Strony

poniedziałek, 9 listopada 2009

Warsoul weekend



Naprawdę ciężko mi zebrać wszystkie te pozytywne wspomnienia do kupy. Nie da opisać się tylko tego, co działo się w dzień koncertu. Dlatego postaram się zrelacjonować cały mój czterodniowy pobyt w stolicy. A wiec na dworcu centralnym, pojawiłem się w okolicach godziny czternastej gdzie mieliśmy spotkać się z Kixnarem i Buszkersem, który przelotem pojawił się w Warszawie z której to właściwie już spadał, żeby zagrać w Krakowie. A więc poszliśmy na kawę, ale zamówiliśmy alkohol. Wkrótce dołączył do nas Andrew Meza (Ubiquity, BTS Radio) i Grzesiek Dworakowski. I to był pierwszy moment w którym poczułem jak zajebiście będzie w Warszawie przez najbliższe dni. Andrew to bardzo pozytywna postać, koleś w moim wieku, szybko znaleźliśmy wspólne tematy. Żałuję, że wszystkie te konwersacje nie były nagrywane bo wyszedł by naprawdę zajebisty wywiad. Ale jak wiadomo, najlepsze rozmowy to zawsze te, które są spontaniczne. W każdym razie Andrew zajarał się wstępnymi szkicami muzyki Kix'a i powiedział że z pewnością możemy liczyć na jego pomoc jeśli chodzi o przyszłe imprezy w Polsce związane bardziej ze sceną New Beat Generation... więc kto wie, kto wie. Z pewnością mamy duże plany na przyszły rok. Rozmowy o muzyce, różnicach polsko-amerykańskich i kobietach zakończyliśmy kolacją, w którą wmiksowaliśmy jeszcze więcej wisky i piwa.





Potem postanowiliśmy jeszcze wlecieć do Wojtka, który do późna siedział w Sideone. Po inhalacjach człowiek zawsze chętnie wbija się w kupowanie płyt które mogłyby uzupełnić kolekcję. Ja uzbroiłem się w LP Lee Fields'a, szukałem na winylu od kilku miesięcy, a na Juno, gdy miałem akurat kasę zawsze był "out of stock", więc ostatecznie kupiłem u Wojtka, którego serdecznie w tym miejscu pozdrawiam, bo prowadzi najbardziej klimatyczny sklep z płytami w Polsce! Potem poszliśmy jeszcze pokazać Andrew Powiększenie, żeby zobaczył klub i aby usłyszał jakość brzmienia tego miejsca. Klub na Nowym Świecie bardzo przypadł mu do gustu. Późnym wieczorem dopiero dotarłem na Waszyngtona gdzie noclegu udostępnili mi Kamil (Ment XXL) i jego urocza dziewczyna Kasia. Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz dzięki za wszystko.



Następnego dnia od samego rana było dużo biegania, o 14-stej do Warszawy przyjechał 100na. Po załatwieniu konwerterów prądu, udaliśmy się drugi raz do Sideone, gdzie mieliśmy spotkać Grześka i udać się po Taz'a i Om'mas'a. Ale jak zwykle ze sklepu tak szybko nie wyszliśmy. W międzyczasie wpadła Jagoda ze swoim analogowym aparatem, później bilety odebrać wleciała Natalia (Misbhv), od razu zrobiliśmy biznesy, przy okazji pokazała mi snippety ze swojej nowej kolekcji. Zaznaczam w tym miejscu: Przygotujcie się na kolekcję Fall/Winter od Misbhv, będzie jeszcze lepiej i ciekawiej! Widziałem bluzy i naprawdę seksownie skrojone koszulki! Zresztą o "Matrioszkę" pytał mnie sam Ti$a, więc to już wielki dowód na to że Natalia i Kasia są utalentowane i robią świetne ciuchy! W końcu przyszedł Grzesiek i poszliśmy do hotelu po Kreatywnych Partnerów. Kurde, prywatnie to na serio świetni kolesie. Wyluzowani, bardzo ciekawscy, non stop o coś pytający. Koneserzy palenia. W czasie przygotowywania próby, Om'mas z Ti$ą pogryzmolili nam okładki płyt. Hehe, Om'mas lubi wrzucać outline'y a jak prosisz o autograf Taz'a to przygotuj się że odda Ci ją dopiero za 10 minut, bo gość nieźle się wkręca w rysowanie po okładkach. Na odsłuchu był świetny klimat, Om'mas lubi gdy otaczają go instrumenty, dorwał się do klawisza i plumkał sobie w stylu Brian'a Jackson'a. Byli też bardzo zadowoleni z opcji wykorzystania bezprzewodowych mikrofonów, bo dzięki temu mogli przygotować zaskakujące wejście.



Po próbie, poszliśmy z Andrew, Spoxem (którego w pierwszej chwili nie poznałem!) i 100ną na kolacje, gdzie dołączyli do nas Asia, Basia i Prof. Po dobrym posiłku mogliśmy wrócić wirować do Powiększenia. Troszkę po godzinie jedenastej, Maceo zaczął przywoływać Kratywnych Parnerów... Om'mas i Taz z zaplecza podkręcali publiczność, sam szukałem ich na scenie, ale zapomniałem że mają bezprzewodowe majki. Gdy było już wystarczająco gorąco i głośno, podążyli przez tłum w kierunku ludzi w rytmie "Love Czars" i przez godzinę grali największe numery z "Hollywood Recordings" i "Nuclear Evolution: The Age of Love"... przeplatając to niepublikowanym trackiem który miał ukazać się na "Black Fuzz". Zagrali między innymi: "He Say She Say", "Traffika", "The Bone Song", "Can I Get You Hi", "Glorious", "Hollywood", "Rosebuds". Bity które puszczał Om'mas uzupełniali na basie Bartozzi i na klawiszach Marek Piotrkowski. Koncert w moim odczuciu ogień. Publiczność świetnie reagowała na poczynania Kreatywnych Partnerów. Dzięki tej interakcji w Powiększeniu było naprawdę gorąco, do tego stopnia że kapało z klimatyzacji, a to zawsze oznaka potężnej imprezy. Om'mas i Ti$a byli bardzo zadowoleni, powiedzieli że był to najfajniejszy koncert na całej trasie. Kameralna atmosfera, świetna reakcja publiczności przebiła nawet imprezę w Gramophone w Londynie, na Deviation Sessions. Dobrze wspominam czas po koncercie, Andrew świetnie grał tego wieczoru, aż szkoda że dużo ludzi po koncercie poszło gdzie indziej. Meza grał golden age rap, przeplatając to erą J Dilla idąc później najbardziej progresywne rzeczy z L.A. set urozmaicał licznymi efektami w stylu powtarzania "BTS Radio" czy dźwiękami sygnału ostrzegającego przed bombardowaniem.



W tym samym czasie na zapleczu mieliśmy bardzo ciekawą rozmowę z Ti$ą, Marcinem Radziminskim i Maceo. Pewnie dużo z tego udało nam się nagrać, może Maceo pokaże jakiś zapis w środowej audycji Kosmos, w każdym razie było o filozofii, znakach, logice języka, masturbacji duszy, seksie, Sun Ra, Jiddu Krishnamurti, Ludwiku Wittgensteinie i teorii "Medium is the Message" Marshall'a Mcluhan'a. Nie pamiętam jak długo o tym rozmawialiśmy, ale gdyby udało się to nagrać od początku do końca, byłby to najlepszy wywiad na świecie. Massi - bo tak też można mówić na Om'masa postanowił pozostać dłużej w Warszawie. Tak bardzo mu się spodobało, że jeszcze będąc w Powiększeniu przebookowaliśmy bilety. Ti$a niestety musiał wracać do Londynu. No w każdym razie, spontaniczność Om'masa nas zaskoczyła i ustawiła dalszą część weekendu, sam chciałem wracać jeszcze w sobotę ale w tej sytuacji nie opłacało się jechać. Około czternastej następnego dnia, wraz z Basią i Profem spotkaliśmy się z Grześkiem i Om'masem w Złotych Tarasach. Kupiliśmy nową baterię dla MacBooka Massiego, gdyż w tym samym momencie jak skończył się koncert, spaliła mu się bateria! (Czy było aż tak gorąco?!) W każdym razie, gdy to załatwiliśmy, Grzesiek w końcu mógł położyć się spać. Om'mas zaprosił nas do hotelu na haszowe popołudnie i zaproponował nam odsłuch jego najnowszej płyty która ukaże się w Plug Research pod nazwą "City Pulse". Czego możemy się spodziewać? Hmmm... Nadejścia ery nowego Ricka James'a, pomieszania z poplątaniem najnowszych dokonań Kanye z solową twórczością WillIAm'a, z oczywistym wpływem brzmienia SA-RA. Powoli klarują się pierwiastki, atomu jakim jest SA-RA. Najbliższe smakowi nowej płyty Om'masa jest chyba utwór "Death Of the Star". Urwało mi to głowę, już wiem czego będę słuchał w przyszłe wakacje. Płyta idealna zarówno do klubu jak i do łóżka. Om'mas nazwał tą płytę perfekcyjną do robienia dzieci, i bardzo by się cieszył gdyby usłyszał od kogoś, kiedyś: "Stary... przy twojej płycie spłodziłem syna". Taka jest filozofa SA-RA, to nuklearna ewolucja i era miłości. Om'mas również powiedział mi, (ale nie wiem na ile to jest prawdą, bo nie wiadomo kiedy żartuje a kiedy naprawdę mówi poważnie, bo to strasznie śmieszna postać), że jego ojciec grał z Sun Ra w czasie gdy się urodził. Więc pewnego dnia po jego narodzinach, rodzice przynieśli Om'masa do Sun Ra, i poprosili o błogosławieństwo dziecka. I to właśnie wtedy mały Massi otrzymał od samego Ra imię "Om". Szalona historia. W każdym razie już wiemy dlaczego jest jednym z najlepszych muzycznych kreatorów na ziemi w naszych czasach. Poza tym prywatnie to bardzo sympatyczny człowiek. Otwarty i zadający mnóstwo pytań. Cześć, jak masz na imię? Czym się zajmujesz? etc. Później powiedział mi że każda kreatywna jednostka powinna nieustanie uczyć innych, żeby jego kreatywność się nie zmarnowała. Więc dlatego w taki sposób rozmawia z ludźmi, ponieważ sam nieustannie się czegoś od nich uczy. Prof i Basia musieli już wracać do Poznania, więc poszliśmy jeszcze na "Ogórkową". I w ten sposób Mas zaczął poznawać polską kuchnie. Potem zabrałem Om'mas'a do Maceo i dołączył do nas Grzesiek. Om'mas podgrywał na basie do muzyki, zrobiliśmy kilka pamiątkowych fotek... a potem wspólnie z Maceo ustalili że sobotniej nocy w Szlafroku razem puszczą kilka płyt.



Tym sposobem około 22 przenieśliśmy się do do tego niewielkiego, kameralnego klubu zwanego Szlafrokiem. Dużo by opowiadać o tym co tam się działo. W każdym razie niezły wir. Dużo wisky z colą, piwa, teqilli i innych przysmaków. Niezapomniany wieczór, kto był ten wie. W tym miejscu pozdrawiam wszystkich którzy wpadli do Szlafroka: Rafała, Grześka Dworakowskiego, Andrzeja Całę i jego Magdę, Grześka z Justyną, Maceo i Kasię, Piotrka Dziewońskiego, Roberta oraz Tomka Bykowicza (większość fotek w tej relacji należy do niego) i wszystkich innych przybyłych. W sobotę również ustawiliśmy się na zwiedzanie starówki, Om'mas w końcu mógł zobaczyć replikę "Black Madonny" którą tak bardzo chcieli zobaczyć z Ti$ą niestety rozczarowaliśmy ich gdyż oryginał jest w Częstochowie. Po czym zabraliśmy go na najbardziej Polski posiłek jaki dało się wymyślić. Trzy rodzaje pierogów, kiełbasa z żurkiem, kiełbasa grillowana w smażonej cebuli, gołąbki i racuchy. Żurek to zupa SA-RA. Po jedzeniu gruby gibon miodny. Najlepszy taki przed i po jedzeniu... Om'mas żałował tylko że nie miał puszki z farbą żeby mógł otagować Warszawskie ulice znakiem SA-RA. A ostatnie minuty w Warszawie wyglądały tak:



Szkoda tylko, że przez to wszystko pomyliłem pociągi... ale co tam, było genialnie!