Strony

piątek, 22 lutego 2013

Purpurowe Rejsy - odpłyńcie razem z nami

Wszystko zaczęło się na początku listopada ubiegłego roku. Kiedy ostatnie zagęszczone przez zimne powietrze chmury poznańskiego kushu wypuszczaliśmy na cmentarzu przy Bluszczowej, nie spodziewałem się, że moja historia po przeprowadzce do Wrocławia potoczy się tak dynamicznie. Nie zrozumcie mnie źle. Nie ma to nic wspólnego z fascynacją Odd Future, czy nowymi rzeczami od Dahlia Black. W takich okolicznościach żegnałem się z Poznaniem. „It’s trippy mane!”, krzyknąłby Juicy J. Mimo tego, na każdym kroku powtarzam, że warto było. Ledwo zdążyłem ogarnąć swój nowy kwadrat, a już dzwonił Paweł żeby wpadać na Gaj… Oczywiście wleciałem, pamiętam to doskonale – narzekałem chłopakom, że za szybko zaczynam nową pracę i nie mogę jechać do Warszawy na Warsoul. Wtedy Austin Peralta jeszcze żył i tego wieczoru grał w Gdańsku. Kiedy tam pisała się historia, my urządziliśmy spontaniczną sesję 3xB2B, z której powstał ten mix:





To było zabawne. Nas – żeglarzy, połączyło wspólne zainteresowanie złotem, klejnotami i wielkimi, luksusowymi jachtami. Nasze podróże, zawsze inspirowane najlepszymi ziołami z zasobników wielkomiejskich druidów, rozpoczynały się i kończyły w HQ w jednej z obskurnych bram na wrocławskim Gaju. Nie interesowały nas podziały gatunkowe i to, co w zasadzie interesuje nas indywidualnie. Zmienialiśmy się co kawałek, zresztą czasami słychać w tle też upalone uderzenia w Rolanda (zwłaszcza na Moodymanie). Wszystkie najgorsze, wręcz mistyczne przejścia należały do mnie – sorry, nadal nie umiem tego robić. Tego typu spontaniczna sesja spodobała nam się do tego stopnia, że kontynuowaliśmy pomysł w następne weekendy… Tego wieczora powstał Klub Żeglarski “Purpurowe Rejsy”.


Podczas drugiej, równie udanej regaty już nie byliśmy sami wśród wzburzonych fal bezkresnego oceanu kreatywności. Dołączył do nas Daniel Drumz i En2ak. Ten drugi jednak ograniczył się do konsumpcji browarów i nie odważył się wypłynąć w rejs. Pamiętam, że barwiliśmy purpurą Luxusową Żołądkową i uruchomiliśmy po raz pierwszy Ustream. Dobrze, że tak zrobiliśmy, bo okazało się, iż systemy na łajbie mają za mało mocy przerobowych i tylko dzięki zripowaniu sesji z naszego kanału, udało się zachować ten wieczór dla potomnych. Stąd marna jakość nagrania. Oczywistym jest, że nas to nie irytuje – w końcu jesteśmy wiernymi fanami lo-fi przez ogromny wpływ Raider Klanu.


Trzeci rejs, to już regularne chlanie na chacie Pawła. Zrobił się niezły „harmider”, a że pływaliśmy w środku tygodnia, to dostaliśmy zjebkę nawet od niezwykle wyluzowanych współlokatorów. Tego wieczoru graliśmy z Mateuszem Käzülą (Viadrina), Ban (Loud & Clear) i z ekscentrycznym gościem z Nowego Jorku – Madteo. Część miksu tego ostatniego była co najmniej bardzo eksperymentalna. Chyba nawet tak bardzo, jak stan naszych fioletowych umysłów. Dowiedzieliśmy się tego dnia dużo o narkotycznych tripach w NY (zwłaszcza na LSD). Wychodzi na to, że Madteo doskonale wie, jak sterować statkiem. Umie chłopak popłynąć. Żeby było jasne, nie braliśmy wtedy kwasów. Mimo tego, że miks na to wskazuje - daleko nam jeszcze do Flatbush Zombies.


W grudniu nie zrobiliśmy zbyt wiele. Święta, BeatBattle i inne rzeczy trochę rozregulowały nasze codzienne wrocławskie sprawy. Jednak jadąc prowadzić zmagania beatmakerów w Poznaniu, gdzieś w okolicy Leszna zadzwonił do mnie Michał Lewandowski, prowadzący „Diggin On Air” na antenie Radia Luz. Zapytał mnie wtedy, czy nie chciałbym mieć autorskiej audycji. Nie zastanawiałem się długo. Własna audycja? Jasne, że tak! Mieliśmy już gotową platformę, trzeba było tylko wejść do studia. Moim warunkiem było przywrócenie Pawła do Radia Luz. To oczywiste, że musiałem z nim pływać na falach tej wrocławskiej rozgłośni. Z Jędrkiem nie było problemu, ale Paweł był na banicji ze względu na krytyczną, publiczną wypowiedź na temat jednego z ważniejszych (zdaniem niektórych) „artysty” związanego z miastem. Nie ukrywam, że cała ta afera całkiem mnie rozbawiła. Wszystko udało się załatwić. Podpisaliśmy papiery, że nie będziemy zgrywać na antenie Wojewódzkiego i tego drugiego. Do tej pory chyba się udaje… Chociaż mając do dyspozycji mikrofon, fajnie jest popłynąć bez żadnej kontroli. Rejsujemy od sześciu tygodni i możecie nas słuchać na żywo, jak i śledzić za pośrednictwem mixclouda:






Jeśli wypływaliście z nami choć jeden raz, to wiecie już, że lubimy wplatać marynistyczne porównania w bzdury, które okraszają konkrety na temat prezentowanych nagrań. Gramy rzeczy nowe i stare. Ponadto, urządzamy często rozdawnictwo wejściówek na różne imprezy. Powstało też kilka pomysłów na rozszerzenie formy o rozmowy na miksie. Niestety w tej chwili radio ogranicza nas technicznie, dlatego czasami w audycji słychać niedociągnięcia. To jeszcze nie wszystko. 1.03 wypływamy w rejs na miasto. Z tej okazji spotkamy się na bibie w Puzzlach – zobaczymy, do czego nas taka forma zaprowadzi. Pływajcie z nami. Ahoj!