Strony

czwartek, 27 września 2012

Roux Spana Beat (trio) Quartet w Strefie Kultywator


Teraz czas zaprosić Roux Spana Beat Trio jak będą w pobliżu.” – pisałem na początku lata po fantastycznym koncercie Night Marks Electric Trio. Tak… już wtedy zapowiadał się tour promujący nowy zespół Andrzeja Jarosińskiego. Po zajawkach pojawiających się w necie można było przeczuwać, że będzie to coś wyjątkowego. Oczywiście trzymając rękę na pulsie, myśleliśmy o wciśnięciu tego składu do Czytelni, co spowodowałoby dłuższą serię legendarnych koncertów, które miały tam miejsce. Niestety, zmieniły się priorytety i zmieniła się polityka. Sensownych miejsc na tego typu koncert w Poznaniu nie było zbyt wiele albo ja o nich nie wiedziałem. Skutecznie zabijało to moje chęci i możliwości bycia gospodarzem tego wydarzenia. Zupełnie niespodziewanie z podziemi wyrosło nowe, nastawione na progresywną muzykę miejsce – Strefa Kultywator. Nigdy tam wcześniej nie byłem, nigdy wcześniej nawet nie słyszałem o otwarciu tej miejscówki. Byłem w lekkim szoku, gdy na liście wrześniowych imprez zobaczyłem takie nazwy jak Roux Spana Beat Trio czy Taprikk Sweezee. Nie było innego wyjścia… trzeba było w końcu wyruszyć dalej niż na Wierzbięcice do Icka i być chociaż widzem.

fot. Maja Musznicka

Strefa Kultywator, to niewielka klubo-kawiarnia położona nieopodal bulwaru przy ul. Długiej, w budynku z pewnością pamiętającego narodziny socrealistycznej Polski lub rodzącego się razem z nią. Nadal ścisłe centrum. Brak sąsiadów. Jednym zdaniem: Można napieprzać. Gdy pojawiliśmy się na miejscu byłem nieco rozczarowany frekwencją. Fajne miejsce, kozacki koncert a tylko garstka ludzi z czego połowa to znajomi. Wierzę, że to kwestia roku szkolnego. Gimbusów to nie interesuje, licealiści okupują potańcówki a studentów jeszcze w mieście nie ma. Trudno. Nie mieliśmy się czym popisać, tak jak publiczność w warszawskim Powiększeniu – co widać na kanale Rafciobuziaczka (dajcie suba temu użytkownikowi). Mimo tego, Roux Spana i jego zespół nie dali z siebie mniej.

fot. Maja Musznicka

Wieczór z muzyką rozpoczął Disordered, bardzo spokojnie, klubowo i nieinwazyjnie. Akurat tak, żeby można było spokojnie uprawiać życie towarzyskie w celu wybadania co w szerokim świecie słychać. Mimo tego, brakowało mi nieco większego ognia. Po 23 za deckami pojawił się Mike Panda dostarczając cieplejszego brzmienia w stylu SA-RA. Chwilę później scenę uzupełnili Roux Spana (MPD), Mario Pras (kontrabas) i 3K (bębny). Chłopaki nie brali jeńców. Nie bardzo widzieli miejsce na  rozgrzewkę czy budowanie napięcia. Już po pierwszym tracku zbierałem szczenę z podłogi. Napierdzielali z taką pasją, że prawie iskry leciały z ich instrumentów. Szczególnie imponuje wczuta Andrzeja, który swoją energią na scenie przypominał mi nieco koncept Doriana z tą małą różnicą, że zamiast Korga jest MPD. Chwilami myślałem, że jak rozpędzi się jeszcze mocniej, to przywali głową w stolik. Bez beki. Taki pokład pozytywnej siły, bez wątpienia elektryzuje publiczność. Nie będę nawet próbował wymyślać nazw do zaprezentowanych na koncercie numerów. Nie znałem praktycznie nic z autorskiej części showcase’u. No… może z wyjątkiem utworu „Aeon” znanego z otwarcia ostatniego miksu U Know Me. Jednak po tym co usłyszałem – z niecierpliwością oczekuję płyty długogrającej. To jeszcze nie było wszystko. Zespół dużą uwagę oddał też twórczości Jay Dee, dzięki czemu w Strefie wybrzmiało dużo klasyki z Detroit. Ich robotę na tych kawałkach ciężko nazwać coverem, były tak dobrze zagrane, jakby były odtworzone z płyty. Nie wiem tylko, czy to dobrze czy źle… Z jednej strony niesamowity kunszt, a z drugiej korci, żeby usłyszeć to wystrzelone na jeszcze inny poziom. Taki, w którym Roux Spana wychodziłby z Dilli, a nie Dilla z Roux Spany. Zabrakło mi też trochę konferansjerki. Przedstawienia składu i miejsca na solówki – więcej spontanicznego szaleństwa. Wiem jednak, że to wszystko jeszcze nadejdzie. Z koncertu na koncert pomysły zespołu będą ewoluować i rozwalać mózgi przybyłych na gig. Zgranie i zrozumienie na scenie już w tej chwili imponuje. Można było to zauważyć, np. wtedy, gdy Andrzej unosząc rękę w górę dawał znak, że za moment będzie breakdown. Jedno jest pewne. Mam nowy ulubiony polski zespół muzyczny. Jest nim Roux Spana Beat Trio, a raczej kwartet, gdyż roli Mike’a Pandy nie można w tym wypadku marginalizować  Skrecze na cytatach z rapowych klasyków, zawsze są dobrym uzupełnieniem. Prawda?

fot. Maja Musznicka

Kłaniam się nisko i jestem pod dużym wrażeniem. Zresztą nie tylko ja – podejrzewam, że tym koncertem żyje jeszcze publiczność warszawska oraz garstka poznaniaków i kilku przybyszów z innych miast, ludzi również związanych z „branżą”, których serdecznie pozdrawiam. Jeśli RSBT jest u Was w mieście - nie róbcie scen. Nie macie hajsu, pożyczcie od ziomka. Wyjeżdżacie odwiedzić babcie? Zróbcie to w innym terminie. Co by się nie działo, bądźcie tam. Wyjdziecie z koncertu ostro zajarani! 

fot. Maja Musznicka