Strony

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Tworzywo, jak co? Jak dynamit!

Niedziela dzień cwela. Każdy to wie... Niedziela blokuje działania, nie pozwala hulać duszy jak piątek czy sobota. Niedziela rozkazuje siedzieć spokojnie i nie wariować przed tygodniem roboczym. W niedziele możesz co najwyżej spotkać się z kimś niezobowiązująco, pogadać przy joincie po czym łapa - łapa i do chaty. W niedziele poprawni katolicy chodzą do kościoła, a młodsi niepraktykujący wolą kino. Do kin chodzić nie przepadam, bo zapalić nie można... a o kościele w moim przypadku nie ma mowy. Lubię koncerty. Te sobotnie zawsze wiążą się z grubszym wyjściem i powrotem o świcie. Co innego koncerty niedzielne. Zaczynają się wcześnie, no i kończą się o normalnej godzinie. Od kilku lat, w okresie letnim rusza Maltańska Scena Muzyczna. Czasami można wyłapać prawdziwe sztosy albo pozytywnie się zdziwić.



Gdy byłem w Szczecinie na Boogie Brain, w sobotni wieczór wystąpił Wojtek Mazolewski wraz z zespołem. Podobno ten kwintet na żywo robi piorunujące wrażenie. Żałuję że ominąłem - ale nie odpuszczę sobie na Tauronie, tym bardziej że mają zagrać z Niewinnymi Czarodziejami. Z tego co wiem, ludzie przespali to wydarzenie, bo przy dość pogodnym wieczorze publika stawiła się nielicznie. Ludzie nie wiedzą... ludzie nie znają się... słyszeliście może "Smells Like Tape Spirit"? Z takiego jazzu możemy być dumni w świecie...


Inaczej było już w minioną niedzielę. Przez pół dnia zastanawiałem się czy deszcz spierdoli ostatni dzień weekendu do końca i będą nici z koncertu. Siedziałem do wieczora w domu, bo co tu robić w taką szlamicę? Ok... Skłamałem. Wyszedłem trochę na rewir w poszukiwaniu szczęścia i nie padało, ale tak czy siak, chmury wisiały złowieszczo nad miastem. Przed dziewiątą miał rozpocząć się koncert Fisza i Emade z Tworzywem Sztucznym. Czułem się gotowy na  koncert, chociaż cały czas jakby chciało padać a nie mogło. Z nieba leciała niewinna, w zasadzie orzeźwiająca mżawka. Było całkiem ciepło. Wyposażyłem się w mineralkę i ekipą ruszyliśmy w kierunku sceny. Fisz i Emade cieszą się dość sporą popularnością, więc sznur ludzi uderzający tego wieczora na koncert nie budził kontrowersji, chociaż nieco byłem w szoku, że aż tyle ludzi ruszyło się w tak niepewną pogodę. Gdy doszliśmy na miejsce, uderzyła mnie frekwencja. Nigdy nie widziałem na Maltańskiej Scenie Muzycznej takiego tłumu. A ile było dziewcząt?! Pussyland normalnie! Wkroczyłem pod scenę na pierwsze dźwięki utworu "Narkotyk".


To było coś. Lubię jak koncerty zaczynają się od czegoś mocnego... w końcu padły pierwsze frazy "Narkotyki rozpierdoliły (rozpieprzyły) głowy moim znajomym, niektórzy się podnieśli, niektórzy nie...". Dawno nie słyszałem tego numeru. To pierwsze zdanie, spowodowało że przez głowę przebiegli mi ludzie który znam. Ci których zaledwie mijam na ulicy i znam ich historie, często zamienię z nimi słowo, a czasami tylko rzucę zwykłe "cześć". W mojej głowie pojawiły się też osoby które są mi bliższe i bardziej przejęła mnie ich osobista narkotykowa historia. Przypomniałem sobie też związki i relacje ludzi, które burzyły coś w osobowościach jak zażywane dragi. Zupełnie jak w tej piosence. Aranżacja tego numeru nie była tak przejmująca, jak wersja którą doskonale znamy z albumu "Tworzywo Sztuczne". Chłopaki zaczęli w rytmie reggae... żeby później przebrnąć przez wszystkie możliwe gatunki. Nikt nie przejmował się chujowizną spadającą z nieba. Koncert pochłonął publiczność. Było wszystko, co każdy fan twórczości Fisza mógł chcieć... jeśli ktoś lubił "Polepione Dźwięki" - to dostał chociażby "Język Wszechświata" albo "Huragan". Jeśli kogoś najbardziej jarał album "Na Wylot", to mógł posłuchać utworu "30 cm", który mimo tego, że bardzo podobny do wersji płytowej, to bardziej przypominał mi hicior R&B spod ręki Scotta Storcha i Dr'a Dre "Let Me Blow Ya Mind", wylansowany przez Eve i Gwen Stefani. Zajebiście to brzmiało. To skojarzenie nie przyszło mi do głowy bez powodu. Zanim zagrali "30 cm", wjechał utwór "Imitacje", w którym zespół coverował klasyczny kawałek Black Star pt. "Definition". Zajebisty zabieg... tym bardziej, że wczesny styl Fisza zawsze przypominał mi Mos Defa, więc jeśli to był inspiracyjny tribute dla niego, to tym większy szacunek. Cieszyłem się jak dziecko. Jeśli chodzi o album "Piątek 13", to publika dostała więcej numerów z tego krążka. Poleciały takie kawałki jak: "Bla Bla Bla Numer Dwa" czy "Jesteście Gotowi?", który był idealny do interakcji z publicznością. Oczywiście we wszystko były wplecione utwory z albumu "Heavi Metal"... nie mogło zabraknąć numeru tytułowego, a potem "Iron Maiden" czy "666". To tyle, ile pamiętam z setlisty. 




Koncert jako całość był świetnie przemyślany... dynamiczny i bardzo dobrze nagłośniony. Fisz strzelił w dziesiątkę z wyborem i kolejnością utworów. Bieganie po dyskografii i zabawa stylami (rock, jazz, hip-hop, dub) tworzyły niespodziankę i napięcie w przejściach pomiędzy kolejnymi utworami. Zabawa flow i nowe podejście do starych kawałków powodowały wrażenie jakbym słuchał czegoś kompletnie nowego. Na pochwałę nie tylko zasługują afiszowani Fisz i Emade. Całe Tworzywo Sztuczne było genialne tego wieczora. Gitarzysta związany z projektem Kim Nowak - Michał Sobolewski pogrywał zajebiste solówki, wypierdalał je tak dobrze że byłem w ciężkim szoku... chyba w którymś momencie zagrał nawet fragment z AC/DC... ewidentnie to on odpowiadał za rockową część koncertu. Mariusz Obijalski i jego delikatne brzmienie klawiszy, momentami przypominało mi bezbłędne granie Briana Jacksona. Ciężko ubrać w słowa to, jak wydobywali z instrumentów jazz wraz z Emade szalejącym na perkusji i Piotrkiem Gajewskim na bassie. Muzycy między słowami Fisza mieli bardzo dużo miejsca na improwizację i popisówy w solówkach. Zamykający podstawową część koncertu utwór "666",  został specjalnie zmieniony na potrzeby przedstawienia muzyków tworzących "nowe" Tworzywo Sztuczne. I wiecie co? Ten skład jest wyjebany w kosmos. 


Jeśli tylko będziecie mieli okazje, wybierajcie się bez zastanowienia. Dawno nie widziałem tak dobrego koncertu w wykonaniu Polskich muzyków. Pomimo tego, że szedłem na to wydarzenie nastawiony entuzjastycznie, to, to co usłyszałem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ludzie domagali się bisu. Po dość długim aplauzie Tworzywo Sztuczne pojawiło się na scenie ponownie. Publika jeszcze żywiej zareagowała, skacząc i świetnie się bawiąc nie zważając na kurewską pogodę.  Świetny ponad godzinny koncert. Jaram się. Kiedy następny raz w Poznaniu? 

*Fotografie autorstwa Michała Przybylskiego / Maltańska Scena Muzyczna