Strony

czwartek, 28 lipca 2011

DDC Radio 8 + trzy ciekawe EPki

Już chyba wiem skąd ta chujowa pogoda. Po prostu zwlekaliśmy zbyt długo z udostępnieniem wakacyjnej odsłony DDC Radio. Ósmy odcinek zarejestrowaliśmy z Ickiem ze trzy tygodnie temu: "Zaczęło się od rowerów, piwa i wąsów na Malcie. Słonecznie, wesoło, po prostu zajebiście! Wracając z wycieczki spotkaliśmy z Ajs-Kejem – Rybę, Basię, Profa i Sly Stone’a. Ogarnęliśmy mikrofon i postanowiliśmy na fali dobrych, wakacyjnych wibracji zarejestrować kolejną piracką kompilację. Melanż trwał do rana, a oto jego efekt. Na początku spokojnie, potem jakiś rap a na końcu wixa… Zresztą sprawdźcie sami. Tracklisty nie ma, bo nigdy nie było i już raczej nigdy nie będzie."



środa, 27 lipca 2011

Szaleństwo na Boogie Brain

Niby wróciłem do Poznania w niedzielę, ale myśl o tym jak powinienem podejść do opisania tego festiwalu prześladowała mnie już od zakończenia pierwszego dnia na Boogie Brain. Tyle się działo... i jakże wspaniale się działo! Nie wiem czy każdy uczestnik tego wydarzenia będzie mógł o tym powiedzieć to samo, ale ja już na wstępie powiem, że był to najlepszy festiwal na jakim byłem. Mogę to przyznać z czystym sumieniem, mimo tego, że w pierwszy dzień padało niemiłosiernie, a do tego nie widziałem/słyszałem wszystkiego co chciałem. Momencik, już wyjaśniam skąd ta euforia...




poniedziałek, 18 lipca 2011

SebLoverowy przewodnik po Boogie Brain

Dawno, dawno temu... chyba przy okazji którejś z edycji Warsoul, dopadło mnie zdanie mające na zawsze zmienić moje podejście do pisania o różnych wydarzeniach. O imprezach klubowych najczęściej zaledwie wspominam w odpowiednim do tego miejscu na blogu, odsyłając do materiałów organizatora, które w dzisiejszych czasach znajdują się na facebooku. Pisać o tym szerzej nigdy nie było warto. Głównie dlatego, że jeśli ktoś się wybierał na wydarzenie, to z pewnością znał dokonania występującego artysty albo na imprezę zaciągnęli delikwenta jego znajomi. Znacznie trudniej jest dokonać wyboru podczas festiwalu. Często scen jest więcej niż jedna, przez co koncerty się nakładają. Uczestnicy festiwali jeszcze przed imprezami skrupulatnie notują w swoich "przewodnikach" na co zamierzają się wybrać. Jak wspomniałem wcześniej, problem pojawia się dopiero wtedy, gdy timetable ulubionych artystów zaczyna się pokrywać. W związku z tym, ułożyłem swój przewodnik festiwalowy, który być może rozwieje czyjeś wątpliwości... Chociaż regularni czytelnicy mojego bloga nie znajdą w nim szczególnych niespodzianek.




poniedziałek, 11 lipca 2011

Are you reeeeeeeaaaady?! Jonkpa in the mix.

Zwieńczenie tego weekendu ulegało pod znakiem warzywniaka. Jak w piątek wpadłem w wir, to skończyłem dopiero w niedziele, gdy obudził mnie telefon jakoś po piątej, późnym popołudniem. Było słonecznie, pokój w kolorze "soczysta malina" nabierał kalifornijskich barw. Trzeba było wyjść z domu. Tym sposobem, pojechałem do centrum, bo musiałem odebrać rower, na którym nie byłem w stanie wracać po sobotnim melanżu u Icka. Zrobiło się już późno, ale postanowiłem jeszcze wlecieć na browara do Wajdka. Odpaliliśmy house mix, który rozwalił nas na części pierwsze. Zazwyczaj nie wspominam na blogu o miksach w klasycznym ich rozumieniu. O polskich, jeśli to nie DDC Radio albo Footprints to chyba wcale.  Jednak Jonkpa odjebał dla Linout.pl tak dobrą godzinną selekcję, że nie mogłem o tym nie wspomnieć.



LINEOUT.pl podcast.13: Jonkpa




sobota, 9 lipca 2011

GETT OFF (horny pony) and I'm pumping'em from Pakistan 2 Poland, straight into yo town...

Możliwość posłuchania Prince'a na żywo w moim przypadku została bardzo szybko przekreślona, głównie ze względu na datę i cenę karnetu jednodniowego. Byłem załamany. Nie chciałem nawet o tym wydarzeniu wspominać i zdrowo zazdrościłem Tym, którzy na ten koncert się wybierali. Będąc na etapie w życiu, gdzie ciężko wytrzymać do pierwszego, przytłamszany kolejnymi ślubami i innymi nieplanowanymi wydatkami, które skutecznie zabierały mi resztki i tak skromnego wynagrodzenia - starałem się zapomnieć o tym, że taki show ma się w ogóle odbyć. W piątek, dzień przed występem Prince'a jechałem do pracy niestandardowo, zapierdalając 15 kilometrów w jedną stronę rowerem, mając nadzieję że zaraz nie spotka mnie deszcz. Po godzinie jazdy trasą Dębiec-Przeźmierowo, rozpocząłem regularny dzień w pracy... jak zwykle, czekając na sobotę. Odjebałem piątkową pańszczyznę i ruszyłem tą samą drogą do domu. Wjeżdżając na dzielnie zadzwonił telefon. Zatrzymałem więc moją maszynę produkcji krajowej, która z pewnością pamięta Gierka i odebrałem rozmowę przychodzącą. Zadzwoniła Aśka, pomyślałem że znowu pomyliła numery, chcąc zadzwonić do Stony. Okazało się, że tym razem było inaczej... Był to telefon roku. Padła propozycja wycieczki do Gdyni, gdzie za cenę zrzuty na zupę mogłem zobaczyć Księcia!