Strony

czwartek, 28 maja 2009

Piękni Chłopcy - Footprints vol. 12

Z koleżeńskim uściskiem dłoni, witam Was znowu bardzo serdecznie. Nie zleciały nawet dwa miesiące, odkąd w projekcie Footprints pojawiła się część jedenasta. Nie zwalniając tempa zrzucamy kolejny mikstejp. Tym razem za selekcje odpowiadał tandem dyskdżokejski Pięknych Chłopców z Krakowa, który znany jest tu i ówdzie z promowania równie "pięknych piosenek". Ci, którzy słuchali wcześniejszych dokonań duetu, mogli spodziewać się wokalizowanych numerów. Tak, tak... Piękni Chłopcy przekopali obszar vocal jazzowych kawałków, łącząc starsze kompozycje ze współczesnymi. Wyszło śpiewająco, humorystycznie i odprężająco... zresztą, najlepiej będzie jeśli sprawdzicie sami!

Za projekt okładki odpowiedzialny jest Animisiewasz, sami przyznacie że wykonał kawał dobrej roboty, prawda? Jednak to nie wszystko, chodzą słuchy o powstaniu fizycznych egzemplarzy. Jeśli dojdzie to do skutku, wszyscy będziemy zaskoczeni formą wydania... A oto kilka przemiłych zdań, które przedpremierowo zostały przyznane dwunastej części Footprints:

"This is simply a superb jazz mixtape.
Good for you, good for the your mama and good for your soul.
You may not know it yet, but you need this."
Senorlobo (Lovemonk, Spain)

"Filled to the brim with my kinda jazz. A quality, open minded selection with a strong sense of humour...congratulations!"
Dom Servini (WAH WAH 45's, UK)

"Tandem Pięknych chłopców pedałuje w jedynym słusznym kierunku. Szczytowałem 5 razy podczas pierwszego odsłuchu"
Envee




Piękni Chłopcy - Footprints vol. 12 (kliknij aby ściągnąć)
(Maj 2009)

01. Lambert, Hendricks & Bavan - Yeh-Yeh (Edit) (RCA, 1963 / Bluebird, 2003)
02. Andy & The Bey Sisters - Sister Sadie (Ace, 1988)
03. Donald Byrd - Brother Isaac (Blue Note, 1965)
04. Stan Getz Presents Jimmi Rowles - Chess Players (CBS, 1977)
05. Basement Jaxx - Buddy (Camberwell Grooves, 1994)
06. Bryony James - Feeling Good (Mercury, 1969 / Dee Jay, 2006)
07. Baaska & Scavelli - Get Off The Ground (M&K Sound, 1976 / Freestyle, 2006)
08. Oscar Brown Jr. - Dat Dere (Sony, 1996 / Jazzman, 2004)
09. Psapp - Everybody Wants To Be A Cat (Ubiquity, 2006)
10. Elaine Delmar - Sneaking Up On You (CBS, 1968 / Dee Jay, 2006)
11 Beck - MTV Makes Me Want to Smoke Crack (Geffen, 1994)
12. Carmen McRae & Dave Brubeck - Take Five (Sony, 1962 / Jazzman, 2004)
13. Przemek Dyakowski - Work Aside (Bam's Upside Down Re-edit) (Outside Music, 2007)
14. Sleep Walker feat. Bembe Segue - River of Love (Bam's Jazzvixa Re-edit)(Especial, 2005)
15. Jose James - Spirits Up Above (Brownswood, 2008)
16. Rahsaan Roland Kirk - Spirits Up Above (Atlantic, 1969 / Rapster, 2007)
17. Japanese Jimmy Dynamite & The Greg Foat Group - Golden Boy Blues (JIZman, 2007)

piątek, 22 maja 2009

Phlash & Friends - Deep Electronic Sound

Z miejsca zaznaczam że na muzyce House nie znam się praktycznie wcale, ale mam wrażenie, że ogólne osłuchanie pozwala mi w każdym gatunku znaleźć coś naprawdę fajnego. Jedną z pozycji, których ostatnio nie zdejmuje z membran głośników jest album Phlash & Friends - Deep Electronic Sound. Jak na to wpadłem... Otóż, jak nie od dziś wiadomo, jestem ultra-fanem wszystkiego co wyszło z pod rąk jakiegokolwiek artysty z crew SA-RA... A że Om'Mas jest jednym z najbardziej płodnych członków "Kreatywnych Partnerów" (o czym pisałem między innymi tutaj), nie odmówił współpracy z Brytyjczykiem Phlashem związanym z Restless Soul Records.

"Do It Up" był więc pierwszym kawałkiem Phil'a Asher'a jaki słyszałem. Już nawet nie pamiętam w jakich okolicznościach... albo pokazał mi go 100na na wspólnym paleniu, albo Benji B w BBC 1xtra. W każdym razie czekałem za całym albumem już na przełomie 2008/09. Płyta ukazała się dopiero w lutym nakładem wytwórni Archive z Detroit i było warto czekać. "Deep Electronic Sound" to krążek prezentujący bardzo wysoki poziom. Mimo "przyjaciół" których liczba jest tak wysoka, że aż nie sposób ich wszystkich wymienić to płyta jest niesłychanie spójna. Warto w tym miejscu wyróżnić Om'Mas'a, Sandre Nkake, Fyza'e, Lady Alme, Shea'e Soul, Zansike i Rich'a Medine, którzy swoimi wokalami tworzą soulful klimat wokół wszystko-otaczającej-elektroniki (no, może z wyjątkiem tego ostatniego, gdyż R. Medina używa tutaj bardziej czegoś w rodzaju spoken-wordu, ale on jest zawsze spoko). Myślę, że to byłby błąd z mojej strony gdybym nie pochwalił Mark'a de Clive-Lowe'a, za wplatanie klawiszy w kompozycje Phil'a, bez których nie musiało by być wcale tak dobrze... Na zachętę dwa kawałki:
Phlash and Friends feat Om'Mas - Do It Up

Phlash and Friends feat Sandra Nkake - Exaltation

wtorek, 19 maja 2009

Truth & Soul

O Truth & Soul pisałem już gdzieś, albo z kimś rozmawiałem... pewnie chodziło o wspieranie projektu "Enter The 37th Chamber" El Michels Affair. Ale tym razem zupełnie nie o to mi chodzi. Otóż, ostatnimi czasy bardzo mocno promowane przez audycje Gilles'a Petersona są utwory Lee Fields'a, które ukażą się na płycie pt. "My World". Wytwórnia o tym krążku mówi tak: "T&S are ready to bring Lee to light with a brand new album of beat-heavy, deep soul ballads that will show soul-revivalists the world over what real soul is.". Brzmi obiecująco. Już teraz możecie sprawdzić utwory "Honey Dove" (kapitalny!) oraz "My World" - na moovmnt.com (polecam z miejsca dodać tę stronę do ulubionych). Pre-ordery już ruszyły. Płyta ujrzy światło dzienne 2 czerwca. A do każdego LP dodawany jest podobno kupon, który pozwala pobrać za darmo album z sieci. Przyznam że zajebisty sposób promocji. A na dodatek, posiadacze płyt dostaną utwór "My World" w remiksie Aloe Blacc'a, który nazwano innym tytułem "Truth, Deception, & Lies".

Ale to jeszcze nie cała historia, Leon “El” Michels i Jeff Silverman są założycielami i właścicielami Truth & Soul, poza tym są duetem producenckim. Ich najnowszym dziełem będzie nowy album Aloe Blacc'a, który zapewne ukaże się w Stones Throw. Jeden z managerów Stones Throw, Eothen Alapatt, powiedział o nagraniach Aloe: "it sounds like Bill Wither’s darkest moments, with a splash of Bobby Womack’s whimsy and just a bit of R. Kelly". Mocne nie? Nie ma nawet dyskusji o tym, żeby tego nie sprawdzić.

Fotka w wykonaniu Keith'a Sirchio z sesji nagraniowej.

sobota, 16 maja 2009

Young Black Preachers



Young Black Preachers
to grupa składająca się z trzech osób: Jeremy Irving (JaeR) oraz bracia Tre Smith i Aaron Butler (Projeck). Do YBP, każdy z nich wniósł coś od siebie, ponieważ spektrum ich zainteresowań jest dość szerokie: hip hop, jazz, punk rock, house, dance, world music oraz Visual Arts. Nie chcą być nazywani zespołem, uważają się raczej za "ruch". Chłopaki dorastali w "south side" w Chicago. Ich ideą było sprzeciwienie się przemocy którą stosują gangi oraz korupcji spotykanej w kościele i w polityce w Chicago, dlatego zaczęli czynny udział w tworzeniu muzyki ale też starali się wykonywać jakieś prace społeczne. Wychowywali się pod wpływam dziadka Jeremy'ego, który był pastorem w kościele Babtystycznym. Miało to wpływ na ich rozwój, bardziej w stronę spirytualizmu, niż bycia religijnym. Właśnie wydali EPkę, "YBP - Young Black Preachers" i zachwala ją sam Flying Lotus. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że dostajemy ją od artystów zupełnie za darmo. Nie będę więc już nic wrzucał, po prostu weź swoją kopię. Moim ulubionym kawałkiem jest "Do You Fell It?". Chyba śmiało mogę powiedzieć, że wśród wszystkich "rookies", którzy teraz starają się zrobić coś nowego w hip-hopie, ta trójka rzeczywiście się wyróżnia. Nawet nie wiem do kogo mogę ich przyrównać... a to chyba dobrze.


Bembeya Jazz National



Nigdy się nie spodziewasz, gdzie i na co trafisz. Ostatnio, wpadł mi w ucho podcast dla Brainfeeder'a przygotowany przez Robot'a Koch'a, i myślałem że jak na label Flying Lotusa przystało, będzie to kolejna dawka potężnych elektronicznych bangerów. A tutaj niespodzianka... Moondog, Rahsaan Roland Kirk, Fela Kuti, David Axelrod i inni, a w to wtopione wypowiedzi Andy'ego Warhol'a czy John'a Cage'a. Całość? Miazga! No, ale jeden szczegół rozwalił mnie szczególnie, rzecz której kompletnie nie znałem, pewnie dlatego że to raczej muzyka z cyklu "rare". O co mi konkretnie chodzi? O Bembeya Jazz National...
Bembeya Jazz National, to grupa jazzowa (?) z Gwinei, która zyskała największą popularność wśród podobnych gwinejskich zespołów, ze względu na oryginalną w tamtym czasie fuzję jazzu, afro-popu i muzyki tradycyjnej powstałej w tym regionie. Zespół założył Aboubacar Dembar Camara w 1961 roku. Bembeya Jazz National wygrał kilka festiwali, a w 1966 roku został orkiestrą narodową Gwinei. Duże znaczenie w brzmieniu zespołu, miało wprowadzenie elektrycznej gitary, którą władał Sekou “Diamond Fingers” Diabate. Warto również wymienić tutaj Sekouba Mabino Diabate, głównego wokalistę, bez którego zespół zapewne nie zdobyłby takiej popularności. W 1973 roku Dembar Camara zginął w wypadku samochodowym jadąc na koncert w Dakarze. Krążą plotki, że śmierć Camary mogła mieć znaczenie polityczne, a do zamachu na jego życie przyłożyli ręce przeciwnicy Ahmed'a Sekou Toure, polityka, jednego z głównych przywódców walki o niepodległość Gwinei. Bembeya Jazz National, koncertowali bez niego jeszcze przez 8 lat, ale już nigdy nie powtórzyli sukcesu który odnieśli za życia Camary. Dyskografia płyt wydanych przez Syliphone jest bardzo szeroka. Większość, jeśli nie wszystkie albumy w oryginalnym tłoczeniu są raczej nie do zdobycia. Warto więc zadowolić się dwupłytowym "Bembeya Jazz National - The Syliphone Years, Hits and Rare Recordings".

Bembeya Jazz National - Ballake


Prezentowany wyżej utwór pt."Ballake" znajduje się w omawianym wyżej podcaście oraz na płycie o której również wspomniałem. Zwrócicie uwagę na niesamowite umiejętności wokalne Aboubacar'a, chciałbym wiedzieć o czym to jest. Pewnie nigdy się tego nie dowiem, ale stawiam że raczej to smutny utwór. Dęciaki niesamowicie podążają za melodyjnością Camary. Naprawdę cudowne! Inne zajebiste utwory które mógłbym teraz polecić to: "Moussogbe" albo "Beyla". Poszukajcie tego, polecam!


czwartek, 14 maja 2009

The Tones - Dreamtalk



Gdzie się da, rozmawiam z ludźmi o tym, co warto posłuchać... Pamiętam że jeszcze zimno było, gdy Lechu, znany w to tu, to tam jako "Eleskey", powiedział mi: "Sebol, sprawdź The Tones, spodoba Ci się na bank", no to sięgnąłem po to wydawnictwo. Niby Bay Area, niby soulful, śpiewają i rapują, no to dlaczego miałbym olać rekomendacje Leszka?
The Tones utworzyli skład w 2001 roku, jest to duet: raper-producent Retro i raper-ze skłonnościami do śpiewania Suhn. Od tego czasu koncertowali z takimi artystami jak: Common, Slum Village, Little Brother, QuestLove czy Dr. Cornell West (ciekawy filozof zresztą...). "Dreamtalk" to o ile się nie mylę ich debiutancki album. Wyszedł w zeszłym roku nakładem labelu Plug, który założył bodajże Kero One. Common powiedział o nich: "The Tones are some real soulful brothers", i trudno się z nim nie zgodzić... flow The Tones przypomina nieco dokonania Illa J. Chłopaki opowiadają o podążaniu za marzeniami, w tle życia codziennego. Bity Retro (chociaż występują tutaj też inni producenci) tworzą wyluzowany, soulowy klimat, który z pewnością umili Wam coraz cieplejsze i słoneczniejsze dni. Album na lato, bez wątpienia.
Na zachętę chciałem dać kawałek "You Turn Me On", który wyprodukował Beathoven, ale naglę się rozmyśliłem i zdecydowałem się na "Road Ahead"
The Tones - Road Ahead

wtorek, 12 maja 2009

Mocky - Saskamodie



Mocky'ego, mimo że wydał właśnie 4-ty album nie znałem wcześniej. Poznałem go za sprawą Gilles'a Peterson'a i bardzo spodobało mi się to co zaprezentował na swojej ostatniej płycie "Saskamodie". Mocky'ego możecie znać ze współpracy z Jamie'm Lidell'em. Poza tym, jest to człowiek orkiestra, bo jak czytamy na jego myspace:
Mocky is listed as playing drums, bass, rhodes, piano, guitar, percussion, bells, recorder, vocals, whistle, organ and toys as well as writing string arrangements.

Nie jest to płyta dla zapalonych brzmieniem głębokiego i tłustego bass'u. Nie leżało to nawet obok produkcji przeznaczonych na klubowe szaleństwo. To płyta która ma cię odprężyć w pracy albo po pracy. W większości jest to instrumentalne wydawnictwo. Kolaż pop'u, jazz'u - może i jakiejś stylistyki hip-hopowej. Jeśli miałbym do czegoś się przyczepić, to byłby to tylko jeden kawałek "Golden Dream" - i tylko ze względu na to, że jest "za wesoły" i trochę burzy mi nastrój całego albumu.
Na zachętę odsłuch utworu "Music To My Ears", który otwiera album. Jak chcesz w końcu w domu posiedzieć, to sobie to załatw i posłuchaj w spokoju. Bo lato idzie i leniwe też być potrafi. Muzyka do leżenia na hamaku.
Mocky - Music To My Ears

sobota, 9 maja 2009

Nowy design na mojej stronie

Odkąd tego, co mogę napisać nie okrywa zajebisty wersalkowy layout Kryszpina, to jakoś nie czułem, że to gdzie aktualnie piszę jest inne od innych. Mój serdeczny kolega Mirek aka RSO196, którego znacie chociażby z wkładu w tworzenie projektu Footprints, zaprojektował stronę świetnie oddającą ideę "sebol-is-droppin'-leftovers" - pisania w biegu, nie skupiania się nad dłuższymi formami... czy też wyrzucania wolnych myśli które i tak nigdzie indziej nie mogłyby się ukazać. Dziękuje również Ickowi, który znalazł chwilę żeby grafikę poskładać do kupy. Kawał szybkiej i dobrej roboty!
Strona istnieje w przestrzeni internetowej mniej więcej rok. Od tego czasu odwiedzin coraz więcej. Dzięki temu mam świadomość że nie piszę "do szuflady". Cieszę się niezmiernie widząc ruch na stronie, to powoduję że chce mi się pisać jeszcze bardziej. Mam nadzieję że nowy wygląd strony spowoduje że wpadniecie jeszcze kiedyś, sprawdzić jakiś klip, czy wymienić się ze mną opinią na jakiś temat... W tym miejscu Wam bardzo serdecznie dziękuję za wizyty i wszystkie pozytywne i negatywne komentarze, które motywują mnie do dalszego prowadzenia bloga. Ze sportowym pozdrowieniem!

Sebol