Strony

wtorek, 23 listopada 2010

Curren$y czyli waluta która staje się coraz $$$ilniejsza!



Nie będę się wychwalał, że docieram do wszystkiego pierwszy - bo tak nie jest. Nie znałem Curren$y'ego od początku jego kariery. Nie śledziłem jego poczynań kiedy bujał się z Master'em P, nie znałem go również później, gdy był związany z Lil Wayne'owym Cash Money Records czy Young Money Entertainment.
Nie obserwowałem jego kariery gdy wydawał mikstape'y na własną rękę, a świat poszedł do przodu... pamiętam jak jarałem się pierwszym mix'em od Plain Pat'a i Kid Cudi'ego - a tu nie sprawdziłem o co się rozchodzi. I co? No, i pizda jestem. Tyle. Przyszedł rok 2010, styczeń, a Creative Control na Vimeo opublikowali kawałek o tym, jak to jest jak budzisz się w raju. Zresztą, gdyby nie Facebook, pewnie dowiedziałbym się o wszystkim jeszcze później, bo track przyczaiłem na ścianie Mentalcuta. Wtedy apetyt się zaostrzył. Przyszły wakacje i ukazał się wyczekiwany "Pilot Talk". Calak nawet napisał fajną recenzję na swoim blogu, z którą się oczywiście zgodzę, ale dodam, że nieco surowo Andrzej ocenił kwestię nawijki pisząc, że: "Curren$y nie jest wybitnym tekściarzem. Nie jest też nawijaczem obdarzonym jakimś wybitnym warsztatem wokalno-rapowym." Dlaczego? Bo akurat, ja sobie cenię w rapie luz w nawijce. Uwielbiam gdy rymy wypadają z głowy od niechcenia, z taką łatwością, że nawet jakby Shante Anthony Franklin (bo tak naprawdę się nazywa) wypalił całą "łapę" sam, przed wejściem do budki nagraniowej, nagrałby z palcem w dupie to samo! Ta najarana nawijka, jest tym, czym hipnotyczne wyrzucanie rymów przez Cudi'ego - jego znakiem firmowym. Coś co nie jest wyuczone, tylko coś co ma się we krwi! Nowy Orlean nowoczesnemu hip-hopowi dał już Jay'a Electronice, o którym być może za 10-15 lat będziemy myśleć jak o Biggie'm... Ale teraz nie miejsce na takie rozważania... on nie wydał nawet LP. Curren$y, natomiast podobnie jak Jay Electronica ma do czynienia z Roc-A-Fella, Jay'a Z... zresztą zaraz też nakładem tej wytwórni wyjdzie najnowszy album Kanye. Czy Shawn Carter i jego ziomki zdobędą wszystko w mainstreamie? No raczej! Tym bardziej, że oprócz pierwszego "Pilot Talk" (którym tak mocno się jarałem, że utwór "Roasted" wpierdzieliłem bez wahania na letni podcast DDC Radio), mamy już część drugą! Ale zanim do tego dojdziemy, warto wspomnieć... o gościnnym udziale w kolejnym jakże gorącym projekcie! Kto się jara big boss'em Rick'em Ross'em? Na ja się jaram w opór... a jak przyjebali wspólnie z remiksem "Super High", to zwariowałem! Zresztą sprawdźcie sami, jeśli jeszcze nie znacie:
Rick Ross - Super High Feat. Curren$y & Wiz Khalifa

O produkcji Ski-Beatz'a wszystko co było do napisania, napisał Calak: "Większość albumu wyprodukował sam Ski! Tak tak, ten od Camp Lo, pierwszych płyt Jaya-Z czy Original Flavor. Początek "Pilot Talk" nie zdradza magii, ale jak tylko zaczyna się numer trzy, "King Kong", to aż do końca mamy loty na niezwykle wysokim pułapie. "Skybourne", "Roasted" (to akurat dzieło Monsta Beatz), "The Hangover" czy "The Day" mogę słuchać bez przerwy, o dowolnej porze dnia i nocy. Nowocześnie, a ze smakiem starej szkoły zarazem." (Andrzej - wybacz, ale bez sensu powtarzać - powiedziałeś dokładnie to co mam w głowie!) - to oczywiście o części pierwszej. Co na temat drugiej? Ja jebie... jeśli mistrzostwo beat-makingu pokazał nam Ski-Beatz na części pierwszej, to co powiedzieć o drugim "Pilot Talk"? Słów mi brakuje. Jak odpalałem ten krążek po raz pierwszy i wjechał "Airborne Aquarium" to za głowę się chwyciłem. Już pomijam chwytliwe piszczały, zajebiste bębny, ale te bass-line'y? To jakieś wariactwo! Zaraz po nim "Michael Knight", który w zasadzie mogę pozostawić bez komentarza:
Curren$y - Michael Knight

I dalej to już chyba musiałbym wymieniać wszystko do samego końca... No może z wyjątkiem "Silence" - bo nie lubię jak pianinko plumka w ten sposób, burzy mi to uliczność i gangsterskość całości. Uwierzcie mi, pianina można łatwo zjebać i mówię to z pełną premedytacją jako fan Sun Ra i Thelonious'a Monka... nawet Brubeck tak nie grał. Pianino w jazzie, rapie i funku nie może brzmieć jak na jebanym konkursie Chopinowskim! Ale wracając do całości... czytałem wiele komentarzy i ludzie mają problem z tym co jest lepsze. Part I czy II, u mnie zdecydowanie dwójka! Być może ze względu na jeszcze lepsze bity i mniejszą liczbę gości. Kibicuje Curren$y'emu. Oby ta waluta rosła w $$$iłę!