Strony

wtorek, 28 lipca 2009

Rozpierdalające system B4Party w Krakowie!

Niby są wakacje, człowiek jest wolny od studiowania ale jak uwolnić się od pieniędzy? Pierdolnąć 6tke w totka by wypadało i wtedy bywałbym wszędzie i nic bym nie stracił. A tak? Odwiedziłem Dębki w pierwszy weekendowy cykl imprez w ramach Miller Fresh IDA Dj Tour i wypsztykałem się z hajsu. A co za tym poszło nie zabrałem się z Profem i Basią do Krakowa, gdzie miałem spotkać kolegów po fachu, których nie widziałem od dawna (Pozdrawiam Ajk!), Nie zamieniłem słowa z najważniejszymi postaciami polskiego undergroundu i przegapiłem imprezę roku... Żałuję! Everyday struggle nie pozwolił... Jeśli dobrze pójdzie spotkamy się w Czechach, nad tym jeziorem gdzie ludzie rozbijają namioty i przez 3 dni bawią się do utraty tchu, w rytm najlepszego rapu. Poniżej relacja z Krakowa autorstwa Prof'a. Zapraszam:



"Na Hip Hop Kempie byłem wcześniej dwa razy. W tym roku wakacyjne plany zaprowadzą mnie w zupełnie inne miejsce, ale nie o tym chciałem napisać. Hip Hop Kemp kojarzy mi się z wieloma nowymi znajomymi, tłustym brzmieniem soundsystemów i zawsze ciekawym wyborem artystów. Na Kempie właśnie poznałem Ajka (GoodTunes), który zadzwonił do mnie jakiś czas temu i zaproponował zagranie koncertu podczas Before Party w Krakowie. Kraków-Hip Hop Kemp-koncert... Nie było opcji, żeby odmówić. Kiedy Ajk dodał kto oprócz mnie chwyci mikrofon tego wieczoru, wiedziałem, że impreza wyjdzie naprawdę gruba. Nie pomyliłem się. W krakowskim Ministerstwie pojawiło się bardzo wiele osób. Pogoda w ciągu dnia nie dawała wytchnienia, w klubie bardzo szybko zrobiło się gorąco. Zaczął Polistyren z Envi i od razu zrobiło się dobrze. Przed koncertem ustaliliśmy, że będziemy często zmieniać się na mikrofonach, więc pod 4 numerach przejąłem soundsystem, by później oddać go pod kontrolę chłopakom z Gadabit/Grem. Za gramofonami wspierali nas Pat Patent i Kixnare. Reakcje publiczności, radość z muzyki, ludzie skaczący pod sufit - hip hopowy show na żywo w najlepszym wydaniu. W dużej mierze przyczynił się do tego Smarki, który sprawił, że publika wpadła w szał. Niesamowita atmosfera wypełniła każde pomieszczenie Ministerstwa, czułem, że dzieje się coś wyjątkowego. Po koncertach za gramofonami stanał Druh Sławek. Bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w tej imprezie. Jestem pozytywnie zaskoczony, że nadal jest tak wiele osób, które chcą przyjść i wziąć udział w koncercie, dając z siebie bardzo wiele energii. Wielkie propsy dla Ajka za organizację, dla wszystkich, którzy razem ze mną stali na scenie tego wieczoru. Trzeba to powtarzać częściej."










Foto: Ajk, funkyjaz

To co, widzimy się na Kempie?

















Update: Jeśli nie jedziecie o własnych siłach, zawsze możecie skorzystać z oferty Kempobusów. Więcej informacji znajdziecie tutaj.


niedziela, 5 lipca 2009

Łyk, Łyk ginu, lodu i cin cinu, buch, buch dymu... skurwysynu!


Donguralesko & Matheo - Inwazja Porywaczy Ciał
Nie myślałem jeszcze miesiąc temu, że tak chętnie będę pisał o płycie Gurala. Nie zawsze pozytywnie reagowałem na wszystkie akcje w które uwikłany był Gural, ale zawsze uważałem go za gościa z zajebistym flow, które nie męczy słuchacza, buja jego głową, a przy tym składającego słowa w taki sposób, że polski język swoją "flexibilnością" w końcu brzmi tak jakbym słuchał Bun'a B, Rick'a Ross'a albo The Clipse. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem motyw, w którym Gural, nawijał powtarzające się w kółko wersy: "sy, sy, synku, jestem w budynku, na, na, na innym levelu..."*, a na filmiku promującym płytę jakiś koleś powiedział że "dzisiaj, to się sąsiadka wkurwi", postanowiłem sprawdzić całość. Zastanawiałem się, czy płyta będzie zawierała tylko ten jeden potencjalny hit który będzie przebojem wakacji w Polskim Hip-Hopie. Otóż, to myślenie było od samego początku błędne. Gural rzeczywiście jest na następnym poziomie. "Inwazja Porywaczy Ciał" to hit za hitem, wypełniony chwytliwymi i genialnymi w swojej prostocie tekstami z przechwałkami o chlaniu, jaraniu i zabawie. Obok tego wszystkiego, niezliczone odnośniki do ekip z bloków... które potrafią obracać grubą rolką. Kto przejebał trochę siana w ten sposób ten wie. I za to szacunek do Gurala, że "ma wyjebane" na to co ludzie o nim powiedzą. Nawet wtedy, kiedy zdaje sobie sprawę z tego że nie robi najlepiej. Pełny hedonizm, na bitach z piszczałami, kobzami i elementami "chopped and screwed". Matheo nie szukał tutaj jakichś zbyt wyszukanych rozwiązań, chodzi to jak powinno i buja. "Wielkie Pranie" czy "Idziemy Po Swoje" to instant classic'i. Ten album na pewno nie jest dla tych, którzy oczekują od rapu kulturalnych uniesień. Surowa rzecz, w rytm której powinniście mieszać Ballantine'sa z Colą i turlać gibona. Najlepiej Gural to określa tą linijką: "To jest proste, mam bity polskie, mam rymy swojskie...". Jaram się!

*swoją drogą czekam za jakimś dubstep'owym albo basslinowym editem. Może być ogień.
donGURALesko & Matheo - "Idziemy po swoje"