Strony

piątek, 6 stycznia 2012

Wolne myśli na temat purpurowego projetku The Internet

Odd Future. Hete it or love it. Tendencja niezmienna. Z mojej strony zawsze była fascynacja, wielokrotnie broniona i argumentowana. Szczególnie w tej ekipie zawsze zadziwiał mnie fakt skupienia w jednym kręgu tak dużej ilości uzdolnionych ludzi. W dodatku utalentowanych na tak rozstrzelonych płaszczyznach.



Na początku sam myślałem że to mocno hip-hopowy ruch. Gdy doszedł do głosu Frank, pomyślałem: Ok, pewnie potrzebowali kogoś, kto by potrafił dogrywać te chwytliwe elementy. Potem wpadłem na The Jet Age Of Tomorrow i wszystko zaczęło mi się rozmywać. Zrozumiałem ogromną fascynację muzyką i chęć eksperymentów tej grupy – i już wiedziałem że to coś więcej niż rap. Sesje Tylera z Toro Y Moi czy z kanadyjskim jazzowym trio Bad Bad Not Good. Remixy Syd Tha Kid dla Little Dragon czy dla zaraz-ogromnej-gwiazdy Lany Del Rey. Bardzo mało jest grup, mogących pochwalić się taką działalnością. A to tylko część i najpewniej dopiero początek.


Kiedy przygotowaliśmy miks dla Radia Rewers o OFWGKTA, staraliśmy się nie skupiać na najbardziej znanych utworach tej ekipy. Chociaż jak przeczytałem poprzednie zdanie, to aż zaśmiałem się na głos. O jakich najbardziej znanych utworach w kontekście Polski mógłbym wtedy mówić? O „Yonkers” i „She” Tylera? Chyba tylko, bo odbiór naszej selekcji był nie tyle marny, co bardzo hejterski. „Co za pedały to układały?!”; „To ma być Odd Future?”; „Gdzie jest Tyler?!”. No właśnie… Tyler był, ale raczej taki, jakim ludzie go nie znają albo nie chcą go znać. Stawaliśmy za Mellow Hype, za The Jet Age Of Tomorrow, za Mike’em G, Domo Genesisem, Earlem, Frankiem Oceanem i… za Syd. Pokazaliśmy też wpływ tych małolatów na innych muzyków.


No właśnie, strasznie mocno szukałem wtedy twórczości Sydney… Nie mogłem po prostu uwierzyć że ona kompletnie nic nie robi. W końcu, przez jakiś blog wspierający twórczość kobiet wpadłem na utwór „Flashlight” z gościnnym udziałem Lux’a.

Syd Tha Kid - Flashlight ft. Lux


Po odsłuchu byłem w szoku, dokładnie jak ten gość co doznawał pierwszego wrażenia na ostatniej części The Weeknd na jutube. Syd śpiewa?! Miałem nadzieję na bity, a tutaj minimalistyczne R&B. Od tego czasu nie wiem ile razy słuchałem tego space-jamu. Krótko potem zaczęło się robić głośno wokół Sydney. Nie była już to tylko dj’ka Odd Future. Wszystko poszło do przodu. Narodził się The Internet, duet Syd Tha Kid i Matt Martians (1/2 The Jet Age Of Tomorrow). Na blogu Odd Future pojawił się klip do utworu „Cocaine”. Następnie wpadłem na wyżej wspominany remix dla Little Dragon, a dzięki Joy Orbisonowi, który fantastycznie przerobił „Video Games” Lany Del Rey, poznałem fantastyczną wersję „Blue Jeans” .


The Internet - Cocaine


Little Dragon - Seconds (Syd Tha Kyd Remix)



Lana Del Rey - Blue Jeans (The Internet Remix)


Kilka miesięcy później, Little Dragon odwdzięczyli się tym samym, dostarczając swoją interpretację „Cocaine”. Na jesieni Tyler zapowiedział, że 20 grudnia pojawi się cały album duetu pt. „Purple Naked Ladies” – i będzie to pierwsza pozycja w katalogu wytwórni Odd Future. Nie mogłem się doczekać, a apetyt był skutecznie podsycany kolejnymi częściami zwiastującymi to, czego będziemy mogli spodziewać się po całości. „Love Song-1”, „They Say” i „Visions”, utwierdziły mnie w przekonaniu o tym, czego będę słuchał w 2012.


Zanim jednak przejdę to samego krążka, poznajcie kilka ciekawostek na temat The Internet. Syd jak zapewne wiecie, wcześniej była znana z tego, że była dj’ką i dźwiękowcem Odd Future, Natomiast Matt Martians wywodzi się z mniej znanego tworu z galaktyki twórców podpisujących się OF – The Jet Age Of Tomorrow. Ta dwójka to współlokatorzy i przyjaciele. Już od dłuższego czasu bujali się wspólnie po ulicach Los Angeles zabijając czas, jak to zawsze się robi z ekipą gdy jest ciepło, ogólnie spoko i ma się niecałe dwadzieścia lat. Christian Clancy, manager Odd Future pewnego razu powiedział: „Dlaczego nie zaczniecie razem robić muzyki, skoro i tak cały czas jesteście razem?”. To był chyba moment przełomowy. Oto jak wspomina ten okres Matt: „Zamknęliśmy się w moim pokoju na tydzień i stworzyliśmy pierwsze szkice krążka. Ten album można podzielić na dwie części. Pierwszą część zrobiliśmy jeszcze w starym domu, kiedy byliśmy strasznie spłukani. Drugą część stworzyliśmy, gdy się przeprowadziliśmy i mieliśmy już trochę kasy.”. Matt w tym roku skończy 24 lata, a muzykę zaczął robić gdy miał 18. Jego brat Mitch bardzo mocno go inspirował dostarczając mu tony nowej muzyki, której nikt nie znał, ponieważ był w A&R związanym z OutKast (Jest to dział artystyczny firmy fonograficznej, który zajmuje się odnajdowaniem artystów i ich rozwojem. Jest ogniwem łączącym artystę z firmą fonograficzną). Matt zrozumiał, że szkoła to nie jest temat dla niego… więc pieniądze zainwestował w sprzęt. Zaprzyjaźnił się z Tylerem na myspace, którego znał z forum Neptunes i wysyłał swoje beaty jemu i Hodgy’emu. Jego brzmienie zawsze oscylowało wokół Neptunes, Sa-Ra i Timberlanda… w tej bajkowo-halucynogenno-kosmicznej sferze czuł się najlepiej. Pracując z Syd, starali się zrobić muzykę, która opowiada o sytuacjach bardzo życiowych, o takich, które przebyli już w młodym wieku. Takich, które towarzyszą nam w relacjach między ludzkich – głównie uczuciowych, codziennie. Zgodnie twierdzą, że ich muzyka: „Nie jest tyle jest emocjonalna, co terapeutyczna”. Syd również dorastała otoczona muzyką. Jak powiedziała w wywiadzie dla Spin: „Cała rodzina mojego ojca siedzi głęboko w muzie, dlatego że jego brat, jest całkiem znanym producentem na Jamajce, to Mikey Bennett, który był współtwórcą „Mr. Loverman” Shabba Ranksa. Dorastałam chodząc na wiele koncertów reggae. Moja mama też była w szkole dla dj’i inżynierów dźwiękowych, ale rzuciła to, bo scena była zdominowana przez facetów, co ją bardzo zniechęciło.”.


Oprócz tego, w tym samym wywiadzie znalazło się całkiem ciekawe oświadczenie Sydney: „Nie jestem wokalistką. Śpiewam, ale nią nie jestem. Jestem tylko producentką, która śpiewa na swoich własnych kompozycjach, ponieważ nie mogę znaleźć nikogo, kto śpiewał by tak jak ja. Kto może lepiej używać mojego własnego głosu? Nie znalazłam, więc jestem zmuszona robić to sama. Nie widzę siebie jako wokalistki, dlatego nie spodziewajcie się żadnych koncertów.”.


Wróćmy do krążka. „Purple Naked Ladies” to album opowiadający o związkach z perspektywy świata przejaskrawionego oparami purpury. Tak. Purpury, bardzo charakterystycznego jarania, które inspiruje cały nurt weed-rapu – jak to ładnie nazwał Dworak. Stąd świat opowieści Syd i Matta jest halucynogenny, toksyczny i narkotyczny. Oderwany od ziemi, ale paradoksalnie nadal skąpany w gąszczu emocjonalnych problemów związanych z miłością. Syd i Matt komentują swoje relacje bardzo subiektywnie, nie starają się szukać uniwersalnych historii, no i co ważne skupiają się tylko na kobietach. Tak, nie przewidzieliście się o kobietach, również z perspektywy kobiety. Syd jest lesbijką. Omija ten temat w mediach, ale opowiada o swoich fascynacjach na płycie. Nikt nie robi tutaj z siebie kozła ofiarnego w uczuciach. Autorzy zdają sobie sprawę, że sami krzywdzą bliskie im osoby, a ból i wyzwolenie z problemów uśmierza najlepszej jakości zielsko. Do współpracy zostali zaproszeni też mniej mi znani Tay Walker, Kilo Kish i Pyramid Vritra, jest też szajbus Left Brain i kolejny współlokator Matta i Syd – Mike G. Największym zdziwieniem było dostrzeżenie Coco z duńskiego Quadronu. Mimo wielu ksywek, nikt tutaj nie odbiera hegemonii The Internet, goście tylko uzupełniają rozwiązania duetu. Świetny lot, psychodeliczna halucynacja, którą ma się ochotę powtarzać – to właśnie „Purple Naked Ladies”. Wersja fizyczna pojawi się 31 stycznia. Będzie zawierała również dokument o The Internet. Zwiastun chyba zakłada szerszą kolaboracje z Quadronem. Odd Future znowu na mnie zarobią. Ja już odkładam siano.