Strony

środa, 28 października 2009

Gotowi na Sa-Ra! (Part 2)

OK... Kosmiczny pył na dobre spłynął na S(t)aRy Kontynent. Mniej więcej tydzień temu wrzuciliśmy pierwszy raport na temat naszej gotowości na przybycie Sa-Ra do Polski. Teraz dodajemy część drugą – artykuł, który mocno podjarany napisałem również kilka lat temu dla www.wersalka.com (R.I.P.). Dlatego też pojawiające się w nim opis pierwszej płyty kosmicznego trio i odniesienie do opublikowanego wcześniej w Magazynie Hip Hop materiału nie są wynikiem zakrzywienia czasu, wywołanego nadciągającym do nas mighty Sa-Ra sound, tylko jego nieuchronnym upływem. Na końcu tego artykułu zamieściłem apel o sprawdzenie Sa-Ra zanim staną się powszechnie znani i modni. To, jak wygląda teraz szeroko pojęty showbusiness muzyczny potwierdza, że ulubieni producenci producentów faktycznie wywarli ogromny wpływ na jego brzmienie i... wygląd. Tym razem przekaz jest o wiele mniej pokrętny: jeśli nie macie jeszcze biletów na koncert Sa-Ra Creative Partners w Warszawie i jeśli są jeszcze takie bilety to je kupcie!





Cosmic-hop

"Naszą rolą jest tworzenie historii, a nie zabawianie". Jaki jest zatem nadrzędny cel? To proste: globalna dominacja. Powrót do czasów, gdy niekonwencjonalna, "inna" muzyka zdobywała szeroką popularność. John Coltrane, George Clinton, Prince, Jimi Hendrix to wzory do naśladowania. Wszyscy byli na początku niedoceniani. "Na naszym albumie są hity, ale nie brzmią jak te, które zalewają media". W normalnych warunkach tego typu deklaracje skłaniałyby do myślenia o kolejnych nieudacznikach, dorabiających teorię do swoich miernych wypocin. Tyle tylko, że to nie są normalne warunki. To są warunki dyktowane przez Sa-Ra.

Ich brzmienie to wyraz całej filozofii konstruowanej podobnie do kosmicznych opowieści P-funku. Sa-Ra w języku starożytnego Egiptu oznacza potomstwo najsilniejszej energii kosmicznej lub po prostu dzieci kosmosu. No i oczywiście natychmiast wywołuje skojarzenia z najbardziej kosmicznym jazzmanem w historii, Sun Ra, o którym muzycy mówią po prostu "brat Sun Ra". Om'Mas opisuje początki kolektywu w stylu przywodzącym na myśl innego potomka kosmicznej mocy, George'a Clinton'a: "Trzech Panów przybyło na Ziemię, aby zacząć współpracę, którą przepowiedziały gwiazdy. Gdy w 2000 połączyliśmy siły celem była produkcja muzyki i zdominowanie globalnej sceny. Szybko zdecydowaliśmy się również sami nagrywać, żeby zwiększyć szanse przeprowadzenia tego planu". Styl i dźwięki Sa-Ra to wyraz całej życiowej filozofii. Ich docenienie wymaga trochę wysiłku. Trzeba jednak pamiętać, że podobnie działo się w przypadku Sly Stone'a, Miles'a Davis'a, Stevie Wonder'a, Prince'a czy Parliament/Funkadelic. Co więcej, kiedy pod koniec lat 90-tych na scenę wkroczyli Neptunes również oni potrzebowali czasu żeby "masowa" publiczność oswoiła się z bitami, stylem i ideologią duetu mega-producentów. Tak czy inaczej, Sa-Ra są przekonani, że są częścią siły, która trwale zmieni świat na lepszy.



Misja zaczyna się oczywiście od naprawienia współczesnej muzyki. Brak kreatywnego podejścia do procesu tworzenia i stosowanie utartych formuł skłoniły ich do wyznaczenia kolejnego celu: załatać dziurę w świecie muzyki. Użycie starych brzmień, technik, patternów i nadanie im nowoczesnej formy. Oto ich recepta. Studio/dom/biuro Sa-Ra w L.A. otoczone jest zielenią i wodospadami, ściany pełne są portretów mistrzów jazzu, a podłogi zdobią perskie dywany. Jednak tym co dominuje są tony sprzętu wykorzystywanego do kreowania zupełnie nowych dźwięków. Juno, Roland SH-101, Rhodes, Wurlitzer, Moog, syntezatory Arp, zestawy perkusyjne, a z drugiej strony MPC, SP 1200, Pro Tools i wiele innych zabawek komputerowych, wykorzystywane są do tworzenia brzmienia muzyki przyszłości.

Członkowie Kreatywnego Partnerstwa faktycznie mają wszelkie potrzebne kwalifikacje żeby obrócić świat muzyczny do góry nogami. Taz i Shafiq spotkali się po raz pierwszy w meczecie w 1989, a żeby wszystko odbyło się w duchy Sa-Ra, Om'Mas i Shafiq spotkali się w ... Crack House (niedwuznaczna nazwa studia nagraniowe Ice-T).

Taz w największym stopniu jest odpowiedzialny za opinię "najmodniejszego tria w shobusinessie" jaką cieszy się Sa-Ra. Jak sam tłumaczy, chusty Fendi, paski Gucci, jeans'y od Helmut'a Lang'a, buty Dior'a i inne elementy wysublimowanego stylu to wynik wychowania w okolicach Crenshaw i Imperial w South Central L.A. lat 80-tych. Jak to się stało, że pochodzący z tych samych okolic N.W.A. kojarzeni są z mniej finezyjnymi mundurkami? "W ’84-’86 wszyscy byli jakoś związani z gangami, ale nie było jeszcze takiej przemocy, bo nie było tylu pieniędzy do zrobienia na ulicach jak w latach 90tych. Nie było jeszcze crack'u. Telewizja też nie miała wtedy tak silnego wpływu na to jak postrzegało się swoje sąsiedztwo. Styl ulic pochodził głównie od b-boy'ów". Taz był jednym z nich i podobnie jak inni uczestnicy wielkich imprez starał się naśladować styl Prince'a, The Time czy Cameo. Oczywiście gdy pozwoliły mu na to środki finansowe przeniósł swój styl na wyższy poziom. Miksowanie i dopasowywanie ekstremów doprowadziło do sytuacji gdy na zdjęciach można go zobaczyć ubranego w kurtkę Burberry za $2000, chustę za $1000 i spodnie z wojskowego second-handu za $5. No i najważniejsze: "Nie jestem modny" mówi w wywiadzie dla Okayplayer. "Moda to opakowany, sprzedawalny styl. Ja jestem stylowy. Chodzi o bycie oryginalnym i indywidualnym. Mój wygląd to mój styl".



Dokładnie tak wygląda sytuacja Sa-Ra. Nie są modni, nie otacza ich uwielbienie milionów (choć pojawia się wielu naśladowców ich brzmienia np. Owusu & Hannibal, Up Hygh), ale unikatowy styl zapewnia im szacunek. Tak było od pierwszej wspólnej produkcji dla Jurassic 5 i pierwszego wspólnego nagrania "Glorious". Wydany w 2004 utwór od razu został uznany za drugi track roku przez słuchaczy Worldwide Gilles'a Peterson'a na BBC1 oraz zdobył nagrodę "John Peel Play More Jazz" przyznawaną dla najbardziej nowatorskich twórców. Szybko stali się ulubionymi producentami producentów i progresywnych artystów. Remiksowali i produkowali najciekawszych. Teraz pracują nad nowymi albumami solowymi i nowymi płytami Eryki Badu i Angie Stone. Kto jest jeszcze na liście "prac do wykonania"? Uwaga: Madlib, Bjork i ...wujek Clinton. Z kim chcieliby jeszcze się zmierzyć? "Moglibyśmy pomóc Britney Spears i Whitney Houston". Apostołowie dźwięku nie produkują tylko pomagają. D'Angelo, Stevie Wonder, Gwen Stefanie, Chris Brown i Justin Timberlake również znajdują się na ich liście życzeń. Nie doszła do skutku współpraca z J. Lo, z którą mieli pracować nad czymś w stylu salsa. Jeżeli zmaterializuje choć część z tych kolaboracji to Sa-Ra odniesie sukces na polu łączenia awangardy i komercji. Szkoda tylko, że z realizacją planów tria nigdy nie jest łatwo.

Kiedy prawie rok temu pisałem po raz pierwszy o Sa-Ra wszyscy spragnieni muzycznej rewolucji wstrzymywali oddech. Pełnowymiarowa płyta kolektywu miała już wkrótce zakończyć lata zbierania dźwięków tria porozrzucanych na albumach śmietanki muzycznego świata. Śledzenie internetowych bootlegów oraz wydawnictw publikowanych w najróżniejszych wytwórniach (np. Ubiquity, Jazzy Sport, ABB) w końcu miało zostać wynagrodzone. Na tą chwilę trzeba było jednak poczekać jeszcze kolejny rok. Chociaż nie... oczywiście, z Sa Ra nic nie jest tak proste. Oficjalnie “The Hollywood Recordings”, wydany 26 kwietnia przez Babygrande, to tylko kolejny prequel do "właściwego" wydawnictwa w dużej wytwórni. Następny krok przygotowujący na spotkanie z "Black Fuzz", płytą, która miała ukazać się w G.O.O.D. Music Kanye West'a, i która "ugrzęzła" w machinie korporacyjnych operacji. Krótko mówiąc przedłużająca się gra wstępna stała się specjalnością Sa-Ra. Obecni na płycie Erykah Badu, Talib Kweli, J. Dilla, Bilal, Kurupt, Capone -N- Noreaga, Ty (z duetu Ty & Kory), Pharaohe Monch i inni, potwierdzają, że ta faza aktu jest często niesłusznie zaniedbywana. Szczególnie ten ostatni, dzięki metaforze niczym ze szkolnego podwórka, zapewnia o swoim upodobaniu do jej istotnego elementu. “Fish Fillet” to oda do cunnilingus, która potwierdza, że nazywanie produkcji Sa-Ra „sprośnymi” jest jak najbardziej na miejscu. "Sexizm, który nie obraża" takie mogłoby być podsumowanie tematyki tekstów oraz dźwięków na płycie. Dowód? Moja koleżanka, wojująca feministka koniecznie musiała mieć "Bitch" na swoim i-podzie. Jak sobie możecie wyobrazić w codziennym życiu nie przepada gdy do przedstawicielki płci pięknej zwraca się per "suko". "The Hollywood Recordings" to zbiór różnych drobnych wydawnictw, kurs Sa-Ra dla początkujących. Ktoś kto nie zetknął się z nimi wcześniej może liczyć na mocne wrażenia. Żywe instrumenty, "barokowe" wokale, niespotykane bity i tylko jeden sampel (Herbie Hancock w “Hey Love”). Efekt pięciu lat testowania swojej muzyki. "Black Fuzz" nie będzie miał już tak mozaikowego charakteru. Podobno już nagranych zostało 14 utworów i 4 skity. Nowe rzeczy pojawią się w 2008. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem...



Tak więc zainteresujcie się Sa-Ra póki nie jest za późno. To większa przyjemność nie bycie jednym z milionów fanów nowych Neptunes. OK, ten powód jest pewnie najmniej ważny, ale równanie jest proste: Pharrell przetarł szlak dla Kanye, który przetarł szlak dla Sa-Ra. Historia Sa-Ra wchodzi na wyższe obroty. Pytanie tylko, czy świat jest gotowy na Afro Magnetic Electronic Spiritualism? Inspiracje z kontynentu przodków, pozytywne i negatywne przyciąganie, nauka, która pozwala cieszyć się nagraną muzyką (crate digging!), wiara w wyższe siły, filozofia podkreślająca duchowy wymiar istnienia – to skondensowany przepis na muzykę Sa-Ra. Każdy kto odnajdzie w nim swoją formułę ma szansę na prawdziwie kosmiczne atrakcje.

Autor: 100na (materiał pojawił się na stronie wersalka.com, kilka lat temu, materiał znowu został tylko dopieszczony)