Strony

sobota, 20 marca 2010

Wolne myśli o tym co się ostatnio dzieje


Jakoś zalatany ostatnio jestem, nie mogę ze spokojem usiąść i sklecić nawet małego posta (szkoda że wolnych myśli nie mogę pisać komercyjnie), ale nie znaczy to, że mam tyły... czy coś w tym stylu. Dlatego tym razem zbiorczo o tym, co ostatnio w muzyce mnie uwiodło, a było tego całkiem sporo. Jeśli chodzi o dobry hip-hop, to mam wrażenie że wszystko ostatnio kręci się wokół rapera z Nowego Orleanu. Oczywiście mowa o Jay Electronica. Kto przespał "Dowody" a zwłaszcza "Exhibit C", to ma duże zaległości, bo oto przyszedł czas regeneracji hip-hopu, powrotu bangerów, czasu tworzenia ponadczasowych klasyków. Przy opisie "wykładu" z Jay'em znalazłem stwierdzenie że utwór "Exhibit C", który wyprodukował Just Blaze to "instant neo-backpack classic". Cholernie trudno się z tym nie zgodzić. W moim przekonaniu, będzie ciężko odebrać mu tytuł najlepszego czy może najbardziej charyzmatycznego MC roku 2010. Zresztą sprawdźcie jego live-show z Holandii poniżej:


Jay Electronica Live @ Amsterdam



Cieszy też powrót Taliba Kweli i Hi-Teka jako Reflection Eternal. 10 lat od "Train of Tought" to sporo, więc pora uderzyć z czymś co zapamiętamy podobnie jak debiut duetu. Utwór "Just Begun" z Mos Defem i Jay Electronica (znowu!) podkręca ciśnienie przy oczekiwaniu na cały krążek. Mam nadzieje, że tego nie spierdolą, tymczasem sprawdźcie klip do "In This World":

Reflection Eternal - In This World


Moje nadzieje wiążą się też z nadchodzącą płytą Big Boi'a z Outkast. Klip który widzicie poniżej jest wyjebisty. Jest Too $hort, jest George Clinton i jest o dragach. A bit?! Oj... przesadzili. Hit! Oby cały krążek trzymał taki poziom.

Big Boi Feat. Too $hort & George Clinton - Fo Yo Sorrows



A soul? Co w soulu... cały świat czeka, czeka na następną płytę królowej, Ci co śledzą ukazujące się wycieki i single, już wiedzą. Erykah Badu zaczaruje wszystkich drugą częścią projektu "New Amerykah". Gdy usłyszałem numer wyprodukowany przez Madliba pt. "Strawberry Incense" to oniemiałem. Przepiękny joint. Oj... szykuje się powrót do "Baduizm". Czekam, zacieram ręce, odkładam pieniądze. A właśnie! Skoro już o Madlibie mowa, to Ci którzy trzymają rękę na pulsie wiedzą, że niedawno ukazał się krążek The Last Electro-Acoustic Space Jazz & Percusion Ensemble (nazwa zabija oryginalnością). Bez zastanowienia kupiłem woskowy placek. Jest naprawdę fajnie wydany! Okładkę robił nasz rodak, Radek Drutis i całkiem ciekawa historia jest z nią związana (Grzesiek Dworakowski ją przytoczył). Otóż, jak pewnie zauważyliście, na froncie okładki znajduje się napis "Zimno". Radek natomiast chciał przemycić zdanie: "Jeszcze znajdę tego skurwysyna, co ten świat wymyślił".



Niestety w Stones Throw nie zgodzili się na to. Szkoda że to nie przeszło, moim zdaniem pomysł zajebisty. Ale i tak miło, że jest jakiś Polski akcent. Co z zawartością? Hmmm. Jazz w wykonaniu TLEASJ&PE jest specyficzny, gdy go słucham jestem zawsze w stanie wyodrębnić go spośród innych projektów z rodziny Yesterdays Universe. "Miles Away" zawiera w większości kompozycje samego Madliba, ale jest też numer "Mystic Voyage" Roya Ayersa, czy "Black Reneissance" Harryego Whitakera. Całość to zbiór hołdów dla różnych artystów, np. dla John'a Coltrane'a, Pharaoh'a Sandersa, Horace'a Tapscott'a czy Dwight'a Tribble'a. Skoro już siedzimy przy jazzie, to poinformować Was chciałem że w internecie można znaleźć zapis niewydanych sesji Roberta Glaspera i jego przewyjebanego w kosmos trio. Sprawdźcie ich "Dillaludes", są fenomenalne. I wiecie co? Jaram się tym co robią w Eglo. Odświeżyłem ostatnio EPkę Floating Points'a, czekam na krótkogrającą płytkę od Fatimy. Już obiecałem sobie, że postaram się posłuchać ich na żywo na festiwalu Tauron. Lineup katowickiej imprezy cały czas rośnie i zapowiada się fenomenalnie. Właśnie! Odpalcie sobie klip "Soul Glo" z nadchodzącej EPki Fatimy pt. "Mindtravellin":

Fatima - Soul Glo


Wyprodukował go Funkineven, brzmi jak SA-RA co?! Poza tym wszystkim, ostatnio wkręciłem się mocno w słuchanie "wywiadów" z zakończonej niedawno Akademii Red Bull, która odbyła się w Londynie. Cały dzień zleci jak nic, jak będziecie sprawdzać materiał z Roską, Jay Electronica (o którym pisałem wyżej), Moodymannem, Dam-Funkiem i Martynem. Właśnie zauważyłem, że pojawił się jeszcze Kode9 (co w takim razie muszę nadrobić). Roska z Rinse, niebawem wyda LP za pośrednictwem tej pirackiej rozgłośni radiowej. Jest już nawet kilka bangerów. "I Need Love" z Aneshą jest zajebisty, tak samo jak "Wonderful Day" czy "Love 2 Nite" z Jamie George'm. W materiale dla RBMA autor wyżej wymienionych utworów opowiada o scenie UK Funky, również przez pryzmat fuzji tego gatunku z soulem i R&B. Oczywiście kupiłem to od razu jako soul-brother. Potem poszło po sznurku i stałem się fanem. Geeneus i Katy B zrobili na mnie piorunujące wrażenie numerem "As I".



Ten styl ma potencjał radiowy i nie jest przy okazji (jak to lubi młodzież teraz mówić)"cipowaty". Jest współczynnik który podwyższa street credit, a przy tym może być nadal o miłości. Sprawdziłem również płytę "Party Hard" Donaeo i nie mogę uwierzyć że przespałem ten krążek, znając na wylot "Riot Music" promowany do granic możliwości przez Benji'ego B i Gilles'a Peterson'a. Na koniec krótko o Warp. Już mamy psychodeliczny album od Gonja Sufi, który zaintrygował mnie od samego początku, gdy tylko usłyszałem jego gościnny występ utwórze "Testament" na "Los Angeles" Flying Lotus'a. Później szukałem jego rzeczy w necie i wpadłem na "Unreleased Shit" jakoś w kwietniu 2009 roku, wtedy po raz pierwszy słyszałem między innymi fenomenalny "Ancestors" czy "Candycanelane".



Czy Gonja Sufi przekona do siebie ludzi, tak jak mnie? Nie wiem... jest raczej ciężko strawny dla powszechnego zjadacza chleba. Nie trafił nawet w gust Andrew Mezy z BTS Radio, gdy rozmawialiśmy o nim w zeszłym roku w Warszawie. W każdym razie mogę mówić za siebie. Dla mnie "Sufi and a Killer" jest pozycją arcyciekawą. Nie zapominajmy też o Flying Lotusie, który zapowiedział zmianę oblicza muzyki elektronicznej. Ta zmiana, moim zdaniem już się dokonała w czasie, kiedy wydawał wspominany wcześniej album "Los Angeles". Umówmy się, że był to krążek przełomowy. Gdy słucham pierwszych wycieków z "Cosmogrammy", mam wrażenie, że albo Steve wygładził swoje brzmienie, nadając mu przy tym więcej melodyjności i lekkości dodając do tego jeszcze ciekawsze kolaboracje, albo od wydania "Los Angeles" scena nowo-bitowa oswoiła nasze uszy swoim, nie oszukujmy się "niełatwym brzmieniem", przez co dziś inaczej odbieram rzeczy które przychodzi mi słuchać.



Teraz pytanie czy Mary Anne Hobbs miała rację nazywając FlyLo - Hendrix'em naszych czasów? Nonsens! Steve jest następcą Hendrix'a i wszystkich innych wirtuozów muzyki, postaci zmieniających oblicze muzyki którą mamy w tej chwili przyjemność słuchać. Obserwujemy jak Flying Lotus zapisuje się na kartach historii muzyki gdzie po śmierci i po latach interpretacji gatunków, będzie dzielił miejsce obok Davis'a, Sun Ra, George'a Clinton'a, Madliba, Jay Dee czy wspomnianego wcześniej Hendrix'a - bez względu na to, czy będziemy rozliczać ich przez pryzmat tego czy żyją i jeszcze czegoś dokonają, czy już odeszli z planety ziemi i będziemy znali ich bogaty dorobek artystyczny który już się nie powiększy... Aha! Nujabes - spoczywaj w pokoju!