Strony

piątek, 27 marca 2009

FLWNKZ => Supra1



Krakowski duet Fluowankaz zawiesił działalność swoją oraz swojego bloga, o czym możemy przeczytać na ich sajcie. Jeśli nie będą o sobie pisać, to w końcu ktoś musi. Sam zgłaszam się na dyżurnego i obiecuje że doniosę o wszystkim czego się dowiem. Tomek i Tomek to przemiłe chłopaki i napierdalają dobre biby - teraz już over the world... Nie jako FLWNKZ ale jako SUPRA1. Upewnijcie się że nie ominął Was ostatni podcast dla klubu Stealth w Nottingham. Oto link. Dobre to! Powodzenia dla Supra1.

PS: Supra1 (heh, patrze graficznie jak prezentuje się nowa nazwa) wiedzą jak dobrze zacząć podcast:

Claude VonStroke "Who's Afraid of Detroit"

czwartek, 26 marca 2009

Born Like This



"Superzłoczyńca" Doom
wrócił z albumem "Born Like This" by znów siać spustoszenie. I muszę przyznać że mu się udało... rozpierdolił system. Wydawało by się że kariera Doom'a stoi pod znakiem zapytania, Lex Records wielokrotnie przekładali datę premiery, żadne wywiady z raperem nie pojawiały się w sieci, w radiach i magazynach. W takich momentach człowiek zawsze zadaje sobie pytanie... "Co się dzieje?!" Moje scenariusze były już najczarniejsze, widziałem Daniel'a Dumile'a w jakimś uzależnieniu od cracku bez szansy na wyjście z nałogu. Ale na szczęście nic podobnego się nie stało, My ultra-fani twórczości Doom'a odczekaliśmy swoje i 24-tego marca "Born Like This" pojawiło się w sklepach i w sieci.

Powiem szczerze, że jak zobaczyłem okładkę do płyty to myślałem że to jakiś fejk... Później, jak okazało się, że to nie żaden wymysł średnio utalentowanego fana który zrobił bootleg, byłem w ciężkim szoku i zadawałem sobie kolejne pytanie: "Jak było możliwe zaakceptowanie tak chujowej okładki"? Do teraz nie mam pojęcia. Mało tego, uważam ją za takie dno, że nawet nie wkleję jej tutaj jako wypełnienie moich myśli, bo jednym słowem rzygać mi się chce jak ją widzę.

Na szczęście okładka nie jest tym, o co tutaj mi się rozchodzi. Włączysz płytę to przekonasz się jak bardzo jest wyjebista. Mamy 17 kawałków, większość z nich nie przekracza 3 minut. Daje nam to 40-sto minutowy album, który nie znudzi się nawet po kilkunastu przesłuchaniach. Cieszy obecność J Dill'a, akurat pomijam "Lightworks", bo wszyscy znamy ten podkład (a niektórzy powiedzą nawet że wrzucanie tego bitu to zabieg wtórny), dlatego wyróżnię "Gazzilion Ear" który mnie osobiście pozamiatał. Madlib wyostrzył mój apetyt w oczekiwaniu na drugą część Madvillain, po tym co usłyszałem w "Absolutely", bez wątpienia stawiam ten numer w czołówce na tym krążku. Cztery tracki wyprodukował Jake One, białas który jest autorem całkiem dobrze przyjętego "White Van Music"... Trzeba przyznać że nie odstaje od poprzedników i pochwalę go za bit w "Rap Ambush", to krótki track... ale to, jak rozpierdala się po nim Doom jest pierwszoligowe! Na koniec zostawiłem sobie samego autora, który rapuje do swoich podkładów... Nawet nie macie pojęcia jak cieszy mnie fakt że Metal Fingered Villain powrócił wraz ze swoimi patentami producenckimi, uwielbiam brzmienie tych bębnów i sposób ich układania. Utwory "Angelz" z Ghostem (pamiętam jak usłyszałem ten track pierwszy raz na myspace Nature Sounds - byłem rozwalony!), czy "Still Dope" z Stahhr Tha FEMCEE stawiają go w mojej czołówce producentów. W ogóle fakt że lirycznie udzielają się tacy ludzie jak Reakwon czy Ghostface a nawet Kurious jest dla mnie zajebiste.

Co tu więcej pisać, Doom otrzymuje mocną piątkę od Sebola, bo "Born Like This" go rozpierdala i nie ma innej opcji. A wiec rada dla Ciebie! Sprawdź dobrowolnie, albo inaczej Supervillain sam Cię dopadnie.

Bonusowo możesz sprawdzić remix na który wpadłem słuchając dziś audycji Gilles'a Petersona w BBC, żeby to zrobić musisz tak jak ja odsłuchać program Gilles'a - autorem remixu jest Thom York.

piątek, 20 marca 2009

Exlusive News: Guilty Simpson na polskich bitach!

No tak, wygadałem się! Guilty Simpson - raper z Detroit którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Autor całkiem ciepło przyjętego LP "Ode To The Ghetto", wyrzucił z głowy rymy i zarejestrował je na ścieżkach polskiego producenta. Kogo? Tego jeszcze nie mogę zdradzić, ale przekonacie się sami. Myślę że w okolicach maja wosk będzie dostępny na ulicach i rozpierdoli wszystkim głowy... sam jestem ciekawy efektu tej kolaboracji.



Bonusowo dodaje swój wywiad przeprowadzony z Guilty Simpsonem, który przeprowadziłem przed ukazaniem się długogrającej płyty "Ode To The Ghetto".

Witaj, na wstępie opowiedz o swoich początkach na scenie w Detroit, jak wciągnąłeś się w rap?

Siemasz! W '94 roku, razem z moją załogą „Almighty Dreadnaughtz” zaczynaliśmy w piwnicy. Ich zespół wówczas już istniał, ja tylko dołączyłem. W zasadzie byłem dzikim kotem z ulicy i mój znajomy pracował z „Dreadnaughtz”, a wiec zapytał mnie czy kiedykolwiek myślałem o zajęciu się rapem na serio. Przemyślałem to... I jestem teraz tutaj.

Co miałeś na myśli używając przydomka „Guilty” (Jak sam stwierdziłeś to twoja początkowa ksywa)? Jakie znaczenie ma dla ciebie pseudonim „Guilty Simpson”? Nawiązujesz w ten sposób do O.J. Simpson'a?

Pseudonim Guilty był moją pierwszą ksywą w rap grze. Kiedy się pojawiliśmy na scenie w Detroit, moi ludzie spodziewali się że będą kłopoty, bo ta ksywa już do kogoś należała. Dodałem „Simpson” kilka lat później żeby uczynić moje imię bardziej autentycznym. Simpson to moje prawdziwe nazwisko i nie ma nic wspólnego z O.J'em. „Guilty Simpson” się przyjęło i zajebiście brzmi.

Jesteś członkiem grupy „Almighty Dreadnaughtz”, to bardzo liczny skład. Około 20 osób. Od 97' roku wydaliście pięć albumów. Nie są łatwo dostępne... Co byś o tym powiedział?

Ekipa cały czas pracuje. Mamy całą bibliotekę utworów, których koty nawet jeszcze nie słyszały. Imię „Almighty Dreadnaughtz” rozbrzmiewa w całym Detroit, ale nadal dla wielu ludzi z poza tego miasta jesteśmy tajemnicą. Jestem tutaj po to, żeby to zmienić. Po prostu potrzebowaliśmy kogoś kto się przebije aby przetrzeć szlak. Mnie!!!

A zatem teraz Ty jesteś pierwszoplanową postacią tego składu... po raz pierwszy dałeś się bardziej poznać na 12” Four Tet w remixie Jay Dee. Jak doszło do tej kolaboracji?

A więc... J Dilla zadzwonił do mnie i powiedział że robi remiks dla jakiegoś zagranicznego Dj'a. Spytał mnie wtedy czy nie chcę się w to zaangażować. Zgodziłem się i reszta jest już historią. Pojechałem do jego mieszkania i pokazał mi kawałek, który zrobił. To był pocięty kawałek techno który zrobił Four Tet, czy coś w tym stylu. Jay Dee posiekał numer który zrobił Four Tet i zrobił z tego kawałek hip-hopowy. Możesz to sobie wyobrazić? Właśnie zrobiłem kolejny kawałek do ich wspólnej produkcji (Four Tet i J Dilla) który pojawił się na „Chrome Children vol. 2”. (Możecie go ściągnąć za darmo ze strony www.stonesthrow.com)

Później nagrałeś zwrotki na „Champion Sound” duetu Jaylib – to już drugi raz w którym pojawiłeś się z J Dilla... Kiedy się poznaliście i w jaki sposób układała się wasza współpraca?

Ja i J Dilla poznaliśmy się w 2001 roku, przez mojego dobrego kumpla Dj'a Houseshoes. Czuję, że jest to najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała – w sensie muzycznym. To jaki był w studio, oraz jak bardzo był skromny, było wprost zadziwiające. Jestem na zawsze wdzięczny.

Podejrzewam że występ w kawałku „Strapped” był przełomowym momentem w twojej karierze gdyż poznałeś drugiego mistrza w swoim fachu – Madliba... Czy to w tym czasie zaczęła się twoja przygoda ze Stones Throw?

Jay Dee był w Kaliforni i pracował ze Stones Throw, w ten oto sposób połączyłem się z nimi. Dilla zawsze mi powtarzał że powinni być dla mnie domem z powodu tego jak traktują to, co robią. Poznałem Madliba przez Jay Dee. Pewnego razu zobaczyłem jak dobrze odwalają swoją robotę... to było dojebane! Wiedziałem, że jestem tam, gdzie powinienem być.

W tym samym roku, nagrałeś jeszcze numer z Waajeed'em pt. „Get Up!” - kilka słów o tej wspólnej produkcji?

Waajeed jest rewelacyjny! Po raz kolejny Houseshoes doprowadził do naszej współpracy. I chociaż znałem już wcześniej Waajeed'a, to po raz pierwszy tak naprawdę ze sobą pracowaliśmy. Jest na prawdę wporzo gościem i niesamowitym producentem! Szacunek dla niego!

Do 2006 roku, raczej czekałeś żeby wyjść z czymś nowym... przez dwa lata tylko kawałki „As Serious As Your Life” i „Get Up!” ukazywały się na składankach. Dlaczego tak?

W tym czasie po prostu mocno pracowałem nad moim kunsztem. Tak naprawdę bardzo trudno jest zabłysnąć artystom w Detroit. Większość dużych miast ma ogromny rynek zbytu, ale nie Detroit. Duża ilość kotów wyjeżdża żeby zdobyć kontrakt. Wyciszyłem się na pewien czas i pozwoliłem mojemu otoczeniu wydobyć ze mnie to, co we mnie najlepsze. Byłem tutaj próbując przetrwać, i robić muzykę gdy tylko mogłem. Nie zdając sobie sprawy z tego, że to właśnie muzyka jest kluczem do ucieczki z getta.

W zasadzie rok 2006 można uznać za najbardziej płodny okres w twojej twórczości... Co cię pchnęło do wzmożonej pracy?

Kumple z mojego otoczenia wierzyli że mogę coś zrobić. Miewałem chwile słabości i brałem nawet pod uwagę odejście. Ale ludzie tacy jak J Dilla i Mr. Porter nie pozwolili by mi na to. Kiedy przestałem mieć czarne myśli, zauważyłem, że kumple którzy zachęcali mnie do dalszej pracy, byli tymi samymi którzy już dopatrywali się muzycznego sukcesu. Oni wcale nie musieli dłużej ze mną pracować. Mieli przecież mnóstwo innych rzeczy do zrobienia. Świadomość tego spowodowała, że ponownie skoncentrowałem się na hip-hopie.

Pierwszym utworem który pojawił się w zeszłym roku był „Heartbreaker” który nagrałeś wspólnie z T3 do bitu Black Milk'a. Jak wspominasz ten numer?

T3 zadzwonił do mnie i powiedział że robi mixtape. Zapytał, czy się na to pisze. Oczywiście że się zgodziłem! Pojechałem do jego laboratorium i się za to zabrałem. Po raz pierwszy, gdy usłyszałem bit, chwyciłem kartkę i długopis i napisałem swoje wersy w jakieś 15 minut.

Nagrałeś też inny numer z Black Milk'iem, pt. „Sound The Alarm”. Jak doszło do nagrania tego kawałka?

Black Milk to mój człowiek! Pracowałem z nim nad „Dirty District”, gdy powiedział że ma kawałek, ja pojawiłem się tam bez żadnych pytań. On jest przyszłością, mówię Ci to. Do tej pory nawet nie otarł się o powierzchnię swoich możliwości. Poczekaj jeszcze na klip! Jest obłędny!

Następnie pojawiła się płyta Monic'i Blaire a na niej kawałek „Hey Hoe” - kilka słów o tej współpracy?

O tak... to moja dziewczyna! Pokój dla Blaire i Silent Riot! Monic miała zajebisty bit i zapytała czy nie chcę dołączyć, więc tak zrobiłem. Byłbym głupi gdybym odpuścił. Stawiam na nią... ta laska na pewno wygra! Haha, to zabawne że musiałem naprawdę się wyluzować, żeby nagrać z nią ten kawałek. Cały czas śmialiśmy się z tego w studio, kiedy nagrywaliśmy ten numer.

Po 3 latach spotkałeś się ponownie z Madlibem, by nagrać wspólny utwór „Baby” na płycie „The Shining” Jay Dee, tym razem razem rapujecie... Czy to był pomysł J Dilla? Przyznam że to chyba najlżejszy utwór w twoim wykonaniu...

Tak to był pomysł J Dilla. Usłyszysz dużo więcej rzeczy które nagrałem wspólnie z Madlibem. Teraz jest tam rodzina. Masz racje, ten kawałek jest naprawdę łagodny, aktualnie lubię też taki klimat w utworach. Bardziej poczujesz jakim jestem artystą, kiedy ukarze się mój album!

Jednak na „The Shining” pojawiłeś się dwa razy. Drugi, o wiele cięższy kawałek „Jungle Love” stworzyłeś wraz z innym przedstawicielem Stones Throw – MED'em. Jak Ci się podoba jego towarzystwo na mikrofonie?

To mój człowiek, uwielbiam rapować razem z MED'em. Jest szalony i wnosi mnóstwo energii do tego kawałka. To prawdziwy MC.

Dabrye przyznał, że na swoją płytę „Two \ Three” zaprosił tylko tych artystów, którzy to wywarli na nim największe wrażenie – uważasz to za swego rodzaju wyróżnienie? (Dodam tylko że jest to jeden z najlepszych albumów zeszłego roku).

Oczywiście że jest to dla mnie zaszczyt. On jest szalony prawda? Dabrye wysłał mi podkład i rozpieprzył tym mój umysł! Jest prawdziwym gigantem jeżeli chodzi o produkcje. Nie mogę przestać z nim pracować!

Kulminacyjnym punktem był występ na składance „Chrome Children” (kolejna bombowa produkcja 2006 roku). Nagrałeś tam utwór „Clap Your Hands” który automatycznie wszedł na 12”. Czy to był moment oficjalnego wejścia w line-up Stones Throw?

A wiec... tak i nie. Nagrałem ten numer zanim pojawiłem się w Stones Throw, ale pozwoliłem im to dopiero usłyszeć kiedy wysłałem im te kawałki. Uznali że było by to idealne do projektu „Chrome Children”. Ludzie ze Stones Throw wybrali „Clap Your Hands” na mój debiutancki kawałek w tej wytwórni. Ale to nie koniecznie było moim zamiarem. Ten bit jest potworem!

W „Clap Your Hands” nawijasz „...I swear to god, rap shit saved my life...” - Kim byś był gdyby nie hip-hop?

Zapewne nabijał bym statystykę. Zanim zająłem się rapem, tak naprawdę nie czułem, że mam przed sobą jakiś cel. Człowieku... byłem dziki, kradłem, biłem się, używałem przemocy. Miałem w sobie wiele złości której nie mogłem wyrzucić. Muzyka dała mi taką możliwość, więc jestem bardzo wdzięczny. Nie wiem dokładnie kim bym był... ale nie chcę się dowiedzieć. Byłbym bardzo podły... powiedzmy.

Miałeś tyle gościnnych występów, pracowałeś z tyloma producentami... Z którymi z nich pracowało Ci się najlepiej?

Oczywiście J Dilla zanim odszedł... I mój człowiek Mr. Porter. Wiedza którą przekazał mi o budowaniu piosenek oraz solidne kontakty są dla mnie bezcenne.

Twój styl charakteryzuje się niezwykła charyzmą, i dość hardcore'ową tematyką... Czy zamierzasz nagrywać z innymi raperami ze Stones Throw, którzy też zmiatają swoim flow z powierzchni ziemi? Mam na myśli MF Doom'a, Percee P oraz Roc C?

O tak, właśnie zrzuciłem wersy dla Roc C na jego mixtape kilka tygodni temu. Jestem tam ja, Roc C, Oh No oraz Black Milk. Zrobiłem też kawałek z Percee P i Vinnie Paz'em (Jedi Mind Tricks) na album Percee'ego. Wiec to na razie dwie kolaboracje z trzech. Nie pracowałem jeszcze z MF Doom'em, ale chciałbym. On jest szalony!

Kiedy i czego możemy się spodziewać po twoim solowym debiucie? Podejrzewam że ukaże się w Stones Throw...

Tak, oczywiście ukaże się w Stones Throw... Powinien ukazać się w połowie maja lub na początku czerwca. Powinieneś oczekiwać czegoś nowego i zupełnie innego. To będzie bardzo surowe i dzikie brzmienie!

Czy chciałbyś dodać coś dla twoich słuchaczy z Polski?

Przygotujcie się! Detroit ma coś do powiedzenia! R.I.P. dla moich ludzi J Dilla oraz Big Proof'a! Dla was też hejterzy...! Nadal lubię Detroit Pistons i tutejszą koszykówkę!

Dzięki za Twój czas!

Rozmawiał Sebol dnia 29 stycznia 2007 roku

poniedziałek, 16 marca 2009

Footprints Vol. 10 Matam: For Human

Dokładnie cztery lata temu, wiosną 2005 roku, ukazał się pierwszy mixtape sygnowany nazwą Footprints. Przez te kilka lat ukazało się całkiem sporo materiału, który starał się promować muzykę lat 60, 70 i 80’tych. Przyszedł czas na jubileuszowy mikstape którego autorem jest Matam. Artysta odszedł nieco od ideii “keeping legends alive” – przekopując się przez dość sporą ilość net-labeli, z Polski i nie tylko. W tym prawie godzinnym secie znajdziemy utwory z takich wytwórni jak: Buddabeats, Estrada Nagrania, Dirty Birdexx, Bump Foot, Moon Label, Humanworkshop, 16 Wersów, Test Tube czy Tokyo Down. Aby całość odnosiła się jakoś do ideii promowania Polskiej kultury z czasów PRL, Matam uzupełnił miks dialogami z filmu Jowita (1967) w reżyserii Janusza Morgensterna. Autorem okładki do dziesiątej odsłony Footprints jest legendarny RSO196. Zapraszamy do słuchania!



Footprints Vol. 10 Matam: For Human
(kliknij aby pobrać)
Marzec 2009

Tracklist:

01 M.W.D. - Snake (Budabeats)
02 Fizz - Midnight Haze (Estrada Nagrania)
03 Spisek - Kolejny dzien 3 lata pozniej
04 Laineet - Hyvia Aikoja (Dirtybirdrexx)
05 Nienvox - Crosslights (Bump foot)
06 Wade - What Do You Think (Moon Label)
07 Basic - Dinky Toy (Humanworkshop)
08 Enbe - Dedicate to (16Wersów)
09 Mr.White - Po to rodzisz się (Estrada Nagrania)
10 Anon - Pati (Estrada Nagrania)
11 TrianguliZona - Recapturing (Test Tube)
12 Leisure-B - Adaptations (Humanworkshop)
13 Briskey - Le désir de l'Autre
14 Maed - Some Kind of Mystery (16Wersów)
15 BandFX - Smoke Story
16 Mentz - Shackles (Tokyo Dawn Records)

Zeppy Zep remiksuje Zomby



W zasadzie Sebol nie posiada drop box'a, mało pisze o muzyce klubowej na swoim sajcie, a w dodatku nie sądził że może posiadać tylu czytelników żeby było warto kogokolwiek promować... no ale jak zdążyliście zauważyć na blogu Mentalcuta i Fluowankaz - Krakowiak Zeppy Zep sobie popełnił remiks utworu "Strange Fruit". Ludzie się jarają, trzeba obadać brzmienie w Poznańskich klubach, autach i pakerniach! (Tak, tak - z tego co mi wiadomo, muzyka promowana przez Mentalcuta, przedostała się już do Dębieckich siłowni, powiem jedno, w piwnicach dobrze to napierdala).

niedziela, 8 marca 2009

Black Pocket



Steve... Steve Spacek, cholera, jarałem się jego albumem "Spaceshift". Pamiętacie jeszcze tę produkcję z 2005 roku? Tak, tak... to właśnie z tego albumu pochodził ultra-banger-super-hit pt. "Dollar", który wyprodukował J Dilla... no i potem jakoś o Spacek'u zrobiło się cicho (a przynajmniej dla mnie). W międzyczasie stworzył projekt "Steve Spacek and Mr. French are Steve&I". Niestety, nie było mi jeszcze dane usłyszeć pełnego efektu tej kolaboracji. W każdym razie, czasem wielkiego powrotu Steve'a na scenę był luty 2008 roku, a zarazem debiut jego alter-ego, który nosi nazwę Black Pocket. Co to Black Pocket? Ano, instrumentalne wcielenie Steve'a, można chyba powiedzieć że mniej soulowe, bardziej broken-beatowe i futurystyczne. Szkoda że tak mało na "The Album" samego wokalu Spacek'a, bo tylko w jednym utworze... No, ale zamysł był inny i bity są wyjebiste! Aby nie zdradzać całości wrzucę do odsłuchu ten uzupełniony o wokal kawałek, który nosi tytuł "You're A Sta".

Steve Spacek Presents Black Pocket - The Album - You're A Sta



A żeby było jeszcze weselej, to dodam do odsłuchu kolejny kawałek, a zarazem zachęcę Was do sprawdzenia albumu Mark'a Pritchard'a który zrobił na mnie bardzo, ale to bardzo duże wrażenie w ostatnim czasie... Wiadomo że chodzi o krążek Harmonic 313 - When Machines Exceed Human Intelligence (muszę przyznać że tytuł jest zajebisty!). Zapraszam do utworu pt. "Falling Away" w którym gościnnie wystąpił Steve Spacek.

Harmonic 313 - Falling Away feat. Steve Spacek


środa, 4 marca 2009

Jorge Ben - Negro E Lindo



Byt Wersalki w domenowej, internetowej rzeczywistości przestał istnieć... a co za tym idzie, cały materiał który się tam do tej pory przez... Hmm, już 4 lata (?) pojawiał przestał istnieć razem z nią. A więc postanowiłem dopieszczać starsze rekomendacje i publikować je co jakiś czas na blogu... Na pierwszy ogień:

Jorge Ben
Negro é Lindo
Phonogram
1971

Jorge Ben (lub też Jorge Ben Jor) urodził się w 1940 roku. Gdy był jeszcze młodym chłopakiem, usłyszał boss’a-nove w wykonaniu João Gilberto. Jego gra tak bardzo zainspirowała Jorge, że podobnie do swojego idola, zaczął grać na gitarze i rozwijać swój styl. Jako autor tekstów piosenek i śpiewak zasłynął na Brazylijskiej scenie już w wieku 23 lat. A jego pierwszym wielkim hitem był utwór "Mas, Que Nada". Jak wiadomo, ten numer stał się bardzo szybko standardem i był wykonywany przez wielu artystów. Warto dodać że Brazylia w latach ’60 była pod dyktaturą wojskową. Cenzura dogłębnie analizowała teksty artystów. Jednak nie dotyczyło to tak bardzo samego Jorge Ben’a dlatego, że jego piosenki nie miały podtekstów politycznych. Zdarzało się że w latach ’70 przerywano występy Ben’a, gdyż jego piękne Brazylijskie tancerki często prowokowały swoją seksualnością.

Tyle z lekcji historii, przenieśmy się teraz do roku 1971. Phonogram wydaje wtedy album pt. „Negro é Lindo”. Tak naprawdę to nie wiem o czym śpiewa ten Brazylijczyk, dlatego bardziej skupię się na muzyce niż na tekstach. Na początek dodam, że w latach ’70 Benjor (bo tak też na niego mówili) bardzo chętnie łączył elementy brazylijskich rytmów z tym co się działo w muzyce w zachodniej Afryce. Stąd tak dużo metek które można przypinać temu artyście i albumowi. Jest to miks latynoskiego jazzu, soulu i pop’u. Bardzo wybuchowy i jednocześnie spokojny album. Z jednej strony taneczny a zarazem też bardzo intymny i romantyczny. Utwory na które szczególnie warto zwrócić szczególną uwagę to - „Porque e proibido pisar na grama”,oraz ”Cassius Marcelo Clay” , który był poświęcony Muhammadowi Ali (bo tak brzmiało jego nazwisko przed zmianą wiary tego legendarnego boksera). Nie będę wyszczególniał innych bo to nie ma sensu – a cały album naprawdę trzyma poziom. Warto sięgnąć po Brazylijski soul, tuż przed zbliżającym się wiosną... no i nie zapominajcie o nim latem! Naprawdę, krążek tworzy niesamowity klimat. Poza tym, południowo amerykański temperament i dźwięk głosu Jorge Ben’a spodoba się na pewno nie jednej pannie.

Inny powód dla którego warto sięgnąć po tą pozycję Jorge Ben’a to nieskończona ilość sampli. Dostęp do tego typu muzyki na czarnym krążku jest bardzo trudny w naszym kraju. Ale dotarł do tego między innymi Ostry i zrobił dla Afrontu bit („Amerykański sen”), z którejś wersji utworu "Mas, Que Nada", o którym pisałem wcześniej. Polecam.

Bonusowo dorzucam video: Jorge Ben - Domingas, który został zarejestrowany rok przed wydaniem omawianej wyżej produkcji...