Strony

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Kohndo u Tas'a i Czarnego.


Nie pamiętam już dokładnie kto i przy jakiej okazji polecił mi album Kohndo pt. "Deux Pieds Sur Terre / Stick to Ground", natomiast wiem, że najwięcej słuchałem go w 2008 roku... Jakoś późną jesienią, a może już wczesną zimą, umilał mi dość dalekie wycieczki z Dębca do Szczepankowa.
Jak się okazało, był to trzeci studyjny album tego francuskiego rapera. Nigdy nie sprawdziłem dwóch pozostałych. Być może przez tę postać, która wtedy powiedziała mi żebym koniecznie zainteresował się tym konkretnym krążkiem. Powstaje pytanie czy coś straciłem? Ciężko powiedzieć, w zasadzie dziś jestem szczęśliwy że poznałem tylko tę płytę. Dzięki temu przerobiłem ją dość mocno, chociaż nie kumałem ani słowa, poza zwrotkami Slum Village, Dwele czy Insight'a.


Po pięciu latach od wydania "Deux Pieds Sur Terre", Kohndo wyda nowy album. I pewnie właśnie to było dodatkowym impulsem by zaprezentować się za granicą Francji. Powiem szczerze, że nie śledzę wcale tego co dzieje się w innych krajach w Europie niż UK, w ogóle jakoś nie interesuje mnie rap którego nie rozumiem. Wiadomo, producenci wydający muzykę instrumentalną lub pracujący z anglojęzycznymi artystami to zupełnie inna kwestia... np. potrafię być bezkrytyczny dla twórczości mojego ulubionego Francuskiego crew - Jazz Liberatorz.  Przez to, że jestem takim ignorantem przez pryzmat językowy, zupełnie zapomniałem o mojej fascynacji krążkiem Kohndo. Stąd wieść o tym że wystąpi w Poznaniu, na zaproszenie Tas'a i Czarnego, spadła na mnie jak grom z jasnego nieba... Pomyślałem, że jak mam to pod samym nosem, to nie może mnie tam nie być!


Ustawiłem się na to wydarzenie wcześniej z Raperem Profem. Oczywiście nam się nigdy nie spieszy, więc zdążyliśmy urządzić sobie mały before na DDC piętrze, docierając akurat lekko po 23 omijając to co nas średnio interesowało tego wieczoru - rap z Polski. Wbiliśmy w samą porę. Akurat Kohndo i Xavier zaczęli imprezę. Kurde, w Opcji pojawiły się odsłuchy, mocniejsze nagłośnienie, okna zostały "zamurowane", dzięki temu środkowe piętro klubu zyskało na brzmieniu. Beaty świetnie bujały tego wieczoru, Kohndo pokazał swoją inspirację stylistyką rapu lat 90-tych, muzyka pizgała jak należy, nie było podczas koncertu słabych beatów, a ich wajb przypominał mój ukochany zespół z Detroit. Fajnie się tego słuchało. Mimo tego, że samego Kohndo rozumiałem tylko między kawałkami, kiedy mówił po angielsku... Nie miało dla mnie większego znaczenia w jakim języku nawijał. Czułem jego flow i zdaje się że nie tylko ja, większość ludzi, którzy przyszli tego wieczoru na koncert, płynęła razem z tym co wydobywało się z głośników. Było dobrze. Bardzo dobrze.


Po koncercie poszliśmy z Profem, na górne piętro napić się browara i pogadać jak to zwykle przy najebce lubimy robić. Tym bardziej, że Polscy raperzy tego wieczoru nie chcieli dać ludziom potańczyć, do coraz lepszych setów Dj'a Czarnego, tylko nawijali jeszcze długo (szkoda). Do góry przyszli Kohndo i Xavier, a jak przystało na naszą gościnność nie mogliśmy nie zaproponować czegoś do jarania. Poszliśmy na backstage, pogratulowaliśmy dobrego koncertu, zrolowaliśmy gibony i gadaliśmy o rapie. Chłopaki okazali się bardzo spoko prywatnie, szczególnie Kohndo to bardzo miły typ. Powiedziałem mu, że znam go tylko przez pryzmat jednej płyty, ale słuchałem jej bardzo dużo i do dziś za chuj nie rozumiem o czym nawija. W każdym razie bardzo ucieszył się że powiedziałem mu, że czasami nie ważne jest to o czym, ale w jaki sposób rapujesz. Powiedział mi wtedy, że gdy nie znał jeszcze angielskiego, tak samo reagował na rap ze stanów, gdzie uświadomił mnie że przecież każdy nie bilingwistyczny człowiek, nie potrafiący mówić po angielsku od urodzenia, miał ten problem. Słowa również były wtedy muzyką. Potem go zapytałem, czy poznał Jay Dee... okazało się że tak! Album który ukazał się w 2006 roku był masterowany w Detroit, właśnie wtedy dogrywali mu się na płytę Dwele, Elzhi i T3. Podobno J Dilla odwiedził Kohndo w Paryżu, gdy był jeszcze zdrowy. Można powiedzieć, że miał szczęście... w każdym razie to kolejna postać, która twierdzi, że Jay prywatnie był bardzo pozytywnym kolesiem, który zdecydowanie odszedł z tej planety za wcześnie. Przy drugim wąsie gadaliśmy już o przyszłości hip-hopu, podniecając się dokonaniami Flying Lotusa... chłopaki nieźle się najarali i sprzedaliśmy im kilka dobrych motywów do sprawdzenia, ale nie wiadomo czy po takim melanżu coś będą pamiętali.

Khondo - Ce Qu'elle Veut (What She Wants) Ft. Slum Village


Gdy wróciliśmy z pogawędek impreza nadal była zawieszona, gdyż Polski rap nadal wiódł prym tego wieczoru. Mam wrażenie że wynudziło to zebranych i na imprezie została dosłownie garstka. Tego obawiałem się gdy oglądałem plakat. Niestety. W Poznaniu nadal upycha się lineup raperami, co nie do końca moim zdaniem jest dobrym rozwiązaniem. W każdym razie piątka dla Tas'a i Czarnego za fajny koncert, jeśli to czytacie, trzymajcie nadal scenę przy życiu, ale dajcie wytchnąć troszkę dupeczkom na tych imprezach. W końcu one przychodzą potańczyć, a przez godziny nawijania one się płoszą i nie chcą więcej wpadać na rap, a nie tędy droga, prawda? Nie żebym miał coś do rodzimego rapu, szanuje wiele składów. Po prostu wychodzę z założenia że jednego wieczoru, co za dużo to nie zdrowo. 

+Foto autorstwa Artura Nowickiego