim usłyszymy...
Chętnych sprawdzenia Master Blazter przed koncertem odsyłam do podcastów HVW8, znajdziecie tam mix przygotowany przez Kutmah'a (którego niedawno zwolnili z więzienia, bo miał jakieś problemy z pobytem w USA), pt. "Blazt Off" oraz "Super Session with Dam Funk, Computer Jay and J-1" - gdzie jest pełen zapis z sesji, do której klip widzicie poniżej:
To co? Mam nadzieję że Powiększenie nas wszystkich pomieści, ale z biletami może być kłopot więc lepiej się spieszcie! Będzie dojebany gig, bo Club Collab i Na Stare Milion przygotowali dla nas więcej niespodzianek. Impreza lata? No raczej! Szczegóły dotyczące miejsca, czasu i ceny biletów znajdziecie tutaj. Zapamiętajcie tę datę 30.07.2010!
środa, 2 grudnia 2009
Zmarł Monty Stark ze Stark Reality

Pamiętam, że do Stark Reality dotarłem później niż w czasie, gdy Egon wydawał reedycje "1969" w Now-Again Records, a później album "Now" w Stones Throw. Był wtedy rok 2003. W późnych partiach roku 2004, razem z ekipą jaraliśmy dobre zioło i podniecaliśmy się wydaniem zbioru klipów wytwórni Stones Throw. Kompilacja nagrana na DVD nazywała się "Stones Throw 101". Wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać po trackliście na głównym DVD, ale i tak dobrze się to oglądało kolejny raz. Jednak to, co spotkało nas na "dodatkach" totalnie rozjebało nam głowy... Pierwszy mocny filmik, był debiutem duetu Jaylib w Jazz Cafe w Londynie. Nie pamiętam ile razy wtedy przewijaliśmy ostatnie półtorej minuty, gdy pracownicy już sprzątają klub po imprezie, a Mos Def gra na fortepianie, Madlib napierdala w perkusje, a Jemini The Gifted One podśpiewuje do ich wyczynów. Kurde, czasami na próbach, albo po koncertach dzieją się takie rzeczy że nie da się ich opowiedzieć... Ale wracając do tematu, drugim filmikiem i mam wrażenie jeszcze ważniejszym jest występ Stark Reality w programie "Say Brother". To wtedy, pierwszy raz usłyszałem ten zespół. Zapis możecie sprawdzić sami poniżej.
Stark Reality - “Acting, Thinking, Feeling” (1969)
Wejście tego występu jest porażające. Szkoda, że oprócz stałych członków grupy czyli: Phila Morrisona, Johna Abercrombiea, Vinnie Johnsona oraz Monty Starka, nie potrafię wyróżnić nikogo z sekcji dętej. Trębacz z lewej, jest prawdziwym skurwysynem na swoim instrumencie. Wibrafon i kompozycje Monty Starka inspirowały wielu współczesnych artystów przez lata... Samplowali go: Large Professor, J-Live, Madlib a nawet Will.I.Am i wielu, wielu innych. 26.11.2009 Monty Stark zmarł na raka.
poniedziałek, 26 października 2009
Dam-Funk - Toeachizown 5LP
O Dam-Funku pisałem na moim blogu od samego początku, czyli od wydania 12" pt. "Burgundy City". Dzięki czemu, wyśledził mojego bloga, pewnie szukając feedbacku swojej muzyki w internecie. Dziś "podąża" za mną na twitterze i jesteśmy w kontakcie. Jaram się maksymalnie tym co robi, jego muzyka to ogromny zastrzyk świeżości w propozycjach Stones Throw. Teraz pora na podsumowanie, wydawanych po kolei woluminów, które razem tworzą pięcio-częściowy album pt. "Toeachizown".

Do napisania tego posta, natchnęła mnie jak zwykle najlepsza audycja Benjiego B, w 1Extra z wczoraj, czyli 25.10.2009. Niestety ten trzygodzinny takeover jest dostępny tylko przez tydzień, więc zainteresowanych odsyłam już teraz. Oprócz muzyki którą znajdziecie na "Toeachizown", zachęcam do sprawdzenia wywiadu z Damonem. 8-mego lipca, pewnie w jeden z fajniejszych dni letnich w tym roku napisałem o "LAtrik"coś takiego:
I wtedy jeszcze myślałem o czymś świeżym i zupełnie nowym, nazywanym przez samego Dam-Funka modern-boogie-funkiem. I wiem, że to przyklejanie łatek jest bezsensowne... Tylko czy jego progres, nie poszedł jeszcze dalej? Mam wrażenie że Dam-Funk wszedł luźno w krąg przedstawicieli Kalifornijskiego "new-beat-generation". A co za tym idzie, nie będzie to zwykła rewitalizacja funku, ale inspirowana funkiem lat 80'tych kolejna forma nowego brzmienia, które tak prężnie rozwija się na west-coast. Być może moje teorie są już zbyt wydumane... ale występy w Low End Theory, czy kolaboracje z Hudsonem Mohawke, mówią same za siebie.

Warto jednak zaznaczyć że LAtrik, Fly, Life, Hood i Sky mają odnośniki do życia samego twórcy. To zbiór jego podziękowań, hołdów, inspiracji i wspomnień, w większości jest to instrumentalna podróż w głąb pomysłów Damon'a. Przy "Fly" Dam-Funk dochodzi do tego, co muzycznie może być "odlotowe" (w sensie brzmienia) i bycia zarazem elegancką osobą (w sensie posiadania tego "czegoś" w sobie). Czy jak to się teraz mówi w mainstreamie muzycznym, mieć "swagger". Jednak nie odnosił bym tutaj tego do wyglądu zewnętrznego, a raczej do charakteru. Jak pewnie słyszeliście w wielu wywiadach, Damon to osoba bardzo miła i otwarta, więc z pewnością mianem "Fly" określa osoby o podobnym usposobieniu. Na drugiej części gościnnie pojawił się Mark De Clive-Lowe, który wzbogaca kompozycje swoimi solówkami na syntezatorze. Słowo Fly może tutaj również kojarzyć się wielu słuchaczom z kosmosem. Damon podkreśla, że przy utworze "Flying V Ride" inspirował się doniesieniami o UFO. Wolumin poświęcony klubom. Dam dodaje, że ukazał w tej części swój taneczny wajb, więc chciałby żeby jego utwory rozgrzewały parkiety. "I Wanna Know" to preludium do tego, co czeka nas na "Life"...

I to właśnie "Life" jest moim faworytem. Może ze względu na to, że jest to odsłona z największym zagęszczeniem jeśli chodzi o wokal. Lubię śpiew Dam-Funka, i mimo że często są to powtarzane sentencje w rytm pływających syntezatorów, to w fajny sposób ilustrują miłość która kipi w woluminie trzecim. Damon omawiając część opisującą życie, wybrał zarówno słodkie jak i gorzkie aspekty kochania. Mówi o wzlotach i upadkach, o poświęceniu i radości w miłości, a także o stratach i rozczarowaniach. Nie potrafię wybrać tutaj mojego ulubionego jointa. "One Less Day" przypomina mi wczesne dokonania LL Cool J'a, "Could I Be Losing Another Lover?" jest bardzo hipnotyczny, a przy tym szybsza perkusja wydostająca się spod dość "gwiezdnego" klawisza, generuje niesamowitą energie z tego kawałka. Nie mogę nie wyróżnić również "I Wanna Thank You (4'Steppin Into My Life)" za ciepło i szczere słowa Damon'a, który przyznał, że ten kawałek jest specjalnie dedykowany dla kogoś wyjątkowego w jego życiu. Soulful!

Część czwarta jest o ulicy i dla ulicy. Uważam że jest to hołd dla Kalifornii i jej specyficznego brzmienia i gangsterskiego charakteru. Najlepiej opisują to słowa Damon'a:
W tej części słychać wszystko co zawdzięczamy w muzyce tej szerokości geograficznej. Przynajmniej my możemy tak to odbierać, dla autora jest to coś więcej. To, na czym się wychował i co dzięki temu brzmieniu zbudował. To brzmienie przyniosło mu możliwość zwiedzenia całego świata. W tej części, wraca do czasów gdy nawet o tym nie marzył. Przypomina tutaj czasy w których biegał z kumplami po Brookside Parku, albo spacerował po Crenshaw. Wolumin "Hood" zawiera klubowy banger "Hood Pass Intact"... Kurde, wyobrażacie sobie gdyby w tym klimacie Dam zrobił płytę ze Snoopem albo Nate Doggiem? Ja pieprze. Nikt by tego nie ogarnął. Swoją drogą ciekawe czy istnieje szansa na taką kolaboracje, widziałem gdzieś flyer'y gdzie na jednym koncercie Dam występował / albo będzie występował z Warrenem G. Liczę na duże rzeczy z takich spotkań...

Jak brzmi "Sky" zamykające serię, jeszcze nie wiem... Pewnie dowiem się tego dopiero gdy nabędę w fizycznej formie cały pięciopak. Pewnie nie jestem jedynym, który w tym roku wyposaży się w brzmienie, nazywane nowym rozdziałem w historii południowo-kalifornijskiego space-funku. Styl Damona jest unikalny i za tym stylem będę podążał. Wysoka ocena dla Toeachizown i dla modern funku Dam-Funka.

Do napisania tego posta, natchnęła mnie jak zwykle najlepsza audycja Benjiego B, w 1Extra z wczoraj, czyli 25.10.2009. Niestety ten trzygodzinny takeover jest dostępny tylko przez tydzień, więc zainteresowanych odsyłam już teraz. Oprócz muzyki którą znajdziecie na "Toeachizown", zachęcam do sprawdzenia wywiadu z Damonem. 8-mego lipca, pewnie w jeden z fajniejszych dni letnich w tym roku napisałem o "LAtrik"coś takiego:
Część pierwsza to cudowny prezent dla wszystkich odprężających się w słońcu na hamaku! Drin w dłoń, w kiejde szypta tego i owego... leżysz i odbierasz sobie resztę funkcji życiowych, które łączą cię jeszcze z rzeczywistym światem, przypominającym o funkcjonowaniu w dzień powszedni. Oto przyszedł Dam Funk z nowoczesnym Boogie-Funkiem.
I wtedy jeszcze myślałem o czymś świeżym i zupełnie nowym, nazywanym przez samego Dam-Funka modern-boogie-funkiem. I wiem, że to przyklejanie łatek jest bezsensowne... Tylko czy jego progres, nie poszedł jeszcze dalej? Mam wrażenie że Dam-Funk wszedł luźno w krąg przedstawicieli Kalifornijskiego "new-beat-generation". A co za tym idzie, nie będzie to zwykła rewitalizacja funku, ale inspirowana funkiem lat 80'tych kolejna forma nowego brzmienia, które tak prężnie rozwija się na west-coast. Być może moje teorie są już zbyt wydumane... ale występy w Low End Theory, czy kolaboracje z Hudsonem Mohawke, mówią same za siebie.

Warto jednak zaznaczyć że LAtrik, Fly, Life, Hood i Sky mają odnośniki do życia samego twórcy. To zbiór jego podziękowań, hołdów, inspiracji i wspomnień, w większości jest to instrumentalna podróż w głąb pomysłów Damon'a. Przy "Fly" Dam-Funk dochodzi do tego, co muzycznie może być "odlotowe" (w sensie brzmienia) i bycia zarazem elegancką osobą (w sensie posiadania tego "czegoś" w sobie). Czy jak to się teraz mówi w mainstreamie muzycznym, mieć "swagger". Jednak nie odnosił bym tutaj tego do wyglądu zewnętrznego, a raczej do charakteru. Jak pewnie słyszeliście w wielu wywiadach, Damon to osoba bardzo miła i otwarta, więc z pewnością mianem "Fly" określa osoby o podobnym usposobieniu. Na drugiej części gościnnie pojawił się Mark De Clive-Lowe, który wzbogaca kompozycje swoimi solówkami na syntezatorze. Słowo Fly może tutaj również kojarzyć się wielu słuchaczom z kosmosem. Damon podkreśla, że przy utworze "Flying V Ride" inspirował się doniesieniami o UFO. Wolumin poświęcony klubom. Dam dodaje, że ukazał w tej części swój taneczny wajb, więc chciałby żeby jego utwory rozgrzewały parkiety. "I Wanna Know" to preludium do tego, co czeka nas na "Life"...

I to właśnie "Life" jest moim faworytem. Może ze względu na to, że jest to odsłona z największym zagęszczeniem jeśli chodzi o wokal. Lubię śpiew Dam-Funka, i mimo że często są to powtarzane sentencje w rytm pływających syntezatorów, to w fajny sposób ilustrują miłość która kipi w woluminie trzecim. Damon omawiając część opisującą życie, wybrał zarówno słodkie jak i gorzkie aspekty kochania. Mówi o wzlotach i upadkach, o poświęceniu i radości w miłości, a także o stratach i rozczarowaniach. Nie potrafię wybrać tutaj mojego ulubionego jointa. "One Less Day" przypomina mi wczesne dokonania LL Cool J'a, "Could I Be Losing Another Lover?" jest bardzo hipnotyczny, a przy tym szybsza perkusja wydostająca się spod dość "gwiezdnego" klawisza, generuje niesamowitą energie z tego kawałka. Nie mogę nie wyróżnić również "I Wanna Thank You (4'Steppin Into My Life)" za ciepło i szczere słowa Damon'a, który przyznał, że ten kawałek jest specjalnie dedykowany dla kogoś wyjątkowego w jego życiu. Soulful!

Część czwarta jest o ulicy i dla ulicy. Uważam że jest to hołd dla Kalifornii i jej specyficznego brzmienia i gangsterskiego charakteru. Najlepiej opisują to słowa Damon'a:
'Hood' is for my true Funksta's, G-Funksta's, Gangsta's
W tej części słychać wszystko co zawdzięczamy w muzyce tej szerokości geograficznej. Przynajmniej my możemy tak to odbierać, dla autora jest to coś więcej. To, na czym się wychował i co dzięki temu brzmieniu zbudował. To brzmienie przyniosło mu możliwość zwiedzenia całego świata. W tej części, wraca do czasów gdy nawet o tym nie marzył. Przypomina tutaj czasy w których biegał z kumplami po Brookside Parku, albo spacerował po Crenshaw. Wolumin "Hood" zawiera klubowy banger "Hood Pass Intact"... Kurde, wyobrażacie sobie gdyby w tym klimacie Dam zrobił płytę ze Snoopem albo Nate Doggiem? Ja pieprze. Nikt by tego nie ogarnął. Swoją drogą ciekawe czy istnieje szansa na taką kolaboracje, widziałem gdzieś flyer'y gdzie na jednym koncercie Dam występował / albo będzie występował z Warrenem G. Liczę na duże rzeczy z takich spotkań...

Jak brzmi "Sky" zamykające serię, jeszcze nie wiem... Pewnie dowiem się tego dopiero gdy nabędę w fizycznej formie cały pięciopak. Pewnie nie jestem jedynym, który w tym roku wyposaży się w brzmienie, nazywane nowym rozdziałem w historii południowo-kalifornijskiego space-funku. Styl Damona jest unikalny i za tym stylem będę podążał. Wysoka ocena dla Toeachizown i dla modern funku Dam-Funka.
sobota, 15 sierpnia 2009
Podcasty, podcasty, podcasty.

Muzyka się zmienia... promocja muzyki się zmienia, formy komunikacji się nieustannie zmieniają. Wszystko się zmienia... Nie da się tego nie zauważyć, tym bardziej wtedy gdy jak na talerzu widać, jak wszystko jest ze sobą sprzężone. Weźmy chociaż twitter... niby prosty jak budowa cepa, ale śledzisz tych artystów, masz dostęp do tego nad czym aktualnie pracują, a co lepsze wiesz to wszystko bezpośrednio od nich. Często, możesz nawet empirycznie sprawdzić co wyczarowali w nocy, gdy wszyscy jeszcze spaliśmy... Szukanie zajebistej muzyki stało się jeszcze prostsze, zresztą widzę że już pieprze bzdury... muzyka sama nas znajduje! Kiedyś w latach 90-tych, gdy byłem jeszcze dzieciakiem wymieniałem się kasetami, przegrywałem i o muzie dowiadywałem się tyle ile zasłyszałem podczas procesu wymiany. Pamiętam, że wtedy najczęściej wymieniałem się z kumplem z 4-tego bloku który dostawał paczki z USA, stąd przegrywane N.W.A czy pierwszy kontakt ze Slum Village. Fajnie że do okolic 99-tego, wrócili działacze ze Stones Throw... wrzucając w 10 rocznicę klasycznego już dla wielu albumu Lootpack, Soundpieces: Da Antidote. 50#Podcast, to zrzut z kasety która została wydana na początku 99-roku, i tworzyła mega-mix tego co stworzyli w tamtym czasie Madlib, Dj Romes i Wildchild. Musicie to obadać! Kilka zdań prosto ze strony wytwórni:
Side one is tracks from earlier Lootpack singles, side two is tracks from Soundpieces, but throughout the mix are various other Madlib beats - some unreleased, and some that would later get worked into tracks like Madvillain's “Rainbows.”
No właśnie... I teraz sami widzicie, downloader podcastów ITunes'a sam mnie poinformował o możliwości pobrania podcastu, pobrałem go, słucham go, dodajemy do tego że nadających podobne rzeczy kanałów jest wiele. Stąd dociera do mnie wiele świeżości i starości z wielu gatunków muzycznych które mnie interesują, uczymy się i czerpiemy przyjemność z odgłosów wydobywających się z membran głośników... To przestało być trudne tak jak kiedyś. A pewnie wraz z końcem roku będziemy się komunikować za pomocą narzędzi które zupełnie zatrą granicę między piśmiennictwem a oralnością. Pewnie to będzie jakiś przełom... Póki co zostańmy jeszcze chwilę przy twitterze. Z Rasem G, z którym łączy nas wspólna, głęboka fascynacja postacią Sun Ra, wymieniłem kilka wiadomości. Dzięki temu dowiedziałem się o blogu o jakże wyjebistej nazwie Saturn Never Sleeps... Oj znajdziecie tam mocny materiał, którego kontent będzie pewnie jeszcze długo się rozwijał. Puki co, możecie pobrać SNS Podcast No. 1 – Sun Ra:Lectric Source Transmissions by King Britt, jestem do teraz nieźle "wkosmoswzięty" całą ideą. Oto jak zapowiadany jest Podcast:
King Britt’s sonic selections inspired by the first two Saturn Never Sleep Sun Ra:Lectric performances dedicated to the works and creative process of experimental jazz musician Sun Ra.
Mam wrażenie że mixtejpy w sensie taśm skończyły się wraz z rozpoczęciem nowego millenium, a od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami nowych narodzin tej samej formy, tylko że w kształcie digitalnym. Ciekawe, jak daleko to jeszcze pójdzie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



