Strony

niedziela, 30 stycznia 2011

DDC Radio #4,5 czyli topos drogi.


Mijający weekend był miażdżący. Zdrowie fizyczne - 50, zdrowie psychiczne +134. Chyba każdy może być zadowolony, tak było przynajmniej w towarzystwie wirowników z którymi zwykle przychodzi mi balować.
W piątek świetny event w SQ. Absolut wspierający projekt “The Very Polish Cut Out’s”, czyli dużo disco i disco-editów w wykonaniu Ossesa, Zambona i ekipy. Gruby melanż panowie, duży szacunek. Generalnie darmowe pijaństwo na koszt producenta berbeli. Czego chcieć więcej? Wysoka frekwencja, szaleństwa na parkiecie i dużo bardzo fajnych dziewcząt. Oto jedna z lepszych historii weekendu autorstwa Raq'a:

TRUE STORY : Klub u Bazyla, kupuję Żubra, podchodzi pijany gość o imieniu Fred i mówi, Rastamanie napijesz się ze mną wina? Zgodziłem się nie ufnie, gadamy sobie i za chwilę podszedł drugi ziomek i zaczęli nawijać do dnb w Rudeboyowym stylu. Później zaczął opowiadać że dziś jest bogaty, udało mu się oszukać establishment i ze to jest początek końca systemu, na pytanie jak powiedział że jest hakerem po czym wyciągnął z kieszeni kurtki tłusty plik studolarówek i dał mi jedną.  Dziś w kantorze po 15 min sprawdzania okazało się że ta stówka jest prawdziwa i dostałem prawie 300 zł do ręki. Fred jest od dziś moim idolem a Poznań zaskakuje mnie coraz bardziej i za każdym razem bardziej chcę tam mieszkać! 

Po tym wszystkim, sobota na delay'u nie u siebie w chacie, dużo kushu i powrót do domu wieczorem. Zadzwoniłem do Icka, po tym jak dowiedziałem się że Stona jest chory i nie da rady zamknąć ze mną koncepcji DDC #5. Powiedziałem: Icek, odpuszczamy, ja jestem i tak już zajebany w akcji... odpalę sobie film i posiedzę w chacie. On odparł że spoko i że najwyżej zrobimy to za tydzień. Miałem ochotę na jakieś dobre kino. Maceo Wyro, jakiś czas temu polecał film Blue Valentine, nazywając go wybitnym. Pomyślałem sobie, że skoro nie mam nawet siły zrobić sobie herbaty, to skręcę solówkę i wkręcę się w ten film. Tak, też zrobiłem. W międzyczasie zadzwonił Icek, powiedział że jedzie na Dębiec do Lidla po jakieś zakupy i że może mnie zgarnąć, to posiedzimy jeszcze w sobotę. Miał rację, co tak sam będę siedział, jak mogę ruszyć z domu. Film Blue Valentine zrobił mi niezły trip. Zacząłem myśleć o życiu ludzi i ich relacjach. Icek był jakoś na piętnaście minut przed końcem filmu, więc nie zobaczyłem go do końca. Nawet teraz jak to piszę, to nie znam jeszcze finału. Zabrałem komputer, moje koncepcje w głowie, wsiadłem do auta i opowiedziałem o tym jakie DDC zrobimy wieczorem, spontaniczne, zupełnie nowe, poprzedzające część piątą. Plan był taki, żeby zrobić krótką, ale bardzo treściwą selekcję, skupiającą dużo fajnych popisów wokalnych, ekstatycznych krzyków i emocjonalnych odjazdów. Chciałem też dużo gitarowych riffów, ewentualnie ładnych, stonowanych, smutnych melodii. Podczas wyboru zorientowaliśmy się że jesteśmy w stanie ułożyć to w "topos drogi", jak to później nazwał Kondziu. Te 37 minut muzyki, jest moim wyobrażeniem zakończenia filmu Blue Valentine, gdzie nie przewiduję happy endu.

DDC Radio 4.5 (Topos drogi)