Strony

piątek, 20 grudnia 2013

Wolne myśli o "Czarnej Białej Magii" Sokoła i Marysi Starosty

Kiedyś pisałem więcej. Starałem się poświęcać dobrym albumom setki znaków, rozsiewając swoją zajawkę po internetach. Zawsze robiłem to według jednego klucza. Nie traciłem czasu i zapału do pracy, na pisanie o rzeczach, które w żaden sposób mnie nie ruszają, tylko po to, by je w trakcie pisania słownie bombardować. Ten sam cel przyświeca mi i mojej załodze w radiu, kiedy płyniemy w Purpurowe Rejsy. Czas jest cenny, więc trzeba z niego korzystać w pozytywny sposób. Wiem, wiem... Gimby lubią czytać te wypociny, by później skomentować je śmiesznym .jpgiem. Na szczęście wyszła płyta, która wreszcie nie jest skierowana do ludzi z podstawówki, gimbazjum czy nawet wczesnego liceum. Prawie ukazał się album, który można by wyciągnąć z kontekstu kultury, którą dawno temu pokochałem, ale po latach obserwowania tego, co się z nią dzieje (zwłaszcza w naszym kraju), szczerze znienawidziłem. Bo mimo tego, że w dalszym ciągu mówię o krążku rapowym, chciałbym, żeby był potraktowany przez słuchaczy jako "pierwszej próby" słuchowisko. Dobry dramat. Film surrealistyczny, psychologiczny, socjologiczny, poetycki... ten nawiązujący do mojego ulubionego okresu polskiego kina końcówki lat 50-tych, 60, 70 i 80-tych. Moralnie niepokojącego. Brudnego, trudnego, czasami do przesady ciężkiego. Tym właśnie dla mnie jest "Czarna Biała MagiaSokoła i Marysi Starosty. Obrazem bez wizji. W obejrzeniu go, może w pierwszej kolejności pomóc nam nasza wyobraźnia, później ewentualnie wideo-klipy... jednak wszystko, co tutaj najważniejsze, to muzyka i słowa, które funkcjonują ze sobą nierozerwalnie.



Zacznijmy od początku. Dla całej naszej załogi Rvdxr Klvn urósł do rangi legendy undergroundu jeszcze długo przed tym, zanim powołaliśmy do życia naszą audycję. Kto nas regularnie słuchał przez ostatni rok, mógł dowiedzieć się wielu ciekawostek z tego zakrapianego kodeiną obozu i posłuchać wyselekcjonowanych przez nas utworów. Słowo selekcja ma tutaj kluczowe znaczenie, ponieważ ogarnąć ilość członków tego crew, jak i przedrzeć się przez wszystkie .zipy, które wędrowały na mediafire i rapidshare wymagało niebotycznej ilości czasu i uwagi. Pewnego razu, jak zwykle siedzieliśmy w radiu i jak zawsze wgrywaliśmy numery do audycji, tagując zawzięcie na potrzeby Zaiksu wszystkie szczegóły dotyczące artystów, których ta zapyziała instytucja nie ma nawet w swoich księgach... wtedy z CGM.pl jak grom z jasnego nieba spadła na nas wieść o tym, że Sokół zaczerpnął pomocy SpaceGhostPurrpa.

To był pierwszy impuls na do tego, żeby sprawdzić krążek "Czarna Biała Magia". W moim przypadku iskrą zapalną nie był nawet news o tym, że na płycie pojawi się DJ Premier. Oczywiście, nie było żadną niespodzianką to, że Sokół będzie muzycznie poszukiwał. Jednak do tej pory (tutaj generalizuje i uogólniam), rapujący delikwent szedł do któregoś z czołowych polskich producentów i mówił mu tak (o zgrozo!): "zrób mi muzę w stylu A$AP'a". Prawdopodobnie w ten sposób dorobiliśmy się krajowych najczęściej przerysowanych (wręcz śmiesznych) trapowych tworów. Wojtek już na poziomie dyskusji w programie "Serio?" na 4FunTV pokazał (w spółce z Kubą Żulczykiem), że interesuje go muzyka i jej nowoczesne brzmienie... Dzięki niemu, przeciętny słuchacz mógł dowiedzieć się o Hudsonie Mohawke. Chociaż nie było to już wtedy "odkrywanie Ameryki", to doceniałem każdy przejaw edukacji najmłodszych słuchaczy, którzy skończyli eksploracje muzyki na 3-ciej płycie Piha. Kończąc tę dygresję i wracając do meritum, to właśnie angaż Purrpa (bo tak od teraz chciałby być teraz nazywany lider Klvnu), był najbardziej intrygującą częścią całej promocji. Po pierwsze dlatego, że Sokół pokazał, że nie musi szukać zamienników, po drugie, zdecydował się na dość radykalną współpracę (również w kontekście akcji "wyloguj się do życia", wiedząc, że SpaceGhost ma zdecydowany problem z wyciąganiem kabla od Internetu), po trzecie pokazał, że może robić co mu się podoba w rozumieniu globalnym - może nagrywać z każdym.

Czas na kolejną dygresję. Kiedy szukałem informacji na oficjalnej stronie w poszukiwaniu winyla, zauważyłem mały błąd i chciałbym, żeby psychofani "swagu" jemu nie ulegali. O co chodzi? Na stronie Prosto.pl czytamy: "[...] SpaceGhostPurrp - produkujący m.in. dla ASAP Rocky'ego [...]" - czas się nieco nie zgadza, bo uściślając musimy napisać, że "produkował" - z naciskiem na przeszłość. Beef między ASAP Mob Worldwide a Raider Klan / Rvdxr Klvn nie został zażegnany i od kapitalnego "Keep It G" i równie kozackiego "Pretty Flacko" z 2011 roku raczej nic wspólnego (o czym wiem) się nie pojawiło. Fajnie więc, gdyby w 2013 roku tych osób raczej razem nie kojarzono, tym bardziej, że brzmienie sceny z Miami jest znacząco różne od tego wywodzącego się z obozu A$AP Mob.

Kontakt z "Czarną Białą Magią" rozpocząłem od podrzuconego przez znajomych utworu "Chujowo Wyszło", bo właśnie tam miał pojawić się bit Purrpa. Nie mając nawet pojęcia, że na całym krążku spotkam aż dwie kompozycje z Florydy. Narkotyczny storytelling pełen marynistycznych metafor porwał mnie w całości. Marzyłem o tych abstrakcyjnych podróżach, dalekich od wszelkiej rzeczywistości na całym krążku (chociaż było do przewidzenia, że Sokół nie porzuci komentowania tego, co dzieje się w okolicznych blokach i pod Twoim monopolowym). Kiedyś bardzo mocno wczytywałem się w "Narkotyki. Niemyte Dusze" Stanisława Ignacego Witkiewicza, które muzycznie dużo później zilustrował Tomasz Stańko z projektem Freelectronic i aktorem Markiem Walczewskim. To tylko analogia, ale 27 lat od wydania tamtych nagrań w Poljazzie, mamy do czynienia z podobnym klimatem. Do otwierających "Czarną Białą Magię" "Proporcji" dotarłem później. Nie chwyciłem nawet za książeczkę w celu zapoznania się z "creditsami". Odpaliłem intro i już wszystko wiedziałem. Znowu poczułem ten minimalistyczny bagnisty klimat Miami, dobrze znany z "Mysterious Phonk: Chronicles of Spaceghostpurrp". Patrzę w książeczkę, żeby tylko potwierdzić, że nikt nie zrobił tego w stylu lidera Rvdxr Klvnu. Nic z tych rzeczy. Sokół pięknie wyrzuca z siebie kolejne wersy na tym smolistym, gęstym i ciężkim znaku rozpoznawczym młodocianego producenta (i rapera zarazem). Wojtek musiał wykonać dużą robotę czuwając nad kontrolą jakości (niczym ziomki z wytwórni 4AD), dzięki czemu nie brzmi to (czego się obawiałem), jak zdecydowana większość mixtejpów Klvnu, czyli 128kbps z zippyshare'a. Wyciągnął Purrpa na jeszcze na wyższy level, wplatając w jego kompozycje nie tylko zajebiste historie, ale również elementy obskurnego w dobrym znaczeniu R&B oraz cuty, przywracając omijany latami turntablism w mainstreamowym hip-hopie, który tutaj przewija się na bardzo wysokim poziomie na całej płycie. Sokół pokazał też ciekawe podejście do "maćków" odchodząc od kodeinowej, trochę niepasującej do polskiej rzeczywistości stylistyki, wtrącając w "pitched down vocals" diabelski pierwiastek. Również strasznie kręci mnie pomysł na ascetyczne i minimalistyczne podejście do wykorzystywania wokalu Marysi (wspominając już wyżej o zapomnianym i chętnie odświeżanym dziś samplingu R&B z lat 90-tych, z tym że M. Starosta zaśpiewała wszystko od zera). Szkoda, że Purrrp za nic w świecie nie skuma polskiego, bo odbiór tego jako całości w języku, którym człowiek posługuje się od dziecka jest niesamowicie pasjonujący. Gdyby jednak nasz troll internetowy z Miami odbierał to tak jak my, jarałby się niesamowicie. Jestem tego pewny.

Jeśli chodzi o całą warstwę liryczną, to momentami boję się gdy tego słucham. Wspominał o tym już Marcin Flint na łamach T-Mobile. Podobne wrażenia chyba i ja wyciągnąłem z "Czarnej Białem Magii", Nie oceniałbym jednak tego tak surowo. Nie nam raczej mówić, jak ma być: czy powinno być bardziej, czy mniej pod względem pojebaństwa spotykającego ludzkie życia. Wiadomo, że Wojtek momentami w swoich tekstach idzie gore'a i może to katować głowę przeciętnego Kowalskiego, ale chyba taki był zamysł artysty. Przykro mi o tym mówić, ale część z tych historii dotykała mnie w życiu osobiście, o części słyszałem od znajomych i sąsiadów, a o reszcie dowiadywaliśmy się z Wiadomości. Dobrze, że Sokół zwraca uwagę na patologie i nie chce jej przemilczeć np. w "Jak Walec". Zapytajcie o to kogoś, kto w Waszym otoczeniu pracuje np. w pogotowiu ratunkowym. Uwierzcie mi, usłyszycie dużo gorsze historie. "Wyblakłe Myśli", do których powstał pierwszy klip, jest na tyle dla mnie ciężki, że nie mogę go mieć dłużej na rotacji, mimo fantastycznego pomysłu i brzmienia, bo trzyma on w sobie wszystkie rzeczy, których w świecie nienawidzę i nie chcę o nich myśleć, że są. To historie mojemu życiu zbyt bliskie. Chociaż czasami, przebrnąć przez to trudno, zwłaszcza słuchając ze zrozumieniem, opowieści Wojtka wciągają mnie jak wszystkie filmy Smarzowskiego. Chciałbym, żeby to właśnie on wyreżyserował w bliskiej przyszłości jakiś klip z płyty Sokoła i Marysi Starosty.


Czy coś bym w tej płycie zmienił? Hmm... Może wywaliłbym beat Premiera... Moim zdaniem Sokół zbyt pobłażliwe do niego podszedł, mówiąc mu: "zrób jak chcesz" (o czym możemy dowiedzieć się z wywiadu z Arturem Rawiczem) - przez co w ogóle nie pasuje do mroku całości. Gdyby to zależało ode mnie powiedziałym Premierowi tak: "zrób mi najbardziej psychotycznie-cierpkie gówno jakie w życiu zrobiłeś." Wiecie... ja nie mam nic do Premiera. Uwielbiam go. Kocham wręcz. Nawet w 2049 będę. Ale o ile "Spierdalaj" jest jednym z moich ulubionych tracków i należy on do tych najlżejszych, to ta lekkość mi nie przeszkadza w koncepcie. Natomiast przy takim materiale, będąc z nim w studio, Premier nie powinien dostawać dyspozycji w stylu: "zrób co chcesz", bo sorry, ale tutaj nie ma miejsca na bycie fanboyem, tylko robisz swój najlepszy album w życiu i masz prawo posterować tym jak Ci się żywnie podoba, resztą ze wspomnianego wyżej wywiadu z redaktorem Rawiczem jasno to wynika, że Premier chciał briefingu, ale Sokół chyba z respektu nie chciał mu go dać. Premier zrobił dobry beat, ale mógł przygotować nieźle smolistą, "trudną moralnie" (niezły epitet do brzmienia, co?) kompozycje. Chociażby na skalę "Livin Proof". Premier by wszystko wiedział, nie jest lamusem, a Sokół ma prawo wymagać, jak każdy inny.

Podsumowując, mamy do czynienia z jedną z najważniejszych płyt, jaka powstała pod polskim słońcem, w czasie mi współczesnym, w kontekście hip-hopu i nie tylko. Mamy też do czynienia z poziomem światowym, ponieważ "Czarna Biała Magia", (może nie stylistycznie) ale jakimiś innym jeszcze nieokreślonym przez moje myśli sposobem, wykracza poza gatunek. Dlatego jak wspomniałem na wstępie, dla mnie to bardziej czytany scenariusz, czy wciągające słuchowisko, niż regularna płyta hip-hopowa. Osobiście lubię krótsze albumy i może skróciłbym krążek o 2-3 numery. Ale w ogólnym rozrachunku moja matematyka nie ma żadnego znaczenia. Ponadto, wyróżniłbym wszystkich zaangażowanych w projekt utalentowanych turntablistów, a także producentów (poza autorami kompozycji wymienionymi wcześniej), którzy dostarczyli muzykę na potrzeby "W Mieście" (JR & Ph7), "Borderline" (Magiera) czy "W Dół Brzuchem" (Shuko).

To by było na tyle, jeśli chodzi o wolne myśli Sebola. Dużo zostało powiedziane o Raiderowcach, bo mało w ich kontekście zostało powiedziane w recenzjach płyt, które przyszło mi czytać. Jeśli dotarliście do ostatniego akapitu, to pozwolę sobie zdradzić Wam coś jeszcze, (tym razem) raczej o ex-memberach Klvnu w kontekście Polski. Wrocławki producent Mateusz Romański załapał się na wspólną EPkę Ethelwulfa i Bonesa. Jego "Trench", znajdziecie w zaszytym w tekście linku, a całość pobierzecie bezpośrednio tutaj albo naturalnie na Datpiff. Teraz Polska!