Strony

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Nowoczesna nostalgia Franka Oceana

Do mikstejpu "Nostalgia,ULTRA." podszedłem entuzjastycznie - apriori. To było oczywiste, że targać mną będzie ciekawość po tym, jak od dłuższego czasu jestem pod ogromnym wrażeniem ekipy OFWGTA. Pierwszy raz świadomą styczność z postacią Franka Oceana, miałem przy okazji odsłuchu mixu "Blackendwhite" od duetu MellowHype. Numery takie jak "Hell" czy "Rico", pokazywały że surowy klimat tej supergrupy wcale nie ucieka od chwytliwych refrenów, które świetnie wpisywały się w potężne w brzmieniu, minimalistyczne bity Left Braina. Gdy zacząłem bliżej interesować się postacią Franka, okazało się że wszyscy mieliśmy okazję go słyszeć nie koniecznie wiedząc, że za tym numerem stał właśnie on. W 2008 roku ukazał się album "Evolver" Johna Legenda, który promował zajebisty singiel "Green Light" z gościnnym udziałem Andre 3000. Szczerze? To w kontekście poprzednich krążków Johna, "Evolver" nie zrobił na mnie większego wrażenia, w każdym razie (prawdopodobnie przez duet producencki Midi Mafia) na krążku zostawił nieco pracy bohater tego posta - Frank Ocean. Mowa o wspólnym utworze z Brandy pt. "Quickly". Frank wtedy był bardziej znany jako Christopher Breaux, napisał tekst piosenki i śpiewał w chórkach...


Wgłębiając się w historię Franka, dowiadujemy się że pierwsze kroki jego kariery nie były do końca jego świadomym wyborem. Być może to, że dziś słuchamy jego debiutanckiego krążka jest zasługą katastrofy powstałej przez nieokiełznany żywioł, który zmusił do ucieczki wielu mieszkańców Nowego Orleanu. Że jest to historia smutna i często przerażająca, obrazuje nam serial produkcji HBO pt. "Treme", który pokazuje życie społeczności Nowo Orleańskiej po huraganie Katrina. Wielu ludzi, w tym muzyków opuściło to miasto bezpowrotnie po 2005 roku. W tamtym czasie Frank miał coś koło 18-nastu lat i dopiero wprowadził się do akademika. Kiedy nadchodził huragan, akurat robił pranie i zadzwoniła do niego matka, mówiąc mu, że natychmiast musi się ewakuować. Był to czas, w którym Frank już nagrywał i burza spierdoliła wszystko nad czym pracował. Studio już do niczego się nie nadawało i nie mógł nic z tym zrobić. Bardzo szybko przemyślał to co jest dla niego naprawdę ważne, rzucił szkołę, spakował się do samochodu i razem z ówczesną dziewczyną pojechał do Los Angeles, by już nigdy nie wrócić (przynajmniej po dziś dzień). Z wywiadu dla Complex Magazine wynika, że Frank nie planował zostać na stałe w L.A. Chciał nagrać piosenki które napisał jeszcze w Nowym Orleanie i spróbować je jakoś wydać. W Los Angeles miał znajomego prowadzącego studio, ten wynajmował mu je za 50$ za 4 godziny. Pobyt w Kalifornii nie miał być dłuższy niż sześć tygodni, jednak Frank sam wtedy nie zdawał sobie sprawy że nie ma zamiaru wracać do Nowego Orleanu. Ciężko ustalić dalsze ramy czasowe, a raczej ułożyć chronologicznie to, kiedy poznał tych, którzy pomogli mu być dziś tam gdzie jest. Zdaje się że pierwszą poważną pracą bliską mainstreamu, była możliwość współtworzenia utworu na "Evolver" Legenda. W tekście utworu "Quickly", da się wyczuć szorstki styl pisania Franka znany nam doskonale z debiutanckiego mixtape'u. Podejrzewam że do pracy nad krążkiem wkręcili go autorzy beatu, czyli Midi Mafia, z którymi zrobił dość sporo materiału o którym rzadko się wspomina, czyli "The Lonny Breaux Collection". Niestety, ta dość pokaźna ilość muzyki przygniata jej jakość, słuchanie prawie czterech godzin miłosnych piosenek, głównie na bitach Midi Mafia może zmęczyć każdego... Nie mam pojęcia kiedy to było nagrywane, ale w tych piosenkach brakuje tego, dzięki czemu Frank Ocean odstaje od tych dla których pisze utwory. Szczególnie na tej kompilacji moją uwagę przykuł dość krótki "Acura Intergurl". Klip do niego powstał dopiero w tym roku:

Frank Ocean - Acura Intergurl


Co tu dużo mówić, "The Lonny Breaux Collection" jest skierowane wyłącznie na ultra fanów, więc zdaje się że większość z Was potraktuje mimo wszystko tę kompilację jako ciekawostkę o rozwoju artysty. 
Pod koniec 2009 roku, Frank poznaje się z ekipą OFWGKTA. W wywiadzie dla Complex mówi tak: "To moja rodzina. Znam ich jeszcze od czasów w których nie byli tak rozpoznawani. Spotkałem ich pod koniec 09'. Nie prowadzę pamiętnika ani nic takiego, więc nie pamiętam dokładnie dat ani czasów w których to wszystko się działo, ale to wszystko dzięki kreatywności. To właśnie to nas połączyło. To było tak, jak zazwyczaj ludzie się poznają. Podejrzewam że w dzisiejszych czasach portale społecznościowe odgrywają wielką rolę w przypadku poznawania się, ale między nami było tak jak mówię.  Pierwszy raz spotkaliśmy się twarzą w twarz przez wspólnych znajomych... coś w tym stylu." Mniej więcej w tym samym czasie Frank poznał Trickyego Stewarta, który pomógł Oceanowi podpisać kontrakt z Def Jam. Papiery zostały podpisane jeszcze pod koniec 2009, wszystko stało się oficjalne z początkiem następnego roku. Jednak mimo podpisanego kontraktu nie było żadnej chemii między nim a wytwórnią. Jak wspomina w wywiadzie: "Poznałem Trickyego przez to że pisałem dla innych. Słyszał kilka kawałków napisanych przeze mnie, na których sam śpiewałem. Powiedział że powinienem sam spróbować." Mimo tego, że był wdzięczny Stewartowi za pomoc, to Frank nigdy nie był w budynku Def Jam i nie miał okazji do budowania relacji z wytwórnią. W tym samym roku Frank postanowił zmienić nazwisko. Od połowy zeszłego roku, Christopher Lonny Breaux nie istnieje, od tej pory Chris legitymuje się jako Francis Ocean. W jednym z wywiadów zapytano go, jak wpadł na takie nazwisko, odpowiedział krótko: "W snach". Pierwszą kolaboracją Franka z Odd Future, jest numer "Steamroller" z płyty Domo Genesisa - "Rolling Papers", w którym gościnnie rapuje Hodgy Beats. Jego rola ogranicza się tam, do hajowego podśpiewywania "ra-ta-ta-ta" i melorecytacji Tyler'a o podawaniu dżointa w prawą stronę. Mała rola, ale klimatyczna... 
Po dwóch udanych kolaboracjach z MellowHype, o których pisałem na początku, przyszła pora na nagrania na "Goblinie", pierwszy znany już chyba wszystkim numer "She":


Tyler The Creator - She (feat. Frank Ocean)


Przy okazji warto wspomnieć, że ten klip od początku czerwca obejrzano już ponad 2 miliony razy. Tyler jest teraz nieźle wkurwiony na MTV, bo chciał  tym teledyskiem zgarnąć Video Music Award, a oni nawet nie wzięli go pod uwagę, z góry odrzucając z powodu zbyt brutalnego charakteru klipu (mimo tego "Yonkers" nie był dla nich zbyt hardcorowy). Swoją drogą to dziwne, że w dziennym paśmie lecą programy w stylu "Jersey Shore", które pokazują dzieciakom gorsze rzeczy niż klip Tyler'a, mimo tego, Tylerowska artystyczna fikcja w MTV już nie przejdzie...
Drugim utworem wypełniającym "Goblina" na którym udzielił się Frank jest "Window". W swoich wersach przypomina tam swoje początki znajomości z Tylerem... który na końcu utworu zabija wszystkich rozmówców chcących go pocieszyć swoją gadką (wspominałem o tym szerzej tutaj).  Zanim jednak przyszło nam poznać to, co zaprezentował wspólnie z Tylerem, w lutym mogliśmy sprawdzić "debiutancki" mixtape pt. "Nostalgia,ULTRA." o którym tyle szumu. Frank o tym wydawnictwie mówi tak: "Jest nostalgiczna. To jest tęsknota za przeszłością. Właśnie taki klimat ma ta płyta. Nazwałem ją 5 minut po tym jak została zmasterowana. Mieliśmy napisać na CDku tytuły i wypierdalać ze studia. Słowo "Ultra" jest dlatego, że jest nowoczesna w sensie brzmieniowym. Czułem że to dobra nazwa. Taki właśnie jestem, po prostu lecę z tematem. Jedyna debata była nad tym, czy użyjemy przecinka czy slasha... padło na przecinek. Okładkę projektowaliśmy już po masteringu, myślałem wtedy podobnie jak przy wymyślaniu nazwy. Wymarzyłem sobie samochód, który wydawałby mi się odpowiedni właśnie na tę chwilę. Padło na E30 M3, ta fura jest wyjebana. Kiedy byłem dzieciakiem, zawsze miałem od chuja plakatów z samochodami i z dziewczynami w bikini... chodziło to za mną całe liceum!". Nazwanie płyty przez młodego Nowo Orleańczyka określeniem tego stanu ducha ma dla mnie dużo głębsze znaczenie, nawet jeśli sam artysta nie zdaje sobie z tego sprawy. Historii muzyki nie da się oszukać, to właśnie na ulicach Nowego Orleanu pod pływem tego uczucia powstawały podwaliny Bluesa a później całej muzyki która stała się jego spadkobiercą. Jeśli określenie "ultra" jest rzeczą nowoczesną, to jest też określeniem czegoś silnego. Nowoczesne podejście do tematu nostalgii kręci się wokół niespełnionych miłości i złamanych serc. Uczucia nostalgii Frank nie wydobyłby opowiadając o związkach kompletnych i skończonych. W jego historiach musiało pójść coś nie tak. Stąd taka wypowiedź dla magazynu Complex: "Moja muzyka z pewnością wychodzi od doświadczenia. Wszystko zawiera ziarno prawdy. Jeśli chodzi o uczucie złamanego serca, to mam wrażenie że na początku te emocje zawsze wyglądają podobnie. Przyczyną tego, że moje piosenki brzmią inaczej, jest to, że jako narrator mogę opowiedzieć historię zupełnie inaczej niż była opowiedziana na samym początku, co nie koniecznie prowadzi do tego że opowiadam zupełnie nową historię, chociaż mogę być w błędzie... Poczucie złamanego serca było dla mnie czymś kompletnie nowym. Nie chciałem zrobić płyty z którą ludzie będą mogli się utożsamiać. Chciałem zrobić album na której będą emocje, które chciałem wyrazić. Chciałem żeby to spadło z mojego serca. [...] Duża część tej płyty poświęcona jest jednemu związkowi, ale nie przypisuje całego projektu jednej sytuacji. Detale nie mają tutaj żadnego znaczenia." Ciężko wyczuć, czy chodzi o kobietę z którą Frank opuścił Nowy Orlean, a ona musiała tam wrócić... W każdym razie wiemy że nie jest dobrze. Z tym krążkiem kojarzą mi się albumy "808s & Heartbreak" Kanye Westa (mamy nawet linijkę poświęconą tej płycie w "Swim Good") i "Confessions" Ushera.

Frank Ocean - Novacane


Co jeśli chodzi o dobór muzyki? "Nie, nie robię żadnych bitów. Jeśli biorę się za produkcję to raczej w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Głównie dostaje bity od przyjaciół. Jeśli chodzi o album to dostępne są creditsy. Jeśli chodzi o pisanie i inne tego typu gówna, to później spotykasz na swojej drodze wielu producentów i później tylko rozwijasz z nimi relacje. A więc kiedy zabrałem się za ten projekt, powiedziałem że chcę zrobić po swojemu. Podbiłem do ludzi którzy są mi bliscy i poczułem że mam to co chciałem osiągnąć, oni podesłali mi wszystko na moją skrzynkę, wybrałem to co mi się podobało i złożyłem to w całość.". Myślę że ta wypowiedź dość stanowczo określa stanowisko Franka. Ma pomysł na swoją muzykę i dość dobre ucho do wybierania podkładów z czym niestety wielu artystów ma problem. "Novacane" Trickiego Stewarta (autora chociażby "Single Ladies" Beyonce) jest świetne. "Swim Good" od Midi Mafii (chociaż nie jestem ich fanem) też urosło do rangi faworyta tego mixtejpu.  Happy Perez znany głównie ze współpracy z typem którego możecie kojarzyć z Vivy - Baby Bash, też dołożył całkiem fajne cegiełki, do kradzionych numerów od MGMT, Coldplay czy Radiohead (chociaż to tylko skit). Mimo niepotrzebnego sięgania po "Hotel California", to i tak ważna płyta. Czy kogoś innego inspirują "jego nienarodzone dzieci"? Czy ktoś inny jeździ Lincolnem pełnym krwawiących złamanych serc? Czy ktoś inny spotyka na Coachelli aktorkę porno chcącą zostać dentystką, z którą ćpa towar od którego znika czucie w twarzy? Czy ktoś inny chce pieprzyć się w ogrodzie na wzór Adama i Ewy? Na pewno nie znajdziecie tego w piosenkach Bruno Marsa... Na Franka czeka wielka kariera. Czytając tracklistę nowej płyty Beyonce, możemy spodziewać się że któryś z tych utworów wyszedł spod ręki Oceana. Niebawem znajdzie się gościnnie u Nasa oraz na wspólnej płycie Kanye i Jaya Z. Podobno Frank szykuje też EPkę z Hodgy Beatsem. Zarobiony jest. Bardzo dobrze, należy mu się.