Strony

środa, 28 grudnia 2011

Ailo - Ja tu tylko śpiewam

Wigilijny wieczór okazał się emocjonujący za sprawą Ailo. Mailingi promocyjne zazwyczaj są nudne jak flaki z olejem i nie chce mi się ich nawet sprawdzać. Natomiast wiadomość od Ilony, mimo iż (prawdopodobnie) podobnej treści była wysyłana nie tylko do prywaciarzy takich jak ja, ale też do innych redakcji - okazała mi się interesująca. Sprawdziłem singiel "Serce" i postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej na temat twórczyni i jej kolegów, bo to co usłyszałem przywróciło moją wiarę w muzykę nie tyle polską, co polskojęzyczną. Poza tym, zazwyczaj instynkt mnie nie myli w tych kwestiach i coś mi się zdaje, że o Ailo będzie niebawem bardzo głośno.


wtorek, 20 grudnia 2011

Stalley - Słyszałem tyle zajebistych rzeczy o Warszawie, i wiecie co? Wszystkie okazały się prawdą!

Kiedy wyjeżdżałem z Warszawy po koncercie Taylora McFerrina, już w głowach dzwonił pomysł dotyczący Stalleya, powiedziałem wtedy Maceo, że to będzie hit. Mówiłem, że żyjemy teraz w czasach renesansu hip-hopu i to najlepszy moment żeby wchodzić w takie akcje. Byłem wprost przekonany, że impreza odniesie sukces.



sobota, 17 grudnia 2011

Wolne myśli o bitach i beatmakerach na Beat Battle 4

Przez nawał obowiązków grudniowych, jakoś mniej regularnie idzie mi pisanie, ale to pewnie dlatego, że to okres podsumowań i kilka innych tekstów rozlało się po zaprzyjaźnionych portalach. W każdym razie pomyślałem, że warto wrzucić relacjo-rozmowę, którą przeprowadził z nami Filip Andrys, host Beat Battle 4 i współorganizator eventu (Proporcja.com), potrafiący nawinąć wiele zwrotek Grubego - czego doświadczyliśmy po konkursie. Tyle słowem wstępu, zapraszam na kolejne odsłony tej coraz ciekawszej kompetycji.



środa, 7 grudnia 2011

"HARDWORK...&...DEDICAtION" - R.I.P. J-1

Dosłownie kilka dni temu odpaliłem twitter i dowiedziałem się że J-1 miał wypadek w Szwecji. Pisałem o nim i o jego projektach na tym blogu wielokrotnie i wciąż nie mogę uwierzyć, że post który publikuję dziś powstaje przez tak tragiczną okoliczność. Poznaliśmy się na legendarnym wydarzeniu w warszawskim Powiększeniu. J-1 i ja od razu znaleźliśmy sporo wspólnych tematów, które doprowadziły nas do późniejszych korespondencji mailowych i przesyłkowych. Umówiliśmy się, że zrobimy w Polsce jeszcze wspólnie rzeczy, nie koniecznie związane z całym projektem Damona. Chcieliśmy doprowadzić do tego, żeby Jovan zagrał trochę imprez z których był doskonale kojarzony w Los Angeles. Z tym większym smutkiem informuję, że odszedł świetny perkusista, muzyk związany z Master Blazter, entuzjasta i producent nowych bitów, dj - a przede wszystkim bardzo miły człowiek. Jeśli jesteście w stanie, wejdźcie na tę stronę i wpłaćcie kilka dolców aby pomóc rodzinie i przyjaciołom J-1'a w sprowadzeniu go do domu w Cleveland, Ohio. J-1 aka The Deer. R.I.P. 

J-1 RECORBREAKIN PROMO MIX 4 "THE YELLOW EP"





poniedziałek, 28 listopada 2011

Stalley pojawia się tam, gdzie bass brzmi grubiej!

Zastanawialiście się kiedyś jak brzmi i wygląda Bruce Springsteen rapu? Pewnie nie… bo skąd w ogóle miałaby urodzić się taka myśl?! W każdym razie tak mówi o sobie Kyle Myricks, znany bardziej jako Stalley – raper z Massilion w stanie Ohio. Dziś jest jednym z najbardziej obiecujących nawijaczy nowej fali, a jego ostatni mixtape „Lincoln Way Nights” został zremasterowany i wydany nakładem Maybach Music Group należący do najgrubszego gracza w rap biznesie – Ricka Rossa.



niedziela, 27 listopada 2011

Rob G eksperymentem miażdży w Kaliszu

Nie mogę wyjść z podziwu jak Kalisz dobrze sobie radzi. Niby małe, niepozorne miasteczko z całkiem sympatyczną starówką, a mają taki festiwal, że taki Poznań zostaje daleko w tyle. Nie żebym się czepiał bookingom w Blue Note, ale dawno nic nie przyciągnęło mnie do tego klubu. Nieważne. Wróćmy do Kalisza.



czwartek, 24 listopada 2011

Soul, nowy rap i Brainfeeder podbijają Polskę!

Kasia: “Jestem hardcorem i potem przegrywam z melanżem”. Klasyk. Musicie zatem pozwolić by mój klasyk uzupełniał co jakiś czas zapis tej relacji, gdyż z przyczyn po części tylko ode mnie zależnych, mój koncert Aloe Blacca rozpoczął się krótko po 21, niech będzie, że krótko, żeby nie było, że byłam raptem na 3 piosenkach. Bo nie byłam! Realnie koncert rozpoczął się punkt 20, supportem w postaci Exile’a. Realnie podobno występował pół godziny, wspaniałomyślnie oddając scenę naszemu bohaterowi, dla mnie, było to już nie tak po mojej myśli, bo ja rzeczywiście sądziłam, że jak to na koncertach obsuwa musi być. Życie płata figle. Obsuwy też. My Bad. Bije się w pierś. Obiecuję poprawę. 10 pompek Kasia!



poniedziałek, 21 listopada 2011

RBMA NIGHT: MACHINEDRUM, FULL CRATE&MAR, KRIME, MENT XXL, MNSL

Red Bull Music Academy znowu robi przyjemność wszystkim entuzjastom porządnego brzmienia. W piątek, 25-go listopada w Warszawie będziemy mieli okazję posłuchać całkiem szerokiego spektrum gatunków muzycznych:  od ciepłego, europejskiego R&B, przez przegląd polskiej sceny związanej z absolwentami Akademii (i nie tylko), aż po potężną dawkę muzyki stricte elektronicznej, podrywającej do tańca rodzimą publiczność nie po raz pierwszy. 



środa, 16 listopada 2011

Robert Glasper Experiment, odpowiedzią na pytanie: Dokąd zmierza jazz?

Jazz jest jedynym gatunkiem muzycznym, który utkwił w swojej historii. Ugrzązł w swojej przeszłości. Kiedy myślisz o jazzie, automatycznie zaczynasz wracać do przeszłości. Nie znam drugiego takiego gatunku. Kiedy myślisz o jazzie, myślisz o latach 40-tych, 50-tych czy 60-tych - dosłownie. Nie myślisz już o latach 90-tych czy 80-tych, a już na pewno nie pomyślisz o nowym millenium. To jest do bani. Myślę że ludzie powinni się obudzić i porzucić to bezsensowne myślenie. To zupełnie nie jest jazzowe podejście. Nie jesteś w stanie poznać prawdziwej istoty jazzu jeśli nie chcesz kolaborować z innymi gatunkami muzycznymi. Jazz jest miksturą wszystkiego, dlatego tak bardzo się zmienił. To żyjąca i oddychająca istota. Zmienia się co pięć czy dziesięć lat.” – powiedział Robert Glasper w wywiadzie dla Okayplayer. Trudno się z nim nie zgodzić. W zasadzie, czytając kolejne odpowiedzi na zadawane pytania w omawianym wywiadzie, czułem się jakby Robert wyjmował myśli z mojej głowy. Czy ktoś w Polsce zastanawia się jeszcze czym jest jazz i dokąd on zmierza?



sobota, 29 października 2011

DDC Radio Purple Haze

Jakiś czas temu szalony Ajs motherfuckin Kej, znany bardziej jako Icek postanowił zmotywować nas do złożenia kolejnej kompilacji naszych pirackich audycji DDC. Ostatnie wydanie specjalne, promujące Odd Future pojawiło się już ponad 3 miesiące temu, więc tym bardziej należało wpierdolić w net coś nowego. dadopecorner.com.



czwartek, 27 października 2011

Rozmowa sprzed lat: Aloe Blacc, śpiewający poeta

Aż łezka w oku się kręci, kiedy pomyśli się ile czasu musiało minąć od mojego pierwszego kontaktu z twórczością Aloe Blacc'a aż do możliwości jej doświadczenia na żywo. Nie chcę tutaj się rozpisywać o 2002 roku i premierze EPki duetu Emanon pt. "Anon & On". Było to prawie dekadę temu i widzę ten okres jak przez mgłę. Dużo lepiej pamiętam rok 2005 i wspólny album długogrający Exile'a i Egberta Nathaniela Dawkinsa pt. "Waiting Room", który wyszedł w Shaman Work. Pracowaliśmy już wtedy nad portalem wersalka.com i promowaliśmy w Polsce hip-hopowy wajb wydobywający się z ciepłej Kalifornii. Wtedy nikt z nas nie wiedział nic o przyszłości web 2.0, ale wszyscy mieliśmy konta na myspace.com i nawiązywaliśmy kontakt z kim się dało. Aloe w 2005 roku był praktycznie nie znany na świecie, a ci co go kojarzyli znali go głównie z rapowania. W czasie, gdy Aloe dopiero zaczynał śpiewać, w Polsce znała go zaledwie garstka zapaleńców. Nie mieliśmy pojęcia, że jeszcze przed wydaniem drugiego solowego krążka, cały świat będzie podziwiał tego gościa za przebój "I Need A Dollar". Mieliśmy nosa, szczególnie Paweł Głogowski, który wtedy nawiązał kontakt z Nathanielem. Wymyśliliśmy pytania aktualne jak na przełom 2005 i 2006 roku i oto co nam wtedy Aloe powiedział.


poniedziałek, 24 października 2011

Warsoul weekend z Na Stare Million w tle

Seb♥: Jestem hardcorem i potem przegrywam z melanżem. To zdanie w pełni opisuje moją chęć celebrowania urodzin. Tak… Pojechałem na pierwszą, jesienną odsłonę Warsoul już w piątek, bo tak się złożyło, że ekipa Na Stare Milion obchodziła drugi rok swojej działalności. Niestety jestem pazerny na siano. Zawsze oszczędzam urlop i nigdy nie jeżdżę Intercity. To oczywiście ma swoje minusy. Działając w ten sposób przy piątku, zawsze można się liczyć z wycieczką przy kiblu, ale w tym przypadku akurat mi się udało. Dostawili trzy wagony, kiedy pozostałe były już totalnie wypełnione. Gdyby tego nie zrobili, pewnie jechałbym na dachu, jak na tym legendarnym zdjęciu z Indii. Na szczęście mój brak zaangażowania w walkę o miejsca siedzące w tym przypadku się opłacił, bo dzięki zachowanemu spokojowi jechałem jak panisko - na siedząco. To zazwyczaj się nie zdarza. Drugim minusem jest jak zawsze zbyt szybko upływający czas. Wyruszając po robocie, dotarłem do Warszawy po dziewiątej wieczorem. Mogłem zapomnieć o prysznicu na Kabatach. Spotkałem Buszkersa pod stacją metra w Centrum i wbiliśmy się od razu do Powiększenia. Na miejscu było już całkiem sporo ludzi, a najfajniejsze było to, że ten wieczór to takie małe, nieoficjalne “diggin party”, co sprowadziło całkiem liczną grupę znajomych z różnych zakątków Polski. Nawet mimo głośnego i popularnego Unsound w Krakowie. Takie spotkania sprzyjają rozmowom, a konwersacje najlepiej prowadzi się z drinem. Zresztą, znacie to z autopsji to co tu będę ględził o rzeczach oczywistych. Najpierw wypiłem piwo, a potem miałem szklankę. Za chwilę szklanka wypełniła się J-Sonowym whisky i wchodziłem na coraz wyższy szczebel melanżu. Zanim jednak nastąpiła apokalipsa w mojej głowie, to pogadałem o tym co w życiu innych pasjonatów muzyki. Najdłużej natomiast pogadałem z Kasią, z którą ustaliliśmy, że warto napisać wspólnie relację, skoro widzimy się w obydwa wieczory. Prawda?
plakat2


środa, 19 października 2011

Footprints #19 Masters Voice - Original Jazz Compositions

Teoretycznie tego miksu miało nie być. Jestem zaskoczony tak jak i Wy. Otrzymując maila z gotową kompilacją nawet trochę kręciłem nosem. Nie spodziewałem się, że niecały miesiąc po publikacji woluminu osiemnastego, będziemy publikować następną część. Chciałem premierę odłożyć w czasie - tradycją było udostępniać Footprints raz na pół roku albo rzadziej. Jednak gdy odpaliłem „Original Jazz Compositions”, zupełnie zapomniałem o tym, żeby odkładać premierę drugiego Footprints autorstwa Marcina Lisowskiego, znanego bliżej jako Master’s Voice. Twórca wyselekcjonował utwory sugerując się tym, co widać za oknem:



czwartek, 13 października 2011

Tak sobie teraz myślę... o Brainfeeder

Tak sobie teraz myślę, że chyba już jesteśmy gotowi na Brainfeeder. Ostatnie dwa lata uświadczyły w tym nie tylko mnie, Was, ale pewnie nawet Flying Lotusa, który będąc w Katowicach na do tej pory jedynym showcasie, stwierdził, że scena w Polsce nie jest jeszcze wystarczająco przygotowana na przyjęcie innych przedstawicieli tej oficyny. Miał wtedy absolutną rację, a ja niepotrzebnie się zastanawiałem o co mu chodziło. W 2009 roku jeszcze nie mówiło się dużo o możliwości zaistnienia new-beats w klubach, a promotorzy nie mieli odwagi zaryzykować swoich pieniędzy inwestując w artystów z Los Angeles. Paradoksalnie, było już Polsce multum ludzi, którzy słuchali tego co wydobywało się z Kalifornii za pomocą szybkich transferów internetowych, w zaciszu swoich własnych lub wynajętych mieszkań. Dzięki twórcom festiwalu Tauron Nowa Muzyka, przez ostatnie trzy festiwale przewinęli się Flying Lotus, Gaslamp Killer, Ras G, Lorn, Teebs i Jaremiah Jae. Dwóch ostatnich zresztą, gościł też Tomek Hoax na imprezach z cyklu Coast2Coast. Wcześniej hostował też Daedelusa na festiwalu Transvisualia. Na Warsoul niebawem wystąpi Taylor McFerrin, a w ramach Przeglądu Form Muzycznych „Kwadrat” z live-actem przybędzie Tokimonsta. Po dwóch latach od występu założyciela Brainfeeder doświadczyliśmy w Polsce prawie wszystkich „core-members”. Teraz przyjdzie tylko czekać na jazzowe odjazdy Thundercata czy Austina Peralty, chociaż „Grzomotokot” odczuł już stan naszych dróg na trasie z Eryką Badu: „Jestem w Polsce. Tutaj jest tyle dziur w drogach! Czuje się jakbym jechał z Indianą Jonesem do Świątyni Zagłady. Moje nery zostały gwałtownie wytrzęsione.”. Także możemy sobie pogratulować. Jesteśmy społecznie i mentalnie gotowi na Brainfeeder, nie tylko w teorii ale i w praktyce. O Taylorze wiecie już sporo, dlatego skupmy się na listopadowym lineupie festiwalu "Kwadrat".




wtorek, 4 października 2011

Ment XXL presents She Needs Rap$

Niedawno odbywały się głośne urodziny wytwórni U Know Me. Szeroki lineup robił wrażenie już na samym plakacie. Dużo live-actów, premierowe koncerty, możliwość nabycia nowych wydawnictw. Śledziłem przygotowania do tej imprezy i z przyjemnością obserwowałem dodawanie kolejnych gości przez Groha. Jednym z nich był Ment XXL - producent z rozchwytywanego Rasmentalism i dj z bardzo ciekawego kolektywu Gram-O-Phonics. Wcześniej myślałem że Mentos jak zwykle będzie grał warm-up w stylu znanym mi z tego, kiedy spotkaliśmy się w Poznaniu, gdy puszczał boogie-funk i soul po koncercie z Rasem, a ja spontanicznie gadałem między kawałkami. Tymczasem wszystko się zmieniło. Ment zaprosił wszystkich na swój set, namawiając ludzi do zabawy przy muzyce przedstawicieli nowej fali raperów. To była chyba pierwsza impreza w Polsce o jakiej wiem, że miała miejsce, gdzie można było posłuchać Curren$y'ego, Kendricka Lamara czy Pac Div. Chujowo się czułem odpuszczając jedną z najfajniejszych imprez nadchodzącej jesieni. Podejrzewam, że nie tylko ja... Dlatego zagadałem z Mentem i po starej znajomości postanowiłem wydębić od niego zapis setu rozgrzewającego publiczność w Cafe Kulturalna. Tylko u SebLovera, prosto z otchłani dysku Menta XXL - ekskluzywny live miks, z fajną panną na okładce. Od nas dla Was. A wszystko dlatego, że mamy misję: Uwielbiamy rap i kochamy dziewczęta, chcemy żeby te dwa byty szły a raczej grały ze sobą w parze. Tracklista oczywiście niedostępna.




wtorek, 27 września 2011

Jesień z Taylorem McFerrinem w ramach Warsoul Sessions

Nie pamiętam dokładnie przedziałów czasowych w których po raz pierwszy natknąłem się na twórczość Taylora McFerrina. Pamiętam natomiast, że zaczarował mnie utworem “Awake To You”,  który promował nieustannie Benji B w swoich audycjach, jeszcze gdy pracował w BBC 1Xtra. Ten numer jest krótki, ma niecałe trzy minuty, ale wkręcił się Benkowi tak mocno, że potrafił go puszczać dwa razy z rzędu podczas jednego show. Później, Taylor wrzucił na swojego soundclouda “Early Riser Preview”. Kto śledził młodego McFerrina już wtedy, zapewne ma jeszcze w czeluściach dysku twardego nie tylko wspomniany wyżej numer, ale też kapitalny “Done For” oraz wzruszający “Place In My Heart” z gościnnym udziałem Ryat. Od tego czasu sporo w karierze Taylora się zmieniło, ale zacznijmy od początku.



poniedziałek, 26 września 2011

Nie zapraszajcie mnie do audycji bo Was zdejmą z anteny

Cieszę się że piszę "na swoim". Jestem sam sobie szefem w tym temacie i żaden lamus "z góry" mi się nie wpierdala ze swoimi koncepcjami w to co mam do powiedzenia. Liczę po cichu na to, że za 5-10 lat internet i autorskie podcasty wyprzedzą zainteresowaniem radiowe playlisty, a teksty specjalistów na odpowiednich stronach będą generować taki ruch, jaki możemy już dziś obserwować na blogach z przepisami na dobry obiad, czy z radami dziewcząt, które rzekomo wiedzą jak inne panny powinny się ubierać.



wtorek, 20 września 2011

Footprints #18 Joteff presents Wandering Constellations

W połowie lipca napisał do mnie Joteff, pytając czy nadal zajmuję się Footprints. Oczywiście było to pytanie retoryczne, seria nadal żyje i ma się całkiem dobrze. Miesiąc później, dostałem informację że wszystko będzie gotowe na wrzesień. Kilka dni temu odebrałem gotową paczkę z miksem i wszystkie niezbędne informacje. Byłem w szoku z jakim rozmachem Joteff zabrał się za #18 wolumin Footprints!



czwartek, 15 września 2011

What'cha wanna do? Do-over!

Kiedy latem w klubach nie bardzo się dzieję, imprezy przenoszą się na ogródki, skwery, plaże i coraz modniejsze kontenery. W Poznaniu jeszcze za dobrze w tym stylu się nie bawiłem. Wrocław wygrał imprezami na dachu Renomy, a przynajmniej tak słyszałem. W Warszawie jest całkiem zajebiście w CUDzie i wiele dobrego mówi się o Placu Zabaw, ale tam akurat nie byłem. Zazdrościłem też Krakowowi, bo dwa lata z rzędu zajebiste pikniki urządziły Natalia i Kasia z MISBHV. Imprezy na świeżym powietrzu, to w Polsce nowość. Przynajmniej te, które mogłyby interesować podobnych ludzi do mnie. Nie mówię przecież o pikniku country w Mrągowie, ani o dyskotece w Post Dali Plaża. Gdy rozmawiałem ze znajomymi promotorami czy dj'ami chcącymi zrobić coś na własną rękę, zawsze słyszałem zdanie w stylu: "chcemy zrobić coś na kształt Do-Over". Nie można się temu dziwić. Imprezy sygnowane nazwą Do-Over są legendarne - potwierdzi to każdy kto ma o nich w ogóle pojęcie. Zresztą potwierdza to choćby laurka od magazynu Fader, która zamyka istotę tego wydarzenia w jednym zdaniu: "Top 5 Summer Parties in the US". Moja świadomość ogródkowych balang z tego cyklu zrodziła się dzięki Stones Throw. Nie pamiętam kiedy, ale to nie jest ważne. Istotnym było kiedyś tam się zjawić.



czwartek, 8 września 2011

Galus - Futura, będziemy z tego dumni!

Krótko po wydaniu szesnastego woluminu Footprints, mój kontakt z Galusem się urwał. Po jakimś czasie, chyba podczas mojej majowej wizyty w Warszawie (drugie urodziny Warsoul Sessions), spotkałem się z Mateuszem - autorem okładki "Futury" i "Footprints #16". Pamiętam, że rozmawialiśmy o tym jaki świat jest mały... Otóż kiedy miks już leżał na moim dysku, ja szukałem kogoś, kto zrobi do niego okładkę. Mati już wcześniej oferował mi swoją pomoc, a ja zwróciłem się do niego dopiero z kompilacją "Diggin Europe: The Mission 60-80". Zupełnie przez przypadek okazało się że Galus i Mateusz znają się od lat. Efekt tej kolaboracji odtworzono na samym soundcloudzie blisko 3000 razy - co było do tej pory największym sukcesem całej serii. Tego majowego wieczora, o którym wspominałem wcześniej, Mateusz zadzwonił do Rafała aby ustawić się na jakiś weekend w jego stronach, w celu wspólnej inspiracji przy tworzeniu strony wizualnej krążka "Futura". Wtedy wydało się, że Galus zniknął z portali społecznościowych - bo zabierały mu zbyt dużo czasu. Już wtedy mówiło się dużo o tym, jak mocne ma to być wydawnictwo. Chwalił Groh, podniecał się Buszkers... Potem zapewniał mnie jeszcze raz Mateusz, gdy spotkaliśmy się w Szczecinie na Boogie Brain.



czwartek, 1 września 2011

Katowickie święto Nowej Muzyki w moim życiu po raz trzeci...

Łooooo... ostatnie dwa tygodnie mnie nie oszczędzały. Ledwo wróciłem z Czech, o czym czytaliście niżej, a już w piątek znowu wypisywałem wniosek urlopowy, by po raz drugi ruszyć na południe. Tym razem miało być krócej i intensywniej. Głównie dlatego, że nie opłacało się tracić wolnego od pracy dnia by potem spędzić pół doby w pociągu i finalnie posłuchać tylko Lamb na koncercie inauguracyjnym. Nie wiem czy to kwestia sztywnych dat bookingów, czy chęć wydłużenia festiwalu do czterech dni... ale wydaje mi się, że otwarcie festiwalu trzema zajebistymi koncertami, z genialnym sobotnim zakończeniem odbiło by się szerszym echem i pozytywniejszymi recenzjami. Gdy dziś przypomniałem sobie poniższy plakat na facebookowym fanpage'u festiwalu, to trochę się do siebie uśmiechnąłem tworząc wstęp do tej relacji. Dlaczego?



środa, 24 sierpnia 2011

party&bullshit&party&bullshit

Wróciłem. Przetrwać było ciężko, ale jestem. Gdybyście spotkali mnie na ulicy, to nie byłem na Szeszelach ani w Marakeszu, nie jestem też obywatelem wschodniej Bułgarii. Opaliłem się nad jeziorem w Czechach i nie mam korzeni Ormiańskich. Pogoda spokoju nie dawała. W końcu poczułem lato w tym roku. Nie wiem jak ludzie sobie radzili pod namiotami na Heinekenie albo na Woodstoku (podejrzewam że sobie nie radzili), ale Hip Hop Kemp też nie jest skierowany dla osób o miękkich nerwach. Oj nie jest. Jest to festiwal na którym trzeba umieć sobie radzić w ciężkich warunkach jak Bear Brylls, albo znać kogoś kto był na kilku edycjach i powie Ci jak wygląda życie na polu namiotowym. Na szczęście ja jechałem już drugi raz i byłem w towarzystwie kogoś, kto był w Hradec Kralove po raz siódmy. Ponadto widziałem powtórki "Szkoły Przetrwania" na Discovery więc byłem gotowy na wszystko.



środa, 10 sierpnia 2011

SebLoverowy przewodnik po Hip Hop Kempie

Pisząc ten tekst, jeszcze nie wiem czy pojadę na festiwal. Do wyjazdu pozostał tydzień, a ja jeszcze nie dostałem żadnego maila potwierdzającego akredytację. Do jej zdobycia na pewno przyczyniłoby się wygranie jednego z konkursów. Dlatego w tym miejscu powinienem zachęcać Was do głosowania na moją stronę, która pretenduje do tytułu "najlepszego serwisu partnerskiego HHK 2011"... ale po dłuższym zastanowieniu nie zamierzam tego robić (nie podam nawet linka do sondy). Dlaczego? W podobnym zestawieniu brałem udział w 2009 roku i dzięki Wam go wygrałem. Strony (blogi), które brały wtedy udział w konkursie prezentowały wyższy lub niższy poziom, ale miały na celu coś ludziom przekazać i czegoś ich nauczyć. A teraz? Teraz wygrywają facebookowe funpage, które zajmują się produkcją kolejnych sznurków... Nie głosujcie na mnie. Bojkotuje ten konkurs.



czwartek, 4 sierpnia 2011

DDC Radio 9 - ODD FUTURE SPECIAL

Już jakoś w maju napisał do mnie Marcin ogarniający tematy dla Radia Rewers i połączonego z nim Hip Hop Kemp Radio. CZM zapytał mnie wtedy, czy nie przygotowalibyśmy specjalnej audycji ukazującej profil kolektywu Odd Future, jako DDC. Bez zastanowienia odpowiedziałem że tak, przecież nie było większych fanów OF od nas... Oto co z tego wyszło:



poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Tworzywo, jak co? Jak dynamit!

Niedziela dzień cwela. Każdy to wie... Niedziela blokuje działania, nie pozwala hulać duszy jak piątek czy sobota. Niedziela rozkazuje siedzieć spokojnie i nie wariować przed tygodniem roboczym. W niedziele możesz co najwyżej spotkać się z kimś niezobowiązująco, pogadać przy joincie po czym łapa - łapa i do chaty. W niedziele poprawni katolicy chodzą do kościoła, a młodsi niepraktykujący wolą kino. Do kin chodzić nie przepadam, bo zapalić nie można... a o kościele w moim przypadku nie ma mowy. Lubię koncerty. Te sobotnie zawsze wiążą się z grubszym wyjściem i powrotem o świcie. Co innego koncerty niedzielne. Zaczynają się wcześnie, no i kończą się o normalnej godzinie. Od kilku lat, w okresie letnim rusza Maltańska Scena Muzyczna. Czasami można wyłapać prawdziwe sztosy albo pozytywnie się zdziwić.



czwartek, 28 lipca 2011

DDC Radio 8 + trzy ciekawe EPki

Już chyba wiem skąd ta chujowa pogoda. Po prostu zwlekaliśmy zbyt długo z udostępnieniem wakacyjnej odsłony DDC Radio. Ósmy odcinek zarejestrowaliśmy z Ickiem ze trzy tygodnie temu: "Zaczęło się od rowerów, piwa i wąsów na Malcie. Słonecznie, wesoło, po prostu zajebiście! Wracając z wycieczki spotkaliśmy z Ajs-Kejem – Rybę, Basię, Profa i Sly Stone’a. Ogarnęliśmy mikrofon i postanowiliśmy na fali dobrych, wakacyjnych wibracji zarejestrować kolejną piracką kompilację. Melanż trwał do rana, a oto jego efekt. Na początku spokojnie, potem jakiś rap a na końcu wixa… Zresztą sprawdźcie sami. Tracklisty nie ma, bo nigdy nie było i już raczej nigdy nie będzie."



środa, 27 lipca 2011

Szaleństwo na Boogie Brain

Niby wróciłem do Poznania w niedzielę, ale myśl o tym jak powinienem podejść do opisania tego festiwalu prześladowała mnie już od zakończenia pierwszego dnia na Boogie Brain. Tyle się działo... i jakże wspaniale się działo! Nie wiem czy każdy uczestnik tego wydarzenia będzie mógł o tym powiedzieć to samo, ale ja już na wstępie powiem, że był to najlepszy festiwal na jakim byłem. Mogę to przyznać z czystym sumieniem, mimo tego, że w pierwszy dzień padało niemiłosiernie, a do tego nie widziałem/słyszałem wszystkiego co chciałem. Momencik, już wyjaśniam skąd ta euforia...




poniedziałek, 18 lipca 2011

SebLoverowy przewodnik po Boogie Brain

Dawno, dawno temu... chyba przy okazji którejś z edycji Warsoul, dopadło mnie zdanie mające na zawsze zmienić moje podejście do pisania o różnych wydarzeniach. O imprezach klubowych najczęściej zaledwie wspominam w odpowiednim do tego miejscu na blogu, odsyłając do materiałów organizatora, które w dzisiejszych czasach znajdują się na facebooku. Pisać o tym szerzej nigdy nie było warto. Głównie dlatego, że jeśli ktoś się wybierał na wydarzenie, to z pewnością znał dokonania występującego artysty albo na imprezę zaciągnęli delikwenta jego znajomi. Znacznie trudniej jest dokonać wyboru podczas festiwalu. Często scen jest więcej niż jedna, przez co koncerty się nakładają. Uczestnicy festiwali jeszcze przed imprezami skrupulatnie notują w swoich "przewodnikach" na co zamierzają się wybrać. Jak wspomniałem wcześniej, problem pojawia się dopiero wtedy, gdy timetable ulubionych artystów zaczyna się pokrywać. W związku z tym, ułożyłem swój przewodnik festiwalowy, który być może rozwieje czyjeś wątpliwości... Chociaż regularni czytelnicy mojego bloga nie znajdą w nim szczególnych niespodzianek.




poniedziałek, 11 lipca 2011

Are you reeeeeeeaaaady?! Jonkpa in the mix.

Zwieńczenie tego weekendu ulegało pod znakiem warzywniaka. Jak w piątek wpadłem w wir, to skończyłem dopiero w niedziele, gdy obudził mnie telefon jakoś po piątej, późnym popołudniem. Było słonecznie, pokój w kolorze "soczysta malina" nabierał kalifornijskich barw. Trzeba było wyjść z domu. Tym sposobem, pojechałem do centrum, bo musiałem odebrać rower, na którym nie byłem w stanie wracać po sobotnim melanżu u Icka. Zrobiło się już późno, ale postanowiłem jeszcze wlecieć na browara do Wajdka. Odpaliliśmy house mix, który rozwalił nas na części pierwsze. Zazwyczaj nie wspominam na blogu o miksach w klasycznym ich rozumieniu. O polskich, jeśli to nie DDC Radio albo Footprints to chyba wcale.  Jednak Jonkpa odjebał dla Linout.pl tak dobrą godzinną selekcję, że nie mogłem o tym nie wspomnieć.



LINEOUT.pl podcast.13: Jonkpa




sobota, 9 lipca 2011

GETT OFF (horny pony) and I'm pumping'em from Pakistan 2 Poland, straight into yo town...

Możliwość posłuchania Prince'a na żywo w moim przypadku została bardzo szybko przekreślona, głównie ze względu na datę i cenę karnetu jednodniowego. Byłem załamany. Nie chciałem nawet o tym wydarzeniu wspominać i zdrowo zazdrościłem Tym, którzy na ten koncert się wybierali. Będąc na etapie w życiu, gdzie ciężko wytrzymać do pierwszego, przytłamszany kolejnymi ślubami i innymi nieplanowanymi wydatkami, które skutecznie zabierały mi resztki i tak skromnego wynagrodzenia - starałem się zapomnieć o tym, że taki show ma się w ogóle odbyć. W piątek, dzień przed występem Prince'a jechałem do pracy niestandardowo, zapierdalając 15 kilometrów w jedną stronę rowerem, mając nadzieję że zaraz nie spotka mnie deszcz. Po godzinie jazdy trasą Dębiec-Przeźmierowo, rozpocząłem regularny dzień w pracy... jak zwykle, czekając na sobotę. Odjebałem piątkową pańszczyznę i ruszyłem tą samą drogą do domu. Wjeżdżając na dzielnie zadzwonił telefon. Zatrzymałem więc moją maszynę produkcji krajowej, która z pewnością pamięta Gierka i odebrałem rozmowę przychodzącą. Zadzwoniła Aśka, pomyślałem że znowu pomyliła numery, chcąc zadzwonić do Stony. Okazało się, że tym razem było inaczej... Był to telefon roku. Padła propozycja wycieczki do Gdyni, gdzie za cenę zrzuty na zupę mogłem zobaczyć Księcia!



wtorek, 28 czerwca 2011

Dam-Funk i Steve Arrington łączą generacje

Historia mojego pierwszego, bardzo pośredniego kontaktu z grupą Slave sięga 2005 roku. Wtedy nawet nie bardzo interesował mnie katalog wytwórni Atlantic... po prostu szukałem wszystkiego, co może mnie zbliżyć do twórczości Sa-Ra Creative Partners, zanim ukazał się ich debiutancki krążek "The Hollywood Recordings". Ich tropem dotarłem do składanki "Atlantiquity", którą otwierał cover utworu "Tonight" zespołu Kleeer. Fajni muzycy brali udział w tym nagraniu, na wokalach między innymi Briana Cartwright znana bliżej jako Jack Davey, Brook Davis (też z duetu J*Davey znany bardziej jako Brook D'Leau) i Rozzi Daime. Oprócz nich jeszcze Georgia Anne Muldrow i Me'Shell NdegéOcello na bassie. Trzeba przyznać, że dziś ten skład robi na mnie piorunujące znaczenie, tym bardziej że sześć lat temu, wiele z tych nazwisk nic nikomu nie mówiło. Świetne intro. Zaraz po tym numerze, wjeżdżał odświeżony klasyk grupy Slave z 1980 roku, w wykonaniu Viktera Duplaixa - mowa oczywiście o "Watching You". Wtedy sięgnąłem do historii żeby dowiedzieć się więcej... ale to już nie ten czas na tego typu opowieści. Skupmy się nad czymś, co ma związek z kierunkiem modern funkowym i liderem grupy Slave - Stevem Arringtonem.



poniedziałek, 20 czerwca 2011

Nowoczesna nostalgia Franka Oceana

Do mikstejpu "Nostalgia,ULTRA." podszedłem entuzjastycznie - apriori. To było oczywiste, że targać mną będzie ciekawość po tym, jak od dłuższego czasu jestem pod ogromnym wrażeniem ekipy OFWGTA. Pierwszy raz świadomą styczność z postacią Franka Oceana, miałem przy okazji odsłuchu mixu "Blackendwhite" od duetu MellowHype. Numery takie jak "Hell" czy "Rico", pokazywały że surowy klimat tej supergrupy wcale nie ucieka od chwytliwych refrenów, które świetnie wpisywały się w potężne w brzmieniu, minimalistyczne bity Left Braina. Gdy zacząłem bliżej interesować się postacią Franka, okazało się że wszyscy mieliśmy okazję go słyszeć nie koniecznie wiedząc, że za tym numerem stał właśnie on. W 2008 roku ukazał się album "Evolver" Johna Legenda, który promował zajebisty singiel "Green Light" z gościnnym udziałem Andre 3000. Szczerze? To w kontekście poprzednich krążków Johna, "Evolver" nie zrobił na mnie większego wrażenia, w każdym razie (prawdopodobnie przez duet producencki Midi Mafia) na krążku zostawił nieco pracy bohater tego posta - Frank Ocean. Mowa o wspólnym utworze z Brandy pt. "Quickly". Frank wtedy był bardziej znany jako Christopher Breaux, napisał tekst piosenki i śpiewał w chórkach...



czwartek, 16 czerwca 2011

Sonar x RBMA x Boiler Room

Gdybym uprawiał zawód syn, najdalej wczoraj leciałbym do Hiszpanii na wir życia. Gdybym nie zarabiał śrubek, nie wybierałbym jednego z lokalnych festiwali, tylko już wczoraj poleciałbym do Barcelony. Gdybym w zeszłym miesiącu jebnął w totka albo chociaż w "kaskadę" i zdążyliby wypłacić mi hajs, nie szukałbym połączeń lotniczych, ale przemęczyłbym się nawet autokarem żeby tylko być w północno-wschodniej części półwyspu Iberyjskiego. Gdybym nie bał się ciężkiej pracy w słońcu, nie miałbym zobowiązań wobec narodu, który mnie przygwoździł przynajmniej do przyszłego roku w Poznaniu, to zapierdalałbym na polu truskawek i właśnie dziś zaczynałby się mój urlop. Zaczął się najlepszy festiwal muzyki elektronicznej na świecie. Sonar.



wtorek, 7 czerwca 2011

Footprints #17 x Soul-Jazz.pl - Nature Sounds

Swego czasu Sun Ra ostrzegał istoty zamieszkujące naszą planetę. Jego artykuł stał się bardzo aktualny w kontekście tego co w ostatnich latach dzieje się na ziemi... Aktywność wulkaniczna, gwałtowne trzęsienia ziemi, pożary lasów, tornada i huragany. Natura zdaje się być wściekła. Modny ostatnimi czasy problem końca świata (a może bardziej cywilizacji?) zakłada, że armagedon przeżyje jedynie 5% całej populacji. Jeśli wierzyć tej hipotezie, to najnowszy mix z serii Footprints byłby w moim mniemaniu soundtrackiem do tematu, gdzie po zakończeniu ery destrukcyjnego hałasu świata ludzi, przychodzi czas na dźwięki natury. Dźwięki natury w wyobrażeniu muzyków, którym na planecie zależy bądź zależało. Jeśli lubicie słuchać jazzu o poranku, niezależnie od tego czy nie kładliście się spać wcale, czy właśnie wstajecie do pracy – ten mix jest dla Was, bo zwiastuje nadchodzący nowy, być może lepszy od wczorajszego dzień. Autorem #17 woluminu jest Jędrzej Siwek (Soul-Jazz.pl/Phono), znany już słuchaczom z hołdu dla Grover'a Washington'a Jr'a. Za projekt okładki odpowiedzialny jest Michał Księżuk. Poniżej kilka słów od autora:

Dwa lata świadomych wyborów i przypadkowych odkryć, eksploatacji konta i portfela, palców skurzonych od przeglądania winylowych krążków oraz międzynarodowych spedycji. Dwa lata poszukiwań... A po tych dwóch latach ogromna satysfakcja z ukończenia analogowego projektu Nature Sounds. Oto przed Państwem klasyczny podcast na dwa gramofony i mikser. Można o nim powiedzieć „rytmiczna kołysanka” czy „analogowa medytacja” lub też po prostu ścieżka dźwiękowa do spaceru, joggingu, jogi... Czymkolwiek będzie 17 część Footprints, ostatnie słowo w kształtowaniu tożsamości tego jazzowego odcisku, należy do Państwa. Proszę to zrobić z głową, autorzy tych 11 utworów zasługują na godne potraktowanie.



poniedziałek, 6 czerwca 2011

DDC Radio 2137

Tego postu miało nie być, tak jak miało nie być jego treści. Natomiast siły nadprzyrodzone spowodowały że jednak jest. Jak to było? W piątkowe popołudnie miałem ustawić się na picie cytrynówki, która jest idealnym napojem na lato. Oczywiście nie wypada pić byle jakiej, najlepiej posiadać taką własnej receptury pozbawioną cukru, ale w najgorszym przypadku ostanie się Krakus, albo (co gorsza) Lubuska. Jeśli odpowiednio taką rozwodnisz (najlepiej gazowaną mineralką) i schłodzisz, dodając kostki lodu - to masz genialną lemoniadę, która po 3/4 litra na trzy osoby już nieźle telepie... Powstające w ciągu dnia ustalenia skończyły się na tym, że opierdolimy z Kondziem zapas omawianej cytryny na DDC piętrze, dzięki uprzejmości Icka. Był też raper Prof, później zjawił się zaprawiony wirownik Kucuś.



poniedziałek, 30 maja 2011

W.E.N.A i Rasmentalism, czyli nie ma lipy a nawet są exlusive'y

Kilkadziesiąt godzin temu widziałem zapowiedź, a w zasadzie "laurkę" od przyjaciół, na temat nowego krążka Mentosa, Rasa i DBT'a. Fajna rzecz. To właśnie ona zmotywowała mnie do tego, żeby w końcu usiąść i coś napisać. Przede wszystkim napisać szczerze. Nie będzie to wypowiedź wyreżyserowana. Nie będzie też nosiła znamion recenzji. Wielu z Was przez pryzmat tego tekstu nie zachęci się jeszcze bardziej do kupna nadchodzącej płyty. Przecież większość z Was już dobrze wie że ją chce. Być może złożyliście już nawet pre-ordery w Side One, albo na stronie Rasmentalism. Ja mogę jedynie się domyślać dlaczego to zrobiliście...



sobota, 28 maja 2011

Massive respects for Gil Scott-Heron. Peace go with you, brother...

Wczoraj... a w zasadzie już dziś, blisko 4-tej nad ranem wracałem z całkiem sympatycznej domówki, gdzie było dużo śmiechu i całkiem sporo mniej lub bardziej celnych ripost. Jechałem sam autobusem nocnym w stronę Dębca, czasami odruchowo odpalam internet żeby zobaczyć czy ktoś pijany pisze coś głupiego. Niestety po tym co przeczytałem nie było mi do śmiechu wcale. Johari Palacio napisał "Rest In Power to the ancestor Gil Scott-Heron. Man, Poet, M.C., Thought Catalyst. If you don't know, do the knowledge." Zdębiałem. Wytrzeźwiałem i od razu zadzwoniłem do Icka. Też nie mógł uwierzyć. Wysłałem też kilka sms'ów, chociaż nigdy wcześniej w podobnych sytuacjach tego nie robiłem. Gdy wróciłem do domu, wrzuciłem tylko na ścianę mój ulubiony numer z "Winter In America" i poszedłem spać zdając sobie sprawę z tego, że ten dzień jest datą zamknięcia jednego z najważniejszych muzycznych rozdziałów w całym moim życiu. Kto czyta moją stronę od początku, albo zna mnie już kilka lat, doskonale wie że w tym momencie nie przesadzam. Jest mi teraz ciężko. Ostatni raz tak źle czułem się kiedy odszedł Jay. Czas, który włożyłem w kontemplacje jego muzyki, ilość godzin które poświęciłem na pisanie o nim, czasami przewyższa niektóre relacje z ludźmi, których spotykałem w swoim życiu. Żałuję że nie pojechałem do Berlina, kiedy był na trasie promującej album wydany w XL Records. Chyba nawet wtedy się komuś żaliłem, że to źle że nie jadę, bo to może być ostatnia szansa żeby zobaczyć i usłyszeć Gil'a na żywo. Miałem rację. To koniec.



Ten tekst, w skrócie opisujący życie i twórczość Gil'a Scott'a Heron'a, ukazał się już kilka lat temu w 2006 roku, w #41 numerze Magazynu Hip Hop. Wydaje mi się, że dotarł do zbyt małej ilości osób, więc wrzuciłem go na Wersalke. Internet daje większe szanse na to, że ludzie na niego trafią. Potem zdjęliśmy stronę "wygodną dla uszu", więc tekst znowu poszedł do "szuflady". Jakiś czas temu, po krótkiej rozmowie z Jędrzejem (którego wcześniej też czytaliście na wersalce, a dziś ma własny kąt do pisania -Soul-Jazz i to jego podcast jest soundtrackiem do tematu), postanowiłem kolejny raz wrzucić go online. A nóż, komuś się przyda...


czwartek, 26 maja 2011

Słuchając Goblina

Pamiętacie jak kończył się pierwszy album Tyler'a? Jeśli nie, to odpalcie sobie jeszcze raz numer "Inglorious", w którym dochodzi do symbolicznego uśmiercenia bękarta (a najlepiej odsłuchajcie całość z uwagą od początku). Tyler dokonał samobójstwa sieroty w samym sobie. W ten sposób narodził się goblin. Czym w ogóle jest goblin? Z różnych baśni znamy go jako zieloną postać, brzydką i złą do szpiku kości. Z poprzedniego krążka pamiętamy, że Tyler pokazuje się najczęściej w zielonej czapce, widzi siebie jako człowieka nieatrakcyjnego i przeważnie jest złośliwy, każąc wszystkim wypierdalać.


Słuchając "Goblina" nie mogę uwierzyć w to, że moja interpretacja albumu "Bastard" zdołała się potwierdzić podczas odkrywania drugiej studyjnej płyty. Mało tego, drugi krążek Tyler'a, pomógł mi jeszcze bardziej zrozumieć znaczenie pierwszego. Kto czytał tamten post, ten wie co miałem na myśli, tymczasem autor już w introdukcji informuje słuchaczy jak bardzo się mylili...

poniedziałek, 16 maja 2011

O grubaśnych urodzinach Warsoul

Jest to wpis z datą wsteczną, więc mimo tego, że czytacie go dziś, czujcie się jakby była sobota 14.05.2011. Jestem właśnie w pociągu po fantastycznej tortilli serowej w mojej ulubionej knajpie "my'o'my", gdzie zawsze jadamy śniadania po sesjach Warsoul. Koniecznie polecam sprawdzić tam kawę którą podają od niedawna... o ile się nie mylę jest przyrządzana za pomocą "dripa", czy czymkolwiek ten bliżej nieznany mi sprzęt jest. W każdym razie poinstruowano mnie, żebym poczekał chwilę z jej wypiciem gdyż wraz ze spadkiem temperatury zmienia się jej smak - i wiecie co? To była najlepsza czarna kawa jaką w życiu piłem! Teraz jest całkiem nieźle, siedzę, co prawda na nielegalu w przedziale dla matek z dziećmi, ale jedzie ze mną cudna panna, której pomogłem z bagażem, a teraz wstydzę się odezwać, więc czekam aż ibuprom zacznie działać i słucham albumu Jose James'a i Jef'a Neve'a z ubiegłego roku. Nadal jest piękny i zlewa się z aurą sobotniego, słonecznego, prawie że letniego popołudnia...



wtorek, 10 maja 2011

Toro Y Moi @ Minoga

Nie mam pojęcia czym jest chillwave i kto oprócz Toro Y Moi reprezentuje ten gatunek. Nawet nie będę tego sprawdzał. Powiem szczerze, że łatki i generalizacje totalnie mnie walą. Liczy się to, co płynie z głośników. Zdziwiłem się kiedy Buszek (JuNouMi), zapytał mnie od kiedy wbijam się w ten chill-coś-tam. Pomyślałem, o chuj mu chodzi? Wkręcam się w różne rzeczy, a potem nie pamiętam nawet jak na nie wpadam. Przykładem może być J*Davey, w generalizacji odpływają już tak daleko, że żeby określić jak ten duet brzmi trzeba po prostu odpowiedzieć - brzmią jak J*Davey. Koniec kropka. To samo można powiedzieć o zespole Twin Shadow, którym zajarałem się całkiem niedawno. W każdym razie, kilka miesięcy temu, nie chcę teraz skłamać, ale jakoś w lutym albo marcu, dotarła do mnie wiadomość o tym, że Toro Y Moi kolejny raz będą w Polsce. Ba! W Poznaniu nawet. Powiedziałem sobie że jak mam w mieście taki band, to niezależnie od ceny jestem tam.

Do tygodnia przed samym wydarzeniem myślałem że organizacja tego koncertu to jakiś fejk. Wieść o dystrybucji partii przedsprzedażowych biletów jakoś mnie ominęła a plakatów na mieście nie było. Istne szaleństwo. Okazało się że bilety rozeszły się krótko po tym jak je wydrukowano, totalny sold-out (a przecież były aż trzy koncerty w Polsce). Okazało się że ostatnią pulę 50-ciu ticketów zostawiono dla spóźnialskich i można je było kupić w południe w dniu koncertu w jednej z knajp blisko Minogi. Popytałem "na mieście" i okazało się że za koncert odpowiedzialna jest ekipa Blunt Arrow. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałem, nigdy też wcześniej nie byłem na żadnym gigu który organizowali, ale umówmy się - muza którą oferują do dziś pozostaje dla mnie zagadką. W każdym razie napisałem do Bartka i dwie wejściówki się znalazły, za co mu z góry bardzo dziękuje.


poniedziałek, 9 maja 2011

Urodzinowy, modern-funkowy potop w towarzystwie Opolopo i Amalii

Mam nadzieję że poprzednim wpisem pomogłem Wam, majówkowym podróżnikom i mieszkańcom stolicy, podjąć decyzję i rozwiać wszelkie wątpliwości na temat tego, gdzie spędzić najbliższy (wbrew pozorom szczęśliwy), piątek trzynastego. Jeśli się jeszcze wahacie, albo gorzej - jeśli jeszcze nie wiecie o co chodzi... to przypominam wideo flyerem autorstwa niezastąpionego Łukasza Zabłockiego:


Mark de Clive Lowe, Bembe Segue, Opolopo, Amalia @ WARSOUL 2nd b-day


Wiecie już trochę na temat Mark'a de Clive Lowe'a i Bembe Segue z poprzedniego wpisu, natomiast nie wypada nie wspomnieć o drugiej części line up'u, który sprawi że wszyscy z wrażenia wyskoczymy z papci. Tak, tak... niczym "potop Szwedzki", paradoksalnie w pozytywnym sensie przypieprzą nam swoim brzmieniem Opolopo i Amalia.


poniedziałek, 2 maja 2011

Za co cenię sobie muzykę Mark'a de Clive Lowe'a i Bembe Segue...

Chyba nie czuję się na siłach żeby próbować opisywać to, z czego Mark de Clive Lowe jest najbardziej znany. A chyba najwięcej rozgłosu przyniósł mu okres pobytu w zachodnim Londynie, gdzie razem z innymi kozakami w nurcie broken beat zbierał multum pochlebnych recenzji w czasie, w którym UK kipiało połamanymi bitami, jak dziś tętni dubstepem. Z przykrością muszę stwierdzić że nie załapałem się na erę fascynacji tym typem brzmienia i nie wiele mogę o tym powiedzieć/napisać. Więcej mogę z pewnością napomknąć o jazzie Mark'a, albo o rzeczach które z łatwością w jazz wpadały, mimo że tworzył je z ludźmi z którymi w zasadzie z graniem jazzu (w klasycznym tego terminu rozumieniu), nigdy byśmy nie kojarzyli. Głównie przez wzgląd na to, że większość postaci które mam na myśli, wywodzi się z nurtu hip-hopowego.  Dlaczego o tym? Nie bez okazji, już niebawem, w 13-stego w piątek, drugie urodziny Warsoul a na nich między innymi Mark De Live Lowe w duecie z Bembe Segue.



czwartek, 21 kwietnia 2011

Tyler, The Fucking Creator?

Od dłuższego czasu zabieram się do napisania kilku słów na temat Tyler'a, o którym zaledwie wspomniałem w poście poniżej. Ostatnimi czasy narzekam na brak czasu na pisanie, więc zrobię to dopiero teraz. Album "Bastard" starałem się promować gdzie się da, co tu dużo gadać, jestem pod jego ogromnym wrażeniem, dawno mnie coś aż tak nie rozpieprzyło. Między innymi dlatego utwór "VCR" wrzuciliśmy na DDC#6, czy uzupełniłem nim playlistę dla Diggin, która ukazała się dzisiaj. Przeglądałem trochę polski internet i nie znalazłem nic ciekawego na jego temat, doszukałem się zaledwie kilku newsów o nadchodzącej płycie "Goblin", a że wkurwia mnie maksymalnie bezrefleksyjna konsumpcja muzyki w dzisiejszych czasach, to opowiem Wam dlaczego moim zdaniem "Bastard" to kolejny kamień milowy w historii rapu, który prawdopodobnie przepadnie w świadomości odbiorców jak wzory z fizyki w głowach gimbojów.


Pierwszym powodem dla którego powinniście po niego sięgnąć jest to, że jest dostępny zupełnie za darmo. Link na stronie oddfuture.com niestety nie jest dostępny, ale zrobiło się tyle mirrorów, że bez problemu znajdziecie go na google nawet wtedy, gdy podany wyżej link wygaśnie.


poniedziałek, 18 kwietnia 2011

DDC Radio #6 + nowa platforma

W nocy z niedzieli na poniedziałek udostępniliśmy nowy odcinek naszej "pirackiej" radiostacji. Większość z Was zapewne już na miks trafiła przez odnośniki na facebooku, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto za portalami społecznościowymi nie przepada (whats up Groh?). Dlatego już tłumaczę co i jak...


Jeśli klikniecie w napis "the name of the crew is... DDC" po prawej, przeniesiecie się na stronę na której trzymamy wszystkie części tej inicjatywy skąpanej w alkoholu ze średniej półki, odymionej lepszej jakości zielonym rozweselaczem.


środa, 13 kwietnia 2011

Starship 27

O tym projekcie miałem pisać dużo wcześniej... Niestety zapierdalanie za kasą w pracy dzienniej i ogarnięcie innych spraw skutecznie zabrało mi możliwość opublikowania nowych postów. Jesteśmy w trakcie stawiania dwóch nowych platfrom, układałem też playlistę dla diggin.pl i na rozwijanie wolnych myśli na blogu nie starczyło mi czasu. Wielu z Was już zapewno słyszało o projekcie Starship 27, a co za tym idzie, duża część z Was miała przyjemność odsłuchać drugą część tej kompilacji. Co to za składanki? Kto za tym stoi? Dlaczego warto tego posłuchać? Spokojnie, już wyjaśniam...



niedziela, 3 kwietnia 2011

Returnof4eva - 76 minut rapu bez wypełniaczy.

Jeśli słuchacie rapu, to nie ma siły żebyście jeszcze nie trafili na produkcje Big K.R.I.T'a. Mogło się jednak zdarzyć, że przez jakiś przypadek nie wpadliście jeszcze na jego twórczość. Jakoś na początku roku, miałem ambicję żeby przedstawić kilku reprezantanów nowej fali zajebistych nawijaczy. Oczywiście zapomniałem ten cykl pociągnąć dalej, więc zdąrzyłem napisać tylko o Justin'ie Scott'cie i jego zajebistym krążku "K.R.I.T Wuz Here". To wydawnictwo nie wkręciło się tylko mi... wiem że poruszył również moich przyjaciół, którzy przez jakiś czas nie mówili o nikim innym. Już wtedy wiedziałem, że Justin wyrasta na jednego z najciekawszych twórców nowej generacji raperów. Pod koniec marca, dosłownie kilka dni temu, wydał mixtape który utwierdził mnie w przekonaniu że chyba na próżno szukać w tej chwili kogoś lepszego od niego.




wtorek, 29 marca 2011

Melodyjne manifestacje prosto z Bakersfield CA

Jak ktoś zaglądał na moją stronę w okolicach stycznia zeszłego roku, to z pewnością natrafił na wywiad z postacią ukrywającą się pod ksywką Mono/Poly, który przeprowadziliśmy razem ze Stoną (DDC). Kilka miesięcy później, pod koniec maja kariera Charles'a E. Dickerson'a zaczęła nabierać rozpędu. Otóż nakładem Tasteful Licks, ukazał się debiutancki krążek a w zasadzie karta USB pt. "Paramatma". Album odbił się szerokim echem w gronie entuzjastów new-beats, chociaż słyszałem też pozytywne recenzje od ludzi nie do końca związanych z tym nurtem. Jeśli słuchaliście DDC Radio #5⅓, to wiecie doskonale że w moim zestawieniu "Paramatma" również dostała wyróżnienie. Prawie rok po debiucie, Mono/Poly powraca z 21 minutową EP-ką "Manifestations", która rozwali system nakładem Brainfeeder już 4-tego kwietnia.



Co.fee

O Kofi Sefa-Boakye znanym bliżej jako Co.fee dowiedziałem się za sprawą BTS Radio. Jakoś we wrześniu zeszłego roku ukazał się mix "Andrew Meza & Co.fee BTS Co-Op Session", gdzie od 29 minuty kozackim remiksem The Clipse rozpoczął swój showcase nie znany mi wcześniej beat-maker (zwrócicie też uwagę na reinterpretacje utworu Rihanny). Andrew Meza - zawsze przedstawia nieco gości z którymi współpracuje, stąd wiadomo że znają się jeszcze z czasów uniwersyteckich. Poznali się okolicach 2005 roku... Wtedy Co.fee wraz z Teebs'em pracowali razem nad swoimi produkcjami pod szyldem Bearded Baby. W zasadzie żadne nagrania z tamtych czasów nie zachowały się, więc bardzo trudno o wspólne nagrania tej dwójki. Co.fee miał wydać krążek w wytwórni należącej do Jneiro Jarel'a - Label Who, ale od zeszłego roku nic nie słychać na temat przybliżonej daty premiery tego wydawnictwa. Jest natomiast coś, co ukaże się już 12 kwietnia nakładem My Hollow Drum/Alpha Pup Records i w zasadzie o tym chciałem Wam powiedzieć, wybaczcie przydługi wstęp.



poniedziałek, 28 marca 2011

Beat raport zza lini bassu

Takich czasów, jak te w których obecnie żyjemy, za mojego życia jeszcze nie było... Od tych co żyją ode mnie dłużej, też nie słyszałem opowieści o tylu wyjebistych imprezach/koncertach, które w Polsce odbywały by się na raz. Jest po prostu pięknie! W zasadzie do tego stopnia, że nie ogarniam już żeby oblecieć wszystko. Od początku tego roku odbyło się tyle ciekawego, że można by co weekend pakować walizy i podróżować po kraju w poszukiwaniu kozackiego brzmienia. Niestety, nie wszędzie daję radę być, ale tam gdzie mnie nie ma, są moi ludzie! Jednym z nich jest Raqu, który wraz z Jankiem balowali razem ze mną w Poznaniu, by na drugi dzień być już w Gdańsku na Coast 2 Coast. Po takich wydarzeniach musi pozostać ślad w internecie, dlatego notkę Dawida postanowiłem udostępnić Wam wszystkim, żeby te wspomnienia nie zgubiły się w czeluściach Facebooka.



wtorek, 22 marca 2011

Przyszywany syn Eryki Badu?!

Nigdy szczególnie nie interesowałem się koszykówką, mimo to znałem kilka nazwisk. Kiedyś spaliłem dżointa i rozmyślałem nad tym jak chciałbym się nazywać... wtedy przypominały mi się nazwiska basket playerów, które brzmiały zabawnie, ale zdaje się były prawdziwe. Myślałem sobie - kurde dobrze byłoby nazywać się Tracy McGrady albo Hakeem Olajuwon. Niestety, na drugi dzień czar pryskał, kiedy zdawałem sobie sprawę, że moje nazwisko niczym nie różni się od Kowalskiego, a moje imię w niczym nie przypomina słowa Thelonious. Innymi razy, kiedy spaliłem jeszcze tęższego kenta, wymyślałem sobie kim chciałbym być gdybym miał konkretny talent. Wtedy zazwyczaj padała opcja typu, wokalista soulowy. Niestety, kreator poskąpił mi nie tylko zajebistego nazwiska ale też nie obdarzył mnie głosem powodującym miękkie kolana u dziewcząt. Jak wypaliłem wąsa niedawno, natknąłem się na gościa który ma to, o czym zawsze marzyłem po paleniu. Tym kimś jest urodzony w 1988 roku wokalista, znany mniej lub bardziej jako Durand Bernarr.



poniedziałek, 21 marca 2011

Seiji, SLG, Sentel, Artfruit i JuNouMi Crew w ramach Red Bull Music Academy!

Jeśli czytacie moją stronę regularnie, to z pewnością wiecie do kiedy należy składać aplikację, która może stać się Waszą przepustką do Akademii. Niestety jak zapewne się orientujecie, od tego czasu zrobiło się dość poważne zamieszanie na dalekim wschodzie, spowodowane trzęsieniami ziemi i falą tsunami. Co za tym idzie? Prawdopodobnie akademia w Tokyo się nie odbędzie i zostanie przeniesiona w zupełnie inne miejsce. Nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska Red Bull'a w sprawie nowej lokalizacji. Dokładne informacje będą podane gdy tylko sprawa Japonii bardziej się wyjaśni, w każdym razie nadal należy przesyłać aplikacje (do 2-giego kwietnia włącznie). W czasie składania podań nasz rodzimy oddział Red Bulla w większych miastach w kraju organizuje infosesje z udziałem zagranicznych artystów związanych z Akademią, o czym też już wiecie...



Wielu z Was miało okazję zaliczyć tego typu spotkania w Krakowie i w Warszawie. Zresztą o jednej z nich czytaliście w kontekście Warsoul Sessions. Teraz przychodzi czas na Poznań i Wrocław.

środa, 16 marca 2011

Z szuflady Sebola, Sound Directions - czyli w którą stronę idzie Madlib

Od czasu do czasu wrzucam teksty, które pojawiały się w formie fizycznej w Magazynie Hip-Hop, lub te ukazujące się na łamach nieistniejącej już od trzech lat strony wersalka.com. Tym razem udostępniam artykuł opisujący Sound Directions.


poniedziałek, 14 marca 2011

EXILE & HOUSE SHOES @ RBMA WARSOUL MPC LIVE SESSIONS

Warszawskie eventy odbywające się w piątkowe wieczory są dla mnie zwykle trudniejsze niż te, które odbywają się w soboty. Generalnie jest wtedy mniej czasu na wszystko. Z tym że na tej edycji, było paradoksalnie odwrotnie... z mijającym czasem dostawaliśmy go więcej i więcej, co powodowało jeszcze bardziej eksploatującą nas atmosferę oczekiwania.