Aż łezka w oku się kręci, kiedy pomyśli się ile czasu musiało minąć od mojego pierwszego kontaktu z twórczością Aloe Blacc'a aż do możliwości jej doświadczenia na żywo. Nie chcę tutaj się rozpisywać o 2002 roku i premierze EPki duetu Emanon pt. "Anon & On". Było to prawie dekadę temu i widzę ten okres jak przez mgłę. Dużo lepiej pamiętam rok 2005 i wspólny album długogrający Exile'a i Egberta Nathaniela Dawkinsa pt. "Waiting Room", który wyszedł w Shaman Work. Pracowaliśmy już wtedy nad portalem wersalka.com i promowaliśmy w Polsce hip-hopowy wajb wydobywający się z ciepłej Kalifornii. Wtedy nikt z nas nie wiedział nic o przyszłości web 2.0, ale wszyscy mieliśmy konta na myspace.com i nawiązywaliśmy kontakt z kim się dało. Aloe w 2005 roku był praktycznie nie znany na świecie, a ci co go kojarzyli znali go głównie z rapowania. W czasie, gdy Aloe dopiero zaczynał śpiewać, w Polsce znała go zaledwie garstka zapaleńców. Nie mieliśmy pojęcia, że jeszcze przed wydaniem drugiego solowego krążka, cały świat będzie podziwiał tego gościa za przebój "I Need A Dollar". Mieliśmy nosa, szczególnie Paweł Głogowski, który wtedy nawiązał kontakt z Nathanielem. Wymyśliliśmy pytania aktualne jak na przełom 2005 i 2006 roku i oto co nam wtedy Aloe powiedział.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soul. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 października 2011
wtorek, 22 marca 2011
Przyszywany syn Eryki Badu?!
Nigdy szczególnie nie interesowałem się koszykówką, mimo to znałem kilka nazwisk. Kiedyś spaliłem dżointa i rozmyślałem nad tym jak chciałbym się nazywać... wtedy przypominały mi się nazwiska basket playerów, które brzmiały zabawnie, ale zdaje się były prawdziwe. Myślałem sobie - kurde dobrze byłoby nazywać się Tracy McGrady albo Hakeem Olajuwon. Niestety, na drugi dzień czar pryskał, kiedy zdawałem sobie sprawę, że moje nazwisko niczym nie różni się od Kowalskiego, a moje imię w niczym nie przypomina słowa Thelonious. Innymi razy, kiedy spaliłem jeszcze tęższego kenta, wymyślałem sobie kim chciałbym być gdybym miał konkretny talent. Wtedy zazwyczaj padała opcja typu, wokalista soulowy. Niestety, kreator poskąpił mi nie tylko zajebistego nazwiska ale też nie obdarzył mnie głosem powodującym miękkie kolana u dziewcząt. Jak wypaliłem wąsa niedawno, natknąłem się na gościa który ma to, o czym zawsze marzyłem po paleniu. Tym kimś jest urodzony w 1988 roku wokalista, znany mniej lub bardziej jako Durand Bernarr.
sobota, 11 września 2010
Coultrain - GodMustBeABoogieMan
W ostatnim poście poświęconym Jay'owi Coleman'owi, pisałem o kolaboracji z Coultrain'em. Czas żeby nieco rozwinąć ten wątek. Zanim jednak przejdziemy do aktualnych spraw, wróćmy na chwilę do czasów w których Coultrain debiutował. Było to na przełomie 2007 i 2008 roku i istniała jeszcze wtedy Wersalka, była to już jedna z ostatnich recenzji które się tam pojawiły. Dla tych, którzy w tamtym czasie nie zetknęli się z twórczością tego artysty postanowiłem odświeżyć tekst:
W styczniu 2008 roku, przeglądałem sobie witrynę grupy Bling47 - dla której jestem bezkrytyczny, jak i dla solowych dokonań Waajeed'a czy całego PPP crew. Na wyżej wymienionej stronie, pojawiła się notka o nadchodzącym albumie piosenkarza, który kryje się pod intrygującym pseudonimem Coultrain. Sprawdziłem więc 4 utwory które promują jego album na myspace i zostałem zmrożony z wrażenia... Czym prędzej chciałem sprawdzić całe LP które nosi nazwę: „Adventures Of Seymour Liberty".
W styczniu 2008 roku, przeglądałem sobie witrynę grupy Bling47 - dla której jestem bezkrytyczny, jak i dla solowych dokonań Waajeed'a czy całego PPP crew. Na wyżej wymienionej stronie, pojawiła się notka o nadchodzącym albumie piosenkarza, który kryje się pod intrygującym pseudonimem Coultrain. Sprawdziłem więc 4 utwory które promują jego album na myspace i zostałem zmrożony z wrażenia... Czym prędzej chciałem sprawdzić całe LP które nosi nazwę: „Adventures Of Seymour Liberty".
Coultrain dorastał niczym Miles Davis w St. Louis. Śpiewu uczył się w kościele, a także od swojej matki która była solistką w miejscowym chórze. Ojciec był pastorem, od niego nauczył się jak opowiadać historię i jak tworzyć piosenki. Pokazał mu też muzyków takich jak Ray Charles czy Stevie Wonder - bo takich płyt słuchano u Coultrain'a w domu. Gdy dorósł podróżował od San Francisco aż po Oslo w Norwegii, nabywając różne kontakty z muzykami. Obecnie mieszka na Brooklyn'ie w Nowym Jorku... gdzie kwitnie jego kariera.
Wracając do samego albumu „Adventures Of Seymour Liberty" - spotkamy na nim 13 utworów, wyprodukowanych wspólnie z kompozytorem Kenautis'em Smithem. Nie znałem wcześniej tego producenta, ale kawałki które wyprodukował dla Coultrain'a są nie z tej ziemi. K. Smith nadał kosmicznego feeling'u utworom, przez co, album ten określany jest jako „spacey soul". W połowie utworów, możemy usłyszeć też prace perkusisty Jason'a „Dirty Lynt'a" Moore'a który wzbogaca album o żywe brzmienie bębnów i cymbałów.
Coultrain, już od pierwszych sekund krążka zabiera nas w podróż międzygwiezdną („Swimmin In The Stars"), później przechodzi do utworu „The Girl Of My Dreams" - gdzie przepiękną linie basu przeplata elektryczne pianino na którym podgrywa Cedric Norah. Trzeci numer to niesamowity „Screw" - właśnie tam możemy usłyszeć rytm wybijany na perkusji przez J. Moore'a. Następnie bardzo pozytywny utwór „Green" na samplu z utworu Jermaine'a Jackson'a - „Where Are You Now". Można by wymieniać tak do samego końca, gdyż album trzyma równy poziom, a każdy kawałek zasługuje na uwagę. Bez wątpienia, debiutancka płyta Coultrain'a jest dojrzała i przemyślana. Nie ma na niej zbędnych wypełniaczy, można słuchać ją w kółko i nie nudzi się! Myślę że w krótkim czasie Coultrain będzie stawiany obok Steve'a Spacek'a, Dwele czy też D'Angelo. W jednym z wywiadów, zapytano Coultrain'a co chciałby, żeby ludzie zyskali słuchając jego muzyki? Odpowiedział: „Mam nadzieję, że będzie dla jednych terapią a dla innych poezją."
Od czasu wydania tego krążka dużo się wydarzyło w karierze Coultrain'a. Po pierwsze włożył bardzo dużo pracy w ostatnią płytę "Abundance" coraz bardziej eksperymentujących Platinum Pied Pipers, następnie przeprowadził się do Kalifornii i dołączył do grupy Hawthorne Headhunters, gdzie nakładem HVW8 wydali 12". Potem za sprawą Record Breakin' Coultrain, jako Seymour Liberty wydał 7" winyl "The Wanderer / Balancing Act". Tym sposobem Aaron Michael Frison, buduje dla swoich słuchaczy historię, której medium jest Coultrain. Zaczął od „Adventures Of Seymour Liberty" przez "The Wanderer / Balancing Act" prowadzi nas do "The Great Escape". To ostatnie jeszcze nie ujrzało światła dziennego, ale całkiem niedawno ukazała się darmowa EPka "GodMustBeABoogieMan".
Bardzo Was proszę... nie zrażajcie się okładką, o ile mi wiadomo Coultrain przygotował ją sam i pewnie pracował w paincie. Jest chujowa strasznie, przyznaje. Ale wybaczam mu to w zupełności. Dlaczego? Bo "GodMustBeABoogieMan" to pozycja darmowa! Jak wiadomo, w czasie teraźniejszym net zalewa chujnia... trzeba się więc dobrze poruszać i stać się crate digger'em 2.0 (a może file diggerem?). W tym przypadku nie ma mowy o wtopie. Coultrain podzielił całość na trzy akty. W pierwszym śpiewa pod muzykę Yesterdays New Quintet i Patrice Rushen, w drugim, jest trochę beatów od kolegów Stoney Rock'a, J-1'a czy Jason'a Moore'a. Akt trzeci otwiera muzyka Tokimonsta. Całość muzycznie sprawia wrażenie dość jazz'owe, jeśli zaś chodzi o samego Coultrain'a, mam wrażenie że odszedł od eksperymentów przeprowadzanych z PPP i wrócił do tego, za co uwielbiałem go od początku najbardziej... więc jeśli wiecie czym były "podróże Seymour'a Libety", to "GodMustBeABoogieMan" jest specjalnie dla Was. Na zachętę odpalcie sobie numer który podesłał mi J-1.
Coultrain - Parable of a Shiny Miracle (prod. J-1)Od czasu wydania tego krążka dużo się wydarzyło w karierze Coultrain'a. Po pierwsze włożył bardzo dużo pracy w ostatnią płytę "Abundance" coraz bardziej eksperymentujących Platinum Pied Pipers, następnie przeprowadził się do Kalifornii i dołączył do grupy Hawthorne Headhunters, gdzie nakładem HVW8 wydali 12". Potem za sprawą Record Breakin' Coultrain, jako Seymour Liberty wydał 7" winyl "The Wanderer / Balancing Act". Tym sposobem Aaron Michael Frison, buduje dla swoich słuchaczy historię, której medium jest Coultrain. Zaczął od „Adventures Of Seymour Liberty" przez "The Wanderer / Balancing Act" prowadzi nas do "The Great Escape". To ostatnie jeszcze nie ujrzało światła dziennego, ale całkiem niedawno ukazała się darmowa EPka "GodMustBeABoogieMan".
Bardzo Was proszę... nie zrażajcie się okładką, o ile mi wiadomo Coultrain przygotował ją sam i pewnie pracował w paincie. Jest chujowa strasznie, przyznaje. Ale wybaczam mu to w zupełności. Dlaczego? Bo "GodMustBeABoogieMan" to pozycja darmowa! Jak wiadomo, w czasie teraźniejszym net zalewa chujnia... trzeba się więc dobrze poruszać i stać się crate digger'em 2.0 (a może file diggerem?). W tym przypadku nie ma mowy o wtopie. Coultrain podzielił całość na trzy akty. W pierwszym śpiewa pod muzykę Yesterdays New Quintet i Patrice Rushen, w drugim, jest trochę beatów od kolegów Stoney Rock'a, J-1'a czy Jason'a Moore'a. Akt trzeci otwiera muzyka Tokimonsta. Całość muzycznie sprawia wrażenie dość jazz'owe, jeśli zaś chodzi o samego Coultrain'a, mam wrażenie że odszedł od eksperymentów przeprowadzanych z PPP i wrócił do tego, za co uwielbiałem go od początku najbardziej... więc jeśli wiecie czym były "podróże Seymour'a Libety", to "GodMustBeABoogieMan" jest specjalnie dla Was. Na zachętę odpalcie sobie numer który podesłał mi J-1.
środa, 26 sierpnia 2009
Od Bilala po EWH

Zanim wyjdę z domu wrzucić na przedramię postać Sun Ra w stylu Banksy'ego chciałbym zostawić jeszcze kilka słów. Chciałbym napisać przede wszystkim o Bilal'u, który niedawno opublikował swój najnowszy mixtape pt. "The Return of Mr. Wonderful". Całość została zmiksowana przez Dj'a Statik'a. Selekcja jest świetna, bo w jednym miejscu mamy wszystkie utwory w których Mr. Wonderful (bo takie jest Bilala Oliver'a nowe alter-ego) występował przez ostatnie lata. Mamy Jay-Z, Beyonce, Commona, Jay Dee, Mos Def'a, i można by tak wymieniać i wymieniać. Jaram się, czekam cały czas na nowy album, który produkują prze-muzycy z kosmicznego SA-RA Creative Partners. Ciekawe czy kiedyś zobaczymy Bilala w Polsce na jakimś koncercie... może tak. Fajnie by było.

I fajnie pewnie będzie w Październiku otóż istnieje duża szansa na zorganizowanie koncertu Electric Wire Hustle w Warszawie. Jeśli ich jeszcze nie znacie, sprawdźcie myspace oraz ostatnią audycję Benjiego B gdzie pojawił się utwór "Chaser". EWH to trio: Myele Manzanza, Taay Ninh, MaraTK - tworzą razem projekt soulowo-elektroniczny, jak pewnie słyszycie to coś pomiędzy Steve'm Spacekiem a Fat Freddys Drop, no ale ekipa jest w końcu z Nowej Zelandii więc w sumie nic dziwnego. Czekam na LP'ka który już niebawem 09.09.09.
środa, 5 sierpnia 2009
DDC Radio#2: Soulcast
Piona! Wczoraj u "Icka na chacie" odbyło się kolejne spotkanie na szczycie, gdzie myśleliśmy nad tym: "co jeszcze można zrobić?"... Buszek przyniósł łapówkę w postaci Ballantines'a, pogadaliśmy o projektach a inne przyspieszyliśmy.

Tak więc od wczoraj możecie pobierać pierwszą w Polsce piracką soulową audycję radiową... znaną od 8 miesięcy jako DDC radio. Link znajdziecie tutaj. Oczywiście jak zwykle znajdziecie tam wiele potknięć, błędów i nieprawdziwych informacji, tak jak ta że "You Know What The Love Is" pochodzi z Fantastic vol. II, a tak na serio to pojawiło się to na Fantastic vol. I grupy Slum Village (RIP Baatin, RIP Dilla), ale mam nadzieję że mi to wybaczycie. Na tamtej sesji pojawił się Prof a kwestią techniczną zajmował się jak zawsze Icek. Nie jest to może soulowe "Rinse.FM", ale mieliśmy bardzo dużo zabawy sklejając to w całość. Okładka, tym razem dużo bardziej profesjonalna jest zaprojektowana przez RSO196, dzięki Miraz, zajebista robota! To co? Posłuchacie?

Tak więc od wczoraj możecie pobierać pierwszą w Polsce piracką soulową audycję radiową... znaną od 8 miesięcy jako DDC radio. Link znajdziecie tutaj. Oczywiście jak zwykle znajdziecie tam wiele potknięć, błędów i nieprawdziwych informacji, tak jak ta że "You Know What The Love Is" pochodzi z Fantastic vol. II, a tak na serio to pojawiło się to na Fantastic vol. I grupy Slum Village (RIP Baatin, RIP Dilla), ale mam nadzieję że mi to wybaczycie. Na tamtej sesji pojawił się Prof a kwestią techniczną zajmował się jak zawsze Icek. Nie jest to może soulowe "Rinse.FM", ale mieliśmy bardzo dużo zabawy sklejając to w całość. Okładka, tym razem dużo bardziej profesjonalna jest zaprojektowana przez RSO196, dzięki Miraz, zajebista robota! To co? Posłuchacie?
1. Erykah Badu - Next Lifetime (Baduizm)
2. Dwight Trible & The Life Force Trio ft. SA-RA - Equipoise (Equipoise EP)
3. Ty & Kory - Hey Ty (Raw & Bangin' Vol. 1 Mixtape)
4. Glen Anthony Henry - Relax & Love (Relax and Love)
5. Platinum Pied Pipers - Deep Inside (Triple P)
6. Prince & The New Power Generation - Diamonds & Pearls (Diamonds & Pearls)
7. Darien Brockington - Don't Say Goodbye (Somebody To Love)
8. Gil Scott-Heron - Did You Hear What They Said? (Free Will)
9. Bilal - Lord Don't Let It (A Love for Sale - Unreleased)
10. J*Davey - Valley Of Love (Land Of The Lost Episode)
11. Peter Hadar - First Sight (Memories of the Heart)
12. The Foreign Exchange - Something To Behold Feat. Darien Brockington & Muhsinah (Leave It All Behind)
13. Hudson Mohawke - Are You Feeling High (Unreleased)
14. Kid Cudi - Pillow Talk (Plain Pat & Emile Presents a KiD named CuDi)
14. N.E.R.D - You Know What (Seeing Sounds)
15. Harmonic 313 - Falling Away ft. Steve Spacek (When Machines Exceed Human Intelligence)
16. Pharrell - Big White Spaceship (Unreleased)
17. Slum Village - You Know What Love Is (Fantastic Vol. I)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





