Strony

sobota, 30 listopada 2013

Purpurowy Rejs / 25.11.2013

Z żeglarskim pozdrowieniem witamy wszystkich wiernych naszym wyprawom purpuratów. Wybaczcie spóźnienie z dostawą tych kilku słów pirackiej erraty, ale rzeczywistość nas nie oszczędza (tym bardziej mnie - piszącego te słowa), przez co nie zdołałem połączyć tekstu z archiwalnym zapisem audycji w jednym czasie. Z góry przepraszamy, jeśli przez różne sztormy i tajfuny takie sytuacje będą pojawiały się częściej (przynajmniej do połowy stycznia). Przyzwyczailiśmy Was do tego, że wypływając w Purpurowe Rejsy na wstępie otrzymywaliście energicznego kopniaka w postaci soczystej pompki wyselekcjonowanej przez Jędrka, ale każdą formę co jakiś czas należy zmieniać, dlatego w #44 odcinku naszego programu rozrywkowego było zupełnie inaczej...




czwartek, 21 listopada 2013

Purpurowy Rejs / 18.11.2013

Ahoj marynarze! Miło Was gościć znowu na naszej łajbie, tym bardziej, że zakotwiczyliśmy się w porcie i tydzień temu nie wypłynęliśmy wcale. Nasza nieobecność na statku była od nas niezależna, gdybyśmy mieli możliwość sterowania jachtem z pewnością byśmy to uczynili, dlatego, jeśli posądzacie nas o huczne i ogniste obchody narodowego święta w stolicy, to z pewnością nie byliśmy to my. Wolimy pływać. Pirackość Purpurowych Rejsów, wgryzła się w radio tak mocno, że jakość wypluwanego przez system zapisu audycji jest w tym tygodniu tak marna, jak chyba jeszcze nigdy wcześniej nie była. Za usterki z góry przepraszamy. Staramy się zlokalizować od dłuższego czasu problem, ale jak słychać bezskutecznie. Nasza undergroundowość jest w tym przypadku bardzo niezamierzona. Nie oszukujmy się - brzmi to fatalnie.



czwartek, 7 listopada 2013

Purpurowy Rejs / 04.11.2013

Jak zwykle jesteśmy z purpurową dawką muzyki mocno spóźnieni, ale kolejny raz nie bez przyczyny. W samej audycji grubo zapowiadaliśmy biby i pierwsza z nich odbyła się we wtorkowy wieczór. Związane z tym organizacyjne urwanie dupska nie pozwoliło mi wylać "wolnych myśli" w postaci rejsowej erraty na czas. W związku z tymi balangami i koncertami musimy już na wstępie podać trochę informacji, więc wybaczcie lekkie lokowanie produktu. Jak się domyślacie, na łajbie pojawiliśmy się zaraz po świętach, na których w Polsce oddaje się respekt zmarłym przodkom, a na zachodzie biega się w zabawnych przebraniach i zbiera cukierki uprawiając halloween - zagraliśmy "One Night in NYC" od The Horrorist. Trochę to popieprzony utwór, który przywodzi na myśl raczej negatywne skojarzenia... no ale cóż, miało być strasznie. Chwilę później pojawił się housowy eksperyment od DJ Sotofetta, który nie bał się w "Foliage (808 Sax Mix)" uciekać w bardziej jazzowe rejony. Dużo improwizacji dało się też spotkać w nieskończonym jeszcze, wspólnym, beztytułowym i zaskakującym utworze Kyle'a Halla i Dam Funka. Te trzy utwory, pośrednio zapowiadały piątkową imprezę w Das Lokalu, którą napędza nie kto inny jak ekipa Loud & Clear. Jędrek i Paweł zagrają tam jako Pvre Gold, w towarzystwie samych kobiet, bowiem w Dasie pojawią się DJ Olivia, Sereia i nierozłączna z L&C - Ban. Muszę przyznać, że czasami trzeba się nieźle napocić, żeby spotkać w Polsce jednego wieczora aż trzy laski za deckami (i nie będą to bloggerki). Tym bardziej chyba warto wlecieć.



poniedziałek, 4 listopada 2013

Malarz nastrojów, mistrz klimatu... Bilal

Warsoul na przestrzeni tych kilku lat działalności, z każdym kolejnym bookingiem krystalizował swoją ideę dobierania kolejnych gości. Szlifowanie tych wieczorów paradoksalnie prowadziło do rozmywania się gatunków i styli, które ostatecznie skierowało nas do tego, że nie ograniczamy się już do niczego. Nie chcemy barier i szufladkowania. Tym samym od dłuższego czasu staraliśmy się uprościć klucz. Zrozumieliśmy, że liczy się dla nas tylko piękna muzyka, która porusza nasze serca i nie tylko nas bawi, ale również pozwala nam oderwać się od rzeczywistości. Jednym z takich artystów jest bez wątpienia Bilal. Zaproszenie go do Polski było naszym marzeniem prawdopodobnie na długo przed tym jak nasze drogi (jako Warsoulowców) w ogóle się skrzyżowały. Od zawiązania się i startu cyklu, bez względu na nasze możliwości Bilal zawsze był numerem jeden. Pierwsze symptomy tego, że uda nam się w końcu spełnić nasze zachcianki pojawiły się w marcu 2011 roku, o czym zresztą świadczyła wstępnie przygotowana grafika, którą Maceo mógł podzielić się dopiero dwa i pół roku później. Próbowaliśmy od tego czasu jeszcze kilka razy, łącznie z tym, że Maciek osobiście pofatygował się do londyńskiego Jazz Cafe, z którego przywiózł garść wspomnień oraz bardzo ciekawy wywiad. Jesienią 2013 roku w końcu się udało!