Wczoraj... a w zasadzie już dziś, blisko 4-tej nad ranem wracałem z całkiem sympatycznej domówki, gdzie było dużo śmiechu i całkiem sporo mniej lub bardziej celnych ripost. Jechałem sam autobusem nocnym w stronę Dębca, czasami odruchowo odpalam internet żeby zobaczyć czy ktoś pijany pisze coś głupiego. Niestety po tym co przeczytałem nie było mi do śmiechu wcale. Johari Palacio napisał "Rest In Power to the ancestor Gil Scott-Heron. Man, Poet, M.C., Thought Catalyst. If you don't know, do the knowledge." Zdębiałem. Wytrzeźwiałem i od razu zadzwoniłem do Icka. Też nie mógł uwierzyć. Wysłałem też kilka sms'ów, chociaż nigdy wcześniej w podobnych sytuacjach tego nie robiłem. Gdy wróciłem do domu, wrzuciłem tylko na ścianę mój ulubiony numer z "Winter In America" i poszedłem spać zdając sobie sprawę z tego, że ten dzień jest datą zamknięcia jednego z najważniejszych muzycznych rozdziałów w całym moim życiu. Kto czyta moją stronę od początku, albo zna mnie już kilka lat, doskonale wie że w tym momencie nie przesadzam. Jest mi teraz ciężko. Ostatni raz tak źle czułem się kiedy odszedł Jay. Czas, który włożyłem w kontemplacje jego muzyki, ilość godzin które poświęciłem na pisanie o nim, czasami przewyższa niektóre relacje z ludźmi, których spotykałem w swoim życiu. Żałuję że nie pojechałem do Berlina, kiedy był na trasie promującej album wydany w XL Records. Chyba nawet wtedy się komuś żaliłem, że to źle że nie jadę, bo to może być ostatnia szansa żeby zobaczyć i usłyszeć Gil'a na żywo. Miałem rację. To koniec.
Ten tekst, w skrócie opisujący życie i twórczość Gil'a Scott'a Heron'a, ukazał się już kilka lat temu w 2006 roku, w #41 numerze Magazynu Hip Hop. Wydaje mi się, że dotarł do zbyt małej ilości osób, więc wrzuciłem go na Wersalke. Internet daje większe szanse na to, że ludzie na niego trafią. Potem zdjęliśmy stronę "wygodną dla uszu", więc tekst znowu poszedł do "szuflady". Jakiś czas temu, po krótkiej rozmowie z Jędrzejem (którego wcześniej też czytaliście na wersalce, a dziś ma własny kąt do pisania -Soul-Jazz i to jego podcast jest soundtrackiem do tematu), postanowiłem kolejny raz wrzucić go online. A nóż, komuś się przyda...
Grimm już nie raz udowadniał że jest świetnym raperem. Już na początku lat 90-tych wydał swoją pierwszą dwunastkę pt. ”So Whatcha Want Nigga?”. Koncertując po całych stanach wraz z Dj’em Roc Raida i Fat Man Scoop’em, spodobał się kilku wytwórniom, co wróżyło szybki rozwój jego kariery. W styczniu ’94 roku popołudniu była śnieżyca w Nowym Jorku, Grimm Reper wybierał się do Atlantic Records podpisać kontrakt.
Mniej więcej rok temu, śledząc koneksje SA-RA Creative Partners, najbardziej progresywnego kolektywu ostatnich lat, natrafiłem na Aqeela - wokalistę i kompozytora z dalekiej Californii, który zmęczony brakiem sukcesów na niemrawej scenie soulowej lat 90tych ubiegłego wieku w ojczystym stanie oraz przestępstwami z użyciem broni palnej z jednej i brutalnością policji z drugiej strony, wybrał życie w zupełnie bliskiej nam Hiszpanii. Nowy album Sa-Ra: Nuclear Evolution, The Age Of Love uderzył właśnie w wielkim stylu. Znalazł się też na nim kawałek oryginalnie napisany na ostatni mixtape Aqueela „The Bone Song”, a więc mamy dobry klimat, żeby odświeżyć wywiad z europejskim członkiem rodziny SA-RA. Wrzucając go rok temu na Wersalke (R.I.P.) napisałem, że warto go sprawdzić, bo za parę lat będzie można chwalić się, że znało się kota od samego początku jego drogi na szczyt. Jak wysoki to będzie szczyt nadal nie wiadomo. Jak to zwykle bywa z undergroundowym soulem za bardzo obscenicznym i za mało plastikowym dla regularnej rotacji w komercyjnych stacjach. Tak czy inaczej – Aqeel is still hot. Zapytajcie koleżanki! Space love.
Kiedy zacząłeś bawić się muzyką i kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, żeby zająć się tym na poważnie?
Wszystko zaczęło się gdy miałem mniej więcej 8 lat. Nagrywałem kasety z moimi kolegami z dzieciństwa. Potem było śpiewanie w kościele i konkursy młodych talentów. Około 1989 zacząłem rymować i wkręciłem się w to bardziej niż w śpiewanie. Muszę przyznać, że byłem na prawdę zajebisty i mniej więcej wtedy założyliśmy z Taz’em (teraz znany z SA-RA) zespół, który nazwaliśmy „Big Yacht”. W niektórych piosenkach potrzebowaliśmy wokalisty i ludzie zaczęli pytać “Dlaczego ty nie zaśpiewasz”. Ale ja odpowiadałem wtedy “Nie człowieku, ja jestem MC!”. W końcu jednak przez te namowy i dodatkowo zachęcany ciągle przez moją mamę zdecydowałem się zacząć śpiewać. W 1998 spotkałem Erykah (Badu) i wtedy postanowiłem potraktować śpiewanie na poważnie.
Jak opisałbyś muzykę, którą robiłeś na początku swojej kariery? Czy było to coś podobnego do tego co można usłyszeć na Twoim najnowszym mixtape’ie “Inside the mind of Afro American Angel” czy twój styl ewoluował przez lata?
Definitywnie moja muzyka ewoluowała. Na początku była bardziej “soulful” i powiedzmy r’n’b. Ale moją bazą jest gospel + soul + hip hop = funk. Baby! (Śmiech)
Mówisz o sobie “Lover of good music”. Jaki są Twoje wczesne muzyczne inspiracje? Kogo nadal podziwiasz i kogo szanujesz na współczesnej scenie muzycznej? Na Twoim mixtape’ie można znaleźć sample z Miles’a Davis’a, Madvillain, produkcje Shafiq’a Husayn’a (SA-RA). Czy to są tropy, które pozwalają rozszyfrować Twój muzyczny świat?
Stevie Wonder, Donny Hathaway, Bill Withers, Motown sound, Michael Jackson, Chaka Khan, bardzo dużo gospel. Teraz, oprócz gospel, nadal słucham tych wszystkich rzeczy, od The Temptations do The Rolling Stones. Jeśli chodzi o nowych artystów, lubię Georgie Anne Muldrow, oczywiście SA-RA, to moja rodzina!, John Legend jest dobry i Aqeel, wiadomo. Ale żeby rozszyfrować mój świat, trzeba słuchać dużo Reggae, Jazz’u, Funk’u, Soul’u i dobrego Hip Hop’u. Na Twoim profilu myspace można znaleźć kawałek, który zrobiłeś z Foreign Beggars. Wspominasz również o współpracy Samy’m Deluxe i chórkach, które nagrałeś na drugie “Chronic” Dr Dre. Gdzie jeszcze możemy usłyszeć Twój głos i beaty?
Wszystkie moje ważniejsze kolaboracje możecie znaleźć na myspace, ale jeśli macie ochotę podiggować głębiej, googlnijcie Aqeel albo Aqeel72 lub len Anthony Henry i powinniście znaleźć wszystko co zrobiłem do tej pory. Miałem umowę z wydawcą w Niemczech, dlatego nagrywałem z ludźmi takimi jak Samy Deluxe ,K.C Da Rookee, Ill Will itp...
Co udało Ci się wydać dotychczas? Czy “Inside the Mind of an Afro American Angel” to pierwsza rzecz jaka oficjalnie ujrzała światło dzienne?
W Hiszpanii wydałem album “Beats and Voices” i maxisingiel “Djame” w 2005. Dodatkowo z funkowo-soulowym projektem Glen Anthony Henry wydałem płytę „Relax and Love”.
Jesteś świetnym wokalistą. Kto wywarł największy wpływ na Twój styl. Którego z wokalistów najbardziej podziwiasz?
Stevie Wonder – na kolana.
Czy grasz na jakimś instrumencie, albo produkujesz bity?
Trochę się w to bawię. Myślę, że w końcu będę grał i produkował więcej niż teraz. Na razie chcę się wybić jako wokalista i kompozytor. Potem wbiję się w stronę produkcyjną.
Tytuł Twojego mixtape’u (“Inside the Mind of Afro American Angel”), zdjęcie Marcus’a Garvey’a na Twoim profile – jak ważne jest dla Ciebie Twoje pochodzenie? Sun Ra, George Clinton, Spike Lee itd… – czy to są Twoje inspiracje w tym temacie? To znaczy w kwestii podejścia do kultury i tradycji afro-amerykanksiej?
Moje dziedzictwo umiera więc ważne dla mnie jest podtrzymać tradycję przy życiu, edukować i wzbudzać zainteresowanie. Generalnie całe “czarne doświadczenie” dobiegło końca i oczywiście to moi przodkowie zainspirowali mnie maksymalnie do kontynuowania tej tradycji. To błogosławieństwo, chociaż w czasach blingu i pieniędzy z fastfood’owej muzyki to smutne gdzie znaleźliśmy się jako ludzie. Wydaje się, że nikomu już nie zależy, ale mi ciągle tak, dlatego będę robił swoje dopóki nie powróci Mothership (Śmiech).
Opowiedz trochę o swojej historii. W 1999 przeprowadziłeś się do Palma De Mallorca, a przyjechałeś tam początkowo tylko zagrać tribute show dla Motown. Powiedz coś więcej o tym zdarzeniu. Dlaczego zdecydowałeś się zostać? Gdzie mieszkasz obecnie I co robiłeś “muzycznie” przed przyjazdem do Hiszpanii?
Zanim przyjechałem do Hiszpanii byłem fryzjerem przez 10 lat. Żeby skupić się na swoich rzeczach musiałem opuścić LA i przeniosłem się na rok do Colorado, a potem do Hiszpanii. Byłem znudzony sceną w LA i nie bardzo interesowały mnie rzeczy, które się tam wtedy działy. Potrzebowałem zmiany. Przez rok w Colorado pracowałem nad demo z kolesiem, który nazywa się Demetrious Ross i który grał z Prince’m i Cyndi Lauper. Dzięki niemu załapałem też jakieś rzeczy w Europie i tak znalazłem się w Hiszpanii. Nigdy nie zagrałem żadnego prawdziwego koncertu w LA, oprócz wesel czy jakichś świąt kościelnych więc kiedy pojawiła się prawdziwa okazja żaby żyć z muzyki nie wahałem się ani chwili. Od pierwszego dnia gdy znalazłem się na Majorce zakochałem się w tej wyspie i postanowiłem zostać. Uczyłem się, żyłem przy samej plaży, świetne żarcie – czułem się jak w raju. Żadnej broni, żadnej brutalności ze strony policji, fastfood nie na każdym rogu. A jeśli chodzi o koncert dla Motown to była to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić. Codziennie śpiewałem piosenki Temptations, Four Tops itd. Tam zdobyłem całe moje doświadczenie. Teraz mieszkam w Madrycie.
Mówisz o sobie również “freestyler” Czy to znaczy, że nadal rymujesz?
Taa. Co jakiś czas. Często zdarza się tak, że wpadamy do studia, Griffi robi bit na szybko, a ja dodaję rymy i robimy cały joint z biegu.
Kim jest Griffi, który zrobił większość beatów na Twoim ostatnim mixtape’ie? To są na prawdę grube rzeczy!
Griffi to najlepszy kot jeśli chodzi o beaty w Hiszpanii. Spotkałem go w 2005 kiedy kończyłem pracę nad albumem i trzymamy się do dziś.
Jak spotkałeś Shafiq’a Husayn’a z SA-RA, który zrobił dwa beaty na “Inside the Mind of Afro American Angel?
Znamy się z Taz’em (SA-RA) od dziecka, a Shafiq’a spotkałem w meczecie. Wszyscy studiowaliśmy Islam więc znam ich bardzo długo, to moi bracia.
Wielu ludzi spotyka teraz sowich muzycznych partnerów przez myspace lub podobne strony. Czy pracowałeś już z kimś, kogo spotkałeś w Internecie?
Jeszcze nigdy nie pracowałem z nikim z myspace, ale właśnie ostatnio poznałem dwóch kotów, z którymi zamierzam zrobić coś razem. Tokyo Joe i Byron The Aquarious. Zrobimy jakieś gorące gówno, są dobre chęci!
Widziałem reklamę (Barceló Cream), w której zaśpiewałeś i do której zrobiłeś muzykę. Czy masz więcej takich projektów? Czy to jest tak, że muzyka to pasja, ale pieniądze przychodzą z innych źródeł, nie ze sprzedaży płyt cz z koncertów?
Dokładnie. To jeden ze sposobów w jaki zarabiam na chleb i czynsz.
Niedawno byłem na koncercie Jneiro Jarel’a i przyszło na niego dosłownie dwadzieścia parę osób, mimo wsparcia jakie Jneiro ma wśród ludzi takich jak Gilles Peterson. Jak to wygląda w Twoim przypadku? Jak reagują ludzie na Twoją muzykę? Czy Twoja publiczność rośnie? Na tym video z Hiszpanii wygląda na to, że publika jest z Tobą.
To smutne, ale takie rzeczy się zdarzają. Zespół, który widać na tym video to mój „osobisty” skład „Aqeel and the Mental People”. To w nim mieszam wszystko co lubię w jedną całość, żądnych granic. Jeśli chodzi o to jak rośnie scena i publiczność, myślę, że to kwestia czasu. Ktoś się wybije i pociągnie wszystkich za sobą. Tak się stanie.
Czy Aqeel and the Mental People to Twój stały skład?
Tak, ale mam też 2-gi band, z którym gram jako Glen Anthony Henry. Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?
Żyć z pisania muzyki i grania koncertów. Sprawdźcie mój myspace. Dzięki za wsparcie. Głęboko doceniam! Jah Bless.. AQEEL
Over a year ago, tracing Sa-Ra connections, I came across the space soul music of Aqeel. Here’s a few words from the man who came all the way from Cali to spread sweat funk in Europe. Support nasty music from the future! Space Love.
When did you actually start making music and when did you first though about taking it seriously?
I started when I was about 8, recording onto cassettes with some of my childhood friend. From there, singing in church and talent shows. Then around ’89 I started rapping, took that more serious than singing, and became real good at it. I was dope I must add. So I started a group with Taz from SA-RA. We were called “Big Yacht”. During that time on some songs we needed a singer so people would always said “why don’t you do it” and I would be like “Man I’m a rapper” (laugh). So from people telling that plus my mom drilling me about, I decided to go ahead and start singing. I met Erykah in like ’98. When I met her is when I decided to take it seriously.
How would you describe your style at the beginning of your career? Was it similar to what we can hear on your latest mixtape or has it evolved through years?
It definitely evolved. I was more soulful R&B-ish if you want to say that. So seeing that gospel is my foundation + soul + hip-hop, all that equals FUNK baby! (laugh).
You describe yourself as a “lover of good music”. Who were your early inspirations then? Who do you still admire and what new artists you respect the most? Samples form Miles Davis, Madvillain, production from Shafiq Husayn (SA-RA) are these the traces we should follow to decipher your music world?
Stevie Wonder, Donny Hathaway, Bill Withers, Motown sound, Michael Jackson, Chaka Khan, a lot of gospel. Apart form the gospel I still listen to everything else from The Temptations to The Rolling Stones. As for new artists I like Georgia Anne Muldrow, SA-RA of course, that’s my fam right there. John Legend is good, Aqeel of course. But to really decipher my world one would have to basically listen to a lot of reggae, jazz, funk, soul and good hip hop.
On your myspace there is a joint you did with Foreign Beggars. You also mention Samy Deluxe and backing vocals you did for Dr Dre. What other collaborations have you done so far? Where can we hear your voice or your beats?
All the colabos I’ve done are on my myspace, but if you wanna dig deeper go to google, type Aqeel or Aquel 72, or Glen Anthony Henry, you should be able to see everything I’ve done so far. I had publishing deal in Germany so that’s where the colabos there came in Samy Deluxe ,K.C Da Rookee, Ill Will etc…
What have you already released? Are there any other mixtapes, or “Inside the Mind of an Afro American Angel” is your first one? You had a deal with B.M.G and E.M.I. Are there any albums you released for them?
Well, here in Spain I released a album and a maxi in 2005. The maxi is called “Dejame” and the LP “Beat’s and Voices”, the freaktape is my latest, plus Glen Anthony Henry (“Relax And Love”) which you can find in my top friends it’s a funk-soul project…
You are a fantastic singer. Who did influence your style? Who do you admire the most?
Stevie Wonder - hands down!
Do you play any instrument and/or produce your beats?
I mess around a little. Eventually I’ll play more and produce. For right now I want to reach success from being a singer and song writer, then go into the production side of things…
The title of your mixtape (Inside the Mind of Afro American Angel), the picture of Marcus Garvey on you profile – how important is your heritage to you? Sun Ra, George Clinton, Spike Lee etc… – are they your inspirations in this matter? I mean, in their approach to the Afro-American culture and tradition.
The thing is my heritage is dying, so it’s important for me to keep it alive and educate and raise curiosity. As a whole the black experience is over so of course my ancestors inspire me to the max to keep it going. It’s a blessing though in a day where everybody is blinging and money, this money that you know fast food music… It’s sad where we are as a people it seems as if no one cares. I do so I’m keep doin’ my thing till the mothership returns (laugh).
Tell us a bit about your history. You moved in 1999 to Palma De Mallorca, and you came there to do a “Motown gig with Majestic’s”. Could you say a bit more about this situation? What was the deal with this gig? Why did you stay there? Where do you live now? And what had been happening before coming to Spain, talking about your involvement in music.
Before I came to Spain I was a barber for like 10 years. It was hard to stay focussed so I left LA went to Colorado for a year from there to Spain. Being bored and not really digging the scene in LA anymore I needed change. So I was in Colorado doin’ a demo with a cat named Demetrious Ross who played with Prince and Cyndi Lauper and did some work in Europe through him is how I got the contact to come to Spain. I had never did any shows in LA apart from weddings, church things like that, so when the opportunity came to live the music and get paid for it I took it. From the first day I got to the island of Mallorca I fell in love with it so I stayed. I was learning, I lived right on the beach, good food it was a paradise to me. No guns, no police brutality, no fast food everywhere. It was the best gig I ever could’ve gotten I was doin’ Motown songs everyday… The Temptations, Four Tops etc... That’s where I basically got all my experience. From now I live in Madrid.
On your myspace profile you also describe yourself as a “free styler”. Does it meant that you also spit rhymes occasionally? Can we find your rhymes on the mixtape? Or is it about your general attitude to life?
Yeah I spit a bit freestyle or whatever. There’s been a lot of times I go to the studio and Griffi makes a beat on the spot and I do song right there on the spot freestyle ya dig (laugh).
Who is Griffi who did most of tracks on your new mixtape? He knocked up heavy beats for you!
He’s the dopest cat in Spain on the beat tip. We linked up in 2005, when I was finishing up my album. From there our realtionship grew and here we are today…
How did you hook up with Shafiq Husayn, who provided 2 beats for your mixtape?
First of me and Taz Arnold are childhood friends. I met Shafiq in a mosque. We all studied Islam together so I’ve been knowing them a long time bro, those are my brothers…
A lot of people meet their musical partners through myspace (or similar web sites) nowadays. Have you ever met someone that you collaborated with on the Net? Who would be your top choice for searching on myspace when it comes to working together?
I have’nt done any work with anyone from myspace. but just recently I met two cats that I am gonna work with Tokyo Joe and Byron the Aquarious we’re gonna do some dope shit man god willing…
On your Myspace there is an ad you did in Spain. Are you involved in more projects like this? Is it a bit like: music is a passion but the money comes from other sources, not directly from selling records and touring?
No doubt exactly that. That’s just one of the ways I eat and pay my rent comercials colabs…
I was at Jneiro Jarel show yesterday in Birmingham and literally only twenty-something people turned up! Despite all the hype he gets from Gilles Peterson and Benji B. So in general, what is the response of the audience to your music in Europe? Are there a lot of people who dig this kind of style? Is it growing? Have you played a lot of shows in Europe or are you focused on Spain? I saw a video from your live show in your comments on myspace. It was probably shot in Spain and it looks like the crowd was with you on it.
It’s sad but it is what it is. I do get support here. The band you saw was my personal band Aqeel and Mental People that’s where I fuse everything I like into one sound no rules basically. As far as the sound growing I think it is it’s all a matter of time it’s gonna take someone from this genre to blow up though for everyone else to jump on it. It will happen though...
Is Aqeel and Mental People your “permanent” band?
I have another band for the Glen Anthony Henry thing.
What are you plans for the nearest future? Any featurings on other artists’ records? New releases? More touring and promotion of the mixtape?
Plans are to keep living doin’ music and gigging. Thanx for your support, appreciate dearly, Jah bless. Aqeel
Wywiad i wstęp - 100na / Interview and introduction by 100na.
Aqeel – Inside The Mind Of Afro American Angel
Od dłuższego czasu w moich głośnikach, w domu, w pracy i wszędzie gdzie da się słuchać muzyki - gości świeży „freaktape” Aqeel’a. Nic dziwnego, lubię wiosną otaczać się dobrym soulem, a jeszcze bardziej jego kosmiczną formą. Wyobraź sobie że na jednym krążku łączą się: ideologia Earth Wind & Fire oraz futuryzm muzyczny z pierwiastkiem Sa-Ra. A to jeszcze nie wszystko. Nad unikatowym brzmieniem ulatuje przepiękna barwa Aqeel’a, który opowiada o głębi umysły afro-amerykańskiego anioła… Brzmi jak klasyk?
Nad krążkiem (a wlaściwie mixtape’m) Aqeel’a pracował m.in. Shafiq Husayn (Sa-Ra), który wyprodukował dwa tracki „Wake Up” oraz fenomenalny „The Bone Song”. Klimat tego utworu przypomina trochę beztroskie wakacje w Madrycie i pewnie właśnie wtedy doszło do „aktu tworzenia” pomiędzy Creative Partners i Aqeel’em. Dalej, jest równie dobrze! Nieznani, lokalni, hiszpańscy producenci stanęli na wysokości zadania. Quiroga – zrobił tylko jeden podkład na ten album „Milk Train”, ale to mój zdecydowany faworyt, cudowny utwór. Nad resztą czuwał Griffi, beatmaker z Madrytu. Idealnie wpasował się stylistycznie w klimat Aqeel’a, tworząc kosmiczne wibracje, od początku do końca płyty. Griffi przemyca również fragmenty muzyki Miles’a Davis’a z połowy lat 70’tych, a także pozwala wokaliście śpiewać na beat’cie z Madvillain („Figure It Out”, „Get Off My Line”). Sam chyba uwielbia układać bassline’y, a poziom który prezentuje w takich numerach jak „Breath”, „Where Are We” czy „Love Is A Mystery” – to światowa czołówka. Mimo że na płycie mamy trzech producentów to właśnie beaty Griffi’ego spinają „Inside the Mind of American Angel” w spójną całość.
Choć Aqeel porusza w swoich tekstach przeróżne tematy to cały czas nie pozwala zapomnieć, że jest niezwykle świadomy i dumny ze swojego pochodzenia. Dokładniej - próbuje wyeksponować to, co siedzi w głowie afro-amerykanina z kosmosu. Oprócz tego, Aqeel zdradza swoje zamiłowanie do mody, jego wyszukany styl to pewnie kolejna inspiracja kolegami z Sa-Ra, którzy tak jak Miles Davis, wiedzą co znaczy trzymać szpan! Sprawdźcie „Inside The Mind Of Afro American Angel” oraz rozmowę z twórcą.
Gdzie się da, rozmawiam z ludźmi o tym, co warto posłuchać... Pamiętam że jeszcze zimno było, gdy Lechu, znany w to tu, to tam jako "Eleskey", powiedział mi: "Sebol, sprawdź The Tones, spodoba Ci się na bank", no to sięgnąłem po to wydawnictwo. Niby Bay Area, niby soulful, śpiewają i rapują, no to dlaczego miałbym olać rekomendacje Leszka? The Tones utworzyli skład w 2001 roku, jest to duet: raper-producent Retro i raper-ze skłonnościami do śpiewania Suhn. Od tego czasu koncertowali z takimi artystami jak: Common, Slum Village, Little Brother, QuestLove czy Dr. Cornell West (ciekawy filozof zresztą...). "Dreamtalk" to o ile się nie mylę ich debiutancki album. Wyszedł w zeszłym roku nakładem labelu Plug, który założył bodajże Kero One. Common powiedział o nich: "The Tones are some real soulful brothers", i trudno się z nim nie zgodzić... flow The Tones przypomina nieco dokonania Illa J. Chłopaki opowiadają o podążaniu za marzeniami, w tle życia codziennego. Bity Retro (chociaż występują tutaj też inni producenci) tworzą wyluzowany, soulowy klimat, który z pewnością umili Wam coraz cieplejsze i słoneczniejsze dni. Album na lato, bez wątpienia. Na zachętę chciałem dać kawałek "You Turn Me On", który wyprodukował Beathoven, ale naglę się rozmyśliłem i zdecydowałem się na "Road Ahead" The Tones - Road Ahead
Mocky'ego, mimo że wydał właśnie 4-ty album nie znałem wcześniej. Poznałem go za sprawą Gilles'a Peterson'a i bardzo spodobało mi się to co zaprezentował na swojej ostatniej płycie "Saskamodie". Mocky'ego możecie znać ze współpracy z Jamie'm Lidell'em. Poza tym, jest to człowiek orkiestra, bo jak czytamy na jego myspace:
Mocky is listed as playing drums, bass, rhodes, piano, guitar, percussion, bells, recorder, vocals, whistle, organ and toys as well as writing string arrangements.
Nie jest to płyta dla zapalonych brzmieniem głębokiego i tłustego bass'u. Nie leżało to nawet obok produkcji przeznaczonych na klubowe szaleństwo. To płyta która ma cię odprężyć w pracy albo po pracy. W większości jest to instrumentalne wydawnictwo. Kolaż pop'u, jazz'u - może i jakiejś stylistyki hip-hopowej. Jeśli miałbym do czegoś się przyczepić, to byłby to tylko jeden kawałek "Golden Dream" - i tylko ze względu na to, że jest "za wesoły" i trochę burzy mi nastrój całego albumu. Na zachętę odsłuch utworu "Music To My Ears", który otwiera album. Jak chcesz w końcu w domu posiedzieć, to sobie to załatw i posłuchaj w spokoju. Bo lato idzie i leniwe też być potrafi. Muzyka do leżenia na hamaku. Mocky - Music To My Ears
Byt Wersalki w domenowej, internetowej rzeczywistości przestał istnieć... a co za tym idzie, cały materiał który się tam do tej pory przez... Hmm, już 4 lata (?) pojawiał przestał istnieć razem z nią. A więc postanowiłem dopieszczać starsze rekomendacje i publikować je co jakiś czas na blogu... Na pierwszy ogień:
Jorge Ben Negro é Lindo Phonogram 1971
Jorge Ben (lub też Jorge Ben Jor) urodził się w 1940 roku. Gdy był jeszcze młodym chłopakiem, usłyszał boss’a-nove w wykonaniu João Gilberto. Jego gra tak bardzo zainspirowała Jorge, że podobnie do swojego idola, zaczął grać na gitarze i rozwijać swój styl. Jako autor tekstów piosenek i śpiewak zasłynął na Brazylijskiej scenie już w wieku 23 lat. A jego pierwszym wielkim hitem był utwór "Mas, Que Nada". Jak wiadomo, ten numer stał się bardzo szybko standardem i był wykonywany przez wielu artystów. Warto dodać że Brazylia w latach ’60 była pod dyktaturą wojskową. Cenzura dogłębnie analizowała teksty artystów. Jednak nie dotyczyło to tak bardzo samego Jorge Ben’a dlatego, że jego piosenki nie miały podtekstów politycznych. Zdarzało się że w latach ’70 przerywano występy Ben’a, gdyż jego piękne Brazylijskie tancerki często prowokowały swoją seksualnością.
Tyle z lekcji historii, przenieśmy się teraz do roku 1971. Phonogram wydaje wtedy album pt. „Negro é Lindo”. Tak naprawdę to nie wiem o czym śpiewa ten Brazylijczyk, dlatego bardziej skupię się na muzyce niż na tekstach. Na początek dodam, że w latach ’70 Benjor (bo tak też na niego mówili) bardzo chętnie łączył elementy brazylijskich rytmów z tym co się działo w muzyce w zachodniej Afryce. Stąd tak dużo metek które można przypinać temu artyście i albumowi. Jest to miks latynoskiego jazzu, soulu i pop’u. Bardzo wybuchowy i jednocześnie spokojny album. Z jednej strony taneczny a zarazem też bardzo intymny i romantyczny. Utwory na które szczególnie warto zwrócić szczególną uwagę to - „Porque e proibido pisar na grama”,oraz ”Cassius Marcelo Clay” , który był poświęcony Muhammadowi Ali (bo tak brzmiało jego nazwisko przed zmianą wiary tego legendarnego boksera). Nie będę wyszczególniał innych bo to nie ma sensu – a cały album naprawdę trzyma poziom. Warto sięgnąć po Brazylijski soul, tuż przed zbliżającym się wiosną... no i nie zapominajcie o nim latem! Naprawdę, krążek tworzy niesamowity klimat. Poza tym, południowo amerykański temperament i dźwięk głosu Jorge Ben’a spodoba się na pewno nie jednej pannie.
Inny powód dla którego warto sięgnąć po tą pozycję Jorge Ben’a to nieskończona ilość sampli. Dostęp do tego typu muzyki na czarnym krążku jest bardzo trudny w naszym kraju. Ale dotarł do tego między innymi Ostry i zrobił dla Afrontu bit („Amerykański sen”), z którejś wersji utworu "Mas, Que Nada", o którym pisałem wcześniej. Polecam.
Bonusowo dorzucam video: Jorge Ben - Domingas, który został zarejestrowany rok przed wydaniem omawianej wyżej produkcji...