Strony

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

30 x The Roots - szątki i odpady

Jakiś miesiąc temu Marcin Flint zaprosił mnie do stworzenia rekomendacji, które zachęciłby słuchaczy do przebicia się przez bogatą dyskografię Madliba. Tym razem, tuż przed festiwalem napędzanym przez "Coke" (bez skojarzeń - oczywiście przez Kolę, nie przez tuzów biznesu z Kolumbii), ukazał się podobny do poprzedniego pod względem technicznym artykuł - na temat twórczości supergrupy The Roots. Całość przeczytacie na T-Mobile-Music, a resztki moich wypowiedzi znajdziecie poniżej.



The Roots – One Shine (Illadelph Halflife) [1996]


Mało oczywisty wybór z “Illadelph Halflife”. W zasadzie to jest bardziej jam i pokaz umiejętności bandu. Coś czego można doświadczyć na koncercie Rootsów, gdy zespół bawi się muzyką i improwizuje. W tym konkretnym przypadku z ’96, mamy do czynienia z pięknym „chantem” ku pochwale słońca. Idealny numer na lato w mieście. Warszawa, Wrocław, Poznań czy Philly – wszędzie asfalt topi się podobnie.

The Roots – You Got Me ft. Erykah Badu (Things Fall Apart) [1999]


Mój ulubiony numer z “Things Fall Apart”. Bez wahania. Lubię kawałki o relacjach damsko-męskich od Rootsów. Ten opowiada trochę o związkach na odległość. O tym jak te związki wyglądają, jak funkcjonują, co przynoszą i czy w ogóle mają szansę przetrwać w tak specyficznych warunkach… No właśnie! Mają? 




The Roots – Stay Cool (The Tipping Point) [2004]


Black Thought w tym numerze urządza liryczną operację z precyzją chirurga, rozstawiając wszystkich po kątach. „Stay Cool” przypomina o tym, że można się tylko wyluzować gdy operatorem mikrofonu jest mistrz ceremonii Rootsów. To on ustala reguły gry. Ten kawałek ma wszystko. Chwytliwy refren, zajebiste dęciaki i ciekawe orientalne elementy. Klasyka gatunku. Pamiętam jak dziś europejską trasę związaną z „The Tipping Point”. Byłem z ekipą na koncercie w Berlinie… i wiecie co? Nie zapomnę tego do końca życia! Mam nadzieję, że będąc w Krakowie czy gdziekolwiek we wszechświecie - odbierzecie to podobnie.