
Bilet kupiłem w przedsprzedaży. Zainteresowanie tym koncertem wydawało się być duże, więc wolałem nie ryzykować. Poza tym piątka w kieszeni, to bezcenna mineralka która nie jednemu już potrafiła uratować życie.
Do Eskulapu wychodziłem z przeświadczeniem że na niedzielne spotkanie z komunikacją interkulturową nie dotrę. Przeczucie to było strzałem w dziesiątkę, bo impreza w Eskulapie była tak dobra że wychodziłem około 5-tej rano. W tym miejscu gratulacje dla Miza za pomysł sprowadzenia Bengi, Skream'a, Scuby i Shackleton'a w jedno miejsce... cztery tak poważne osobistości jednego wieczoru, to naprawdę imponujące wydarzenie. Eskulap przeżył prawdziwy renesans. Już dano nie pamiętam żeby po 23, w tym klubie na obu poziomach było tyle ludzi.
Przed wejściem Bengi i Skream'a, pod sceną ludzi zebrał Mizu, chwilę po północy mogliśmy już słuchać setu 2/3 tria znanego jako Magnetic Man. Benga i Skream pokazali tej nocy bardzo dużo energii, świetnie bawili się grając przed Polską publicznością. Sound system rozprzestrzeniał bass po dolnych partiach Eskulapu jak należy. Wnętrzności zostały profesjonalnie wymasowane. Highlightem setu dla mnie był puszczony przez Skream'a remiks La Roux - "In For The Kill". Chociaż publika żywo reagowała na praktycznie wszystko co podał duet, a szacun tym większy bo chłopaki oprócz swoich rzeczy, przypominali również petardy z Hyperdub. How nice is that?! Fajnie wychodził również crowd control, związany z klaskaniem. W ogóle rozwiązanie grania metodą B2B był genialnym pomysłem, zwiększyło to różnorodność podawanych jointów i miałem wrażenie, że przysparzało im to więcej radochy z grania. A ja? Oj świetnie się bawiłem...
La Roux - In For The Kill (Skream RMX)
Gdy na scenie jeszcze byli B&S, udało mi się porozmawiać ze Scubą. Trochę wyciszony gość, ale bardzo miły. Zapytałem go o kilka kwestii związanych z możliwościami sprowadzenia do Polski Joy Orbisona, więc kto wie, kto wie... W każdym razie, zaraz potem Scuba rozpoczął swój set, no i nie mógł zacząć innego jak od Hyph Mngo. Heh, śmiać mi się chciało bo tuż przed wyjściem na tę imprezę, zastanawiałem się czy mogę liczyć na odsłuch jednego z najgorętszych singli tego roku na potężnej ścianie głośników Eskulapu. I znowu dostałem to czego chciałem. Chociaż myślałem, że ludzie poznają ten track po jednej nutce, niczym jak w "Jaka to Melodia" ale feedback było słychać dopiero po czterdziestu sekundach, jak wbiły się w bębny... Ogień!
Poszedłem potem na backstage, zrobić pamiątkowe foto, podpisać bilet i zamienić słowo z Bengą i Skream'em. Okazuje się, że to przemiłe chłopaki. Powiedziałem Bendze że pierwszy track jaki w jego twórczości mnie totalnie rozpierdolił, (zresztą nie tylko mnie, ale i ludzi w piwnicach w blokach na Dębcu) był Benga Woz Here, z Red Bull Music Academy z Toronto z 2007 roku. Dostałem "high five" za podejście do rzeczy. Trzeba też przyznać że Benga to niezły party rocker, nie wsparty żadnymi wspomagaczami nieźle radził sobie z wódą.
Madzia i Sebol podczas setu B&S

Jeśli ktoś mnie kiedyś zapyta, czy warto iść na wspólny set Bengi i Skream'a... z bez wątpienia będzie to odpowiedź twierdząca. Jeśli jeszcze tego nie słyszałeś live, musisz jak najprędzej tego dokonać. Świetny event, genialne przeżycie. Jaram się! Na koniec pozdrawiam czytelników mojego bloga. Dzięki za odwiedziny i pozytywny odzew. W szczególności piona dla Magdy M. za ciekawą dyskusje przy barze.