sobota, 31 października 2009

Kollage - "Let It Go"

Okładka którą widzicie poniżej, pojawia się już na moim blogu trzeci raz w ostatnim czasie. Ma to oczywiście na celu naświetlić projekt Kix'a i Szyszki o którym pisałem tutaj. "Kollage" może szybko okazać jednym z najciekawszych projektów okołohiphopowych w naszym kraju. Dlatego już teraz warto na niego zwrócić szczególną uwagę. Kix, przysłał mi niedawno mejla z pierwszym singlem promującym wydawnictwo. Kawałek nosi nazwę "Let It Go" i pokazuje ogólne brzmienie wypracowane przez Glorie, Kouna i Kixnare'a. Podobno CD + singiel 7" do kupienia w grudniu. Czekam!



Kollage - "Let It Go"
(vocal: Gloria Lama, rap: Koun)

środa, 28 października 2009

Gotowi na Sa-Ra! (Part 2)

OK... Kosmiczny pył na dobre spłynął na S(t)aRy Kontynent. Mniej więcej tydzień temu wrzuciliśmy pierwszy raport na temat naszej gotowości na przybycie Sa-Ra do Polski. Teraz dodajemy część drugą – artykuł, który mocno podjarany napisałem również kilka lat temu dla www.wersalka.com (R.I.P.). Dlatego też pojawiające się w nim opis pierwszej płyty kosmicznego trio i odniesienie do opublikowanego wcześniej w Magazynie Hip Hop materiału nie są wynikiem zakrzywienia czasu, wywołanego nadciągającym do nas mighty Sa-Ra sound, tylko jego nieuchronnym upływem. Na końcu tego artykułu zamieściłem apel o sprawdzenie Sa-Ra zanim staną się powszechnie znani i modni. To, jak wygląda teraz szeroko pojęty showbusiness muzyczny potwierdza, że ulubieni producenci producentów faktycznie wywarli ogromny wpływ na jego brzmienie i... wygląd. Tym razem przekaz jest o wiele mniej pokrętny: jeśli nie macie jeszcze biletów na koncert Sa-Ra Creative Partners w Warszawie i jeśli są jeszcze takie bilety to je kupcie!



Cosmic-hop

"Naszą rolą jest tworzenie historii, a nie zabawianie". Jaki jest zatem nadrzędny cel? To proste: globalna dominacja. Powrót do czasów, gdy niekonwencjonalna, "inna" muzyka zdobywała szeroką popularność. John Coltrane, George Clinton, Prince, Jimi Hendrix to wzory do naśladowania. Wszyscy byli na początku niedoceniani. "Na naszym albumie są hity, ale nie brzmią jak te, które zalewają media". W normalnych warunkach tego typu deklaracje skłaniałyby do myślenia o kolejnych nieudacznikach, dorabiających teorię do swoich miernych wypocin. Tyle tylko, że to nie są normalne warunki. To są warunki dyktowane przez Sa-Ra.

Ich brzmienie to wyraz całej filozofii konstruowanej podobnie do kosmicznych opowieści P-funku. Sa-Ra w języku starożytnego Egiptu oznacza potomstwo najsilniejszej energii kosmicznej lub po prostu dzieci kosmosu. No i oczywiście natychmiast wywołuje skojarzenia z najbardziej kosmicznym jazzmanem w historii, Sun Ra, o którym muzycy mówią po prostu "brat Sun Ra". Om'Mas opisuje początki kolektywu w stylu przywodzącym na myśl innego potomka kosmicznej mocy, George'a Clinton'a: "Trzech Panów przybyło na Ziemię, aby zacząć współpracę, którą przepowiedziały gwiazdy. Gdy w 2000 połączyliśmy siły celem była produkcja muzyki i zdominowanie globalnej sceny. Szybko zdecydowaliśmy się również sami nagrywać, żeby zwiększyć szanse przeprowadzenia tego planu". Styl i dźwięki Sa-Ra to wyraz całej życiowej filozofii. Ich docenienie wymaga trochę wysiłku. Trzeba jednak pamiętać, że podobnie działo się w przypadku Sly Stone'a, Miles'a Davis'a, Stevie Wonder'a, Prince'a czy Parliament/Funkadelic. Co więcej, kiedy pod koniec lat 90-tych na scenę wkroczyli Neptunes również oni potrzebowali czasu żeby "masowa" publiczność oswoiła się z bitami, stylem i ideologią duetu mega-producentów. Tak czy inaczej, Sa-Ra są przekonani, że są częścią siły, która trwale zmieni świat na lepszy.



Misja zaczyna się oczywiście od naprawienia współczesnej muzyki. Brak kreatywnego podejścia do procesu tworzenia i stosowanie utartych formuł skłoniły ich do wyznaczenia kolejnego celu: załatać dziurę w świecie muzyki. Użycie starych brzmień, technik, patternów i nadanie im nowoczesnej formy. Oto ich recepta. Studio/dom/biuro Sa-Ra w L.A. otoczone jest zielenią i wodospadami, ściany pełne są portretów mistrzów jazzu, a podłogi zdobią perskie dywany. Jednak tym co dominuje są tony sprzętu wykorzystywanego do kreowania zupełnie nowych dźwięków. Juno, Roland SH-101, Rhodes, Wurlitzer, Moog, syntezatory Arp, zestawy perkusyjne, a z drugiej strony MPC, SP 1200, Pro Tools i wiele innych zabawek komputerowych, wykorzystywane są do tworzenia brzmienia muzyki przyszłości.

Członkowie Kreatywnego Partnerstwa faktycznie mają wszelkie potrzebne kwalifikacje żeby obrócić świat muzyczny do góry nogami. Taz i Shafiq spotkali się po raz pierwszy w meczecie w 1989, a żeby wszystko odbyło się w duchy Sa-Ra, Om'Mas i Shafiq spotkali się w ... Crack House (niedwuznaczna nazwa studia nagraniowe Ice-T).

Taz w największym stopniu jest odpowiedzialny za opinię "najmodniejszego tria w shobusinessie" jaką cieszy się Sa-Ra. Jak sam tłumaczy, chusty Fendi, paski Gucci, jeans'y od Helmut'a Lang'a, buty Dior'a i inne elementy wysublimowanego stylu to wynik wychowania w okolicach Crenshaw i Imperial w South Central L.A. lat 80-tych. Jak to się stało, że pochodzący z tych samych okolic N.W.A. kojarzeni są z mniej finezyjnymi mundurkami? "W ’84-’86 wszyscy byli jakoś związani z gangami, ale nie było jeszcze takiej przemocy, bo nie było tylu pieniędzy do zrobienia na ulicach jak w latach 90tych. Nie było jeszcze crack'u. Telewizja też nie miała wtedy tak silnego wpływu na to jak postrzegało się swoje sąsiedztwo. Styl ulic pochodził głównie od b-boy'ów". Taz był jednym z nich i podobnie jak inni uczestnicy wielkich imprez starał się naśladować styl Prince'a, The Time czy Cameo. Oczywiście gdy pozwoliły mu na to środki finansowe przeniósł swój styl na wyższy poziom. Miksowanie i dopasowywanie ekstremów doprowadziło do sytuacji gdy na zdjęciach można go zobaczyć ubranego w kurtkę Burberry za $2000, chustę za $1000 i spodnie z wojskowego second-handu za $5. No i najważniejsze: "Nie jestem modny" mówi w wywiadzie dla Okayplayer. "Moda to opakowany, sprzedawalny styl. Ja jestem stylowy. Chodzi o bycie oryginalnym i indywidualnym. Mój wygląd to mój styl".



Dokładnie tak wygląda sytuacja Sa-Ra. Nie są modni, nie otacza ich uwielbienie milionów (choć pojawia się wielu naśladowców ich brzmienia np. Owusu & Hannibal, Up Hygh), ale unikatowy styl zapewnia im szacunek. Tak było od pierwszej wspólnej produkcji dla Jurassic 5 i pierwszego wspólnego nagrania "Glorious". Wydany w 2004 utwór od razu został uznany za drugi track roku przez słuchaczy Worldwide Gilles'a Peterson'a na BBC1 oraz zdobył nagrodę "John Peel Play More Jazz" przyznawaną dla najbardziej nowatorskich twórców. Szybko stali się ulubionymi producentami producentów i progresywnych artystów. Remiksowali i produkowali najciekawszych. Teraz pracują nad nowymi albumami solowymi i nowymi płytami Eryki Badu i Angie Stone. Kto jest jeszcze na liście "prac do wykonania"? Uwaga: Madlib, Bjork i ...wujek Clinton. Z kim chcieliby jeszcze się zmierzyć? "Moglibyśmy pomóc Britney Spears i Whitney Houston". Apostołowie dźwięku nie produkują tylko pomagają. D'Angelo, Stevie Wonder, Gwen Stefanie, Chris Brown i Justin Timberlake również znajdują się na ich liście życzeń. Nie doszła do skutku współpraca z J. Lo, z którą mieli pracować nad czymś w stylu salsa. Jeżeli zmaterializuje choć część z tych kolaboracji to Sa-Ra odniesie sukces na polu łączenia awangardy i komercji. Szkoda tylko, że z realizacją planów tria nigdy nie jest łatwo.

Kiedy prawie rok temu pisałem po raz pierwszy o Sa-Ra wszyscy spragnieni muzycznej rewolucji wstrzymywali oddech. Pełnowymiarowa płyta kolektywu miała już wkrótce zakończyć lata zbierania dźwięków tria porozrzucanych na albumach śmietanki muzycznego świata. Śledzenie internetowych bootlegów oraz wydawnictw publikowanych w najróżniejszych wytwórniach (np. Ubiquity, Jazzy Sport, ABB) w końcu miało zostać wynagrodzone. Na tą chwilę trzeba było jednak poczekać jeszcze kolejny rok. Chociaż nie... oczywiście, z Sa Ra nic nie jest tak proste. Oficjalnie “The Hollywood Recordings”, wydany 26 kwietnia przez Babygrande, to tylko kolejny prequel do "właściwego" wydawnictwa w dużej wytwórni. Następny krok przygotowujący na spotkanie z "Black Fuzz", płytą, która miała ukazać się w G.O.O.D. Music Kanye West'a, i która "ugrzęzła" w machinie korporacyjnych operacji. Krótko mówiąc przedłużająca się gra wstępna stała się specjalnością Sa-Ra. Obecni na płycie Erykah Badu, Talib Kweli, J. Dilla, Bilal, Kurupt, Capone -N- Noreaga, Ty (z duetu Ty & Kory), Pharaohe Monch i inni, potwierdzają, że ta faza aktu jest często niesłusznie zaniedbywana. Szczególnie ten ostatni, dzięki metaforze niczym ze szkolnego podwórka, zapewnia o swoim upodobaniu do jej istotnego elementu. “Fish Fillet” to oda do cunnilingus, która potwierdza, że nazywanie produkcji Sa-Ra „sprośnymi” jest jak najbardziej na miejscu. "Sexizm, który nie obraża" takie mogłoby być podsumowanie tematyki tekstów oraz dźwięków na płycie. Dowód? Moja koleżanka, wojująca feministka koniecznie musiała mieć "Bitch" na swoim i-podzie. Jak sobie możecie wyobrazić w codziennym życiu nie przepada gdy do przedstawicielki płci pięknej zwraca się per "suko". "The Hollywood Recordings" to zbiór różnych drobnych wydawnictw, kurs Sa-Ra dla początkujących. Ktoś kto nie zetknął się z nimi wcześniej może liczyć na mocne wrażenia. Żywe instrumenty, "barokowe" wokale, niespotykane bity i tylko jeden sampel (Herbie Hancock w “Hey Love”). Efekt pięciu lat testowania swojej muzyki. "Black Fuzz" nie będzie miał już tak mozaikowego charakteru. Podobno już nagranych zostało 14 utworów i 4 skity. Nowe rzeczy pojawią się w 2008. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem...



Tak więc zainteresujcie się Sa-Ra póki nie jest za późno. To większa przyjemność nie bycie jednym z milionów fanów nowych Neptunes. OK, ten powód jest pewnie najmniej ważny, ale równanie jest proste: Pharrell przetarł szlak dla Kanye, który przetarł szlak dla Sa-Ra. Historia Sa-Ra wchodzi na wyższe obroty. Pytanie tylko, czy świat jest gotowy na Afro Magnetic Electronic Spiritualism? Inspiracje z kontynentu przodków, pozytywne i negatywne przyciąganie, nauka, która pozwala cieszyć się nagraną muzyką (crate digging!), wiara w wyższe siły, filozofia podkreślająca duchowy wymiar istnienia – to skondensowany przepis na muzykę Sa-Ra. Każdy kto odnajdzie w nim swoją formułę ma szansę na prawdziwie kosmiczne atrakcje.

Autor: 100na (materiał pojawił się na stronie wersalka.com, kilka lat temu, materiał znowu został tylko dopieszczony)

poniedziałek, 26 października 2009

Dam-Funk - Toeachizown 5LP

O Dam-Funku pisałem na moim blogu od samego początku, czyli od wydania 12" pt. "Burgundy City". Dzięki czemu, wyśledził mojego bloga, pewnie szukając feedbacku swojej muzyki w internecie. Dziś "podąża" za mną na twitterze i jesteśmy w kontakcie. Jaram się maksymalnie tym co robi, jego muzyka to ogromny zastrzyk świeżości w propozycjach Stones Throw. Teraz pora na podsumowanie, wydawanych po kolei woluminów, które razem tworzą pięcio-częściowy album pt. "Toeachizown".



Do napisania tego posta, natchnęła mnie jak zwykle najlepsza audycja Benjiego B, w 1Extra z wczoraj, czyli 25.10.2009. Niestety ten trzygodzinny takeover jest dostępny tylko przez tydzień, więc zainteresowanych odsyłam już teraz. Oprócz muzyki którą znajdziecie na "Toeachizown", zachęcam do sprawdzenia wywiadu z Damonem. 8-mego lipca, pewnie w jeden z fajniejszych dni letnich w tym roku napisałem o "LAtrik"coś takiego:
Część pierwsza to cudowny prezent dla wszystkich odprężających się w słońcu na hamaku! Drin w dłoń, w kiejde szypta tego i owego... leżysz i odbierasz sobie resztę funkcji życiowych, które łączą cię jeszcze z rzeczywistym światem, przypominającym o funkcjonowaniu w dzień powszedni. Oto przyszedł Dam Funk z nowoczesnym Boogie-Funkiem.

I wtedy jeszcze myślałem o czymś świeżym i zupełnie nowym, nazywanym przez samego Dam-Funka modern-boogie-funkiem. I wiem, że to przyklejanie łatek jest bezsensowne... Tylko czy jego progres, nie poszedł jeszcze dalej? Mam wrażenie że Dam-Funk wszedł luźno w krąg przedstawicieli Kalifornijskiego "new-beat-generation". A co za tym idzie, nie będzie to zwykła rewitalizacja funku, ale inspirowana funkiem lat 80'tych kolejna forma nowego brzmienia, które tak prężnie rozwija się na west-coast. Być może moje teorie są już zbyt wydumane... ale występy w Low End Theory, czy kolaboracje z Hudsonem Mohawke, mówią same za siebie.



Warto jednak zaznaczyć że LAtrik, Fly, Life, Hood i Sky mają odnośniki do życia samego twórcy. To zbiór jego podziękowań, hołdów, inspiracji i wspomnień, w większości jest to instrumentalna podróż w głąb pomysłów Damon'a. Przy "Fly" Dam-Funk dochodzi do tego, co muzycznie może być "odlotowe" (w sensie brzmienia) i bycia zarazem elegancką osobą (w sensie posiadania tego "czegoś" w sobie). Czy jak to się teraz mówi w mainstreamie muzycznym, mieć "swagger". Jednak nie odnosił bym tutaj tego do wyglądu zewnętrznego, a raczej do charakteru. Jak pewnie słyszeliście w wielu wywiadach, Damon to osoba bardzo miła i otwarta, więc z pewnością mianem "Fly" określa osoby o podobnym usposobieniu. Na drugiej części gościnnie pojawił się Mark De Clive-Lowe, który wzbogaca kompozycje swoimi solówkami na syntezatorze. Słowo Fly może tutaj również kojarzyć się wielu słuchaczom z kosmosem. Damon podkreśla, że przy utworze "Flying V Ride" inspirował się doniesieniami o UFO. Wolumin poświęcony klubom. Dam dodaje, że ukazał w tej części swój taneczny wajb, więc chciałby żeby jego utwory rozgrzewały parkiety. "I Wanna Know" to preludium do tego, co czeka nas na "Life"...



I to właśnie "Life" jest moim faworytem. Może ze względu na to, że jest to odsłona z największym zagęszczeniem jeśli chodzi o wokal. Lubię śpiew Dam-Funka, i mimo że często są to powtarzane sentencje w rytm pływających syntezatorów, to w fajny sposób ilustrują miłość która kipi w woluminie trzecim. Damon omawiając część opisującą życie, wybrał zarówno słodkie jak i gorzkie aspekty kochania. Mówi o wzlotach i upadkach, o poświęceniu i radości w miłości, a także o stratach i rozczarowaniach. Nie potrafię wybrać tutaj mojego ulubionego jointa. "One Less Day" przypomina mi wczesne dokonania LL Cool J'a, "Could I Be Losing Another Lover?" jest bardzo hipnotyczny, a przy tym szybsza perkusja wydostająca się spod dość "gwiezdnego" klawisza, generuje niesamowitą energie z tego kawałka. Nie mogę nie wyróżnić również "I Wanna Thank You (4'Steppin Into My Life)" za ciepło i szczere słowa Damon'a, który przyznał, że ten kawałek jest specjalnie dedykowany dla kogoś wyjątkowego w jego życiu. Soulful!



Część czwarta jest o ulicy i dla ulicy. Uważam że jest to hołd dla Kalifornii i jej specyficznego brzmienia i gangsterskiego charakteru. Najlepiej opisują to słowa Damon'a:
'Hood' is for my true Funksta's, G-Funksta's, Gangsta's

W tej części słychać wszystko co zawdzięczamy w muzyce tej szerokości geograficznej. Przynajmniej my możemy tak to odbierać, dla autora jest to coś więcej. To, na czym się wychował i co dzięki temu brzmieniu zbudował. To brzmienie przyniosło mu możliwość zwiedzenia całego świata. W tej części, wraca do czasów gdy nawet o tym nie marzył. Przypomina tutaj czasy w których biegał z kumplami po Brookside Parku, albo spacerował po Crenshaw. Wolumin "Hood" zawiera klubowy banger "Hood Pass Intact"... Kurde, wyobrażacie sobie gdyby w tym klimacie Dam zrobił płytę ze Snoopem albo Nate Doggiem? Ja pieprze. Nikt by tego nie ogarnął. Swoją drogą ciekawe czy istnieje szansa na taką kolaboracje, widziałem gdzieś flyer'y gdzie na jednym koncercie Dam występował / albo będzie występował z Warrenem G. Liczę na duże rzeczy z takich spotkań...



Jak brzmi "Sky" zamykające serię, jeszcze nie wiem... Pewnie dowiem się tego dopiero gdy nabędę w fizycznej formie cały pięciopak. Pewnie nie jestem jedynym, który w tym roku wyposaży się w brzmienie, nazywane nowym rozdziałem w historii południowo-kalifornijskiego space-funku. Styl Damona jest unikalny i za tym stylem będę podążał. Wysoka ocena dla Toeachizown i dla modern funku Dam-Funka.

poniedziałek, 19 października 2009

Gotowi na Sa-Ra! (Part 1)

Ponieważ 6go listopada doświadczymy kosmicznej rewolucji, która zdmuchnie wszystko, co działo się muzycznie w naszym kraju do tej pory (nie, nie w tym roku – do tej pory!), odkopałem dwa artykuły, które kilka lata temu pierwszy raz w naszym języku informowały, że dźwięk już nigdy nie będzie taki sam! Od tego czasu Taz (original American Boy) wyewoluował z LAkalnej ikony mody w fashioniste światowego pełną gębą, projektując m.in. dla MCM i szokując podczas pokazów mody, np. w Mediolanie. Shafiq został dźwiękowym ulubieńcem Eryki Badu co nie jest łatwe - Common, Andre 3000 – you know who you are! Natomiast Om’mas zrobił tony kolaboracji (win-wind it up!!) i trochę hajsu obracając się z w kręgu P.Diddiego (show dla MTV - Making His Band i duży wkład w nadchodzącą płytę Last Train To Paris). No a do tego w końcu doczekaliśmy się płyt, których wydanie było nieustannie przekładane w czasie gdy pisałem o pierwszy ze wspomnianych artykułów. Prezentując na Sebolowym blogu w dwóch odsłonach oba dzieła o niewątpliwej wartości historycznej, chcemy nie tylko konstruktywnie umilić czekanie na kosmiczny bal, ale też pokazać, że od lat JESTEŚMY GOTOWI! Ain’t no party like a Sa-Ra party!



Scientist Of Sound

Gdybyś był nieogolony, zarośnięty i generalnie wyglądał jak bezdomny, a przy tym ubrałbyś garnitur od Gucci’ego – ten kontrast byłby na swój sposób piękny. Mniej więcej w taki sposób prezentują swoje podejście do muzyki członkowie Sa-Ra Creative Partners. Jeśli dodamy do tego, że Waajeed (Platinum Pied Pipers) stwierdził kiedyś, iż swingujące, luźne i naturalne brzmienie tria wynika z tego, iż tworzą oni podczas oglądania telewizji lub grania na Playstation, możnaby zacząć zastanawiać się, dlaczego od 2 lat, nie mając na swoim koncie debiutanckiego longplaya , Sa-Ra są grupą, o której mówi się tak dużo z wielkim szacunkiem i która dostarczyła muzykę ogromnej liczbie wykonawców, porównywalnej chyba tylko z dokonaniami Neptunes.

Faktycznie możnaby było tak powiedzieć gdyby nie to, że w tym przypadku sprawdza się zasada obowiązująca w świecie prawdziwie nowatorskich, pełnych funku beatów. To co mniej ułożone i porządne jest często dużo bardziej świeże i interesujące. Ktoś nazwał ich produkcje „sprośnymi”. W połączeniu z przeważnie erotyczną tematyką tekstów chyba dobrze oddaje to unikatowość brzmienia stworzonego przez Taz’a Arnold’a, Shafiq’a Husayn’a i Om'Mas’a Keith’a. W kontekście Sa-Ra nie ma sensu kontynuować wspomnianego tematu menelstwa. Już gdy 4 lata temu panowie zaczynali pracę pod wspólnym szyldem, ściany ich domów obwieszone były złotymi płytami, najlepszym świadectwem długoletniej obecności każdego z nich w biznesie muzycznym.

Taz Arnold
, pochodzący z South Central Los Angeles, zaczynał jako b-boy już w podstawówce. W czasach szkoły średniej wziął udział w powstaniu wielu teledysków oraz „bardzo ciężko” zapracowywał na miano „ikony mody” na ulicach LA. Jego pierwsze produkcje pojawiły się gdy miał 17 lat i była to dosyć naturalna konsekwencja crate diggerskiej pasji odziedziczonej po ojcu, który miał ponad 5 000 płyt jazzowych i soulowych zgromadzonych w pokoju gościnnym. Spotkanie Taz’a z “wielkim światem showbusiness’u muzycznego” nastąpiło gdy pełnił funkcję konsultanta i łowcy talentów przy produkcji „The Chronic 2001” Dr. Dre. Jego wkład w tę megapopularną płytę polegał na wynajdywaniu artystów na featuringi oraz... pomocy w wymyśleniu nazwy wydawnictwa. Dalsza współpraca z Dre pozwoliła mu na zdobycie indywidualnego kontraktu z Aftermath Records.


Shafiq Husayn którego największe pasje to beaty, kobiety i ...szachy, klasyfikowany jest nawet w rankingu zawodowych szachistów w USA. Nic dziwnego, że to on odpowiedzialny jest za strategię współpracy Sa-Ra z wytwórniami. Jego CV dostarcza jeszcze większych wrażeń. Wychowany na Bronxie oraz w Los Angeles, Zulu King i uznany kolekcjoner płyt, miał kontrakt z Sony, w ramach którego produkował m.in. takie tuzy jak: Ice-T, Body Count, Lord Finesse, D.X.T., Afrika Bambaataa, Prince, Duran Duran, ścieżki dźwiękowe filmów „New Jack City” i „Deep Cover”. Natomiast na początku swojej muzycznej drogi był DJ’em wraz z Grandmixer’em DXT. Co ciekawe, jego pierwsze w historii spotkanie z Taz’em nastąpiło w meczecie, do którego razem uczęszczali.


Ostatni ze składu Sa Ra, Om'Mas Keith, dorastał w Queens. Jako przedstawiciel czwartej generacji muzyków w swojej rodzinie (pradziadek był kopistą Georga Gershwina, matka znaną wokalistka jazzową) trafił na wydział perkusji jazzowej University of Massachusetts, a jego wykładowcami byli m.in. Max Roach czy Yusef Lateef. Zajął się też pracą w studiu i miksował większość płyt Ice’a T oraz piosenki dla np. Foxy Brown i Mobb Deep. Następnie związał się z Jam Master Jay’em oraz słynnym studiem Suave House, gdzie nagrywali m.in. Onyx, Run DMC, Lauryn Hill i młody 50 Cent. Dzięki współpracy z tym studiem nagrywał później także z 8-Ball & MJG, Coolio, Charlie Baltimore i Ice Cube’em.



Straight outta Egypt

Tak więc, mimo że Sa-Ra to świeża rzecz, żaden z członków tria nie może być uznawany za nowicjusza. Wszyscy przez lata działali w tej samej branży i wzajemnie podziwiali swoje dokonania. W roku 2000 gdy Om'Mas pracował dla agencji reklamowej zadzwonili do niego Shafiq i Taz i przekonali, że na poważnie zbliża się czas, by stworzyć super – kolektyw muzycznych przyjaciół. To co pokazali światu jakiś czas później nie brzmiało podobnie do rzeczy, które tworzyli do tej pory, a momentami do czegokolwiek co w ogóle zostało zagrane.

Jak zgodnie twierdzą, chodziło o coś więcej niż to, że „three is a magic number”. Z resztą już sama nazwa wskazuje jak daleko sięgają ambicje trójki muzyków. Sa-Ra w języku starożytnego Egiptu oznacza potomstwo najsilniejszej energii kosmicznej lub po prostu dzieci kosmosu. „Wszyscy pochodzimy ze skromnie żyjących rodzin, ale rodzice nauczyli nas, że najważniejsza w życiu jest świadomość, że można zdobyć to czego najbardziej się chce”. Poza tym co trzy głowy to nie jedna, a decyzje podejmowane zawsze wspólnie, trzy punkty widzenia łączące się w jedną wizję, to cechy, które przyciągają do nich liczne i najróżniejsze nazwiska ze świata muzyki. „Odrzuciliśmy totalnie indywidualistyczne podejście na rzecz stworzenia czegoś co mogłoby równać się z dokonaniami Motown i być podobnie szeroko rozpoznawane na całym świecie”.

Na razie imperium ma swoją główną kwaterę w posiadłości w LA. Studio/dom/biuro otoczone jest zielenią i wodospadami, ściany pełne są portretów mistrzów jazzu, a podłogi zdobią perskie dywany. Jednak tym co dominuje są tony sprzętu wykorzystywanego do kreowania zupełnie nowych dźwięków. W jednym z wywiadów Sa Ra chwalili się, że mają właściwie wszystko od klasycznych keybordów po najnowocześniejszą elektronikę. Juno, Roland SH-101, Rhodes, Wurlitzer, Moog, syntezatory Arp, zestawy perkusyjne, a z drugiej strony MPC, SP 1200, Pro Tools i wiele rzeczy z królestwa komputerowego, ta wyliczanka niemalże nie ma końca. Najważniejsze jest to, że udało im się stworzyć brzmienie, w którym klasyczne dźwięki brzmią jak muzyka z przyszłości.

Nowa jakość

Mniej więcej na początku 2004 roku Sa-Ra wypuścili w świat CD-R ze swoimi produkcjami. Nieoficjalne wydawnictwo spowodowało poruszenie w światku producenckim, a za pośrednictwem internetu trafiło do wielu ludzi, również w Europie. Stary kontynent, nie po raz pierwszy w historii muzyki szybciej niż Stany, docenił rewolucyjne dźwięki.

W związku z rosnącym zainteresowaniem i gorącym przyjęciem niesamowitego „Dark Matter And Pornography Mixtape Vol 30”, szybko ukazała się EP Glorious/Rosebuds w wytwórni Ubiquity Records, która długi czas zapowiadała również wydanie całego albumu w 2005 roku. Nic takiego nie doszło do skutku, a z obozu Sa-Ra docierały informacje o zainteresowaniu ze strony wielu wytwórni np. Star Trak Pharrell’a i Jay-Z i L.A. Reid’a z Def Jam. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że płytę wyda G.O.O.D. Music (związana z SONY) należąca do Kanye West’a. Co z resztą nie dziwi w obliczu cytowanych od długiego czasu takich jego wypowiedzi jak: „SA-RA is my shit right now! That’s all I’m listening to.” Na razie dostępny jest sampler z kilkoma utworami “ Set Ups & Justifications”.

Próba opisania muzyki Sa Ra nieuchronnie musi prowadzić do generowania “bardzo zwięzłych” określeń w stylu: „hip-hop z wpływami funku spod znaku Parliament, surowej sexualności Prince’a z okresu Dirty Mind, przestrzennych dźwięków J Dilla i klubowej estetyki Neptunes, to wszystko w nowoczesnej, wykręconej, niespotykanej dotąd formie” (to określenie jednego z zachodnich dziennikarzy). Sami muzycy mówią, że ich celem jest stworzenie muzyki opartej na doświadczeniu i jak najbardziej innowacyjnej, w odpowiedzi na czasy „zalane” obrazami, gdy wszyscy chcą przyciągnąć uwagę, szczególnie hip-hopowi twardziele jednego hitu. Z drugiej strony są jak najdalsi od identyfikowania się z jakimkolwiek undergroundem. Bardziej niż z jakością dokonań ten termin kojarzy im się z brakiem kasy.

Wizja ich muzyki od początku była jasna – Sa Ra ma przykuwać uwagę wszystkich swoją innością i jakością. Mimo luzu, „brudu” i czasem na pierwszy rzut ucha nieprzystających do siebie dźwięków, muzyka tria jest perfekcyjnie przemyślana i dopracowana. W opinii muzyków, ich twórczość to perfekcyjna mieszanka tego co chce i czego potrzebuje ulica . ”Wyobraźcie sobie, że macie kąt z gangsta rapem, drugi wypełniają ci, którzy robią bardziej artystyczne rzeczy, w trzecim jest R&B i soul. My chcemy stać sami w czwartym kącie, nawet jeśli nigdy nie był on popularny i nie za często ktokolwiek do niego zaglądał. Wolimy być tam sami i zwrócić uwagę wielu ludzi”. Słuchając dokonań Sa-Ra (chociażby nagranego w 2005 razem J Dilla „Thrilla” czy innego utworu z kilkunastu błąkających się w sieci kompilacji ich niewydanych materiałów) nie da się oprzeć wrażeniu, że rzeczywiście zaszli w mocno pionierskie rejony. Trudno z resztą dziwić się, że w tak zaskakujący sposób brzmi muzyka inspirowana dokonaniami Giorgio Moroder’a, Steely Dan, Funkadelic, Ornette Coleman’a, R.E.M (to nie pomyłka), przepuszczona przez umysły „dzieci beat generation”, do której zaliczają Pete Rock’a, Jay Dee, Madlib’a i ich poprzedników jak Q-Tip czy Large Professor. A jak gdyby tego było mało, Sa-Ra to przecież również “żywi” muzycy, którzy generują nieziemskie wokalne harmonie i jedyny w swoim rodzaju posmak przestrzennego fusion. Bezpośrednich inspiracji szukają oczywiście w swoim otoczeniu, co często sprowadza się do tego, że któryś z nich zobaczy zajebistą laskę, opowie o jej tyłku pozostałej dwójce z czego zrodzi się pomysł , od którego zaczyna się budowanie struktury utworu.

Patrząc na listę nazwisk, które przyciągnęło brzmienie Sa-Ra, łatwo zauważyć, że rozpiętość gatunkowa ludzi z którym współpracowali, dorównuje szerokiemu spektrum artystów, którzy są dla nich inspiracją. Remiksowali lub komponowali (sami nieustannie podkreślają, że nie robią bitów – robią utwory) dla talich tusów jak m.in.: Heavy D, Pharoahe Monche, Bilal, Dr. DRE, Jill Scott, Jurassic 5, Erykah Badu PPP, Spacek, NERD, Dr. Dre, Common, Roots Manuva, Dwight Trible, Crumbsnatcha, Ladybug Mecca (z Digable Planet) Four Tet, Medeski Martin & Wood,, itp. itd...” Kiedy ludzie widzą jak bardzo promieniuje od nas nasza muzyka, jak bardzo jesteśmy „w niej”, wtedy po prostu chcą z nami współpracować”, tak tłumaczy ten imponujący dorobek Taz.

Na innym levelu

Suma esencji hip-hopu, jazzu i groove równa się Sa Ra. Najpierw solidna podstawa, a potem miejsce na szaleństwo. „Możemy pozwolić sobie na tłuste szaleństwo, bo dobrze odrobiliśmy zadanie domowe” powiedział kiedyś Shafiq. “Bez diggingu nasze brzmienie nigdy nie byłoby takie jak teraz. To najbardziej pouczająca rzecz w życiu muzyka. Wymaga wielkiej uwagi i skupienia. Opisy na okładkach to niewyczerpane źródło wiedzy o muzyce i dźwięku” dodaje.


Oczywiście ich kreatywność nie ogranicza się do pracy w studiu. Na żywo Sa Ra to coś jak P-Funk 30 lat później. Śpiewy, rymy, Dj-ing, żywe instrumenty, tańczące kobiety i sporo nagości. „Kosmiczny sound-clash”, „kreatywna orgia” to przykłady opisów ich show. Swoją drogą ilu ludzi ma w swoim dorobku produkcje dla 50 Centa i występ na festiwalu North Sea Jazz?

Wyzwolić ludzi, pokazać im, że mogą zrobić co tylko chcą, nie tylko pod względem muzycznym. Wprawić ich w zdziwienie i przyciągnąć masy. Pokazać, że znowu jest „fresh” być czarnym. Od twardzieli po elity wszyscy mają być po tej samej stronie. Po stronie Sa Ra. W takim tonie muzycy wypowiadają się o nadchodzącym albumie. „Chcemy fanów Coldplay i Daedelus’a, 50 Centa i Madvillain. Niech po prostu posłuchają, a zrozumieją”. Wyprany slogan o muzyce bez granic przybrał bardzo ciekawą postać Brzmienie Sa Ra jest pełne soul’u, ale dalekie od neo soulu. To hip-hop, ale używając sformułowania ATCQ, w formie bardzo “bugged-out”, zupełnie z innego świata. Bardzo chwytliwe, ale niekomercyjne, trudne, ale zważywszy na listę współpracowników, wciągające i szanowane. Afro Magnetic Electronic Spiritualism. Tak kiedyś o sobie powiedzieli. Muzyczne głowy są gotowe na Sa Ra, od lat nie było czegoś tak świeżego w muzyce. Czy jest na nich gotowy „rynek”, „szerkoa publiczność”... zobaczymy gdy w końcu ukaże się regularny materiał tria. This is Excellence, Black excellence! SA-RA

Autor: 100na (materiał pojawił się w #40 numerze Magazynu Hip Hop, dlatego pewne daty nie koniecznie grają z tym, że mamy 2009 rok. Art, został tylko dopieszczony)

niedziela, 18 października 2009

DUBCITY! Skream i Benga / Scuba / Shackleton @ Eskulap

Madgda, Benga, Skream, Marta i Gosia

Bilet kupiłem w przedsprzedaży. Zainteresowanie tym koncertem wydawało się być duże, więc wolałem nie ryzykować. Poza tym piątka w kieszeni, to bezcenna mineralka która nie jednemu już potrafiła uratować życie.
Do Eskulapu wychodziłem z przeświadczeniem że na niedzielne spotkanie z komunikacją interkulturową nie dotrę. Przeczucie to było strzałem w dziesiątkę, bo impreza w Eskulapie była tak dobra że wychodziłem około 5-tej rano. W tym miejscu gratulacje dla Miza za pomysł sprowadzenia Bengi, Skream'a, Scuby i Shackleton'a w jedno miejsce... cztery tak poważne osobistości jednego wieczoru, to naprawdę imponujące wydarzenie. Eskulap przeżył prawdziwy renesans. Już dano nie pamiętam żeby po 23, w tym klubie na obu poziomach było tyle ludzi.
Przed wejściem Bengi i Skream'a, pod sceną ludzi zebrał Mizu, chwilę po północy mogliśmy już słuchać setu 2/3 tria znanego jako Magnetic Man. Benga i Skream pokazali tej nocy bardzo dużo energii, świetnie bawili się grając przed Polską publicznością. Sound system rozprzestrzeniał bass po dolnych partiach Eskulapu jak należy. Wnętrzności zostały profesjonalnie wymasowane. Highlightem setu dla mnie był puszczony przez Skream'a remiks La Roux - "In For The Kill". Chociaż publika żywo reagowała na praktycznie wszystko co podał duet, a szacun tym większy bo chłopaki oprócz swoich rzeczy, przypominali również petardy z Hyperdub. How nice is that?! Fajnie wychodził również crowd control, związany z klaskaniem. W ogóle rozwiązanie grania metodą B2B był genialnym pomysłem, zwiększyło to różnorodność podawanych jointów i miałem wrażenie, że przysparzało im to więcej radochy z grania. A ja? Oj świetnie się bawiłem...

La Roux - In For The Kill (Skream RMX)


Gdy na scenie jeszcze byli B&S, udało mi się porozmawiać ze Scubą. Trochę wyciszony gość, ale bardzo miły. Zapytałem go o kilka kwestii związanych z możliwościami sprowadzenia do Polski Joy Orbisona, więc kto wie, kto wie... W każdym razie, zaraz potem Scuba rozpoczął swój set, no i nie mógł zacząć innego jak od Hyph Mngo. Heh, śmiać mi się chciało bo tuż przed wyjściem na tę imprezę, zastanawiałem się czy mogę liczyć na odsłuch jednego z najgorętszych singli tego roku na potężnej ścianie głośników Eskulapu. I znowu dostałem to czego chciałem. Chociaż myślałem, że ludzie poznają ten track po jednej nutce, niczym jak w "Jaka to Melodia" ale feedback było słychać dopiero po czterdziestu sekundach, jak wbiły się w bębny... Ogień!
Poszedłem potem na backstage, zrobić pamiątkowe foto, podpisać bilet i zamienić słowo z Bengą i Skream'em. Okazuje się, że to przemiłe chłopaki. Powiedziałem Bendze że pierwszy track jaki w jego twórczości mnie totalnie rozpierdolił, (zresztą nie tylko mnie, ale i ludzi w piwnicach w blokach na Dębcu) był Benga Woz Here, z Red Bull Music Academy z Toronto z 2007 roku. Dostałem "high five" za podejście do rzeczy. Trzeba też przyznać że Benga to niezły party rocker, nie wsparty żadnymi wspomagaczami nieźle radził sobie z wódą.
Madzia i Sebol podczas setu B&S

Jeśli ktoś mnie kiedyś zapyta, czy warto iść na wspólny set Bengi i Skream'a... z bez wątpienia będzie to odpowiedź twierdząca. Jeśli jeszcze tego nie słyszałeś live, musisz jak najprędzej tego dokonać. Świetny event, genialne przeżycie. Jaram się! Na koniec pozdrawiam czytelników mojego bloga. Dzięki za odwiedziny i pozytywny odzew. W szczególności piona dla Magdy M. za ciekawą dyskusje przy barze.

piątek, 16 października 2009

Fotki z ostatniego Warsoul Session z udziałem Electric Wire Hustle

Electric Wire Hustle Live @ Warsoul Session - 03.10.2009


To już na serio ostatni post o poprzedniej sesji z cyklu Warsoul. Wpis ten dedykuje wszystkim obecnym tego wieczoru w Powiększeniu. Jeśli chcecie, możecie ściągnąć paczkę z fotkami z tamtego eventu autorstwa Tomka Bykowicza - fotografa związanego ze wszystkimi sesjami Warsoul. Mam nadzieję że w listopadzie spotkamy się w podobnym lub większym gronie. Więcej informacji wkrótce, jestem przekonany że nikomu nie umknie wieść o następnym wydarzeniu, które możemy z pewnością podciągnąć pod te, z cyklu "duże".

poniedziałek, 12 października 2009

Sonar Soul - Feelosophy/Hide Your Face 7"


Jakoś tak ostatnio się dzieje że spływają do mnie rzeczy przedpremierowo. Bardzo się cieszę, bo mogę prędzej Wam przekazać, co o danej sprawie myślę. Tak też się stało w przypadku projektu o którym wcześniej nie wiedziałem, a olśnił mnie Groh (JuNouMi). Otóż rozchodzi się o Sonar Soul. Sonar Soul to producencki projekt Łukasza „Czikena” Stachuro (w 2003 roku Cziken współprodukował album NamasteLot76”). FMAP006, bo tak sygnowany jest singiel, który poprzedza wydanie pełnometrażowej płyty, będzie zawierać gościnny udział takich artystów jak:
Sir Square Blaq i Kiara, członkowie pochodzącej z Chicago grupy The Square Black Frames. W utworze “Hide Your Face” usłyszeć można ponadto warszawską wokalistkę Nuno. Za oprawę muzyczną odpowiadają: Łukasz Stachuro (MPC, scratch), Artur Bogusławski (rhodes, synth) i Marcin Świderski (flet poprzeczny).

-cytując newsletter który otrzymałem od Groh'a.

Wokalistki Kiara i Nuno odwaliły kawał dobrej roboty, bardzo utalentowane dziewczyny. Mc Sir Square Black ma dość charyzmatyczną i wyraźną barwę głosu, lubię jego wajb i sposób w jaki pływa po bitach, nie znałem kolesia wcześniej ale z niecierpliwością czekam na więcej. Łukasz i Artur ciekawie rozwiązali swoje brzmienie, budując zupełnie różny klimat na dwóch stronach singla, podoba mi się ich eklektyczne podejście. A na koniec muszę pochwalić Marcina Świderskiego za dogranie partii fleta poprzecznego, wielki szacunek! Ten instrument zabiera na wyższy poziom te kawałki, znajdując ich wspólny mianownik. Poza tym brzmienie takiego fleta zawsze przypomina mi złoty okres twórczości Gil'a Scotta Herona, za którym tak tęsknie. Sonar Soul is soulful. Zresztą wcale nie jestem taki do przodu jak pisałem wcześniej. Możecie to sprawdzić sami, na ich myspace, a link macie powyżej. Polecam!

Belhaven Meridian od Shabazz Palaces

Oh snap! Obudziłem się z rana jak po ośmiu plaskaczach... gdy zobaczyłem klip Shabazz Palaces - Belhaven Meridian, na jednym z moich ulubionych blogów, Saturn Never Sleeps (którego zresztą chyba już dwukrotnie tutaj promowałem). Rucyl i King Britt wrzucają tam świetne rzeczy! Ale najpierw, obadajcie wideo:



Na SNS czytamy wpis Rucyl:
“An allegorical short film/music video for Shabazz Palaces shot in Watts, Los Angeles, directed by Kahlil Joseph, cinematography by Matt Lloyd. Featuring a cameo of Dante (Ernest Wadell) from “The Wire” in homage to Charles Burnett’s 1977 classic film “Killer of Sheep”.”


A teraz pytanie... Kim na litość boską jest Shabazz Palaces? King Britt jest tajemniczy, dał linka do tej strony i pisze że materiał bardzo fajny. No klasa, ale kto w ciemno kupuje album z mieczem Alladyna z taką tracklistą za 20$?
CD1:
1. kill white t, parable of the nigga who barrels stay hot, made by hardkings@freecasino.blk
2. 4 shadows”noah mission as told by plcr dougie frum up the block from granny’s Subsonic custom crowns
3. 32 leaves dipped in blackness making clouds forming altered carbon
4. blastit at the homie rayzer’s charm lake plateau bbq july at outpalace pk
5. Capital 5, recorded after hrs at the gun ballad resource cntr on s Sweeper st.
6. my mac yawns i go on to make this darksparkles move call it: as the americans say, middle section made by plcr runner reg on his 30′ chromitar
7. a mess, the booth soaks in palacian musk, palaceer in vintage LRG, yes pure NS,uppowndet watermelon lips beat

CD2:
1. gunbeat falls
2. 100 sph
3. hottabatch
4. chuch
5. spechol-analog
6. sparkles
7. n.splendored/find out


Trzeba się temu przyjrzeć bliżej, bo ten klip urwał mi dupę!
EDIT: No ładnie... poszukałem głębiej. Wychodzi na to, że trzeba się w ten materiał jak najszybciej wyposażyć. Jak wyczytałem: Shabazz Palaces, który tutaj wyżej oglądamy to projekt Ishmael'a "Butterfly" Butler'a z Digable Planets. Na to wychodzi że szykuje się powrót w wielkim i bardzo kreatywny stylu.

sobota, 10 października 2009

O tym co wydarzyło się w Powiększeniu na Warsoul Sessions


Powyższy plakat autorstwa Animisiewasz'a (Piękni Chłopcy) przed ostatnim Warsoul Sessions widzieliście pewnie wielokrotnie... Nie mając oczywiście na myśli nachalnej promocji, chcieliśmy Was zaprosić na tamto wydarzenie. Myślę że właśnie dzięki temu, frekwencja dopisała i klimat w powiększeniu był niepowtarzalny. A to tylko dzięki Wam! Stąd, na wstępie dziękuje wszystkim przybyłym na Nowy Świat, do Powiększenia w imieniu chłopaków z Electric Wire Hustle i Warsoul Sessions Crew.

W Warszawie z Adą pojawiliśmy się po 14 w sobotę. Maceo odebrał nas z dworca, pojechaliśmy po ostatni sprzęt w jedno miejsce w stolicy, po czym wróciliśmy na kawę z miodem i cynamonem na kwadrat do Maćka. Umówiliśmy się z Taay'em, Marą TK i Myele na starym mieście. Już zamiana pierwszych kilku zdań z muzykami świadczyła o świetnej zabawie przez resztę weekendu. Bardzo wyluzowani, uśmiechnięci i pełni optymizmu po koncercie w Londynie. Jak się okazało, pierwszy raz są w tej części świata, byli zachwyceni architekturą stolicy i ogólnym klimatem panującym w mieście. Po chwili dobili do nas Grzesiek, Rafał i Marcin i pojechaliśmy do Powiększenia na soundcheck. Wtedy pierwszy raz poczułem jaki ogień czeka na wszystkich tego sobotniego wieczoru... Electric Wire Hustle dostrajając dźwięk instrumentów, jammowali przez chwilę dając właściwie prequel do tego, co za kilka godzin miało rozpieprzyć system.

Poszliśmy coś zjeść. Po powrocie w okolicach 23 godziny klub był już pełny. Maceo stał już za konsoletą i raczył przybyłych np. utworem "Anything Worse" z My Troubled Mind EP, Gaslamp Killer'a! How nice is that?! Fajnie, fajnie... przychodzisz na koncert future-soulowy, ale zanim jeszcze wszystko się zacznie, możesz natknąć się na najlepszy w świecie "new-beat-generation" sound! Właśnie takie rzeczy dzieją się na Warsoul. Eklektyzm totalny przede wszystkim. Krótko po tym, gdy dolna kondygnacja, a w zasadzie piwnica Powiększenia była już zapełniona, Maceo zapowiedział zespół i wszystko się zaczęło.

Mara TK, wcześniej cały dzień pobierał lekcje Polskiego, dzięki czemu mógł przywitać wszystkich za pomocą słowa "Cześć". Nie pamiętam już w jakiej kolejności chłopaki zagrali materiał ze swojej debiutanckiej płyty... ale brzmiało to świetnie, a wręcz rewelacyjnie, dość małe powiększenie jest świetnie nagłośnione. Kompozycje Electric Wire Hustle wbijały się świetnie, robiąc duszną, soulową atmosferę. Utwory takie jak "Waters", "Perception" czy fenomenalny "Again" zabierały słuchaczy na następny level. Publika nie koniecznie znając całość materiału, żywo reagowała... powiem szczerze że było to dla mnie nie lada zaskoczeniem, kiedy zobaczyłem jak bardzo dobrze może zostać przyjęty przez publiczność zespół, który jest praktycznie nie znany w tej części świata, a ich płyta nawet nie ukazała się do tej pory w Europie.

Nie da się ukryć, że chłopaki władają świetnymi talentami, udowodnili to na żywo, brzmiąc jeszcze ciekawiej niż na ich debiutanckim krążku. O głosie Mary TK można by opowiadać godzinami, do tego świetnie podgrywa na gitarze basowej. Taay, to genialny klawiszowiec, który bardzo ciekawie przemyca do swojego future-soulu elementy ciężkiego, elektronicznego bassu, czyniąc styl Electric Wire Hustle dość specyficznym. No i nie można zapominać Myele, bo to genialny perkusista, poruszył wiele głów tej soboty w powiększeniu. Spolszczyliśmy trochę jego imię, ponieważ powodowało dużo kłopotów w wymówieniu, odtąd perkusista Electric Wire Hustle to "Manzarek" (od nazwiska Manzanza). Fajnie, gdy na koncertach zdarzają się takie akcje, gdy artyści schodzą już ze sceny, ale przywołani przez publiczność na bis, zaraz na nią wracają. W przypadku Electric Wire Hustle, była chwila jammowego grania, np. reinterpretacja utworku Curtisa Mayfield'a, "Move On Up". Po tym usłyszeliśmy jeszcze "Chaser" (o którym zapomniało mi się podczas koncertu), a w ostatnich tygodniach to jeden z najbardziej promowanego utworu w audycjach Benjiego B w BBC. Poniżej załączam filmik który nakręcił Grzesiek Dworakowski, jest to zapis z utworu "Burn". Po koncercie zajebisty set zagrał Maceo, a klub opustoszał dopiero o 5:30 nad ranem. Świetny wieczór!
Kilka dni temu dostałem mejla od Taay'a, napisał między innymi: "The whole trip to Warsaw was completely mind blowing and a dream to be there.". Z tego co wiem, Electric Wire Hustle zamierzając jeszcze wrócić do Polski i może uda im się to zrobić w lato 2010. Było by super. Początek października się udał, jak będzie w listopadzie to jeszcze nie wiemy. Jeśli wpadniecie pewnie będzie jeszcze ciekawiej! Do zobaczenia.
Electric Wire Hustle @Warsoul Sessions Live, Powiększenie 03.10.2009

piątek, 9 października 2009

Bilal już blisko

Świetny link ostatnio dostałem od Grześka Dworakowskiego (Warsoul Sessions)... Był to link do okayplayer, a tam news o tytule "New Bilal Album is Almost Done!". Zdębiałem! Bo czekałem, śledziłem informacje i wreszcie w końcu jakieś konkretne oficjalne wieści do mnie dotarły.

Bilal ukończył 9 z 12 utworów które mają pojawić się na albumie. Krótki krążek zawsze zwiastuje coś mocnego, nie ma wkładania na siłę wypełniaczy, którym nie warto poświęcać uwagi. A Bilal to obecnie (dla mnie) obok D'Angelo jeden z najważniejszych i najbardziej oczekiwanych wokalistów na całej kuli ziemskiej i w tej części galaktyki. Wyobraźcie sobie, że teraz wydając album w Plug Research, ma pełną kontrolę nad swoim projektem, bez ciśnienia ze strony władz dużej wytwórni. Kto wie?! Być może nękanie ze strony "mejdżorsa", który zmuszał go do produkowania hitów, zniechęcił go do oficjalnego wydania krążka "A Love For Sale"... a może wtedy wkurwił się na to, że album wypłynął przedwcześnie do netu?! Nie ważne. Ważne, że jest teraz absolutnie wolny. Większość płyty wyprodukował sam, a w niektórych utworach dopomógł sobie bitami od Shafiq'a Hussayn'a i Nottz efekt tej potrójnej kolaboracji możemy usłyszeć w remiksie utworu "Cheeba" z jeszcze gorącego i fascynującego albumu Shafiq'a. Poniżej odsłuch. Jest na co czekać. Album wyjdzie na początku przyszłego roku. Będzie trzeba się mocno trzymać. Siła tego krążka może nas przerosnąć, a z zasadzie tego właśnie oczekuje...



Shafiq ft. Bilal- Cheeba (Remix) [prod. Nottz]













poniedziałek, 5 października 2009

JuNouCast #7 - Kixnare

Matko Boska Częstochowska! Można by krzyknąć, słuchając najnowszego podcastu od JuNouMi. Why iz dat? Bo pewnie jak już dobrze wiecie, autorem miksu jest natywny Częstochowianin - Łukasz Maszczyński, którego świetnie znacie pod ksywą Kixnare. O samej selekcji, mogę powiedzieć tyle co w przypadku woluminu szóstego... był robiony chyba pod mój gust. I bardzo się cieszę, że obok wyjebanych w kosmos utworów których jestem od dawna wielkim fanem (Freestyle Fellowship, Amp Fiddler, Build An Ark + Dwight Trible etc.), znalazły się utwory których wcześniej nie znałem... (chociażby zajebisty utwór "Fly Your Kite" od Burnta Friendmana i Nu Dub Players). Idealny JuNouCast na jesień. Heh, nie mam pojęcia jak długo jeszcze Kix będzie podwyższał poprzeczkę szacunku, którym darzę jego twórczość i kolejne projekty, ale sukcesywnie mu się to udaje... tylko jest jeden problem, jak podwyższać wyżej od najwyższego levelu?

Oto słowo od autora:
Po wielu namowach ekipy Junoumi zdecydowałem się zrealizować podcast, bedący odejściem od formuły z która do tej pory byłem kojarzony. Co prawda klimat soulowo-jazzowy jest tutaj głównym podmiotem, ale całość wydaje się być podróżą po różnych muzycznych miejscach i okresach. Przeważają na nim utwory z bieżącej dekady, które stanowią dla mnie ostatnio największy ładunek muzycznych inspiracji. Jedynym wyjątkiem jest mający już ponad 15 lat jazzowy klasyk hip-hopowego kolektywu Freestyle Fellowship, znakomicie odświeżony ostatnio przez genialnego Jose Jamesa. Reszta jest przekrojem przez to co dla mnie najbardziej wartościowe we współczesnej muzyce: od klimatów związanych z postacią wielkiego nieobecnego Jay Dee (remix "Love Junkie", plus hołd znakomitego producenta Zo! złożony jego twórczości, a także kawałki reprezentantów Europy, mocno inspirowanych Dillą: holenderskiego Up High oraz francuskiego projektu Electric Conversation), aż po projekty związane z niemiecką wytwórnią Compost Records. Nie mogło również zabraknąć spokrewnionych kolektywów Build An Ark oraz Dwight Trible and The Life Force Trio, które zajęły silną pozycje na liście moich faworytów. Zapraszam do odsłuchu...


Nie mogę też nie pochwalić pracy Templera aka Dj Weekid za przekozacką szatę graficzną, I Icka za bezpruderyjną zajebistość w byciu flash developerem, jeżeli chcecie dać im zarobić albo interesujcie się ich twórczością, napiszcie do nich mail'a bo zajebiście z nimi współpracować! Hehe i nie bierzcie za bardzo na poważnie strony domowej Icola, on po prostu jest zarobionym po pachy klientem co klika tyle dla innych że nie ma czasu na swój sajt. Hehe. Nie pozostaje nic innego, jak dodać do ulubionych tę stronkę (Jeśli jeszcze do tej pory ktoś z Was tego nie zrobił?!).