Strony

środa, 23 grudnia 2009

2009

Podsumowanie roku tuż przed wkroczeniem w nową dekadę, nie może skończyć się na wyborze tej jednej jedynej zajebistej płyty. Jeśli dobrze pamiętam, na ubiegły rok nie mieliśmy co narzekać. 2008 przyniósł na nasz rynek mnóstwo pociągających wydawnictw, ale za to rok 2009 przeszedł samego siebie. Po pierwsze za sprawą SA-RA Creative Partners i ich "Nuclear Evolution: The Age of Love" oraz Shafiq'a Husayn'a i jego "En'A-Free-Ka", dzięki kosmicznemu trio i dzięki jednemu z jego członków dostaliśmy dwie potężne i jakże różne od siebie płyty - seksualną i spirytualistyczną. Myślę, że na tej linii fani mieli najwięcej problemu z wyłonieniem faworyta. Czy lepsze były solowe dokonania Shafiq'a? Czy lepsza była wspólna płyta kreatywnych partnerów? A może takie porównanie nie ma żadnego sensu? Chyba ta ostatnia opcja jest tutaj najcelniejsza. Nie porównujmy rozpierwiastkowanego SA-RA z kompletnym kolektywem. To dwie zupełnie inne rzeczy które u mnie uzyskują najwyższe noty.



I chyba przez przypadek wpadłem już na początku podsumowania w pułapkę. Bo to pierwsze miejsce gdzie muszę wyróżnić ekipę Warsoul, piątka dla Maceo Wyro, Grześka Dworakowskiego i Andrzeja Cały... piątka dla Ciebie Sebol! Dla mnie...?! Ojej dzięki... Taaak, piątka dla nas za to że rok 2009 był najlepszym czasem na sprowadzenie Ommas'a Keith'a i Taz'a Arnolda do Polski. Może jest to nie skromne, ale w końcu dla mnie, było to jedno z najważniejszych wydarzeń w roku. A jeśli już jesteśmy przy kosmiczno-futurystycznych klimatach, pora na wyróżnienie tria z Wellington - Electric Wire Hustle i ich debiutanckiego krążka który ukazał się pod tym samym tytułem. Fajnie widzieć nowe twarze z nowozelandzkiej sceny, tym bardziej gdy materiał który prezentują rozwala od pierwszej do ostatniej sekundy. Zarówno oni, jak i wyżej wymienieni Kreatywni Partnerzy, zostali wyróżnieni w podsumowaniach Gilles'a Peterson'a i Benji'ego B w BBC, to jak Warsoul? Znowu piątka?!



Na kolejne wyróżnienie zasługuje Dam-Funk, bez wątpienia jest jednym z najbardziej obiecujących artystów od 2-3 lat. Dopiero teraz dostaliśmy od niego krążek pt. "Toeachizown", który obrazuje koncepcje nowoczesnego boogie-funku, a dodając jego szalone kolaboracje z Rozzi Daime, Nite Jewel czy Red'em widzimy że gość nie próżnuje i nie żartuje, robi non-stop naprawdę gorący materiał. Kolejnym kozakiem jest Mark Pritchard, w tym roku pozamiatał system dwoma utworami "Wind It Up" z Ommas'em Keith'em i "Heavy As Stone"... a tuż za rogiem czai się projekt Afrika Hi-Tech, który pewnie uderzy wraz z rokiem 2010. Po próbkach, po prostu nie mogę się doczekać.



Obojętnie nie przejdę też obok Joy Orbison'a, chłopak młody i niezwykle utalentowany, z tego co czytałem, nie zamierza na razie wydawać płyty długogrającej, ale wystarczył singiel "Hyph Mngo/Wet Look", żeby nikt więcej nie miał wątpliwości że ten koleś jeszcze sporo namiesza na scenie klubowej. A jeśli już jestem przy "wyspowym" klimacie to wyróżnienie leci dla Hyperdub. Wytwórnia obchodzi w tym roku 5-te urodziny, a co za tym idzie pięciolecie działalności. Wydali zajebistą kompilacje zawierającą największe bomby od Kode-9, Joker'a czy Zomby'ego, zresztą wyróżniona również powinna być panna zwana Cooly G, która popełniła zajebisty "Love Dub". Czyli co? Hyperdub labelem roku? Zdecydowanie tak.



Jeśli jeszcze mowa o wyspach, to zdecydowanie musimy wrócić do wydarzeń które miały miejsce w Polsce, a dokładniej mówiąc w Poznaniu, gdzie Eskulap nawiedziło duo związane z wytwórnią Tempa, chodzi oczywiście o występ Bengi i Skream'a. Piona dla Miza za organizacje tego eventu, było naprawdę świetnie. Skoro cały czas tak miło podsumowuje się eventy, to pozdrawiam osoby które maczały palce w sprowadzeniu Flying Lotusa, Hudson'a Mohawke (którego album pt. "Butter" również zajmuje wysoką pozycję w tym podsumowaniu) i Mamiko Motto do Katowic, na festiwal promujący nowe brzmienia. Co to było za wydarzenie?! Cały czas tym żyje.



Wróćmy jednak do klubowych klimatów. Nie mogę pominąć w podsumowaniu Dj'a Zinc'a, który redefiniuje house stwarzając EP-kę "Crack House EP", gdzie znajduje się min. fenomenalny "Blunt Edge".



No i pora na jakieś stricte hip-hopowe płyty... Z pewnością podpiszę się pod tym że najważniejszymi i najfajniejszymi albumami były "The Ecstatic" Mos Def'a i "Born Like This" Doom'a. Ale warto wyróżnić też Jay'a Z za "Empire State of Mind" czy "Death of Auto-tune". Z silnym materiałem pojawił się również Reakwon, czy komuś nie podobało się "New Wu" na "Only Built 4 Cuban Linx… Pt. II"? No i na końcu, ale przecież kolejność nie ma żadnego znaczenia - królowie kokainowego rapu Malice i Pusha T jako The Clipse i ich krążek pt. "Til the Casket Drops".



Za całokształt trzeba pochwalić rozwój sceny New-Beats Generation, powoli przebija się do świadomości coraz większej liczby słuchaczy. Nawet u nas w kraju, a co za tym idzie, może niedługo będziemy świadkami live-actów największych twórców tego gatunku, w polskich klubach. A wyróżnienie za całokształt dlatego, że tyle ilu jest twórców tyle różnorodnych podejść do tematu a to fenomen tego gatunku, jesteś w stanie powiedzieć gdzie zaczyna się muzyka Flying Lotusa, co charakteryzuje Rasa G, jak produkuje bity Mono/Poly, czym jest brzmienie Dorian Concept'a a jak to robi Clonious...



A teraz przypomniało mi się o Floating Points gość jest niezły, robi świeże rzeczy i jest bliskim współpracownikiem fenomenalnej w tym roku Fatimy, którą już na blogu tutaj wspominałem przy okazji albumu Shafiq'a. Zapamiętajcie imię tej dziewczyny, Fatima z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Oj i plułbym sobie w brodę, gdybym zapomniał wspomnieć o soulowych, tytanowych wręcz wydawnictwach. Jeden krążek jest oldschoolowy, to powrót Lee Fields'a, który wraz z The Expressions wydał album "My World", polowałem na niego bezskutecznie całe wakacje, zawsze gdy miałem parę Euro na zbyciu, płyta była "out of stock". I jak tu się nie wkurwić? No, nie da się! Wosk trafił do mojej kolekcji dopiero po wizycie w Side One. Drugi album to "Black Summer Nights" od Maxwell'a - trochę poszkodowany ten artysta w tym roku, bo płytka zyskała tylu zwolenników co przeciwników, ale ja bezgranicznie się jaram!



A co działo się w Polsce? Oj, całkiem dużo w tym roku. Otóż najpierw pojawił się chyba krążek Mesa, "Zamach Na Przeciętność" - solidna produkcja, do tego wersja winylowa wypuszczona przez JuNouMi. Klasa! Potem krążek "Dwuznacznie" od Tetrisa. Następnie "Duże Rzeczy" od W.E.N.Y i Rasmentalism, a na dniach dostaniecie do swoich rąk "Kollage" od Kix'a i Szyszki. Nie potrafię wystawić faworyta w tym temacie, bo są to baaaardzo różne pozycje i każdej z nich z równą przyjemnością słuchałem. Czyli co? Mamy cztery fajne płytki w klimacie hip-hopowo-soulowym, a to strasznie dużo! Jeśli przejdziemy do sceny klubowej mamy wyśmienitą kompilacje na której nasi ludzie próbują się z brytyjskim stylem UK Funky, co dało nam PL Funky.



Oczywiście, można by takie podsumowanie jeszcze powiększyć np. o rozchwytywanego Mayer'a Hawthorne'a, chociaż ja osobiście wole remiksy wielu z was zapewne jara się "A Strange Arrangement". Dobry to był rok, dużo wrażeń i fajnych wspomnień.
Przyszły rok przyniesie nam nowy album od Bilal'a, solowe krążki Ommas'a (który miałem przyjemność już słyszeć i z pewnością Was zaskoczy, będziecie mieli przy czym pić drinki w nadchodzące wakacje) i Taz'a Arnold'a. Powrót Gil'a Scott'a Heron'a i oczywiście często przekładany album "Blackmagic" Jose James'a, który też już słyszałem i cały czas namiętnie słucham, chyba już dziś wiem kto będzie wyróżniany w podsumowaniach 2010... i to było na tyle. Nie pozostaje mi już nic innego, jak życzyć Wam Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 10 grudnia 2009

W.E.N.A / Rasmentalism o Dużych Rzeczach

Wybaczcie moją monotonność, wiem że ostatnio moje wpisy celują w polską scenę, ale niespodziewanie dużo się dzieje. Po głowie chodzą mi jeszcze dwa projekty z Polski o których na bank wspomnę, a potem polecimy z innym tematem. A teraz do meritum. Zapowiedziałem już ten wywiad kilka wpisów niżej, miał pojawić się w dzień premiery płyty, ale chcąc oddać Wam to w zajebistej formie, musieliśmy wpaść w mały poślizg. Dzięki temu premiery są dwie, a nie jedna. Po pierwsze, to chyba do tej pory jedyny zapis rozmowy z chłopakami po wydaniu ich wspólnej płyty, która ukazała się 7-mego grudnia. Po drugie, rozmowa prezentowana jest jeszcze na łamach mojego bloga, ale wywiad jest już bezpośrednio kierowany na nowy projekt o nazwie DaDopeCorner (DDC), nad którym pracujemy wspólnie ze 100ną. Więc jest to w sumie przed-premiera. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów pracy, a szczególnie tym w jak kozacki sposób pomaga nam Miras, którego wielokrotnie już tutaj wspominałem... RSO196, jest zawsze pierwszą osobą do której uderzam jeśli chodzi o składanie, projektowanie i wykonywanie grafiki. Nie rozpisując się dłużej, oddaje wam plik .pdf, chcąc wspiąć się level wyżej jeśli chodzi o prezentowanie zawartości.

niedziela, 6 grudnia 2009

O tym jak przywrócono polski hip-hop w Czytelni



Nie ogarniałem podkręcającego się hajpu na imprezę Smarkiego i Kixa jeszcze miesiąc temu. Pamiętam że Kix do mnie napisał, żebym powiedział o tym komu trzeba, zanim bilety trafią do sprzedaży. Ja jakoś przysnąłem, a dwa dni później okazało się że już nie ma wejściówek do Czytelni. Mało tego, ludziska na forach odkupowali od siebie bilety, czasami za wyższą cenę. Prawdziwa masakra! Ale czy nie właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze? Zrobić kameralny występ i uciąć w pewnym momencie kolejkę? Brak wtedy przypadkowych słuchaczy, a ten kto przychodzi, na serio żywo reaguje na poczynania artystów na scenie. W tym miejscu propsy dla Tasa. Hubert najwidoczniej wie co zrobić żeby zapełnić Czytelnie. To właśnie on ściąga najciekawsze składy z całej Polski, dostarczając nam naprawdę dużo fajnych wrażeń.



Mój melanż trwał już od piątku, wtedy opijaliśmy to, że Golf III Combi, zostaje w rodzinie i nadal będzie nam woził dupska na wakacje. Trochę wódy z tego wieczoru zostało, więc mogliśmy zrobić pospolite ruszenie już o 14:00 w sobotę. Tak zabijaliśmy czas, czekając na Martę i Kixa. Pociąg z Krakowa miał przybyć dopiero na 18:40, więc mieliśmy trochę czasu operacyjnego. Udaliśmy się z Profem, Danielem i gośćmi z Krakowa do Czytelni, na wiśniówkę, browar i soundcheck. Na miejscu był już Smarki Smark wraz ze swoim hajpmenem Tomkiem. Po 20-stej zaczęli wpuszczać ludzi. Więc do koncertu też mieliśmy trochę czasu na "luz i na chlanie".



Kixnare puszczał klasyki. W Poznaniu, miesiąc przed wejściem w nową dekadę już się tak nie gra. Dlatego, w takich momentach zawsze wracam kilka lat wstecz, przypominając sobie melanże na Nowowiejskiego. Fajne to były czasy. Subway był wtedy dla nas klubem, gdzie wchodząc mówiliśmy że wszystkich tam znamy. Teraz, też takie mamy. Ale muzyka jest inna, ludzie są inni i mam wrażenie że my też się zmieniliśmy. Bardzo bym żałował, gdybym odpuścił sobie możliwość przywrócenia wspomnień tamtych czasów... W każdym razie atmosferę przed występem Smarka i Tomka rozgrzał Prof. Trochę freestylował, i zarapował chyba jeden czy dwa kawałki, które zostały gdzieś zarejestrowane i mam je w czeluściach dysku twardego. Pewnie wielu z Was chciało by w końcu usłyszeć coś, co miało by ręcę i nogi - wypalone na jednym nośniku. Czy kiedyś się tego doczekamy? Pewnie nie wie tego sam Prof nawet. Ale to nic. Wyczekane lepiej się słucha. W każdym razie, ludzie wiedzieli po co przyszli tego wieczoru. Prof, raz dwa rozbujał ludzi w Czytelni, a za chwilę wszyscy już skandowali: Smarki Smark, Smarki Smark...



No i potem już działa się magia. Kto był, ten wie. Powiem tak: Dawno nie byłem na koncercie na którym prezentuje się polski rap. Próbowałem już sobie przypomnieć to wczoraj, ale nie dałem rady. Ale nie zmienia to faktu, że nie byłem w życiu na koncercie, gdzie interakcja publiki z artystą była by tak "wzorowa". Ludzie wykrzyczeli wszystkie teksty, znali je na pamięć, zarówno te które pojawiły się na klasycznej już dziś EP-ce "Najebawszy" jak i te, które były tylko gościnnie zarapowanymi zwrotkami. Świetna atmosfera. Feedback materiału, o którym wielu z polskich wykonawców może tylko pomarzyć. Podejrzewam że będzie dostępny materiał wideo z tego koncertu, to wtedy sami zobaczycie o czym mówię.



Nie miałem okazji za bardzo z Smarkim pogadać o tym co zamierza, ale z jednej strony może coś nowego ukaże się w styczniu... a może w styczniu 2011. Na pewno dostaniecie fajne wersy na płycie "Duże Rzeczy" od W.E.N.Y i Rasmentalism. A potem kto wie, w każdym razie wiem, że jeżeli masz dużo na swojej bani i zapierdalasz do roboty i jesteś zajęty ogarnianiem tych normalnych rzeczy w około swojego dupska, to ciężko jest coś zrobić. To jest dużo pracy. Dlatego potrafię zrozumieć, że materiał może wychodzić latami. Być może wtedy odbiór, przez to wyczekiwanie o którym pisałem już wyżej jest o wiele intensywniejszy. W każdym razie, to wszystko wczoraj wyglądało jak na tym teledysku M.O.P... Był na serio ogień. Wielka piona dla dla Smarka, zajebiście że wleciałeś i dałeś możliwość posłuchania na żywo tego co wstrząsnęło polską kilka lat temu i do dziś tak bardzo daje to radę. Piona dla Tomka, byłeś w sobotę najlepszym hajpmenem jakiego Smarki mógł ze sobą zabrać. Masz dużo pozytywnej energii, myślę że też powinieneś coś kiedyś nagrać. Poza tym jesteś niezłym wirownikiem i nieźle się natrzaskałem. Piona dla Kixa, za prowajding najlepszych tracków, które w klubie zawsze będą brzmiały dla mnie dobrze. Powodzenia z Kollagem, bo to powinien być następny materiał, który ludzie powinni przeżywać jak ten krążek ze Smarkiem.



Uświadomiłem sobie tego wieczoru kolejną rzecz w życiu, za co pozdrawiam gorąco ekipę z Gorzowa, żebyście się mogli spotkać przyjechaliście aż do Poznania, nigdy wcześniej nie myślałem o tych rozjazdach w ten sposób, bo zawsze miałem wszystkich na miejscu. Fajnie więc, że dodatkowo opcja spotkania pojawiła się dzięki muzyce. Takie chwile są bezcenne. Jeśli z kimś wczoraj się nie pożegnałem, sorry... dostałem jeden telefon i musiałem się przenieść w inne miejsce. A potem jeszcze musiałem zobaczyć jak się ma balet w Mięsnej. Jeżeli z kimś nie pożegnałem się później w Mięsnej, to też przepraszam. Straciłem głos, dobrze że jest jeszcze tekst.



*Fotki: Leon i Marta

środa, 2 grudnia 2009

Zmarł Monty Stark ze Stark Reality



Pamiętam, że do Stark Reality dotarłem później niż w czasie, gdy Egon wydawał reedycje "1969" w Now-Again Records, a później album "Now" w Stones Throw. Był wtedy rok 2003. W późnych partiach roku 2004, razem z ekipą jaraliśmy dobre zioło i podniecaliśmy się wydaniem zbioru klipów wytwórni Stones Throw. Kompilacja nagrana na DVD nazywała się "Stones Throw 101". Wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać po trackliście na głównym DVD, ale i tak dobrze się to oglądało kolejny raz. Jednak to, co spotkało nas na "dodatkach" totalnie rozjebało nam głowy... Pierwszy mocny filmik, był debiutem duetu Jaylib w Jazz Cafe w Londynie. Nie pamiętam ile razy wtedy przewijaliśmy ostatnie półtorej minuty, gdy pracownicy już sprzątają klub po imprezie, a Mos Def gra na fortepianie, Madlib napierdala w perkusje, a Jemini The Gifted One podśpiewuje do ich wyczynów. Kurde, czasami na próbach, albo po koncertach dzieją się takie rzeczy że nie da się ich opowiedzieć... Ale wracając do tematu, drugim filmikiem i mam wrażenie jeszcze ważniejszym jest występ Stark Reality w programie "Say Brother". To wtedy, pierwszy raz usłyszałem ten zespół. Zapis możecie sprawdzić sami poniżej.

Stark Reality - “Acting, Thinking, Feeling” (1969)


Wejście tego występu jest porażające. Szkoda, że oprócz stałych członków grupy czyli: Phila Morrisona, Johna Abercrombiea, Vinnie Johnsona oraz Monty Starka, nie potrafię wyróżnić nikogo z sekcji dętej. Trębacz z lewej, jest prawdziwym skurwysynem na swoim instrumencie. Wibrafon i kompozycje Monty Starka inspirowały wielu współczesnych artystów przez lata... Samplowali go: Large Professor, J-Live, Madlib a nawet Will.I.Am i wielu, wielu innych. 26.11.2009 Monty Stark zmarł na raka.