Strony

czwartek, 26 maja 2011

Słuchając Goblina

Pamiętacie jak kończył się pierwszy album Tyler'a? Jeśli nie, to odpalcie sobie jeszcze raz numer "Inglorious", w którym dochodzi do symbolicznego uśmiercenia bękarta (a najlepiej odsłuchajcie całość z uwagą od początku). Tyler dokonał samobójstwa sieroty w samym sobie. W ten sposób narodził się goblin. Czym w ogóle jest goblin? Z różnych baśni znamy go jako zieloną postać, brzydką i złą do szpiku kości. Z poprzedniego krążka pamiętamy, że Tyler pokazuje się najczęściej w zielonej czapce, widzi siebie jako człowieka nieatrakcyjnego i przeważnie jest złośliwy, każąc wszystkim wypierdalać.


Słuchając "Goblina" nie mogę uwierzyć w to, że moja interpretacja albumu "Bastard" zdołała się potwierdzić podczas odkrywania drugiej studyjnej płyty. Mało tego, drugi krążek Tyler'a, pomógł mi jeszcze bardziej zrozumieć znaczenie pierwszego. Kto czytał tamten post, ten wie co miałem na myśli, tymczasem autor już w introdukcji informuje słuchaczy jak bardzo się mylili...
Tytułowy utwór to odpowiedź na feedback krytyków i słuchaczy, nie tylko na album "Bastard", ale na wszystko co działo się wokół jego osoby i ekipy Odd Future do czasu wydania krążka w XL Records. Pamiętacie jak pisałem żeby nie zajmować się szczególnie najbardziej kontrowersyjną stroną pierwszej płyty, traktującą o gwałtach i morderstwach? Tyler na wstępie do drugiej sesji ze swoim terapeutą Dr'em TC udowadnia, że ludzie słyszeli ale nie słuchali jego debiutanckiego albumu. Nawija: "Okay, you guys caught me / I'm not a fucking rapist or serial killer, I lied /I tried to hard, huh?", dodając "To have a bunch a critics to call my shit a bunch of horrorcore? / Like I didn't make Parade or Inglorious / Cause I'm too scared to tell my friends the way I really fucking feel / Of course they only listen to lyrics about me pissin' off / In the tombs of Lara Croft, I'm getting pissed off". To tylko dotyczy tematu owego horrorcore'u, podobne linijki znajdziemy w odniesieniu do zarzutów o satanizm, od którego się odcina, dając do zrozumienia że jest ateistą.
Przechodząc do "Yonkers" (do którego klip obejrzano do tej pory już ponad 10 milionów razy) - w szerszym kontekście dowiadujemy się czym różni się Wolf Haley od samego Tyler'a. To jego złe wcielenie, które odpowiedzialne jest za jego nieludzkie zachowanie, ponadto jest tym, czym stają się i do czego dążą artyści mainstreamowi: marzy o kasie, biżuterii i kobietach. Rozdwojenie osobowości doprowadza do powstawania paradoksów, które nieustanie napotykamy nie tylko w "Yonkersie", ale też w innych utworach.
Zaraz po tym, Tyler atakuje z ciężkim "Radicals", który na pierwszy rzut ucha daje do zrozumienia że należy zabijać, podpalać i jebać szkołę. Oczywiście to tylko metafora, ale żeby go nie obwiniali za potencjalne wybryki gimbojów i licealistów, na wstępie zostawia oświadczenie które ma oczyścić go z potencjalnych zarzutów kierowanych w jego stronę, jeśli coś o czym nawija rzeczywiście wydarzyło się w realu. Zresztą autor wielokrotnie zwraca uwagę na temat przemocy w szkołach w Stanach, a to bardzo ciekawe, bo jakby nie patrzeć jest on przedstawicielem pokolenia depresyjnych dzieciaków, które nie wytrzymywały presji i mordowały w szkołach. W drugiej części utworu Tyler wyjaśnia, że w kawałku chodzi o to żeby bronić swoich idei, myśli i poglądów, nawet jeśli są radykalne. A więc jeśli uważasz że jesteś stołem, albo jednorożcem, tak jak Tyler, to nim jesteś i chuj!
W następnym utworze pt. "She" Tyler powraca w swoim złym wcieleniu. Śledzi kobietę, oczywiście na podłożu seksualnym. W utworze występuje gościnnie Frank Ocean, który nadaje utworowi romantyczny wajb... oczywiście gdyby nie słuchać słów. Wkręcając się w historię  dowiadujemy się że wokalista związany z Odd Future został pocięty przyrządami którymi zręcznie posługują się ninja. Owszem, chore - ale zajebiste!
Wolf Haley nie przestaje być brutalny w utworze "Transylvania" - wciela się w postać Draculi i jak łatwo się domyślić, wiadomo co robi...
W następnym numerze ("Nightmare") Tyler wraca do rozmowy z terapeutą. Podobnie jak w pierwszym kawałku kontynuuje wyrzucanie myśli na tematy które go drażnią i powodują jego rozchwianie emocjonalne. Ponownie przewija się temat akceptacji przez ojca, problem sławy, czy braku najbliższych przyjaciół, których traktował jak braci. Oprócz tego, Tyler daje do zrozumienia, że jebie go wypełnianie krążka "gorącymi" gośćmi, co w dzisiejszych czasach jest na porządku dziennym: "Didn't give a fuck about fame or a name, oh / Message from GZA, oh, another one from Plain Pat" - Za to lubię go najbardziej, bo nie musi i nie chce podwyższać sprzedaży doklejając na siłę Kanye West'a, wystarczą mu koledzy z OF - to wszystko czego potrzeba żeby rozjebać system. W piosence pojawia się również opis postaci Tron Cat'a, który jest kolejnym głosem w jego głowie. To właśnie on podpowiada mu żeby robił pojebane rzeczy. Jak bardzo chore? To usłyszymy w utworze "Tron Cat", gdzie w tekst piosenki nie wierzy nawet Dr TC, kończąc kawałek zwrotem "What the fuck?!".
W następnej kompozycji Tyler zdaje się uspokoić, w "Her" pierwszy raz rapuje o dziewczynie w której się zakochał. Niestety są tylko przyjaciółmi, a ona (jak to w takich sytuacjach bywa - ma chłopaka). Gdy ta zrywa z facetem, Tyler w końcu decyduje się zaprosić ją na randkę, oczywiście happy endu nie ma, bo parka w międzyczasie zdążyła się zejść. Tyler pogłębia się w swojej depresji. Gdy znajomi pytają go o nią, on odpowiada że wyjechała do Nebraski, co znowu nasuwa myśl, że po prostu ją zabił.
W "Sandwitches" Tyler miesza w tekście wiele utworzonych przez siebie alter-ego, konstruując kolejne agresywne linijki. Tym razem pomaga mu w tym Hodgy Beats, atakując kwestie związane z religią i obrażając nieprzychylne dla Odd Future blogi. Warto zwrócić uwagę na ostatnie wersy tekstu, w których znowu mówią o interpretacji ich twórczości: "And we don't fucking make horrorcore, you fucking idiots / Listen deeper than the music before you put it in a box".
"Fish" to kolejny numer o wcielaniu się w mordercę-gwałciciela. Tym razem razem kobiety nazywa rybami, z jednej strony dlatego, że morduje z częstotliwością łowienia płotek nad jeziorem, a z drugiej strony wszystkie ciała gniją w jego piwnicy i tak śmierdzą że już sąsiedzi zauważyli że coś jest nie tak. Utwór przechodzi w inny kawałek "Boppin Bitch", przypominający stylistycznie "I Need A Freak" od Sexual Harrassment czy Egiptian Lover'a - pewnie to celowy zabieg, wiadomo to tym bardziej wiedząc że Tyler zna się na muzie. Tekst jest o robieniu loda. Nie jakiegoś tam zwykłego, ale z połykiem! W piosence jest też morał, Tyler chce zabić laskę, bo przez nią dorobił się choroby wenerycznej. Śmieszny moment płyty. Pamiętajcie żeby nie wtykać penisa byle gdzie!
W następnym utworze pt. "Analog", podobnie jak w "Her" Tyler zdaje się być na swój sposób "romantyczny", nie da się nie zauważyć kwaśnych zwrotów akcji w historii. Zabiera laskę nad jezioro, zresztą Hodgy Beats też, jest seks i wakacyjne uniesienia, ale też... morderstwo i samobójstwo "Look, you know, the water's pretty deep, let's go to sleep". Następna kompozycja jest kompletnym żartem, w sumie może to bardziej skit, albo przedłużenie myśli z "Boppin Bitch". Cały utwór wypełniony jest kiepskimi rymami przypominającymi rodzimy Nagły Atak Spawacza, oczywiście o robieniu loda, biciu dziwek i posiadaniu ogromnej ilości diamentów. Czarny humor, nie da się ukryć... ale jak nie przetaczać beki skoro mamy frazy w stylu: "My bitch suck dick, like she suck dick", to rym w stylu: "Przyszły grubasy i było grubo". Zresztą Taco Bennet i Jasper Dolphin (autorzy tych rymów) nie są nawet raperami, tylko jeżdżą na desce razem z Tyler'em. Pod koniec utworu Tyler zabija swoich dwóch przyjaciół.
Dr TC we wstępie do następnego numeru pt. "Window" zaprasza Domo Genesis'a, Mike'a G, Hodgy'ego i Franka Oceana, żeby ci spróbowali pomóc Tyler'owi, żeby z nim pogadali... chciał zaprosić też Jaspera i Taco, ale nie mógł ich znaleźć (ciekawe dlaczego?). Chłopaki nawijają o tym jak wyglądała ich przyjaźń i czego dokonali jako OF (Jest też follow-up do Grubego, gdy Domo rapuje: "It was all a dream, I used to read Complex magazines"). Każdy kończy zwrotkę słowami: "Where we at? We on top of the world". Jednak Tyler jest wściekły, sprowadza kolegów na ziemię. Później w napadzie szału zabija resztę swoich przyjaciół. Po wszystkim wchodzi dość spokojny instrumental "Au79", czyżby Tyler uspokoił na chwilę swoją ciemną, depresyjną stronę? Raczej nie...
Doktor TC kompletnie nie radzi sobie z Tyler'em, który doszczętnie oszalał w utworze "Golden". Tyler żali się, że odkąd zdobył sławę nie ma czasu dla matki, wszyscy, nawet przyjaciele chcą go wykorzystać, ludzie zachowują się inaczej odkąd odniósł sukces (Po tym jak zabił przyjaciół, czuje się też samotny). Ubolewa nad tym że nie ma razem z nim Earl'a. Buduje metaforę "ślubu", w której on jest panem młodym, a wybranką jest jest pistolet. Ukoronowaniem małżeństwa ma być samobójstwo. Nie ma już nikogo kto mógłby go od tego odciągnąć. Dostaje leki na uspokojenie od pielęgniarki.
Doktor TC na końcu drugiej sesji przyznaje się do tego, jego własny terapeuta jest jego sumieniem (TC - Tyler Conscience), tak samo jak Tron Cat, Ace, Wolf Haley - wszystkie powołane do życia postacie to Tyler! Wszystkie charaktery które zbudował w opowieści lider OF dają się wpisać w teorię strukturalną aparatu psychicznego wg. Freud'a, gdzie ID - to pochodzące z podświadomości popędy (Tron Cat), które działają na Ego (Tyler). W momencie w którym Superego (Dr TC), na poziomie nieświadomości, a później na przedświadomości nie potrafią sobie poradzić z ID - powstaje chora jednostka robiąca największe i najgorsze rodzaje zła (Wolf Haley). Wielu z nas śnie w nocy, a gdy się budzimy, to nie pamiętamy naszych snów. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że nie pozwala nam na to Superego. Dlaczego więc mamy uznawać wersy Tyler'a za nieobliczalne skoro sami jesteśmy zdolni to wytwarzania takich myśli? To tylko jego film. Film o świecie w którym człowiekiem rządzi jego ID. Piekielnie dobra koncepcja, kontynuowana już na dwóch krążkach!
W przyszłym roku "Wolf" - podejrzewam że będzie najbardziej rozjebany. Pewnie Tron Cat zawładnie Tylerem kompletnie. Pozostaje poczekać i delektować się świetną, a co najważniejsze oryginalną i nie samplowaną muzyką spod ręki Tyler'a Stwórcy. Wersja "deluxe" zawiera trzy dodatkowe utwory, nie będę ich już w tym poście opisywał bo wychodzą poza koncepcję albumu. "Goblin" to prawdopodobnie rapowy album roku!

PS: Jeśli czyta to jakiś psycholog, proszę o poprawę kwestii Freudowskich, gdyż nie wszystko pamiętam dokładnie ze swoich studiów.