Strony

niedziela, 3 kwietnia 2011

Returnof4eva - 76 minut rapu bez wypełniaczy.

Jeśli słuchacie rapu, to nie ma siły żebyście jeszcze nie trafili na produkcje Big K.R.I.T'a. Mogło się jednak zdarzyć, że przez jakiś przypadek nie wpadliście jeszcze na jego twórczość. Jakoś na początku roku, miałem ambicję żeby przedstawić kilku reprezantanów nowej fali zajebistych nawijaczy. Oczywiście zapomniałem ten cykl pociągnąć dalej, więc zdąrzyłem napisać tylko o Justin'ie Scott'cie i jego zajebistym krążku "K.R.I.T Wuz Here". To wydawnictwo nie wkręciło się tylko mi... wiem że poruszył również moich przyjaciół, którzy przez jakiś czas nie mówili o nikim innym. Już wtedy wiedziałem, że Justin wyrasta na jednego z najciekawszych twórców nowej generacji raperów. Pod koniec marca, dosłownie kilka dni temu, wydał mixtape który utwierdził mnie w przekonaniu że chyba na próżno szukać w tej chwili kogoś lepszego od niego.



Zawsze jarałem się rapem z Georgii, Alabamy i Teksasu... A teraz na pierwszy plan wychodzi sąsiadujący z nimi stan Missisipi. Kiedy pisałem o "K.R.I.T Wuz Here", myślałem że po wydaniu tak mocnego albumu, przyjdzie czas na regres. Bardzo ciężko zrobić materiał lepszy od takiego, który odniósł tak spektakularny sukces. Pierwszego odsłuchu dokonywałem z zapartym tchem, ze względu na to, że widziałem na liczniku 76 minut muzyki. Moje ulubione krążki wykraczają zawsze lekko ponad 40 minut. Byłem w zasadzie przekonany, że dostanę kilka fajnych numerów, przeplatanych kawałkami burzącymi mi przyjemność słuchania. Pozytywnie się rozczarowałem! Nie tylko dostałem dość długi krążek, w dodatku za darmo i jeszcze przebił płytę, która mimo tego, że była wydana całkiem niedawno, to w moim zestawieniu uzyskała status legendarnej. W takim razie jak wysoko ocenić "Returnof4eva"? Powiem szczerze, że nie mam pojęcia... ale chciałbym żebyście słuchali tego w swoich samochodach, puszczali niektóre piosenki na domówkach, próbowali grać to w klubach, i odpalać to ze swoich boomboxów na grillach i piknikach. Big K.R.I.T na to zasługuje.

Big K.R.I.T - Dreamin'



Nie lubię przesadzać, więc nie zrozumcie mnie źle, ale po "Returnof4eva" Justin stał się dla mnie spadkobiercą a zarazem powiewem świeżości na scenie rapowej z południa. Pamiętam, że ostatni raz tak bardzo jarałem się młodymi ziomeczkami z Alabamy, kiedy słuchałem "Starshipz and Rocketz" grupy G-Side. Niestety później zawiedli mnie trochę wydając "Cohesive", co potwierdzało częsty przypadek trudności  w przebiciu debiutanckiego krążka. Big K.R.I.T w przeciwieństwie do nich nie daje plamy, pokazując że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Dlaczego nazwałem go spadkobiercą? Mam wrażenie że po śmierci Pimp C, po obraniu nowej drogi muzycznej przez Cee Lo i po eksperymentach Outkast'u na południu nikt nie robił już takiej muzyki jak w latach 90-tych. Słuchając "Returnof4eva" docierają do mnie echa twórczości Andre 3000 i Big Boi'a, zresztą K.R.I.T w "R4 Theme Song" nawiązuje nieco do hitu "Ms Jackson". Gdy odpalam "Sookie Now" z Davidem Bannerem czy "Players Ballad", czuję że przenoszę się do Teksasu przypominając sobie najlepsze dokonania syropowców z Underground Kingz. Nate Dogg pewnie uśmiechałby się gdyby widział i słyszał takie numery jak "Highs and Lows", w momencie gdy nam go brakuje i nigdy więcej dla nas nie zaśpiewa. Moje myśli wracają do płyty "Soul Food" grupy Goodie Mob i takich numerów jak "Thought Process" kiedy z głośników wydostaje się "Free My Soul". Mała ilość gości, wszystkie podkłady wyprodukowane by-him-self to kolejny plus, bo nie mamy do czynienia z płytą która powstawała na zasadzie "zobaczcie jakich mam koleszków na albumie". W kawałku o samochodzie który jest machiną czasu, nawet Chamillionaire mi nie przeszkadza. K.R.I.T zajebiście rozwiązał album tematycznie, potrafiąc być zarówno poważnym jak i wyluzowanym jak jego kolega Wiz Khalifa. Zróbcie sobie tę przyjemność i posłuchajcie dobrego rapu.