Historia mojego pierwszego, bardzo pośredniego kontaktu z grupą Slave sięga 2005 roku. Wtedy nawet nie bardzo interesował mnie katalog wytwórni Atlantic... po prostu szukałem wszystkiego, co może mnie zbliżyć do twórczości Sa-Ra Creative Partners, zanim ukazał się ich debiutancki krążek "The Hollywood Recordings". Ich tropem dotarłem do składanki "Atlantiquity", którą otwierał cover utworu "Tonight" zespołu Kleeer. Fajni muzycy brali udział w tym nagraniu, na wokalach między innymi Briana Cartwright znana bliżej jako Jack Davey, Brook Davis (też z duetu J*Davey znany bardziej jako Brook D'Leau) i Rozzi Daime. Oprócz nich jeszcze Georgia Anne Muldrow i Me'Shell NdegéOcello na bassie. Trzeba przyznać, że dziś ten skład robi na mnie piorunujące znaczenie, tym bardziej że sześć lat temu, wiele z tych nazwisk nic nikomu nie mówiło. Świetne intro. Zaraz po tym numerze, wjeżdżał odświeżony klasyk grupy Slave z 1980 roku, w wykonaniu Viktera Duplaixa - mowa oczywiście o "Watching You". Wtedy sięgnąłem do historii żeby dowiedzieć się więcej... ale to już nie ten czas na tego typu opowieści. Skupmy się nad czymś, co ma związek z kierunkiem modern funkowym i liderem grupy Slave - Stevem Arringtonem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dam-Funk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dam-Funk. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 czerwca 2011
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
wtorek, 20 lipca 2010
DâM-FunK & Master Blazter
Dobra, nie będę "palił Jana" i kopiował materiałów prasowych dostępnych w internecie, bo nie o to się rozchodzi. Zbyt mocno jestem napalony na ten gig, żeby obejść go szerokim łukiem, albo potraktować informację o koncercie skrótem "jabłko + c", "jabłko + v". O samym Damonie, poczytaliście już na fejsie i jeśli śledzicie mojego bloga od dwóch lat to mieliście okazje spotkać informacje o nim już wcześniej... Pierwszy raz pisałem o nim równo dwa lata temu! Potem jeszcze wielokrotnie do jego twórczości się odnosiłem, niecierpliwie oczekując LP "Toeachizown" co ostatecznie zaowocowało dość długim jak na mój blog tekstem. W międzyczasie, bo lekko ponad rok temu, pierwszy raz dał o sobie usłyszeć projekt Master Blazter o którym donosiłem w czerwcu ubiegłego roku. Z tej też okazji pominę opisywanie twórczości, czy postaci jaką jest Dam-Funk, a skupię się na dwójce mniej "kojarzonych" członków formacji, mowa oczywiście o J-1 i Computer Jay'u.
J-1: Pochodzi z Cleveland (to chyba to samo miasto z którego pochodzi Kid Cudi, nie?), instrumentem na którym napierdala jest perkusja! Więc to właśnie J-1 we własnej osobie, stanie za garami w warszawskim Powiększeniu. Przeprowadził się na zachodnie wybrzeże i od razu odnalazł się na tamtejszej scenie... Wprowadzając swój surowy i agresywny styl pomógł stworzyć nowy gatunek muzyczny oparty na funku (o czym dowiedzieć się możemy z jego myspace). W swoje brzmienie implementował wszystko co go inspirowało od James'a Borwn'a, P-Funku, Coltrane'a, Miles'a przez Byrd'a, po Rootsów, Madlib'a i Jay Dee. Jego pierwszym składem był zespół Candiamore, z którym wydał jakieś dwa krążki i kilka bootlegów, potem odbył w tej konfiguracji kilka tras koncertowych. Następnie dołączył do grupy The Freedom Park Allstars, z którymi spotykał się w weekendy na jam sessions. Ten zespół pozwolił mu rozwinąć skrzydła, bo na ulicy słowo się rzekło że J-1 nieźle nakurwia w bębny, i że jest bardzo funky w tym co robi. J-1 pała wielkim uczuciem do winyli i lokalnie zrobił już kilka imprez w Kalifornii. W klipie poniżej, możecie zobaczyć J-1'a w akcji podczas sesji z Aloe Blacc'iem.
Computer Jay: O nim znacznie trudniej coś skrobnąć... nie pozostawił w necie po sobie za dużo śladu, nie ma żadnej notki biograficznej... Nic nie ma. Wiem natomiast że podobnie do Dam-Funk'a i J-1 związany jest z Los Angeles. W przeciwieństwie do jego kolegów z zespołu nie jest tyle kojarzony z modern-funkiem, co raczej z kalifornijską sceną nowo-bitową. Wydał niedawno nakładem RAMP Recordings singiel, pt. "Maintain" gdzie remiksy dostarczyli Mike Slott, FaltyDL i Ikonika. Ponadto jest fascynatem moog'a o czym świadczy "moog magic megamix" dla dublab. No... trochę to dodaje smaku trio Master Blazter... gość związany z new-beats, wypierdalający na moog'u, rhodesie czy podkręconymi własnoręcznie elektro-narzędziami do generacji dźwięków? Myślę że jeszcze o nim usłyszymy...
Chętnych sprawdzenia Master Blazter przed koncertem odsyłam do podcastów HVW8, znajdziecie tam mix przygotowany przez Kutmah'a (którego niedawno zwolnili z więzienia, bo miał jakieś problemy z pobytem w USA), pt. "Blazt Off" oraz "Super Session with Dam Funk, Computer Jay and J-1" - gdzie jest pełen zapis z sesji, do której klip widzicie poniżej:
To co? Mam nadzieję że Powiększenie nas wszystkich pomieści, ale z biletami może być kłopot więc lepiej się spieszcie! Będzie dojebany gig, bo Club Collab i Na Stare Milion przygotowali dla nas więcej niespodzianek. Impreza lata? No raczej! Szczegóły dotyczące miejsca, czasu i ceny biletów znajdziecie tutaj. Zapamiętajcie tę datę 30.07.2010!
poniedziałek, 26 października 2009
Dam-Funk - Toeachizown 5LP
O Dam-Funku pisałem na moim blogu od samego początku, czyli od wydania 12" pt. "Burgundy City". Dzięki czemu, wyśledził mojego bloga, pewnie szukając feedbacku swojej muzyki w internecie. Dziś "podąża" za mną na twitterze i jesteśmy w kontakcie. Jaram się maksymalnie tym co robi, jego muzyka to ogromny zastrzyk świeżości w propozycjach Stones Throw. Teraz pora na podsumowanie, wydawanych po kolei woluminów, które razem tworzą pięcio-częściowy album pt. "Toeachizown".

Do napisania tego posta, natchnęła mnie jak zwykle najlepsza audycja Benjiego B, w 1Extra z wczoraj, czyli 25.10.2009. Niestety ten trzygodzinny takeover jest dostępny tylko przez tydzień, więc zainteresowanych odsyłam już teraz. Oprócz muzyki którą znajdziecie na "Toeachizown", zachęcam do sprawdzenia wywiadu z Damonem. 8-mego lipca, pewnie w jeden z fajniejszych dni letnich w tym roku napisałem o "LAtrik"coś takiego:
I wtedy jeszcze myślałem o czymś świeżym i zupełnie nowym, nazywanym przez samego Dam-Funka modern-boogie-funkiem. I wiem, że to przyklejanie łatek jest bezsensowne... Tylko czy jego progres, nie poszedł jeszcze dalej? Mam wrażenie że Dam-Funk wszedł luźno w krąg przedstawicieli Kalifornijskiego "new-beat-generation". A co za tym idzie, nie będzie to zwykła rewitalizacja funku, ale inspirowana funkiem lat 80'tych kolejna forma nowego brzmienia, które tak prężnie rozwija się na west-coast. Być może moje teorie są już zbyt wydumane... ale występy w Low End Theory, czy kolaboracje z Hudsonem Mohawke, mówią same za siebie.

Warto jednak zaznaczyć że LAtrik, Fly, Life, Hood i Sky mają odnośniki do życia samego twórcy. To zbiór jego podziękowań, hołdów, inspiracji i wspomnień, w większości jest to instrumentalna podróż w głąb pomysłów Damon'a. Przy "Fly" Dam-Funk dochodzi do tego, co muzycznie może być "odlotowe" (w sensie brzmienia) i bycia zarazem elegancką osobą (w sensie posiadania tego "czegoś" w sobie). Czy jak to się teraz mówi w mainstreamie muzycznym, mieć "swagger". Jednak nie odnosił bym tutaj tego do wyglądu zewnętrznego, a raczej do charakteru. Jak pewnie słyszeliście w wielu wywiadach, Damon to osoba bardzo miła i otwarta, więc z pewnością mianem "Fly" określa osoby o podobnym usposobieniu. Na drugiej części gościnnie pojawił się Mark De Clive-Lowe, który wzbogaca kompozycje swoimi solówkami na syntezatorze. Słowo Fly może tutaj również kojarzyć się wielu słuchaczom z kosmosem. Damon podkreśla, że przy utworze "Flying V Ride" inspirował się doniesieniami o UFO. Wolumin poświęcony klubom. Dam dodaje, że ukazał w tej części swój taneczny wajb, więc chciałby żeby jego utwory rozgrzewały parkiety. "I Wanna Know" to preludium do tego, co czeka nas na "Life"...

I to właśnie "Life" jest moim faworytem. Może ze względu na to, że jest to odsłona z największym zagęszczeniem jeśli chodzi o wokal. Lubię śpiew Dam-Funka, i mimo że często są to powtarzane sentencje w rytm pływających syntezatorów, to w fajny sposób ilustrują miłość która kipi w woluminie trzecim. Damon omawiając część opisującą życie, wybrał zarówno słodkie jak i gorzkie aspekty kochania. Mówi o wzlotach i upadkach, o poświęceniu i radości w miłości, a także o stratach i rozczarowaniach. Nie potrafię wybrać tutaj mojego ulubionego jointa. "One Less Day" przypomina mi wczesne dokonania LL Cool J'a, "Could I Be Losing Another Lover?" jest bardzo hipnotyczny, a przy tym szybsza perkusja wydostająca się spod dość "gwiezdnego" klawisza, generuje niesamowitą energie z tego kawałka. Nie mogę nie wyróżnić również "I Wanna Thank You (4'Steppin Into My Life)" za ciepło i szczere słowa Damon'a, który przyznał, że ten kawałek jest specjalnie dedykowany dla kogoś wyjątkowego w jego życiu. Soulful!

Część czwarta jest o ulicy i dla ulicy. Uważam że jest to hołd dla Kalifornii i jej specyficznego brzmienia i gangsterskiego charakteru. Najlepiej opisują to słowa Damon'a:
W tej części słychać wszystko co zawdzięczamy w muzyce tej szerokości geograficznej. Przynajmniej my możemy tak to odbierać, dla autora jest to coś więcej. To, na czym się wychował i co dzięki temu brzmieniu zbudował. To brzmienie przyniosło mu możliwość zwiedzenia całego świata. W tej części, wraca do czasów gdy nawet o tym nie marzył. Przypomina tutaj czasy w których biegał z kumplami po Brookside Parku, albo spacerował po Crenshaw. Wolumin "Hood" zawiera klubowy banger "Hood Pass Intact"... Kurde, wyobrażacie sobie gdyby w tym klimacie Dam zrobił płytę ze Snoopem albo Nate Doggiem? Ja pieprze. Nikt by tego nie ogarnął. Swoją drogą ciekawe czy istnieje szansa na taką kolaboracje, widziałem gdzieś flyer'y gdzie na jednym koncercie Dam występował / albo będzie występował z Warrenem G. Liczę na duże rzeczy z takich spotkań...

Jak brzmi "Sky" zamykające serię, jeszcze nie wiem... Pewnie dowiem się tego dopiero gdy nabędę w fizycznej formie cały pięciopak. Pewnie nie jestem jedynym, który w tym roku wyposaży się w brzmienie, nazywane nowym rozdziałem w historii południowo-kalifornijskiego space-funku. Styl Damona jest unikalny i za tym stylem będę podążał. Wysoka ocena dla Toeachizown i dla modern funku Dam-Funka.

Do napisania tego posta, natchnęła mnie jak zwykle najlepsza audycja Benjiego B, w 1Extra z wczoraj, czyli 25.10.2009. Niestety ten trzygodzinny takeover jest dostępny tylko przez tydzień, więc zainteresowanych odsyłam już teraz. Oprócz muzyki którą znajdziecie na "Toeachizown", zachęcam do sprawdzenia wywiadu z Damonem. 8-mego lipca, pewnie w jeden z fajniejszych dni letnich w tym roku napisałem o "LAtrik"coś takiego:
Część pierwsza to cudowny prezent dla wszystkich odprężających się w słońcu na hamaku! Drin w dłoń, w kiejde szypta tego i owego... leżysz i odbierasz sobie resztę funkcji życiowych, które łączą cię jeszcze z rzeczywistym światem, przypominającym o funkcjonowaniu w dzień powszedni. Oto przyszedł Dam Funk z nowoczesnym Boogie-Funkiem.
I wtedy jeszcze myślałem o czymś świeżym i zupełnie nowym, nazywanym przez samego Dam-Funka modern-boogie-funkiem. I wiem, że to przyklejanie łatek jest bezsensowne... Tylko czy jego progres, nie poszedł jeszcze dalej? Mam wrażenie że Dam-Funk wszedł luźno w krąg przedstawicieli Kalifornijskiego "new-beat-generation". A co za tym idzie, nie będzie to zwykła rewitalizacja funku, ale inspirowana funkiem lat 80'tych kolejna forma nowego brzmienia, które tak prężnie rozwija się na west-coast. Być może moje teorie są już zbyt wydumane... ale występy w Low End Theory, czy kolaboracje z Hudsonem Mohawke, mówią same za siebie.

Warto jednak zaznaczyć że LAtrik, Fly, Life, Hood i Sky mają odnośniki do życia samego twórcy. To zbiór jego podziękowań, hołdów, inspiracji i wspomnień, w większości jest to instrumentalna podróż w głąb pomysłów Damon'a. Przy "Fly" Dam-Funk dochodzi do tego, co muzycznie może być "odlotowe" (w sensie brzmienia) i bycia zarazem elegancką osobą (w sensie posiadania tego "czegoś" w sobie). Czy jak to się teraz mówi w mainstreamie muzycznym, mieć "swagger". Jednak nie odnosił bym tutaj tego do wyglądu zewnętrznego, a raczej do charakteru. Jak pewnie słyszeliście w wielu wywiadach, Damon to osoba bardzo miła i otwarta, więc z pewnością mianem "Fly" określa osoby o podobnym usposobieniu. Na drugiej części gościnnie pojawił się Mark De Clive-Lowe, który wzbogaca kompozycje swoimi solówkami na syntezatorze. Słowo Fly może tutaj również kojarzyć się wielu słuchaczom z kosmosem. Damon podkreśla, że przy utworze "Flying V Ride" inspirował się doniesieniami o UFO. Wolumin poświęcony klubom. Dam dodaje, że ukazał w tej części swój taneczny wajb, więc chciałby żeby jego utwory rozgrzewały parkiety. "I Wanna Know" to preludium do tego, co czeka nas na "Life"...

I to właśnie "Life" jest moim faworytem. Może ze względu na to, że jest to odsłona z największym zagęszczeniem jeśli chodzi o wokal. Lubię śpiew Dam-Funka, i mimo że często są to powtarzane sentencje w rytm pływających syntezatorów, to w fajny sposób ilustrują miłość która kipi w woluminie trzecim. Damon omawiając część opisującą życie, wybrał zarówno słodkie jak i gorzkie aspekty kochania. Mówi o wzlotach i upadkach, o poświęceniu i radości w miłości, a także o stratach i rozczarowaniach. Nie potrafię wybrać tutaj mojego ulubionego jointa. "One Less Day" przypomina mi wczesne dokonania LL Cool J'a, "Could I Be Losing Another Lover?" jest bardzo hipnotyczny, a przy tym szybsza perkusja wydostająca się spod dość "gwiezdnego" klawisza, generuje niesamowitą energie z tego kawałka. Nie mogę nie wyróżnić również "I Wanna Thank You (4'Steppin Into My Life)" za ciepło i szczere słowa Damon'a, który przyznał, że ten kawałek jest specjalnie dedykowany dla kogoś wyjątkowego w jego życiu. Soulful!

Część czwarta jest o ulicy i dla ulicy. Uważam że jest to hołd dla Kalifornii i jej specyficznego brzmienia i gangsterskiego charakteru. Najlepiej opisują to słowa Damon'a:
'Hood' is for my true Funksta's, G-Funksta's, Gangsta's
W tej części słychać wszystko co zawdzięczamy w muzyce tej szerokości geograficznej. Przynajmniej my możemy tak to odbierać, dla autora jest to coś więcej. To, na czym się wychował i co dzięki temu brzmieniu zbudował. To brzmienie przyniosło mu możliwość zwiedzenia całego świata. W tej części, wraca do czasów gdy nawet o tym nie marzył. Przypomina tutaj czasy w których biegał z kumplami po Brookside Parku, albo spacerował po Crenshaw. Wolumin "Hood" zawiera klubowy banger "Hood Pass Intact"... Kurde, wyobrażacie sobie gdyby w tym klimacie Dam zrobił płytę ze Snoopem albo Nate Doggiem? Ja pieprze. Nikt by tego nie ogarnął. Swoją drogą ciekawe czy istnieje szansa na taką kolaboracje, widziałem gdzieś flyer'y gdzie na jednym koncercie Dam występował / albo będzie występował z Warrenem G. Liczę na duże rzeczy z takich spotkań...

Jak brzmi "Sky" zamykające serię, jeszcze nie wiem... Pewnie dowiem się tego dopiero gdy nabędę w fizycznej formie cały pięciopak. Pewnie nie jestem jedynym, który w tym roku wyposaży się w brzmienie, nazywane nowym rozdziałem w historii południowo-kalifornijskiego space-funku. Styl Damona jest unikalny i za tym stylem będę podążał. Wysoka ocena dla Toeachizown i dla modern funku Dam-Funka.
piątek, 7 sierpnia 2009
Nowości warte sprawdzenia...
Po pierwsze należy wspomnieć o świrze którego znacie już z mojego bloga, strony Brainfeeder'a, Stones Throw, z niezliczonych show Mary Anne Hobbs... oczywiście mowa o Gaslamp Killerze, który jest jednym z największych szaleńców jakich dane było mi usłyszeć w świecie klubowego grania, a przy tym to postać z chyba najbardziej eklektycznym stylem grania jaki w tej chwili chodzi po ziemi. Na pewno ma coś w sobie z "Git Kolesia" znanego z 4funTV, pierdoli zasady i nie jest frajerem! Krzyczy do mikrofonu i ludzie to czują. Dało się to odczuć na tegorocznym Sonar Festiwalu w Barcelonie na filmikach dostarczonych przez Mary Anne Hobbs. Jak to wygląda w The Low End Theory, miejscówce gdzie Gaslamp Killer (bo o nim cały czas mowa) jest dla imprezujących Bogiem za gramofonami - nie widziałem! Ale z pewnością warto byłoby dziś pojawić się w L.A. w największym w tej chwili muzycznym laboratorium. Ale do rzeczy... bo się rozpisałem a jeszcze nic ciekawego z tego nie wynika. A więc, na dniach premierę swoją miała EPka Gaslamp Killer'a pt. "My Troubled Mind" (dokładnie 4tego sierpnia) i trzeba przyznać że jest świetna, ciężko przykleić tutaj znowu jakąś metkę, ale jak na gościa z L.A. który wydaje 10" z pakietem instrumentali chyba warto zaliczyć do "sceny beat", no nie? W każdym razie, mamy świetne intro, za nim mroczny "Anything Worse", który przeplatał się już w jakichś miksach... i tak dalej przez 12 minut, aż wchodzi coś co kompletnie zaskakuje (choć nie powinno zaskakiwać tych co znają GLK), otóż EPka kończy się 3 minutowym trackiem z brytyjskim wokalem pt. "Birthday Music" który był męczony na repeacie od kilku dni... Gaslamp Killer jest szalony, a My "Troubled Mind EP" jest zajebisty. Pamiętajcie że wyszło tylko 2000 sztuk, które są ręcznie numerowane... więc należy się spieszyć jeśli by was to interesowało.
Gaslamp Killer - My Troubled Mind EP
No ale to nie wszystko, bo jak nie chcecie w tej chwili nic kupować... to zawsze możecie zapisać się do subskrypcji Brainfeeder'a i pobierać co po chwile nowe podcasty przygotowane przez członków wytwórni bądź ich przyjaciół. Polecam wam najnowszy podcast Gaslamp'a który ukazał się pod tytułem "Gaslamp Killers" - świetna robota, praktycznie same instrumentale, czasami oplatane tylko jakimiś dialogami. Świetnie to wchodzi, GLK ewidentnie skupił się tutaj na brzmieniach perkusji, musicie to sprawdzić sami!

A jak stwierdzicie że to Was przerasta, i że głowa się od tego gotuje i nie możecie tego słuchać, no to odsyłam znowu do Dam-Funk'a. Otóż, pojawiła się druga część (z 5-ciu) serii zatytułowanej Toeachizown. Tym razem D-F odrywa nas od ziemi... Wolumin drugi nosi podtytuł Fly.

Oto jak opisuje swoją robotę sam autor:
Jeeeeaaa!
Gaslamp Killer - My Troubled Mind EP
No ale to nie wszystko, bo jak nie chcecie w tej chwili nic kupować... to zawsze możecie zapisać się do subskrypcji Brainfeeder'a i pobierać co po chwile nowe podcasty przygotowane przez członków wytwórni bądź ich przyjaciół. Polecam wam najnowszy podcast Gaslamp'a który ukazał się pod tytułem "Gaslamp Killers" - świetna robota, praktycznie same instrumentale, czasami oplatane tylko jakimiś dialogami. Świetnie to wchodzi, GLK ewidentnie skupił się tutaj na brzmieniach perkusji, musicie to sprawdzić sami!

A jak stwierdzicie że to Was przerasta, i że głowa się od tego gotuje i nie możecie tego słuchać, no to odsyłam znowu do Dam-Funk'a. Otóż, pojawiła się druga część (z 5-ciu) serii zatytułowanej Toeachizown. Tym razem D-F odrywa nas od ziemi... Wolumin drugi nosi podtytuł Fly.

Oto jak opisuje swoją robotę sam autor:
“Fly is Vol. 2 of the 'digital release' from Toeachizown. The first 3 tracks Flying V Ride (which is a reference 2 the fabled UFO that many have reported seeing in their lifetime), Candy Dancin’ & Burn Straight Thru U co-exist as a 'suite' called ‘The Move Suite’. Yes, 3 songs that are joined together as 1. Candy Dancin’ also features a wicked synth solo & vocoder contribution by the 1 and only Mark de Clive-Lowe.
The remaining 3 joints of this volume on this 'digital release' represent exactly what the title of this volume is: Fly. They're joints that U can roll 2. Let your hair down 2. Vibe with a lady 2 (or vice-versa), + stay 'fly' 2. I know there's still some fly ladies & gentlemen out there. This Vol. 2 from my Toeachizown project is...4 U. - D-F”
Jeeeeaaa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


