Strony

wtorek, 23 października 2012

Wstęp do twórczości Aarona Abernathy'ego

Pamiętam jak dziś ten dzień. Był początek jesieni 2010 roku i potężnie jaraliśmy się z Maceo faktem, iż wraz z Black Milkiem na europejskiej trasie pojawią się AB i Daru Jones. Niektórzy promotorzy nie przykuwają uwagi do sidemanów, ale nie jest tak w naszym przypadku. Dla nas takie detale mają często kluczowe znaczenie. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi śpiewanie. Maciek starał się namówić Daru jeszcze przed przyjazdem do Europy, żeby wyszli z AB z czymś więcej. Żeby ich występ nie ograniczał się tylko i wyłącznie do wspierania nadchodzącego wtedy krążka „The Album Of The Year”. Niestety, w ten październikowy wieczór publiczność mogła podziwiać kunszt Daru i AB w kontekście składu Black Milka, a potencjał chłopaków nie został należycie wykorzystany. Chociaż nie… powiedzmy, że nie wszyscy mieli okazję tego potencjału doświadczyć. Otóż, podczas soundchecku AB i Daru w zasadzie w duecie bawili się instrumentami dostrajając sprzęt. Jammowali 20 minut - może pół godziny - w czasie, gdy Curtis udzielał wywiadów. AB improwizował na klawiszu śpiewając piosenki, których nie znałem. To wszystko było genialne, a zagrane tak od niechcenia. Na to granie załapało się zalewie kilka osób. Szkoda.



To o czym starałem się opowiedzieć powyżej, zmaterializowało się w czeluściach Internetu cztery miesiące temu. Zmieniły się proporcje: Black Milk usiadł za perkusją, Malik Hunter chwycił za bass, a AB stanął za klawiszami i w końcu użył mikrofonu jako lider. Urodziła się z tego EPka „Prologue Vol.1”, którą w całości zaaranżował Aaron. Jest to zbiór zreinterpretowanych coverów, klasyków z gatunku soul i R&B. Mamy „Kissing You”, czyli numer grupy Total z ’96 roku. Oprócz tego „Everlasting Love” od Chaki Khan (tutaj dodatkowo występują: Zach Cutler na gitarze oraz Dre King na trąbce) i „Strawberry Letter 23” Shuggiego Otisa. Całość kończy „Sweetest Thing”, czyli numer pochodzący z repertuaru Lauryn Hill.

Ab - Kissing You Live in Studio

Nie jestem fanem płyt, gdzie większość lub całość materiału składa się z coverów. Jednak, to 20 minut z AB mnie ujęło. Zaimponował mi pomysłem na spójność materiału i ciekawym brzmieniem. Pięknie połączył stare z nowym, będąc hybrydą subtelności Marvina Gaye z zadziornością D’Angelo ze złotych lat. Tym samym stworzył nową jakość, nie będąc na siłę nowoczesnym. Zresztą, sprawdźcie sami - czym jest styl Aarona Abernathy’ego. Jego materiał jest dostępny za free. Myślę, że po tym co usłyszycie, będziecie trzymali rękę na pulsie, kto wie… Może w przyszłości wpadnie do Polski ze swoim materiałem?