Strony

środa, 19 grudnia 2012

Raashan Ahmad x Electro-Acoustic Beat Session

O tym, o czym za chwilę przeczytacie sam nie mogę wiele powiedzieć. To głośne wydarzenie odbyło się tydzień przed moją przeprowadzką do Wrocławia i nie mogłem tam być. Bardzo mocno wspierając ideę Electro Acoustic Beat Sessions, nie chciałem, żeby taka akcja pozostała bez echa w sieci. Postanowiłem zapytać twórców tego niedzielnego, legendarnego już słuchowiska, o to, jak wspominają wspólną sesję w Puzzlach. Dzięki temu, możecie przeczytać, pooglądać i posłuchać – jak kończył się ostatni październikowy weekend w samym centrum Rynku w stolicy Dolnego Śląska.



Filip Andrys (współorganizator koncertu): Nie chciałbym opisywać warstwy muzycznej tego wydarzenia – myślę, że sami zrozumiecie dlaczego. Wystarczy dokonać odsłuchu... Chciałbym natomiast skupić się na emocjach. Przed występem zespół zasugerował, żeby podzielić występ na dwie części z kwadransem przerwy. Moja pierwsza myśl nie była przychylna temu pomysłowi. Stracimy energię na sali – pomyślałem. Jednak już po wspomnianym krótkim breaku zrozumiałem jak bardzo byłem w błędzie. Bowiem w przerwie, wszyscy członkowie zespołu, załoga klubu, Raashan i ja wbijamy na zaplecze, gdzie nastąpił festiwal zbijania piątek i gratulacji prawie ze łzami w oczach! Niesamowite emocje. Jeszcze lepiej, że uświadomiłem sobie, iż to dopiero pierwsza część, a zwykle ta druga jest dłuższa! Moc. Zaczęło się. Nikt nie zniknął z sali, wręcz odniosłem wrażenie, że ludzi jeszcze przybywa w ten niedzielny (!) wieczór. Całkowita improwizacja i szalone solówki poszczególnych instrumentów z rymującym Raashanem. Coś pięknego! Jeszcze nigdy nie wychodziłem w takim stanie z koncertu, a wierzcie mi, przechodziłem już wiele (śmiech). Powtórzymy to. Bądźcie czujni i gotowi!

Raashan Ahmad (MC): Wrocław był absolutnie niesamowity! Przyznaję - nie miałem pojęcia, że ta noc potoczy się w ten sposób. Spodziewałem się niskiej frekwencji, ponieważ koncert odbywał się w niedzielę wieczorem i całość miała przybrać formę luźnego jam session. Było wręcz odwrotnie! Miałem przyjemność zagrać z jedną z najbardziej niesamowitych grup muzyków. Pozwolili mi świetnie wpasować się w ich improwizowane sety w klubie wypełnionym energetycznymi i pełnymi groove’u ludźmi! Granie odbywało się w prawdziwym duchu jazzu. Flow było tak dobre, że każdy muzyk bez kłopotu łapał wskazówki by zrobić breakdown, zmienić kawałek lub zagrać swoje solo na całkowitej szybkości! Na koniec grania czułem, że dałem z siebie wszystko. W dodatku szczęśliwy jak rzadko. Jestem bardzo wdzięczny za tę noc i nie mogę się doczekać, aby zagrać ponownie z EABS we Wrocławiu (i nie tylko) ponownie!


Spisek Jednego (gramofony): Chyba zacznę od tego, że z powodu niejasnej komunikacji - Raashan nie spodziewał się zastać żywego składu. Kiedy już się wszyscy spotkaliśmy na drugim piętrze w klubie, widziałem po twarzach, że nikt nie wie czego się spodziewać. To jest właśnie sytuacja, która jest ideą EABS. Clash powodujący nieoczekiwane kolaboracje lub zadziwiające wersje znanych numerów. Raashan spojrzał do „śpiewnika” Marka Pędziwiatra i wiedział, że jest w domu. Powiedział coś w stylu: „Grajcie co tam macie i będzie dobrze”. Próba trwała 6 minut. Graliśmy na niej nasze aranżacje jego numerów „Beautiful Ugly” oraz „Break”. Po krótkiej chwili coraz pewniej się wszystkim grało. Podczas przerwy każdy miał ten wyraz twarzy, który mówił: „O ja pierdole! Co tu się dzieje?!". Pod koniec koncertu na scenę wbiegł Wojtek Furmaniak, manager klubu, z tacą pełną shotów wódki. Trzeba było to uczcić. Trudno opisać, co tam się działo. Po graniu nikt nie myślał o tym, żeby iść do domu. Ogromny napływ muzycznych emocji sprawił, że pomimo niedzieli spotkaliśmy się w bistro Ambasada, by dalej dzielić się wrażeniami razem z Raashanem i przyjaciółmi. Feta trwała właściwie dwa dni, bo nad ranem nasz gość oświadczył, że chętnie nagra numer z Night Marks Electric Trio. Reszta historii jest już na inny wywiad.

Vojto Monteur (gitara): EABS jest moim zdaniem najciekawszą imprezą typu jam session na muzycznej mapie Wrocławia. Głównie ze względu na to, że uczestniczą w nich stale bardzo utalentowani muzycy, którzy czerpią inspiracje z wielu rożnych gatunków. Z idei jest to cykliczna impreza, gdzie mile widziane jest, by łączyć ze sobą różne muzyczne nurty. Często pojawiają się osoby, które nie grają na instrumencie a śpiewają lub rapują. Taka zależność powoduje, że sesja staje się nieprzewidywalna. Nie jest bowiem określone, w którą stronę rozwinie się ta ciekawa muzycznie sytuacja. Tak właśnie było na EABS, gdzie gościem specjalnym był amerykański raper Raashan. Szczerze mówiąc jego obecność na tej sesji była dla mnie miłą niespodzianką. Tego wieczora zjawiłem się zupełnie z innego powodu, tymczasem ku mojej radości improwizowaliśmy z Raashanem przez cały czas trwania imprezy. Trzeba przyznać, że była to improwizacja nietuzinkowa. R. Ahmad okazał się być bardzo naturalnym liderem. Umiejętnie kierował tym co działo się na scenie. W wielu momentach wskazywał, że miałby ochotę „powalczyć” tylko z jednym konkretnym instrumentem np. tylko bębny i jego wokal lub (co jest już skrajnym przykładem) trąbka kontra wokal. Takie zestawienie instrumentów jest bardzo oryginalne. Ku naszemu zadowoleniu równie spontanicznie reagowała na „pojedynki” publiczność. Raashan dał się poznać z najlepszej strony nie tylko wykonując swoje własne kompozycje, ale także jako znawca klasyki hip-hopu - momentami wykonując szlagiery (Grandmaster Flash itd). Jego charyzma bez wątpienia wpłynęła na energię zespołu. Dzięki temu występ ten na pewno uzyska status jednego z najciekawszych muzycznych wydarzeń. Życzyłbym sobie, by tego typu kolaboracje miały miejsce o wiele częściej. Szczególnie, gdy dotyczy to takiej imprezy jak EABS. Wszyscy ci, którzy uczestniczyli w sesji tamtego wieczoru na pewno zapamiętają ten dzień bardzo długo!


Marek Pędziwiatr (klawisze): Kiedy dowiedziałem się, że będę miał zaszczyt zagrać z Raashanem, poczułem, że wszystko czym dotychczas się zajmowałem zmierza w takim kierunku jaki sobie wymarzyłem. Raashan to gość, który współpracował z raperami, których słuchałem paręnaście lat temu i często do nich wracam (np. Gift of Gab). Jeśli chodzi o klimat tamtej niedzieli pamiętam, że napięcie wisiało w powietrzu. Jednak, kiedy Raashan wpadł do nas na próbę przed koncertem atmosfera się rozładowała. Okazało się, że jest totalnie wyluzowanym gościem co też nam się udzieliło i wpłynęło na jakość koncertu. Raashan ma niesamowity dar prowadzenia żywego bandu. Sam mi powiedział, że uwielbia współpracować z zespołem i ma w tym temacie duże doświadczenie. Graliśmy zarówno jego kawałki jak i klasyki hip-hopowe w otwartych formach, w których Ahmad odnajdował się błyskawicznie. Improwizując razem z nami nie zapominał o publiczności, z którą prawie cały czas wchodził w interakcję. Wisienką na torcie było poniedziałkowe śniadanie, na które zaprosiliśmy Ahmada w naszym studio we Wrocku. Jako Night Marks Electric Trio nagraliśmy z nim numer.


Adam Kabaciński (bass): Nigdy wcześniej nie interesowałem się jakoś bardzo twórczością Raashana Ahmada. Szczerze mówiąc, pierwszy raz posłuchałem jego muzyki na You Tube, kiedy dowiedziałem się, że będziemy mieli okazję z nim grać. Oczywiście okazało się, że to wspaniałe groovy, a on sam to cholernie dobry MC. Tego dnia, kiedy jechałem do Wrocławskich Puzzli na EABS nie spodziewałem się, że wydarzy się coś takiego, że zagram u boku prawdziwej gwiazdy i genialnego frontmana, który nie tylko niezwykle skutecznie pobudzi publikę do zabawy, ale też wyzwoli w nas muzykach wszystko, co najlepsze. Skutek? Osobiście miałem wtedy przyjemność zagrać jeden z lepszych gigów w moim życiu, jeśli chodzi o energię, wspólne zrozumienie na scenie i jej przepływ między nami a publiką. Kiedy było już po wszystkim, nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Jak to? Przecież nie mieliśmy prób z Raashanem. Co prawda zgadaliśmy się między sobą z resztą muzyków, że przygotujemy jakieś kawałki Raashana. Przesłaliśmy sobie cztery linki do jego numerów i każdy coś tam w domu posłuchał, zapamiętał i tak spotkaliśmy się na próbie akustycznej. Przywitaliśmy się z Raashanem i Filipem Andrysem, który zaprosił Raashana do Polski i zagraliśmy jakieś 16 taktów jednego z numerów Raashana. On poprosił akustyka o więcej swojego głosu do odsłuchu i to było wszystko. Trwało to jakieś 6 minut. Raashan się uśmiechnął i powiedział coś w stylu: „Już teraz słyszę, że to będzie dobry gig”. Miał cholerną rację! Do tej pory graliśmy w tym samym składzie już dwa sezony Electro Acoustic Beat Sessions i bywało różnie. Zdarzały się naprawdę piękne sesje, kiedy przychodziło dużo gości, sporo MCs z Wrocławia, a czasem nawet wokaliści. Bywało też, że nie dopisywała frekwencja „frontmenów” stających za mikrofonem. Jednak ta noc była tak magiczna, że poczułem jakby Raashan był brakującym puzzlem tego zespołu (może nie bez powodu spotkaliśmy się właśnie w klubie o takiej nazwie). Mało tego! Zdziwiło nas jeszcze bardziej, że Raashan też to poczuł i było to coś naprawdę niesamowitego. Pamiętam jak zszedłem ze sceny na backstage i widzę jak Raashan pyta któregoś z chłopaków z zespołu: „Ludzie! Jesteście zajebiści! Co powinienem zrobić, żeby częściej z Wami grać?”. To było coś, czego w życiu bym się nie spodziewał. Emocje były tak silne, że wszyscy się tylko przytulali, klepali po plecach, dziękowali. Oczywiście nie mogło się obyć bez przypieczętowania tego wieczoru polskimi przysmakami, więc afterparty odbyło się w swojskim lokalu z wódką, tatarem i goździkiem. Podczas nocnych rozmów przy stoliku, nagle Raashan zapytał, czy mamy możliwość nagrania czegoś. Opcje oczywiście mieliśmy z uwagi na to, że prowadzę domowe studio produkcyjne, więc zapadła decyzja, że dnia następnego (a właściwie tego samego) spotkamy się w mieszkaniu, gdzie mieszkamy Markiem Pędziwiatrem i w naszym studiu nagramy wspólnie jakiś numer. Jakimś cudem, o godzinie 12 zjawili się wszyscy, lekko niewyspani goście i zaczęło się... Okazało się, że Raashan jest cholernie pracowitym i upartym typem. Jak już coś sobie ustali to zrobi to i to nie byle jak. A więc Spisek przyniósł szkic bębnów, które nota bene robił przez noc, a tego dnia urwał się z pracy. Ja z Markiem zasiedliśmy za instrumentami, puściliśmy bębny i zaczęliśmy szukać. Raashan nic nie powiedział, wyjął zeszyt, położył się na ziemi i zaczął pisać. Praktycznie się koleś wyłączył. Pisał tak w ciszy przez jakieś półtorej godziny, może dłużej. My w tym czasie dopracowaliśmy wstępną koncepcję harmonii i groovu. Po krótkich ustaleniach Raashan stanął przed mikrofonem, a ja w roli realizatora… Usłyszałem tylko jak powiedział dwa słowa do mikrofonu swoim potężnym, czarnym głosem i już miałem banan na twarzy, który nie schodził mi do końca tego dnia. Dzięki bezinteresownemu zaangażowaniu mojego przyrodniego brata Michała Pawliszewskiego i jego kolegi Krzyśka Łabaza, wszystkie te wspaniałe chwile zostały zarejestrowane w doskonałej jakości, dzięki czemu już niebawem będziemy mogli podzielić się cząstką tego co przeżyliśmy w Puzzlach na scenie i następnego dnia w naszym studiu. Dzięki akustykowi Filipowi Wojtowiczowi, będziemy też mogli pochwalić się nagraniem audio z całości koncertu, jak tylko przejdzie on przez mastering.

Poniżej sami możecie przekonać się jak brzmiała współpraca muzyków związanych z EABS z Raashanem Ahmadem oraz zobaczyć film dokumentalny przygotowany przez Pascal Studio. Niebawem pojawi się też cały zapis koncertu - będzie dostępny za friko, nakładem labelu sendspace lub mediafire. Czekajcie na ten materiał. Jest ogień.

EABS 2012 vol. 2 feat. Raashan Ahmad - Beautiful Ugly

Raashan Ahmad - MC PROFESSION - Documentary by Pascal Studio