Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smarki Smark. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smarki Smark. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2009

O tym jak przywrócono polski hip-hop w Czytelni



Nie ogarniałem podkręcającego się hajpu na imprezę Smarkiego i Kixa jeszcze miesiąc temu. Pamiętam że Kix do mnie napisał, żebym powiedział o tym komu trzeba, zanim bilety trafią do sprzedaży. Ja jakoś przysnąłem, a dwa dni później okazało się że już nie ma wejściówek do Czytelni. Mało tego, ludziska na forach odkupowali od siebie bilety, czasami za wyższą cenę. Prawdziwa masakra! Ale czy nie właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze? Zrobić kameralny występ i uciąć w pewnym momencie kolejkę? Brak wtedy przypadkowych słuchaczy, a ten kto przychodzi, na serio żywo reaguje na poczynania artystów na scenie. W tym miejscu propsy dla Tasa. Hubert najwidoczniej wie co zrobić żeby zapełnić Czytelnie. To właśnie on ściąga najciekawsze składy z całej Polski, dostarczając nam naprawdę dużo fajnych wrażeń.



Mój melanż trwał już od piątku, wtedy opijaliśmy to, że Golf III Combi, zostaje w rodzinie i nadal będzie nam woził dupska na wakacje. Trochę wódy z tego wieczoru zostało, więc mogliśmy zrobić pospolite ruszenie już o 14:00 w sobotę. Tak zabijaliśmy czas, czekając na Martę i Kixa. Pociąg z Krakowa miał przybyć dopiero na 18:40, więc mieliśmy trochę czasu operacyjnego. Udaliśmy się z Profem, Danielem i gośćmi z Krakowa do Czytelni, na wiśniówkę, browar i soundcheck. Na miejscu był już Smarki Smark wraz ze swoim hajpmenem Tomkiem. Po 20-stej zaczęli wpuszczać ludzi. Więc do koncertu też mieliśmy trochę czasu na "luz i na chlanie".



Kixnare puszczał klasyki. W Poznaniu, miesiąc przed wejściem w nową dekadę już się tak nie gra. Dlatego, w takich momentach zawsze wracam kilka lat wstecz, przypominając sobie melanże na Nowowiejskiego. Fajne to były czasy. Subway był wtedy dla nas klubem, gdzie wchodząc mówiliśmy że wszystkich tam znamy. Teraz, też takie mamy. Ale muzyka jest inna, ludzie są inni i mam wrażenie że my też się zmieniliśmy. Bardzo bym żałował, gdybym odpuścił sobie możliwość przywrócenia wspomnień tamtych czasów... W każdym razie atmosferę przed występem Smarka i Tomka rozgrzał Prof. Trochę freestylował, i zarapował chyba jeden czy dwa kawałki, które zostały gdzieś zarejestrowane i mam je w czeluściach dysku twardego. Pewnie wielu z Was chciało by w końcu usłyszeć coś, co miało by ręcę i nogi - wypalone na jednym nośniku. Czy kiedyś się tego doczekamy? Pewnie nie wie tego sam Prof nawet. Ale to nic. Wyczekane lepiej się słucha. W każdym razie, ludzie wiedzieli po co przyszli tego wieczoru. Prof, raz dwa rozbujał ludzi w Czytelni, a za chwilę wszyscy już skandowali: Smarki Smark, Smarki Smark...



No i potem już działa się magia. Kto był, ten wie. Powiem tak: Dawno nie byłem na koncercie na którym prezentuje się polski rap. Próbowałem już sobie przypomnieć to wczoraj, ale nie dałem rady. Ale nie zmienia to faktu, że nie byłem w życiu na koncercie, gdzie interakcja publiki z artystą była by tak "wzorowa". Ludzie wykrzyczeli wszystkie teksty, znali je na pamięć, zarówno te które pojawiły się na klasycznej już dziś EP-ce "Najebawszy" jak i te, które były tylko gościnnie zarapowanymi zwrotkami. Świetna atmosfera. Feedback materiału, o którym wielu z polskich wykonawców może tylko pomarzyć. Podejrzewam że będzie dostępny materiał wideo z tego koncertu, to wtedy sami zobaczycie o czym mówię.



Nie miałem okazji za bardzo z Smarkim pogadać o tym co zamierza, ale z jednej strony może coś nowego ukaże się w styczniu... a może w styczniu 2011. Na pewno dostaniecie fajne wersy na płycie "Duże Rzeczy" od W.E.N.Y i Rasmentalism. A potem kto wie, w każdym razie wiem, że jeżeli masz dużo na swojej bani i zapierdalasz do roboty i jesteś zajęty ogarnianiem tych normalnych rzeczy w około swojego dupska, to ciężko jest coś zrobić. To jest dużo pracy. Dlatego potrafię zrozumieć, że materiał może wychodzić latami. Być może wtedy odbiór, przez to wyczekiwanie o którym pisałem już wyżej jest o wiele intensywniejszy. W każdym razie, to wszystko wczoraj wyglądało jak na tym teledysku M.O.P... Był na serio ogień. Wielka piona dla dla Smarka, zajebiście że wleciałeś i dałeś możliwość posłuchania na żywo tego co wstrząsnęło polską kilka lat temu i do dziś tak bardzo daje to radę. Piona dla Tomka, byłeś w sobotę najlepszym hajpmenem jakiego Smarki mógł ze sobą zabrać. Masz dużo pozytywnej energii, myślę że też powinieneś coś kiedyś nagrać. Poza tym jesteś niezłym wirownikiem i nieźle się natrzaskałem. Piona dla Kixa, za prowajding najlepszych tracków, które w klubie zawsze będą brzmiały dla mnie dobrze. Powodzenia z Kollagem, bo to powinien być następny materiał, który ludzie powinni przeżywać jak ten krążek ze Smarkiem.



Uświadomiłem sobie tego wieczoru kolejną rzecz w życiu, za co pozdrawiam gorąco ekipę z Gorzowa, żebyście się mogli spotkać przyjechaliście aż do Poznania, nigdy wcześniej nie myślałem o tych rozjazdach w ten sposób, bo zawsze miałem wszystkich na miejscu. Fajnie więc, że dodatkowo opcja spotkania pojawiła się dzięki muzyce. Takie chwile są bezcenne. Jeśli z kimś wczoraj się nie pożegnałem, sorry... dostałem jeden telefon i musiałem się przenieść w inne miejsce. A potem jeszcze musiałem zobaczyć jak się ma balet w Mięsnej. Jeżeli z kimś nie pożegnałem się później w Mięsnej, to też przepraszam. Straciłem głos, dobrze że jest jeszcze tekst.



*Fotki: Leon i Marta

wtorek, 28 lipca 2009

Rozpierdalające system B4Party w Krakowie!

Niby są wakacje, człowiek jest wolny od studiowania ale jak uwolnić się od pieniędzy? Pierdolnąć 6tke w totka by wypadało i wtedy bywałbym wszędzie i nic bym nie stracił. A tak? Odwiedziłem Dębki w pierwszy weekendowy cykl imprez w ramach Miller Fresh IDA Dj Tour i wypsztykałem się z hajsu. A co za tym poszło nie zabrałem się z Profem i Basią do Krakowa, gdzie miałem spotkać kolegów po fachu, których nie widziałem od dawna (Pozdrawiam Ajk!), Nie zamieniłem słowa z najważniejszymi postaciami polskiego undergroundu i przegapiłem imprezę roku... Żałuję! Everyday struggle nie pozwolił... Jeśli dobrze pójdzie spotkamy się w Czechach, nad tym jeziorem gdzie ludzie rozbijają namioty i przez 3 dni bawią się do utraty tchu, w rytm najlepszego rapu. Poniżej relacja z Krakowa autorstwa Prof'a. Zapraszam:



"Na Hip Hop Kempie byłem wcześniej dwa razy. W tym roku wakacyjne plany zaprowadzą mnie w zupełnie inne miejsce, ale nie o tym chciałem napisać. Hip Hop Kemp kojarzy mi się z wieloma nowymi znajomymi, tłustym brzmieniem soundsystemów i zawsze ciekawym wyborem artystów. Na Kempie właśnie poznałem Ajka (GoodTunes), który zadzwonił do mnie jakiś czas temu i zaproponował zagranie koncertu podczas Before Party w Krakowie. Kraków-Hip Hop Kemp-koncert... Nie było opcji, żeby odmówić. Kiedy Ajk dodał kto oprócz mnie chwyci mikrofon tego wieczoru, wiedziałem, że impreza wyjdzie naprawdę gruba. Nie pomyliłem się. W krakowskim Ministerstwie pojawiło się bardzo wiele osób. Pogoda w ciągu dnia nie dawała wytchnienia, w klubie bardzo szybko zrobiło się gorąco. Zaczął Polistyren z Envi i od razu zrobiło się dobrze. Przed koncertem ustaliliśmy, że będziemy często zmieniać się na mikrofonach, więc pod 4 numerach przejąłem soundsystem, by później oddać go pod kontrolę chłopakom z Gadabit/Grem. Za gramofonami wspierali nas Pat Patent i Kixnare. Reakcje publiczności, radość z muzyki, ludzie skaczący pod sufit - hip hopowy show na żywo w najlepszym wydaniu. W dużej mierze przyczynił się do tego Smarki, który sprawił, że publika wpadła w szał. Niesamowita atmosfera wypełniła każde pomieszczenie Ministerstwa, czułem, że dzieje się coś wyjątkowego. Po koncertach za gramofonami stanał Druh Sławek. Bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w tej imprezie. Jestem pozytywnie zaskoczony, że nadal jest tak wiele osób, które chcą przyjść i wziąć udział w koncercie, dając z siebie bardzo wiele energii. Wielkie propsy dla Ajka za organizację, dla wszystkich, którzy razem ze mną stali na scenie tego wieczoru. Trzeba to powtarzać częściej."










Foto: Ajk, funkyjaz

To co, widzimy się na Kempie?

















Update: Jeśli nie jedziecie o własnych siłach, zawsze możecie skorzystać z oferty Kempobusów. Więcej informacji znajdziecie tutaj.


niedziela, 15 lutego 2009

Smarki Smark vs Jazz Liberatorz

Ktoś, nie wiem kto, wpadł na pomysł zrobienia blendtejpu z rymami Smarkiego na bitach od Jazz Liberatorz

LINK


A poniżej moja stara rozmowa z Jazz Liberatorz...


Witam was, na samym początku powiedzcie coś więcej o sobie – do tej pory broniliście się tylko (albo aż) muzyką, a więc kim są Dj Damage, Dusty oraz Madhi?

Witaj! Dzięki za cierpliwość i przykro nam, że tak długo to trwało… Każdy z naszej trójki jest dj'em oraz beatmaker'em. Znamy się od niezłych paru lat, pochodzimy z jednego miasteczka, leżącego na przedmieściach Paryża. Dusty i ja (Mahdi) pracowaliśmy razem zanim jeszcze powstała formacja Jazz Liberatorz. Dj Damage’a znamy od lat 90tych - prowadził wówczas audycję radiową o Hip Hopie. Wraz Dusty'm nagrywaliśmy transmisje tych audycji, lubiliśmy i zajmowaliśmy się podobną muzyką. Tym sposobem zaczęliśmy ze sobą współpracować, a nasz wspólny projekt jest tej współpracy owocem.

Jak zatem wygląda podział zadań w Jazz Liberatorz? Jako trio producenckie musicie być nieźle zorganizowani… Robicie wszystko od początku do końca razem?

Każdy członek naszej ekipy wnosi swój wkład, nie potrzebujemy określania stanowisk, aby wiedzieć co do kogo należy (bębny na przykład są najczęściej dogrywane przez Dusty’ego). Słuchamy masy różnych płyt, do momentu, kiedy któryś z nas nie wyłapie czegoś oryginalnego, jak na przykład pewien wyjątkowy dźwięk, czy wibracja pochodząca z sampla... Dalej droga już jest prosta. Na poziomie wyboru sampli, staramy się wytworzyć specyficzną atmosferę w kawałku i nie tylko. Tworzenie muzyki ma wiele wspólnego z układaniem puzzli...

Porozmawiajmy troszkę o waszym brzmieniu, skąd pomysły na takie bębny – i gdzie szperacie w poszukiwaniu sampli? Wychwyciłem – „Peace Go With You Brother”, Gil’a Scott’a Heron’a na „What’s Real”… świetny pomysł!

Jesteśmy wielkimi fanami mało popularnego groove-jazzu; takich ikon jak Cti/Kudu, Blackjazz, Muse, Blue Note, Prestige… To nasze źródła inspiracji, z nich czerpiemy pomysły. Gil Scott Heron jest dla nas w tej materii absolutnym autorytetem, jesteśmy bardzo dumni z efektów naszej współpracy. Cieszymy się, że spodobał Ci się akurat ten utwór.

Niekiedy ludzie zajmujący się „etykietowaniem” muzyki nazywają was wykonawcami Down-Tempo, Nu Jazz – czy czujecie się mocniej związani z hip-hopem… Tym bardziej że wasz vibe, to pierwsza połowa lat 90’tych…

Całkowicie nas rozszyfrowałeś - jesteśmy chłopakami lat 90tych, karmionymi muzyką Buckwild’a, Lord Finess’a , Diamond'a D, Pete’a Rocka, ATCQ, De La Soul, Pharcyde, Premier…
Aktualnie słuchamy więcej jazzu niż hip hop'u. Nasza muzyka nadal jest nasączona hip hopem, jednakże jazz jest coraz częściej obecny w naszych dźwiękach. Jesteśmy jedynie beatmakerami, czasem także sfrustrowanymi muzykami. Dlatego też chcemy nadać naszym utworom więcej życia.

Na dzień dzisiejszy macie na koncie 5 - 12”, moim zdaniem każda z nich to strzał w dziesiątkę. Ciekawi mnie jednak, co się z wami działo zanim zadebiutowaliście z pierwszym materiałem?

Wraz z Dusty'm produkowaliśmy francuski rap - Futuristik, Malediction du Nord, Ritmo... Damage z kolei zajmował się wówczas breakbeat'ami, megamixem, audycjami radiowymi, oraz największym ze swoich nałogów - mixtapem.

Już na pierwszym krążku pojawił się Aloe Blacc. W wywiadzie dla nas, powiedział że poznaliście się oraz nawiązaliście kontakt dzięki jego przyjacielowi o ksywce Eeastoar. Z wypowiedzi Aloe Blacc'a wynika również, że to on szukał was – musieliście zatem już parę lat temu narobić wiele szumu we Francji… Jak jest naprawdę?

W rzeczywistości żadnego szumu nie narobiliśmy, to było dopiero nasze drugie wyjście, właśnie zakończyliśmy remiks dla Erica Pierra (Shade of Soul). W momencie, kiedy tworzyliśmy muzykę z Aloe, byliśmy nowo powstałą grupą. Chcemy przy okazji jeszcze raz podziękować Eostarowi za tę pierwszą 12” z Aloe Blacc’iem, był to bowiem dla nas przełomowy moment i wielka szansa.

Aloe dodał w wywiadzie, że bardzo chętnie powtórzyłby kolaborację z wami. Myślicie, że doszłoby to do skutku? Ciekawe jak zabrzmiałby na waszych produkcjach, nowy bardziej soul’owy Aloe…

Oczywiście, że tak! Jest nam bardzo miło to słyszeć. To najbardziej wszechstronny facet jakiego znamy – po prostu genialny. Potrafi dostroić się do każdego wygrywanego beatu: zmienić rytm, śpiewać. Chcielibyśmy ponownie z nim nagrywać, stworzyć utwór, który byłby kompletnie różny od „What’s Real’ – mamy nadzieję, że nasza ponowna współpraca dojdzie do skutku. Ten koleś jest naprawdę niezwykły.

Na rynku pojawił się następnie singiel z Declaime’m – w tym przypadku nie znamy osoby, która was poznała. Jak doszło do waszej współpracy?

Zostaliśmy powiadomieni przez Lefto, naszego przyjaciela z Belgii, że Declaime gra na festiwalu w Holandii. To właśnie dzięki niemu udało nam się przekonać Declaime'a, aby przyjechał do Paryża i nagrał z nami kawałek. To było naprawdę świetne. Pamiętam, że kiedy powstawał nasz projekt, zrobiliśmy listę osób, które chcielibyśmy zaprosić do naszego kolejnego albumu. Declaime był pierwszy na tej liście – to ogromne wyróżnienie móc z nim współpracować. Facet jest geniuszem, ma niespotykaną klasę.

To samo pytanie – tym razem mam na myśli Wildchild’a?

Wildchild grał koncert w Paryżu, który był organizowany przez naszych znajomych z grupy hip hopowej. To właśnie oni wpadli na ten pomysł. Wildchild okazał się wielkim profesjonalistą - sam napisał tekst przed przyjazdem. Przygotował również kartki z tekstem dla chóru. Bardzo szybko układa rymy, jest naprawdę świetnym MC.

Jak było w przypadku T. Love?

T. Love była w Paryżu.. Slurg - jeszcze jeden znajomy - przedstawił ją nam. Byliśmy bardzo podekscytowani, kiedy dowiedzieliśmy się o możliwości współpracy. Oczarowała nas jej EP'ka i w ogóle cały album. Świetnie się dogadywaliśmy i szybko między nami zaiskrzyło. T. Love przesłuchała nasze kawałki, z których wybrała 2 lub 3 i wróciła parę dni później by nagrać ścieżkę. Ta dziewczyna jest niesamowita, potrafi bez trudności przejść od jazzu poprzez rap aż po „spoken word”. Na każdym nagranym kawałku jest swobodna i wyluzowana. T. Love ma nieprzeciętny talent.

Jak zrodziła się współpraca z Fatlip'em?

Fatlip grał koncert w Paryżu razem z Tre Hardson'em i Omni. Jako wielkim fanom Pharcyde, warunki nam sprzyjały i zrobiliśmy jeden utwór przy ich współpracy. Znajdzie się on na naszym LP. W tym czasie zrodził się także pomysł, aby nagrać osiem utworów z Fatlipem. Skontaktowaliśmy się z nim w L.A i zaprosiliśmy do Paryża. Niestety, z powodu presji czasowej, nie mogliśmy nagrać wszystkich ośmiu kawałków. Zrobiliśmy jednak maxi „Backpackers” i małą niespodziankę na naszym albumie. Fatlip jest człowiekiem o wielkiej charyzmie i sile. Ma głos, który z pewnością przejdzie do historii hip hopu. To wielki MC o wszechstronnych umiejętnościach, a jego wersy na „Backpackers” pozostaną na długo w pamięci każdego, co jest dla nas efektem większym niż oczekiwaliśmy.

Od jakiegoś czasu współpracujecie z saksofonistą oraz flecistą grupy Faya Dub - Rico, może kilka słów o nim?

Damage co tydzień grał koncert w jednym z paryskich klubów. W tym samym miejscu grała też grupa Rico - Faya Dub. Spodobały nam się bardzo jego dźwięki wygrywane na flecie, w szczególności na płytach Huberta Laws. Zależało nam bardzo, aby pojawił się na jednym z naszych utworów, zaproponowaliśmy mu więc współpracę. Ten facet jest prawdziwym magikiem, owładnął nas swoją muzyką.

Jak z perspektywy czasu zapatrujecie się na swoje produkcje? Ja zostałem zaskakiwany z krążka na krążek, po tak dobrych singlach jak „What’s Real” czy „Music Makes The World Go Round”, myślałem że nie da się stworzyć kolejnego równie doskonałego singla, po czym znokautowaliście mnie „Backpackers” – nie mogę się doczekać następnych.

Cieszymy się, że ci się podoba. Próbujemy zaprezentować się z różnych stron – różnych brzmień, stylów... kolejne 12’’ są częściami albumu.

Do tej pory nieprzerwanie stawiacie na wydawanie swoich płyt w wytwórni KIF Records. Domyślam się, że po tak długiej współpracy nie zamierzacie się wycofywać.. Czy nie było jednak odzewu z takich wytwórni jak Stones Throw, a być może innych?

Label KIF Records wierzył w nas od początku. Zainwestował w naszą grupę nie mając gwarancji sukcesu, ten gatunek muzyki nie jest bowiem zbyt popularny w Francji. Żadna wytwórnia nie ma wyłączności na Jazz Liberatorz; jeśli możemy promować nasz zespół za pośrednictwem innych wytwórni to dlaczego nie? Jesteśmy otwarci na propozycje...

Jakie macie dalsze plany wydawnicze? Jeszcze kilka kolejnych 12”? Czy też od razu długo oczekiwana przez fanów płyta długogrająca?

LP miał wyjść w listopadzie 2006 roku. Jest jednak planowany na luty 2007, z powodu kolaboracji, w których uczestniczyliśmy na drugim brzegu Atlantyku.

Pytanie którego mogliście się spodziewać, czego możemy oczekiwać na LP?

Zaprezentujemy coś bardziej bogatego niż na naszych dotychczasowych maxi singlach, z kawałkami rapowanymi, śpiewanymi, instrumentalnymi. Jednakże barwa dźwięku pozostanie nadal ta sama szczególnie, jeśli chodzi o utwory z czasów „What’s Real”. Pojawi się też wielu utalentowanych gości.

Z kim wiążecie plany na kolaboracje w przyszłości? Czyżby Tre Hardson lub Crown City Rockers? (Na ostatnim singlu, Fatlip wspomina The Artifacts – być może doprowadzicie do ponownego połączenia sił El Da Sensei’a i Tame One’a)

Jesteś świetnie poinformowany. Spotkamy się ponownie z Tre Hardson'em u boku Fatlipa i Omni, Raashan Ahmad również pojawi się na naszym LP... i wiele innych osobistości. Tego jednak nie chcemy zdradzić, bo nie byłoby niespodzianki!

Jak wygląda wasz występ Live? Czego fani mogą spodziewać się na imprezach Jazz Liberatorz?

Aktualnie, gramy sety. Dla beatmaker'ów przemieszczanie się miedzy domowym studio a sceną nie jest łatwe. Zastanawiamy się obecnie nad pomieszaniem sprzętów, muzyków i gramofonów, aby zrobić dobre show. Trzeba się mocno przy tym napracować. Na chwilę obecną jesteśmy jednak pochłonięci ostatnimi przygotowaniami do albumu oraz mixami.

Czy istnieje możliwość usłyszenia was w naszych stronach? Być może już planujecie wypad do Polski?

Będziemy bardzo szczęśliwi, jeśli nadarzy się okazja odwiedzenia Polski, wiele dobrego słyszeliśmy o waszej scenie muzycznej. Gdy już przyjedziemy, to mam nadzieję, że oprowadzisz nas po miejscach, które warto zobaczyć.


Ostatnie słowa dla słuchaczy i fanów Jazz Liberatorz z Polski?

Dzięki za wasze wsparcie! Mamy nadzieję, że niedługo spotkamy się na koncercie w Polsce. Do zobaczenia!