Strony

środa, 4 sierpnia 2010

DâM-FunK & Master Blazter @ Powiększenie


Zapisując te słowa jest już sobota. Siedzę sobie na parapecie w jednym z Warszawskich kwadratów, gdzieś w okolicach placu konstytucji i popijam eferalgan od Kaśki, która niespodziewanie nas gości...W tle leci Roy Ayers Ubiquity a ja w tym zaciszu konam. Dobre dusze załatwiają konopie, mam nadzieję że zabiorą ten wstrętny ból głowy. Czas na reminiscencje, zresztą pierdolenie... jakie wspomnienia?! Skoro Ci którzy byli nadal o tym mówią! Gdy wylogowaliśmy się z hostelu, jeszcze na ulicy obcy mi ludzie rozmawiali między sobą o tym co stało się w nocy w Powiększeniu, o tym że Dam Funk tak dojebał,  że stracił głos. Impreza z cyklu tych legendarnych, ale może zacznę od początku.

 

To nie był dobry dzień na pracę. I to nie ze względu na obowiązki, ale ze względu na to, że trzeba było w niej być. Nie lubię okresu urlopowego. Sam nie byłem na urlopie od trzech lat, a dni wykorzystywałem na eventy takie jakie jak ten. Teraz inni urlopują, bo w końcu są wakacje, ja zapierdalam a powinienem od południa chillować w WWA. No trudno. Życie. Dzień wariata. Godzina szesnasta, koniec kołchozu, w piętnaście minut do domu, prysznic, pakowanie, obiad w biegu, 16:37 autobus z osiedla na dworzec, 17:28 odjazd pociągu. Kurwa!!! Mentalcut miał rację, piątek w południe, w wakacje TLK się nie jeździ, nawet pierwsza klasa była zajebana! No to grzecznie siedzieliśmy w warsie, a kawa którą spożywaliśmy działała jak kreski fufu. W każdym razie, nawet jak na takie warunki potrafiliśmy sobie stworzyć sympatyczną podróż. Jadąc ze Stoną i Asią nigdy się nie nudzę, a tym bardziej sprawiało mi to radość bo dawno nigdzie razem nie byliśmy. Nie wspominam wcześniej nieprzypadkowo Mentalcuta, bo umawialiśmy się już na wspólną podróż, ale okazało się że dopiero dołączy do nas po wpół do ósmej w Kutnie, bo dopiero bilet weekendowy nabierze ważności... W tej radosnej atmosferze, wśród gadek o karierach, krzyżu, relacjach damsko-męskich i innych pierdołach wylądowaliśmy na dworcu Warszawa Centralna. Szkoda że Mentalcut i Dżej mieli inne plany i nie trafili ostatecznie do Powiększenia, w każdym razie macie problem z pociągami? Pierdolcie informacje, Kuba na 100% rozwieje wszystkie Wasze wątpliwości, które wiążą się z podróżowaniem koleją.

W Warszawie podejmowali nas Grzesiek Dworakowski, oraz soon-to-be-big-polish-new-beats-producer Teielte wraz z żoną Justyną. Od samego początku zaznaliśmy warszawskiej gościnności na Saskiej Kępie, w towarzystwie wódeczki i tego drugiego. Taryfa, kierunek Nowy Świat, Powiększenie. Ja jeszcze na chwilę na mój nocleg. Jak się potem okazało bardzo przyjemny crib. Mowa oczywiście o New World's Hostel, chyba najlepszy lokal tego typu w jakim w życiu byłem, schludny, czysty, zajebisty, otwieram drzwi od Rzymu, a tam kolejna ekipa, tym razem Gorzowsko-Szczecińska, od razu pozdrawiam Tomka, Ewelinę i Adama, pamiętajcie, musimy częściej tam wracać, mieliśmy widok na Pałac Kultury! Zrzuciłem torby, uderzyliśmy do klubu. Było jak podejrzewałem, można było się przewracać o znajomych, bo byli chyba wszyscy, których się spodziewałem i których mogłem się spodziewać. W skrócie, pozdrawiam wszystkich!

Co do koncertu, wielu z Was przed wydarzeniem pytało mnie o sprawy formalne z nim związane, ale tym razem niestety Warsoul crew nie miało nic wspólnego z tym przedsięwzięciem, wszelkie gratulacje należą się Club Collab i Na Stare Milion. Świetna koncepcja i jeszcze lepsze wykonanie. Gdy wbijałem do klubu selekcją cieszyli ucho - na górze Ten Typ Mes, a na dole Eltron John. Start nieco się przedłużał, ale tego wieczoru to było nawet lepsze, niż gdyby Master Blazter zagrali o czasie. Każdy mógł ze spokojem nagadać się przy drinku... a potem czas przestał już kompletnie mieć znaczenie. W końcu pojawił się Dam Funk, J-1 i Computer Jay. Rozpoczęli koncert singlową wersją "Hood Pass Intact", oczywiście wykluczając wersy MC Eight'a, powiększenie oficjalnie zostało podpalone! Ludzie dostali z głową, mnie sparaliżował dźwięk wydobywający się ze sceny. Nie żałuję nawet jednej złotówki przeznaczonej na wyjazd do stolicy, popłynąłem z dźwiękiem, darłem ryja na każdym refrenie. Zwariowałem. Myślałem przez sekundę, że na chwilę wyciszą ludzi po takim hicie, ale zaraz potem dojebali jeszcze mocniej... polecieli z "Killdat" co skończyło się awarią gardła w moim przypadku, po wypalonym dołpie, alkoholu i krzyku kwestii "Kill this mothafucka today for U".

Było też miejsce na improwizowane części Computer Jay'a  na klawiszach, gdzie słychać było jego ciągoty w stronę bitów nowej generacji. Tak wykręcał generowane amplitudy dźwięków, że myślałem, że zaraz coś się rozleci. Sun Ra byłby dumny. W tym samym czasie, popisał się również J-1, teraz już doświadczyłem empirycznie tego, że nie bez powodu jest nazywany jednym z największych drumerów na zachodnim wybrzeżu, tutaj kolejna myśl... jak na żywo prezentuje się Karriem Riggins czy Chris "Daddy' Dave? Ja pierdole, jeszcze trochę mnie czeka na tym świecie, zanim z niego zejdę. W koncu przyszła pora na najbardziej romantyczny utwór Damona, z mojej ulubionej części "Toeachizown" pt. "Life", chodzi oczywiście o "I Wanna Thank You (For Steppin Into My Life)". Podniecenie w Powiększeniu sięgało zenitu. Master Blazter roznieśli club. Osobiście, nie znam nikogo kto by kręcił nosem. Damon w połowie występu zaczął tracić głos. ale nie było mowy o tym, żeby się poddał, jak przystało na prawdziwego G'. Śpiewał dalej, a ludzie doczekali się nawet bisu, a kiedy J-1 i Computer Jay zeszli ze sceny, Dam Funk został jeszcze za Dj'ką. Niezmordowany typ.

Co tu więcej pisać, Master Blazter rozkładają na łopatki. Wymiatają i rozpierdalają. Bez chwili zastanowienia wpadnę drugi, trzeci i czwarty raz. Polecam każdemu, jeśli będzie jeszcze okazja, bo jak wiadomo to trzy bardzo zajęte postacie, pracujące równolegle nad swoimi prywatnymi projektami. Zaraz po graniu złapałem Computer Jay'a i J-1 w celu podpisania płyty, ale zamieniłem z nimi dwa zdania i zaprosili mnie na drinka, tam dowiedziałem się kilka ciekawych rzeczy. Np. tego, że ta dwójka tworzy regularny skład w Shafiq Husayn Ensemble i że zespół ten niestety nieco poszkodowany trafił na North Sea Jazz Festival, gdyż Shafiq miał do dyspozycji tylko holenderskich muzyków, a nie ludzi z którymi grywa jam sessions w Los Angeles. Ponadto możemy się spodziewać w przyszłości studyjnych nagrań Master Blazter, ale najpierw pojawią się solowe projekty, takie jak EP-ka Computer Jay'a pt. "Switched On" (jeśli dobrze zapamiętałem). Krążek ukaże się nakładem RAMP. Jay jest też mocno związany z All City z Dublina, więc może niebawem też tam się coś pojawi. Jak wspomniałem wcześniej, jego zainteresowania muzyczne najbardziej kręcą się wokół nowych bitów.  J-1 raczej będzie brzmiał bardziej klasycznie, głównie jest związany z innymi muzykami jako perkusista, tak jak wtedy gdy grał na sesji z Aloe Blacc'iem, współpracował też z Coultrain'em, a jeśli regularnie czytacie mojego bloga, wiecie kim jest ten wokalista. J-1 produkuje bity, ale na razie nie myślał jeszcze o wydawnictwie solowym, stara się skupiać na sesjach.

Melanż trwał, J.B's wchodził wyśmienicie, zapaliliśmy i w tej jakże przyjemnej atmosferze dyskutowaliśmy o bardziej przyziemnych rzeczach. Szczególnie dobry kontakt i wspólny język złapałem z J-1, który okazał się entuzjastą jazzu i Sun Ra. W końcu wpadł Damon, okazało się że już wcześniej o mnie pytał i pamiętał mnie z wcześniejszych rozmów w necie. Dowiedziałem się że również on ma szersze plany, szczególnie jeśli chodzi o współpracę z MC Eight'em. Pytałem go o Warren'a G, ale Damon ciemno widzi z nim współpracę, grali razem w zeszłym roku, ale Warren raczej nie zamierza wracać. Warto natomiast czekać na projekt ze Steve'm Arrington'em ze Slave, gdyż nakładem Stones Throw, jak pewnie dobrze wiecie ukaże się krążek, "Adolescent Funk". Natomiast w przyszłym roku, następny solowy LP Dam-Funk'a pt. "Infinite Sunset".

Damon to szczególnie otwarta postać, posiada mnóstwo energii i cały czas pragnie mieć kontakt ze słuchaczami, w pewnym momencie przypomniał sobie o tym że ma przy sobie płyty, więc poszedł je sprzedawać i podpisywać. Stona nazwał Damon'a "najmilszą postacią w showbiznesie" za co chętnie przybił nam wysokie piątki. Zabawa trwała dalej, końcówkę mało pamiętam, zabiłem się winem, łychą, browarami, wódą i dżojami. Po czwartej nad ranem poległem na Rzymie... Tyle jeśli chodzi o pierwszy dzień weekendu, przyszedł czas na "Cud Nad Wisłą", ale o tym w następnych wpisach.

+ Z podziękowaniami dla Club Collab i Na Stare Milion crew za wspaniałą imprezę i za udostępnienie fotek autorstwa Karola Grygoruka i Macieja Jakobczyka