Strony

piątek, 25 września 2009

Czym jest Kollage i co przygotowali W.E.N.A/Rasmentalism

Ostatnio napisałem, że nie za bardzo wiem czym jest "Kollage" czyli projekt Szyszki i Kixnare'a... No, ale skłamałem. Coś tam wiedziałem, coś tam też słyszałem. Niezbyt mogłem o tym powiedzieć, więc trochę jakby ręce związane miałem. Postanowiłem dowiedzieć się co mogę ujawnić, czymś z Wami się podzielić. Wymieniłem kilka mejli z Bartkiem i Łukaszem i mamy oficjalny stejtment który uchylił rąbka tajemnicy. Oto, co o projekcie napisał Koun:

Pomysł zrealizowania projektu narodził się pod koniec 2008 roku, podczas mojego pobytu na studiach zagranicą. Tam poznałem Glorię (thank God for J Dilla) – Szwajcarkę, która okazała się być wokalistką „na pół etatu”, udzielającą się w różnych projektach w swoim kraju. A teraz udzieliła głosu na "Kollage". Stroną muzyczną zajął się Kixnare, z którym dobrze się znamy i współpracowaliśmy wcześniej przy okazji Polistyrenu. Na płycie pojawi się też kilku gości. Będą to: Self Says, Russell Tate oraz Numer Raz. Self Says – to raper z Detroit, jakiś czas temu puścił w net dobre EP pt. "Something Out Of Nothing", które przypadło mi do gustu, a on sam okazał się być fajnym gościem otwartym na współpracę. Russell Tate to wokalista i znajomy Kixnare’a. Niesamowity wokal, niesamowita energia, którą musieliśmy w jakiś sposób wykorzystać. Dzięki temu Russell pojawi się na płycie w solowym kawałku. Ostatnim z gości jest Numer Raz – dobrze znany wszystkim fanom rapu w Polsce i jedyny, który spełniał nasze kryteria (śmiech). Luźny styl i mniejszy fejm od innych polskich graczy (chyba nawet mniejszy niż Ci undergroundowi) (śmiech). Po wakacjach nastąpił koniec pracy nad brzmieniem poszczególnych kawałków i… wyszło coś, czego chyba żadne z nas się nie spodziewało. Album, który z początku miał być rapowy, rapowy pozostał tylko w kwestii… raperów (śmiech). Muzycznie to coś, co trudno zaszufladkować. Inspiracje czerpaliśmy zarówno z klasycznych jak i nowoczesnych brzmień (Jay Dee, Kev Bron, Waajeed, DJ Spinna czy SA-RA). Muzyka balansuje więc pomiędzy rapem (oczywiście), soulem, nu-jazzem, elektroniką i sam jeszcze nie wiem czym, bo się nie znam na gatunkach (śmiech). Zobaczymy jak ten mix gatunkowy przyjmie się w naszych polskich warunkach. W podobnym stylu jest także okładka i cały design zaprojektowany przez Balsam studio, które mieści się w Krakowie, a które tworzą nasi dobrzy znajomi. Razem z albumem, dzięki współpracy z Junoumi, wyjdzie 7 cali z "My Love Is Your Love" oraz niespodzianką, która wielu zaskoczy (śmiech).

Ano i sami widzicie, z tymi kolesiami żartów nie ma... trochę odbiegają od Polskich standardów na rzecz poszukiwania trochę innego brzmienia. Słyszałem numer Russell'a i zmiata z powierzchni ziemi. Słyszałem wokal Glorii, w utworze o którym mowa powyżej. Parafrazując Gurala, wiem że będzie to na innym levelu. Ciekawi mnie tylko reakcja prawilnych słuchaczy polskiego rapu, dla których kierunek w którym zamierza iść Kix, może być nie do ogarnięcia... chyba że sami odrobią lekcje które prowadzą od jakiegoś czasu Ommas Keith czy Shafiq Husayn. Bo bez wątpienia idzie to w kosmos. Ja nie widzę przeszkód. Zresztą, co tu dużo będę się produkował... Kixnare nabył niedawno Korga i zremixował na spróbę The Beatles. Sprawdźcie to:
The Beatles - In My Life (Kixnare Remix)

O shit, zapomniałbym o (nieoficjalnej) trackliście:
1. My love is your love (vocal: Gloria Lama)
2. Curtain (vocal: Gloria Lama, rap: Koun)
3. Let it go (vocal: Gloria Lama, rap: Koun)
4. Dym (vocal: Gloria Lama, rap: Koun)
5. Cut off branches (vocal: Gloria Lama)
6. Time (vocal: Gloria Lama, rap: Koun, Self Says)
7. Language (vocal: Gloria Lama, rap: Koun)
8. Heartbeat (vocal: Russell Tate)
9. Powrót (rap: Koun)
10. Nie jestem romantyczny (vocal: Gloria Lama, rap: Koun, Numer Raz)


Na blogu Rasmentalism czytamy:
Singiel “Lataj” to przedsmak albumu W.E.N.A. i Rasmentalism Grają Duże Rzeczy. Wysoko latające wersy, soczyste sample oraz skrecze DJ Torta grają nieźle. Mamy nadzieje, że ten pilot dostarczy Was do celu jakim są Duże Rzeczy, a po lądowaniu klaśniecie w dłonie. Lataj “to jedyna metoda”.

Żeby sprawdzić, musicie wejść na stronę dużerzeczy.com i pobrać singiel. Kurde muszę przyznać, że fajnie im to wyszło. To kolejna Polska produkcja, którą chętnie sprawdzę w tym roku. I możecie mi zarzucić kumoterstwo, bo z Mentosem znamy się już trochę, ale to jeden z najlepszych obecnie producentów w naszym kraju. Ma świetne inspiracje i z bitu na bit jest coraz lepszy. Charyzmy nie można odmówić Rasowi, który pokazał już na pierwszym Rasmentalism jak wygląda według niego dobra muzyka i ładne życie. W.E.N.A za to, to obok Smarkiego jeden z moich ulubionych raperów nowofalowego nurtu. Wierzę, naprawdę wierzę w obietnice tego trio! Zróbcie "Duże Rzeczy".

piątek, 18 września 2009

Electric Wire Hustle na Warsoul Sessions!



To, co było zapowiadane kilka postów niżej, czyli występ nowozelandzkiego trio Electric Wire Hustle rzeczywiście będzie miał miejsce. Bez sensu opowiadać background organizacyjny tego wydarzenia, ale należy za to podziękować przede wszystkim Maceo Wyro i Grześkowi Dworakowskiemu, których znacie z Warszawskich sesji imprezowych bliżej znanych jako "Warsoul Sessions"... Tak, tak! Już 3 października w jednym z Warszawskich klubów (bo to ostatecznie nie jest jeszcze ogłoszone) zagrają David "Taay" Wright, Mary TK oraz Myeale Mazanzy. Tutaj przydało by się wkleić notkę prasową przygotowaną przez Maceo... ale w sumie chciałem też sam coś napisać, a na materiał dla mediów będzie jeszcze pewnie miejsce gdzie indziej, dlatego na blogu Sebola, będzie o tym co Sebol sądzi. A sądzę że będzie to jedno z najważniejszych tegorocznych wydarzeń muzycznych. Dlaczego? To bardzo proste jest. Już przy okazji Flying Lotus'a pisałem o uczuciu które towarzyszy słuchaczowi w momencie, gdy wybiera się na koncert artysty który nie ma za sobą już całej swojej kariery. Widziałem Fly Lo, w momencie szczytu i nie mam dosyć! W przypadku Electric Wire Hustle jest podobnie. Nie mieliście okazji jeszcze słyszeć ich debiutu, a już możecie zobaczyć ich na żywo! Tak, tak... Organizatorzy w Polsce zmieniają tok myślenia, albo do słowa dochodzą ludzie który mają głowę na karku, dlatego "big up!" dla crew z WWA, bo trzymają rękę na pulsie i chcą dostarczyć słuchaczom świeżości! A nie jak bywało w przypadku innych agencji bookingowych, które sprowadzają kogoś, kto odcina utworu od swojej twórczości. Zasługujemy na świeżość, żyjemy w Polsce, w kraju Unii i chcemy mieć dostęp do pierwszorzędnego koncertowego lineupu. Dlatego w tym miejscu również pochwalę Krakowiaków z POW! Odpierdalacie dobrą robotę! Wracając do nowzelandczyków, 9.09.2009 premiera ich debiutanckiego albumu. To co sądzę o tym co do tej pory mogliśmy wszyscy słyszeć jest w poprzednim wpisie o zespole, a jeśli chodzi o pełnowymiarowy album to posłużę się krótką recenzją od Maceo:

ELECTRIC WIRE HUSTLE - ELECTRIC WIRE HUSTLE
(Every Waking Hour/Rhythmethod)
gatunek: future soul, ocena: 5

Jak już pisałem wcześniej na łamach Laifa, nowozelandzka scena future soul'owa atakuje z pełnym impetem! Po świetnych albumach Eru Dangerspiela i Juliena Dyne'a otrzymujemy kolejną perełkę w postaci debiutu tria z Wellington. Electric Wire Hustle to młodzi i utalentowani muzycy, a także absolwenci Red Bull Music Academy. Do współpracy przy swoim albumie zaprosili takie znakomitości jak Dudley Perkins, Georgia Ann Muldrow i Stacy Epps. Ten zestaw robi z pewnością wrażenie, ale i bez gości elektryczni panowie robią piorunujące wrażenie. Znakomite proporcje pomiędzy organicznym, a elektronicznym brzmieniem, ujmujące kompozycje, a przede wszystkim głęboki i ciepły wokal Mary TK, który przywodzi na myśl... zgadliście, oczywiście Joe Dukie'go z Fat Freddy's Drop. Na tym jednak kończą się porównania do FFD, bowiem muzyka EWH jest o wiele głębiej osadzona w hip hopie (rytmicznie) i elektronice (aranżacyjnie), niż reggae, którego raczej tu nie uświadczymy. Mimo to jest coś wspólnego w muzyce nowozelanczyków, co pozwala mówić o pewnym specyficznym zjawisku. Świeżość, melodyjność i swojego rodzaju leniwość, która sprawia, że przy takich dźwiękach doskonale można się relaksować, nie poadając przy tym w znużenie. Takie kawałki jak "Gimme That Kind", "Perception", "Again", "Chaser", czy "They Don't Want" to potencjalne hity, dzięki którym o Electric Wire Hustle już niebawem usłyszy cały świat. Trzymamy kciuki!


Czy są jeszcze jakieś wątpliwości? Odsyłam na ichsze myspace w linku powyżej, odsłuchajcie, włączcie BBC, odpalcie ostatnią audycję Benjiego B, odszukajcie track'a "Chaser" - potem się zajaracie w opór i wlatujcie do WWA na jedyny i eksluzywny koncert. Zapamiętajcie go dobrze i śledźcie dalszą karierę tej trójki bo będzie poważna! Wkrótce więcej informacji, flyer, ceny biletów! Widzimy się za dwa tygodnie w WWA na WAAAAAAAAAAAAARSOUL SESSIONS!

I'm New Here to powrót Gil'a Scott'a Heron'a



Nie do końca wierzyłem i nie jestem w stanie powiedzieć jak długo na to czekałem... ale w końcu jakieś wieści! Dwa dni temu odpaliłem gg, a tam info od Pawła G. (cratemag.pl), o tym że Gil wraca z albumem w styczniu 2010... Zwariowałem! Informacji jak dotąd mało. Wiadomo że album będzie nazywał się "I'm New Here" i że ukaże się w XL Recordings. Pod adresem imnewhere.net znajdziecie promomix, na który składają się cztery tracki: "A.M.", "I’m New Here", "Me And The Devil" oraz "I’ll Take Care Of You". I z tego co słychać, można wysnuć wnioski że będzie powrót do spoken word'u, a to bardzo ciekawe... bo po dwóch pierwszych numerach, czuć że nie tyle Gil chce powiedzieć o Ameryce, ale może bardziej o sobie. Później wchodzi "Me And The Devil" - masakryczny track, nowoczesny bit który przypomina mi trochę Flying Lotus'a w stylu, ale niestety nie jestem w stanie powiedzieć nic na temat listy osób współpracujących z Gil'em nad krążkiem. Na koniec apetyt rozbudza fenomenalny "I’ll Take Care Of You"... Album niby składa się z tracków nagranych w ciągu ostatnich 18 miesięcy, ale na ostateczny efekt trochę jeszcze poczekamy, no i ciekawe jaka będzie okładka. Scott Heron, nękany przez choroby i uzależnienia powróci 11 stycznia 2010, właśnie spełniają się moje muzyczne zachcianki i jestem podekscytowany próbkami! Nie mogę się doczekać!

środa, 16 września 2009

O tym co już jest, a co jeszcze się ukaże

Tym razem napiszę o Polskich tytułach, bo rzadko o nich nawijam... a ostatnio coraz więcej ciekawych rzeczy na rodzimym rynku, więc aż grzech nic nie napisać czy chociażby wspomnieć. Po pierwsze od jakiegoś czasu w obiegu jest dostępny krążek Tetris'a który ukazał się pod tytułem "Dwuznacznie". Nie mogę powiedzieć że jakoś szczególnie czekałem za tym wydawnictwem, bo bym skłamał... jakoś tak mam, że ze spokojem podchodzę nawet do topowych Polskich produkcji, czy też najbardziej w świecie oczekiwanych przez rodzimych słuchaczy płyt. Nie dla tego że jestem leniwy, ale po prostu ogrom muzyki jaki jest do sprawdzenia na świecie, gdzie jakby wyznacza się trendy jest tak duży i trzeba mu poświęcić tyle czasu, że czasami nie ma miejsca na nasze płyty... wiem, wiem... powiecie, że ignorant ze mnie bo tutaj dużo ciekawych rzeczy się dzieje. I tak! Macie racje... tylko w tym roku spodobała mi się płyta Gurala czy Mes'a. A potem pojechałem na Kemp, spotkałem tam Torta i Tet'a z ekipą (których serdecznie pozdrawiam!) I od słowa do słowa i dostałem singiel "Obudź się/Tetrock", przyjechałem na crib, odpaliłem CD i patrze a tutaj niezła petarda! W "Obudź się" ekstra bit, którego autorem jest Qciek, Torcik fajnie na klawiszu... fajne myślę sobie. Za riffami elektrycznej gitary w stylu rock nigdy jakoś szczególnie nie przepadałem, ale tekst w "Tetrocku" jakoś tak do mnie trafił że polubiłem drugi track z singla.

Jakoś na dniach w uszy wpadło mi pełnowymiarowe "Dwuznacznie", i szczerze? Zdziwko mnie chapło. Może nie pod względem lirycznym, bo co do Tetrisowego rapowania to nigdy nie miałem wątpliwości, chyba od tego momentu w którym Tet rozpierdolił na wolnym jakiegoś meksykańskiego ziomala Gurala w Piwnicy 21 po angielsku. Teksty dojrzałe, takie jak ten w "MaMa", storytellersko-imprezowe jak w "Tam i Spowrotem" albo "Porfimao" czy takie które analizują wnętrze człowieka jak w "IDeał", po prostu klasa! Tym bardziej że ja szanuje raperów którzy w tekstach pokazują czego słuchają, a tutaj mamy chociażby follow-up do ATCQ (wspomniane wyżej "Porfimao") czy do NAS'a "World Is Yours" (w traku "Jeden Świat" z W.E.N.Ą - apropo czekam za Dużymi Rzeczami)... chociaż tutaj moje skojarzenie jest bardzo luźne, ale jak trafiłem to się cieszę.
Dalej to już można pisać tylko o bitach... Ja pierdole, ile w Polsce wychodzi płyt gdzie z przyjemnością słucha się siedemnaście tracków? Powiem szczerze że w dziejszych czasach znaleźć taki krążek to nie lada sztuka. A na "Dwuznacznie" dodatkowo mamy niezły miks producentów, po pierwsze props dla duo Qciek/Tort za wyprodukowanie "IDeału" w końcu w Polsce ktoś osiągnął brzmienie bliskie Detroit, nie wiem dlaczego ale kojarzy mi się to z Amp Fiddlerem, a bass z chorym Moodymanem. Ekstra! Ostrym jako producentem jaram się od wielu jego albumów bardziej niż jako raperem... Na "Dwuznacznie" świetna dawka podkładów, fenomenalny bit w "Nieodwracalnie"! No i Tet! Nie wiedziałem że produkuje?! Jaram się "Magnum 2". Fajna płyta. Czekam za woskiem!


Druga rzecz to album Kixnare'a... ukaże się pod nazwą "Kollage" i dużo więcej wam o nim nie jestem w stanie powiedzieć bo sam nie wiem... Nie mam praktycznie żadnych informacji. Więm o zagranicznych gościach, wiem o utalentowanych polskich wokalistkach, słyszałem już dwa kawałki i jestem przekonany że będzie to duża rzecz. Kto wie, może Kix zrobi tym krążkiem zamieszanie na zachodzie?! Oczywiście życzę mu tego bo w pełni na to zasługuje... żałuje że nie mogę pokazać Wam covera utworu Whitney Houston pt. "My Love Is Your Love", ale powiedzieć Wam mogę że w polsce zaczyna być słychać inspiracje najważniejszymi teraz brzmieniami w muzyce np... Sa-Ra. Obadajcie okładkę tego projektu, bo chyba ona tajemnicą już nie jest, skoro Kixnare udostępnił ją na twitterze. Followujcie go!

środa, 2 września 2009

Shafiq - En´a-free-ka



Sa-Ra Creative Partners to zespół kompletny... za każdym razem zastanawiałem się słuchając "Hollywood Recordings" czy najnowszego dzieła "Nuclear Evolution, The Age of Love" gdzie kończą się pomysły Taz'a Arnolda, Ommas'a a gdzie zaczynają się Shafiq'a Husayn'a albo odwrotnie. Pomiędzy jednym a drugim albumem mieliśmy szansę słyszeć ich najróżniejsze kolaboracje, występy solo... i gdzieś tam było słychać co komu dokładnie po głowie chodzi.
Na solówkę Ti$y pt. "Love Hood" pewnie jeszcze chwilę poczekamy, w Plug Research zapowiedzieli już krążek Ommas'a... a Shafiq już zaatakował. Zaatakował w zasadzie drugi raz, bo o pierwszym już pisałem tutaj. Gdy tylko się dowiedziałem o Jank Random vs Earl Leonne - The Frequency Cla$h pomyślałem że trzeba się spieszyć, bo wyszło to w Poo-bah Records gdzie nakład zawsze jest ograniczony... Przyjechało, odpalam a tam totalna rozjebka! Shafiq popłynął w to, co teraz jest najmocniej rozwijane w Kalifornii, czyli beat-scene. Najcelniej opisał to chyba Maceo, mówiąc o tym że to takie kosmiczne "pączki" - nawiązując do J Dilla. Trudno się z tym nie zgodzić, krótkie rozwalone bity jakby walczył z harmonią i patrzył co jeszcze można zrobić w tworzeniu bitów. Totalny eksperyment. Mam wrażenie że Shafiq krystalizował na tej EP-ce swoje pomysły, by ostatecznie przygotować się do wydania krążka "En'a-free-ka". Andrzej Cała na swoim blogu również opisał po przed-premierowym odsłuchu krążek Shafiq'a, napisał że album kojarzy mu się z "najlepszymi produkcjami spod znaku Soulquarians - "Voodoo" oraz "Like Water For Chocolate". Ja sądzę, że nie ma sensu porównywać tego do czegoś co pojawiło się wcześniej... to jest bardzo nowatorskie brzmienie. Okrzesany, dopracowany i rozbudowany projekt którego zalążkiem było "Frequency Cla$h". Parafrazując dalej Andrzeja, zgodzę się że jest to płyta "...Z jednej strony ciut chaotyczna, jakby powstała wskutek jamowego grania, a zarazem powalająca dbałością o brzmienie i jego świeżością." Efekt kolaboracji z wieloma kreatywnymi artystami i świadomy kontakt z kulturą w której rozwija stale swoje poglądy, oddając hołd przodkom. To wszystko z pewnością zatopione jest w dymie marihuany, która powodowała że artysta zbliżał się do kontaktu z transcendencją. Mogliśmy się tego spodziewać czytając zapowiedź w Plug Research, czy też w Rapster (Bo nakładem tych wytwórni ukaże się ten album już 15 września). Oczywiście dzięki wielkie za możliwość odsłuchu przed-premierowego dla Calaka, jednak tutaj nie można poprzestać na wersji promocyjnej. Album jest pozycją konieczną w kolekcji każdego fana kosmicznego brzmienia. Bardzo cieszy mnie fakt, że im dłużej słucham tego albumu, mam coraz większe problemy z wyborem faworyta na krążku... "The U.M. Plan", "Cheeba", "Lil Girl", "Lost And Found" oraz "Dust And Kisses", następują po sobie i nie powodują chęci przyciskania forwarda... lecisz dalej i spotykasz się z "All Dead" który jest mam wrażenie mroczną wersją utworu "Traffika" z ostatniego albumu Sa-Ra. Urywa głowę po prostu, później Shafiq uspokoi cię dość radosnym "Major Heavy", mimo tego że to całkiem lajtowy utwór, na myśl nasuwają się psychodele Beach Boysów... Właśnie tak daleko popłynął Husayn! Goście którzy udzielają się wokalnie spisali się wyjątkowo dobrze, o nikim nie można powiedzieć złego słowa, brawa dla Count Bass D, Om’mas'a, Bilal'a, Fatim'y i Rozzi Daime... i szacunek dla Sonny'ego Coates'a, który namieszał jeśli chodzi obrzmienia gitar na krążku. Obadajcie na jakim wirze ta dwójka nagrywała ten album.
Jedna z mocniejszych pozycji w tym roku, już teraz jestem pewien że krążków do miana tego najlepszego w roku 2009 jest kilka i nie zanosi się na to abym wybrał jeden. Pięknie po prostu!