Strony

wtorek, 26 października 2010

O tym jak Black Milk, Daru Jones, AB i Bill wpadli do Polski.

Zazwyczaj takie relacje jestem w stanie napisać jeszcze w pociągu, wracając z Warszawy do Poznania. Niestety nie tym razem. Spałem przez 3 dni najmniej od pół roku, a w dodatku nie mogłem się pozbierać po tym, co wydarzyło się w ostatni weekend. Było grubo, oj grubo! Plan rozszerzonego weekendu był strzałem w dziesiątkę, wziąłem wolne od pracy w piątek i poniedziałek. Bardzo się cieszyłem że dzięki temu, nie będę musiał jechać przepełnionym TLK wyruszającym z Poznania po godzinie 17. Już dawno wyryłem sobie w głowie słowa Mentalcut'a brzmiące: "Nigdy nie jedź w piątek po piątej połączeniem Poznań - WWA". Zresztą, pewnie wiecie to doskonale jeśli czytaliście wpisy z moich poprzednich wycieczek do stolicy. Zanim jednak wyruszyłem, wiedząc że następnego dnia nie wstaję do kołchozu, postanowiłem zobaczyć piękny hat-trick Adebayor'a w meczu Kolejorza z Manchesterem City. Niestety po meczu, musiałem jeszcze coś załatwić, co spowodowało grubszy melanż i zlądowałem na chawirę grubo po drugiej w nocy. Ale, co mi tam, wstałem o 9-tej i pakowałem się szczęśliwy, że pojadę wygodnie pustym pociągiem, bo studenci o 11 jeszcze do domów na weekend nie wracają...




No, ale że ja w życiu mam szczęście, jak ja pierdole, to oczywiście każdy pomyślał tak jak ja. Dodając do tego mój zwyczaj nie walczenia o pozycję w przedziale zapierdalałem na Warszawę Centralną, grzecznie, w korytarzu, na stojąco! No trudno... powoli się przekonuje, że już nie ma co liczyć na wygodne pociągi w piątek. Dojechałem z opóźnieniem po 15, poszedłem robić biznesy do Side One. Odebrać zaległe zamówienia i dokupić 7"-kę "Don Cornelius" Black Milk'a. U Wojtka zawsze dobry klimat, kto wpada ten wie o co chodzi, zamienialiśmy słowo z przychodzącymi do sklepu klientami, było miło, tak miło, że przesiedziałem tam dobre 3 godziny, słuchając Sun Ra i John'a Coltrane'a. Potem przeniosłem się na Saską Kępę, do Maceo, który miał tego wieczora zagrać jeszcze w Szlafroku, ale ogrom zadań spowodował, że popracowaliśmy przy whisky i suszu do późnych godzin nocnych przygotowując set do sobotniego Kosmosu i pytania do wywiadu z Black Milk'iem, ja wymiękłem blisko 5-tej rano, a Maceo jeszcze przygotowywał selekcję na Rap History Warsaw... niezmordowany człowiek. Zapis gotowej audycji możecie sprawdzić tutaj:

Kosmos # vol. 32 feat. Black Milk




Zanim to wszystko doszło do skutku, musieliśmy nieźle zapierdalać. Maceo spał dosłownie dwie godziny, ja może ze trzy i pół... Pojechał po chłopaków na Lotnisko i zabrał ich do Hotelu. Oni podobnie do nas, wyglądali jak cień człowieka, przylecieli do Polski z Niemiec zaraz po koncercie, nie spali ani minuty. W czasie gdy oni odsypiali, my biegaliśmy po mieście kolekcjonując sprzęt. Perkusja od Sidney'a Polaka, a klawisz nawet nie wiem skąd... O 13 ostatnia półgodzinna selekcja do Kosmosu, śniadanie i prędko do Roxy.


Wszystko na styk! Wtedy już było lżej, bo w zasadzie czekaliśmy aż Maciek Envee, przywiezie Curtis'a, Daru, AB i Bill'a do studia. Potem zrobiła się już 16 i ruszaliśmy na próbę. Soundcheck'i są zawsze spoko, tym bardziej że często dzieją się tam rzeczy, których później nie ma na koncercie. Ci którzy mieli okazję tam być, widzieli zajebiste improwizacje Daru i AB. Na serio, posłuchać ich wspólnego materiału na żywo to niezła rzecz! Wszystko się nieźle wydłużyło, próba zakończyła się troszkę po 20-stej. Niby chłopaki chcieli jechać jeszcze do hotelu przed samym koncertem, ale wygrało jedzenie, więc poszliśmy do "Jajo", blisko ul. Chmielnej... Maceo polecił tę knajpę więc musiało być dobrze.


I tak idziemy, sobie idziemy... przechodzimy obok sklepu Nike'a, prowadzonego przez Dr'a Sneaker'a. Grupka ludzi wybiegła ze sklepu, podbiegając do Curtis'a, zapraszając go na before party do sklepu. Jak się później okazało, był to before przed imprezą w Powiększeniu... a my nic o tym nie wiedzieliśmy?! Zajebista inicjatywa! Poszliśmy wpierw zjeść. "Jajo" okazało się idealnym miejscem, usiedliśmy zaraz przy kuchni, chłopaki mieli dość wydziwiany gust, ale kucharz był bardzo dobry, znał twórczość Black Milk'a i przygotował takie rzeczy, że głowa mała! Pierwszy raz widziałem, żeby ktoś jadł pizzę bez sera... no cóż, Curtis nie lubi serów! Daru wymyślił sobie tuńczyka z makaronem w maśle, Bill średnio surowy stek w sosie pieprzowym, a AB jakieś rośliny. Nic dziwnego, że byli tak zachwyceni że potem czytaliśmy na twitterze Daru Jones'a:
Daru Jones: :) Warsaw, Poland's energy & vibes from show + city,food & ppl was prob. 1 of the best on this tour yet!
Stąd wielkie pozdrowienia dla obsługi restauracji "Jajo", polecają - Black Milk Live Band! Wracając z kolacji, nie mogliśmy nie skorzystać z zaproszenia Dr'a Sneaker'a. Wbijamy do sklepu, a tam na wejściu pada hasło - "dla Was panowie wszystko za 50%".


Gościnność gospodarza spowodowała że szczena opadła mi do samej ziemi! Black, podpisał się na ścianie w sklepie, chłopaki kupili koszulki i kilka par butów, tuż przed samym koncertem. Pamiętacie akcje z koszulką: "Gdzie jest krzyż???" To też spontaniczna akcja szalonego Dr'a Sneaker'a! Serio stary, jeśli to czytasz, to płyną do ciebie propsy i wyrazy szacunku! Następnym razem dajcie znać, że robicie takie before'y! Zresztą podobało się to niezmiernie Curtis'owi, który potem napisał na swoim twitterze tak:
Poland = crowds that r insane, Nike stores that give u half off everything and gorgeous women, didn't expect it to be this live
Żałuję że nie dotarłem drugi raz na live act Teielte... ale trzeci raz nie odpuszczę i cieszę się że został zarejestrowany! Niestety, nie zostawię tutaj ani zdania, bo nie zdążyłem odnotować ani minuty. Czas leciał coraz szybciej... i przyszedł czas na highlight wieczoru. Bill wleciał za Dj'kę najwcześniej, bardzo fajnie grając wprowadził ludzi w temat koncertu.

Wkrótce po tym, za perkusją zasiadł Daru a za klawiszem stanął AB. Efekt bezprzewodowego mikrofonu, spowodował że koszulka którą miał Curtis, nabrała podwójnego znaczenia, wszyscy rozglądali się zadając sobie pytanie - "Where is Cross???", a Black zaczął rapować już na backstage'u wchodząc przez tłum w rytm utworu "365". Myślę że nie ma sensu opowiadać po kolei jakie numery zagrał Black Milk, niebawem udostępnimy materiał, który dzień po koncercie był transmitowany na antenie radia Roxy w ramach Red Bull Music Academy Radio. Skupmy się natomiast na faktach, których nie będzie widać na zapisie audio, ale z pewnością zostały zarejestrowane dzięki Diil.TV, które też pewnie niebawem będą udostępnione. Otóż o czym mowa?! O genialnym klimacie Powiększenia tego wieczoru, grubej frekwencji i zajebistej energii jaką dała z siebie publiczność. Maceo, który stał bardzo blisko sceny, mówił mi, że gdy band dawał największe bangery, to za nim leciała potężna fala uderzeniowa powietrza, od krzyczących i bawiących się ludzi. Prawdziwa bomba!


Ja też nieźle się wkręciłem, darłem japę tak mocno, że gdy Black zagrał tribute dla Jay Dee w postaci "Fall In Love" to przeszły mnie ciarki, a po utworze tak gorliwie wrzeszczałem, że dziewczyna zwróciła mi uwagę, że zaraz jej ucho odpadnie, na szczęście żartowała i za chwilę krzyczała głośniej odemnie... a potem się zaprzyjaźniliśmy. Bardzo miło! Przed koncertem nie wiedziałem czego się spodziewać, w zasadzie po cichu liczyłem że będzie mocno. Chciałem, żeby ten koncert dorównał temu co stało się w wakacje w Powiększeniu na Dam-Funku... a to była wysoko postawiona poprzeczka. Powiem szczerze, że to co mnie spotkało totalnie mnie zaskoczyło, to był istny rozpierdol. Prawdziwa masakra.


Myślę że Black Milk Live Band dokonał tego, czego dokonał Damon, J-1 i Computer Jay, podpalili Powiększenie! Ale to jeszcze nic... Na ostatnich imprezach działo się tak, że po głównym wątku wieczoru, ludzie nie wiedząc czemu nie chcieli się bawić i zawijali się do domu, a parkiet bywał przerzedzony. Tym razem dzięki Rap History Warsaw, którym w tym miejscu gorąco dziękuje za współpracę, stał się prawdziwy cud! Na parkiecie było gęsto jak nigdy do samego rana! Byli b-boye, utwory takie jak "Scenario" były recytowane przez wszystkich w klubie, że Dj'e robili rewindy! Jak to teraz mówi młodzież - masakracja! Zresztą, co będę się produkował - rocznik 92 w wykonaniu Mr. Krime'a poniżej:


Mocne, nie? Kto nie był na Warsoul x Red Bull Music Academy on the Floor x Rap History Warsaw - ma czego żałować! Na Saskiej wylądowałem po 5-tej. I znowu miałem bagatela 3-4 godzinki snu, bo trzeba było eskortować zespół na dworzec i wsadzić naszych gości w pociąg do Berlina. Już mnie pytali kiedy będą mogli wpaść następny raz! Widzicie, dzięki Wam pokochali Polskę!!! W imieniu Warsoul dziękuję Wam bardzo serdecznie!