Strony

czwartek, 8 września 2011

Galus - Futura, będziemy z tego dumni!

Krótko po wydaniu szesnastego woluminu Footprints, mój kontakt z Galusem się urwał. Po jakimś czasie, chyba podczas mojej majowej wizyty w Warszawie (drugie urodziny Warsoul Sessions), spotkałem się z Mateuszem - autorem okładki "Futury" i "Footprints #16". Pamiętam, że rozmawialiśmy o tym jaki świat jest mały... Otóż kiedy miks już leżał na moim dysku, ja szukałem kogoś, kto zrobi do niego okładkę. Mati już wcześniej oferował mi swoją pomoc, a ja zwróciłem się do niego dopiero z kompilacją "Diggin Europe: The Mission 60-80". Zupełnie przez przypadek okazało się że Galus i Mateusz znają się od lat. Efekt tej kolaboracji odtworzono na samym soundcloudzie blisko 3000 razy - co było do tej pory największym sukcesem całej serii. Tego majowego wieczora, o którym wspominałem wcześniej, Mateusz zadzwonił do Rafała aby ustawić się na jakiś weekend w jego stronach, w celu wspólnej inspiracji przy tworzeniu strony wizualnej krążka "Futura". Wtedy wydało się, że Galus zniknął z portali społecznościowych - bo zabierały mu zbyt dużo czasu. Już wtedy mówiło się dużo o tym, jak mocne ma to być wydawnictwo. Chwalił Groh, podniecał się Buszkers... Potem zapewniał mnie jeszcze raz Mateusz, gdy spotkaliśmy się w Szczecinie na Boogie Brain.




Ja nadal nie miałem swojego zdania i nie słyszałem żadnych próbek. Dopiero niecałe trzy tygodnie temu, label U Know Me udostępnił tytułowy utwór otwierający LP "Futura". 

Galus - Futura


Ten singiel skutecznie rozbudził apetyty słuchaczy i odbił się dość dużym echem w internecie. Głównie dlatego, że Rafał po prostu wszystkich zaskoczył. Po wydaniu świetnie przyjętych "Retro Lyrics" i "100206" spodziewałem się kontynuacji bardziej klasycznego brzmienia beatów (w rozumieniu vibe'u LA, a nie hip-hopowego beatmakingu "w ogóle"), takiego, do jakiego przyzwyczaił nas późny Dilla czy Madlib we wcieleniu w Beat Konducta. Ciepłe sample - cięte ze świetną intuicją, raczej zapętlone, bez przesadnego rozbudowywania koncepcji. Krótkie, wyjebiste, grube beaty. Numer "Futura" już na wstępie pokazuje, że Galus chciał pójść krok dalej i wejść w erę nowoczesnego nurtu post-dillowskiego inspirowanego kosmosem i wyimaginowanymi światami z nieznanego człowiekowi układu słonecznego. Dwa dni po premierze pierwszego singla, otrzymałem maila od Galusa: "Siema, Co myślisz jakbym Footprintsa zrobił, "Rok po Digging Europe"? Daj znać." Odpowiedziałem błyskawicznie, zgadzając się bez wahania. Wymieniliśmy kilka maili, dostałem cały krążek i teaser nadchodzącego jesienią Footprints.

Galus - Footprints vol. ? - snippet


Po następnych trzydziestu minutach nie wiedziałem co mam powiedzieć. Odsłuchałem najciekawszą płytę z całego katalogu U Know Me. Jedno co mi przychodziło wtedy do głowy, to krótka myśl którą wylałem na fejsie: "31 minut od Galusa zabije wszystkich w tym roku.". Nie tylko ja ograniczałem się do minimum. Calak (strzelam że pod wpływem "Futury") napisał: "U Know Me Records - duma. koniec, kropka.", porównując później tę wytwórnię do starego BEE, wczesnego Stones Throw, czy Rawkus w latach świetności. Jeszcze wcześniej czytałem zachwyty Envee'go nad tym krążkiem: "Galus - Woooooooow!", "SZTOS ALERT! GALUS!", "Powtarzam! GALUS! to jest piękne, it's beautiful!", i wiecie co? To wszystko prawda. Nie ma w tym żadnej przesady. Dla mnie jest to połączenie fascynacji Madliba Brazylią ("Aquarius"), lekko zahaczającą o "Faune" Jneiro Jarela ("Purple Rain"), kąpiącą się w odjazdach Fly Lo z czasów albumu "1983" ("Sicking Suite"). Pobrzmiewa mi też tam "Ardour" Teebsa ("Valium"), a najlepsze jest to, że patronat nad krążkiem objął duch Sun Ra ("Spaceway"). Galus ma takie ucho do sampli że to się w pale nie mieści. Zresztą... udowodnił to już dużo wcześniej, ale sposób rozbudowania instrumentalnych opowieści przerósł moje najśmielsze oczekiwania i mimo porównań które zastosowałem wyżej, należy wspomnieć, że to nie jest jakaś marna próba kopiowania - tylko oryginalne brzmienie, romansujące z tym co wyprawia się na zachodnim wybrzeżu USA.  Kilka dni temu maila ze swoimi przemyśleniami napisał mi Dworak, jego recenzja była tak celna, że pozwoliłem sobie zacytować ją w całości: "Galus rozpierdalus! Świetny jest ten album! Łączy w sobie to co najlepsze z dwóch światów hip hopowej produkcji. Z jednej strony mamy klasyczne budowanie bitów gdzie podstawę stanowią kozackie jazzowe sample, styl jaki pamiętam jeszcze z lat 90ch, gdy skrupulatny crate diggin i godziny na poszukiwaniu sampli szły w parze z umiejętnościami projektowania bitów, z drugiej zaś strony mamy nu-beats naładowany współczesną technologią. Dożyliśmy czasów gdzie zakup gotowego pakietu sampli i efektów jest normą, większość nowych producentów nie spędza czasu i energii na poszukiwaniu dźwięków, kojarzy mi się to z sytuacją gdzie zapalony grzybiarz zamiast do lasu drałowałby do supermarketu na zbieranie prawdziwków. Przez tą wszech-dostępność większość młodych kotów brzmi bardzo podobnie, nie spędzają oni czasu na przekopywaniu stosów plastiku w poszukiwaniu oryginalnego brzmienia, który w jakimś stopniu definiowałby ich styl. Galus natomiast pomiędzy światem analogowego trzasku woskowej płyty a kosmicznym brzmieniem jakie dostarczają współczesne programy do produkcji muzyki, znalazł pomost który określa charakter jego produkcji. Nie ma tutaj przesadnie powykręcanych efektów ani zbyt wiele woblującego basu a dźwięki z gier komputerowych są wykorzystane w odpowiednich proporcjach co czyni że ten projekt brzmi naprawdę świeżo i współcześnie. Zdecydowanie mamy czym pochwalić się na ulicach Cali i jestem przekonany, że niejeden zachodni raper miałby ochotę nawinąć do części z tych bangerów nasiąkniętych hip hopowym ciężarem. Ponadto dzięki temu, że Galus wykorzystał wiele ciekawych rozwiązań, całość brzmi różnorodnie nie pozostawiając wrażenia niespójności. I nie będę się rozpisywał nad tym, że czuć inspiracje Dillą, bo przez tą oczywistość brzmiałbym jakbym cytował jedną ze złotych myśli Paolo Coehlo. Jeśli miałbym wybrać mój ulubiony utwór to byłby nim, "Spaceway", gdzie pomiędzy blaszanymi werblami przeplata się wysamplowany głos niepowtarzalnej June Tyson. Komiksowo kosmiczny klimat pasowałby do odcinka Scooby Doo, w którym Shaggy leci na wielkim bongu w stronę Saturna, aby dostarczyć swym kompanom Scooby snaki na zaspokojenie gastro fazy. Jedynym negatywnym aspektem jest to, że po przesłuchaniu tego 31 minutowego materiału, pozostaje głód na więcej beat-rzemiosła Galusa." - Sorry Grzesiu, nie ująłbym tego lepiej. Od siebie dodam tylko tyle, że cieszę się że Rafał nie przesadził z długością krążka. "Futura" wciąga tak mocno, że nie wiesz że to już jej koniec, nerwowo szukając guzika "play", uruchamiającego kolejną podróż z Galusem. Osobisty faworyt? Chyba ta genialna końcówka z numerem "Odyssey". Kosmiczny boom-bap nakurwiacz, przez który Wasz sąsiad będzie pizgał w grzejnik żebyście ściszyli.

Galus - Spaceway


Jak już pewnie wiecie, U Know Me zapowiedziało imprezę hajpującą dwa najnowsze wydawnictwa z katalogu ("Futura" Galusa i "Kali" Envee'go). Event odbędzie się w Cafe Kulturalna 24.09.2011. Zapytałem Rafała, żeby zdradził nieco jak będzie wyglądał jego showcase: "Live-act będzie się opierał głównie o "Future" i moje poprzednie płyty. Przyjedzie ze mną Dj Krug, który będzie grał też kawałki innych artystów i miksował to z moimi rzeczami, a do tego będzie też zgrywał wizual ze wszystkim. Ja na MPC on na adapterach." Już teraz żałuję że stracę to słuchowisko, ale raczej nie dam rady przedostać się wtedy do Warszawy. Oprócz tego, Groh planuje jeszcze jedną niespodziankę tego wieczora. Powinien ukazać się wtedy długo oczekiwany "U Know Me Showcase II", wiele osób (w tym ja) myślało że ten miks ukaże się w internecie na dniach. Tak się jednak nie stanie. Otóż UKM weszło w kolaboracje z Turbokolorem, dzięki czemu wyjdzie limitowana edycja koszulek promujących label (100 sztuk), a do nich będzie dołączona fizyczna kopia miksu zawierającego w większości niewydane jeszcze numery ze stajni wytwórni. Wśród nich znajduje się kawałek Lower Entrance z gościnnym udziałem Raashana Ahmada pt. "Take It Easy". Zapewniam Was, że w obliczu takiego brzmienia Raashana jeszcze nie słyszeliście. Piszę o tym nieprzypadkowo, bo żeby ekskluzywnych informacji było jeszcze więcej, zapowiem coś co wydarzy się w Poznaniu - 20 Października, za sprawą Tasa i Czarnego. Albo nie! Nie będę zapowiadał, niech sam się zapowie:

Raashan Ahmad - In Love With Wax