Strony

poniedziałek, 19 października 2009

Gotowi na Sa-Ra! (Part 1)

Ponieważ 6go listopada doświadczymy kosmicznej rewolucji, która zdmuchnie wszystko, co działo się muzycznie w naszym kraju do tej pory (nie, nie w tym roku – do tej pory!), odkopałem dwa artykuły, które kilka lata temu pierwszy raz w naszym języku informowały, że dźwięk już nigdy nie będzie taki sam! Od tego czasu Taz (original American Boy) wyewoluował z LAkalnej ikony mody w fashioniste światowego pełną gębą, projektując m.in. dla MCM i szokując podczas pokazów mody, np. w Mediolanie. Shafiq został dźwiękowym ulubieńcem Eryki Badu co nie jest łatwe - Common, Andre 3000 – you know who you are! Natomiast Om’mas zrobił tony kolaboracji (win-wind it up!!) i trochę hajsu obracając się z w kręgu P.Diddiego (show dla MTV - Making His Band i duży wkład w nadchodzącą płytę Last Train To Paris). No a do tego w końcu doczekaliśmy się płyt, których wydanie było nieustannie przekładane w czasie gdy pisałem o pierwszy ze wspomnianych artykułów. Prezentując na Sebolowym blogu w dwóch odsłonach oba dzieła o niewątpliwej wartości historycznej, chcemy nie tylko konstruktywnie umilić czekanie na kosmiczny bal, ale też pokazać, że od lat JESTEŚMY GOTOWI! Ain’t no party like a Sa-Ra party!





Scientist Of Sound

Gdybyś był nieogolony, zarośnięty i generalnie wyglądał jak bezdomny, a przy tym ubrałbyś garnitur od Gucci’ego – ten kontrast byłby na swój sposób piękny. Mniej więcej w taki sposób prezentują swoje podejście do muzyki członkowie Sa-Ra Creative Partners. Jeśli dodamy do tego, że Waajeed (Platinum Pied Pipers) stwierdził kiedyś, iż swingujące, luźne i naturalne brzmienie tria wynika z tego, iż tworzą oni podczas oglądania telewizji lub grania na Playstation, możnaby zacząć zastanawiać się, dlaczego od 2 lat, nie mając na swoim koncie debiutanckiego longplaya , Sa-Ra są grupą, o której mówi się tak dużo z wielkim szacunkiem i która dostarczyła muzykę ogromnej liczbie wykonawców, porównywalnej chyba tylko z dokonaniami Neptunes.

Faktycznie możnaby było tak powiedzieć gdyby nie to, że w tym przypadku sprawdza się zasada obowiązująca w świecie prawdziwie nowatorskich, pełnych funku beatów. To co mniej ułożone i porządne jest często dużo bardziej świeże i interesujące. Ktoś nazwał ich produkcje „sprośnymi”. W połączeniu z przeważnie erotyczną tematyką tekstów chyba dobrze oddaje to unikatowość brzmienia stworzonego przez Taz’a Arnold’a, Shafiq’a Husayn’a i Om'Mas’a Keith’a. W kontekście Sa-Ra nie ma sensu kontynuować wspomnianego tematu menelstwa. Już gdy 4 lata temu panowie zaczynali pracę pod wspólnym szyldem, ściany ich domów obwieszone były złotymi płytami, najlepszym świadectwem długoletniej obecności każdego z nich w biznesie muzycznym.

Taz Arnold
, pochodzący z South Central Los Angeles, zaczynał jako b-boy już w podstawówce. W czasach szkoły średniej wziął udział w powstaniu wielu teledysków oraz „bardzo ciężko” zapracowywał na miano „ikony mody” na ulicach LA. Jego pierwsze produkcje pojawiły się gdy miał 17 lat i była to dosyć naturalna konsekwencja crate diggerskiej pasji odziedziczonej po ojcu, który miał ponad 5 000 płyt jazzowych i soulowych zgromadzonych w pokoju gościnnym. Spotkanie Taz’a z “wielkim światem showbusiness’u muzycznego” nastąpiło gdy pełnił funkcję konsultanta i łowcy talentów przy produkcji „The Chronic 2001” Dr. Dre. Jego wkład w tę megapopularną płytę polegał na wynajdywaniu artystów na featuringi oraz... pomocy w wymyśleniu nazwy wydawnictwa. Dalsza współpraca z Dre pozwoliła mu na zdobycie indywidualnego kontraktu z Aftermath Records.


Shafiq Husayn którego największe pasje to beaty, kobiety i ...szachy, klasyfikowany jest nawet w rankingu zawodowych szachistów w USA. Nic dziwnego, że to on odpowiedzialny jest za strategię współpracy Sa-Ra z wytwórniami. Jego CV dostarcza jeszcze większych wrażeń. Wychowany na Bronxie oraz w Los Angeles, Zulu King i uznany kolekcjoner płyt, miał kontrakt z Sony, w ramach którego produkował m.in. takie tuzy jak: Ice-T, Body Count, Lord Finesse, D.X.T., Afrika Bambaataa, Prince, Duran Duran, ścieżki dźwiękowe filmów „New Jack City” i „Deep Cover”. Natomiast na początku swojej muzycznej drogi był DJ’em wraz z Grandmixer’em DXT. Co ciekawe, jego pierwsze w historii spotkanie z Taz’em nastąpiło w meczecie, do którego razem uczęszczali.


Ostatni ze składu Sa Ra, Om'Mas Keith, dorastał w Queens. Jako przedstawiciel czwartej generacji muzyków w swojej rodzinie (pradziadek był kopistą Georga Gershwina, matka znaną wokalistka jazzową) trafił na wydział perkusji jazzowej University of Massachusetts, a jego wykładowcami byli m.in. Max Roach czy Yusef Lateef. Zajął się też pracą w studiu i miksował większość płyt Ice’a T oraz piosenki dla np. Foxy Brown i Mobb Deep. Następnie związał się z Jam Master Jay’em oraz słynnym studiem Suave House, gdzie nagrywali m.in. Onyx, Run DMC, Lauryn Hill i młody 50 Cent. Dzięki współpracy z tym studiem nagrywał później także z 8-Ball & MJG, Coolio, Charlie Baltimore i Ice Cube’em.



Straight outta Egypt

Tak więc, mimo że Sa-Ra to świeża rzecz, żaden z członków tria nie może być uznawany za nowicjusza. Wszyscy przez lata działali w tej samej branży i wzajemnie podziwiali swoje dokonania. W roku 2000 gdy Om'Mas pracował dla agencji reklamowej zadzwonili do niego Shafiq i Taz i przekonali, że na poważnie zbliża się czas, by stworzyć super – kolektyw muzycznych przyjaciół. To co pokazali światu jakiś czas później nie brzmiało podobnie do rzeczy, które tworzyli do tej pory, a momentami do czegokolwiek co w ogóle zostało zagrane.

Jak zgodnie twierdzą, chodziło o coś więcej niż to, że „three is a magic number”. Z resztą już sama nazwa wskazuje jak daleko sięgają ambicje trójki muzyków. Sa-Ra w języku starożytnego Egiptu oznacza potomstwo najsilniejszej energii kosmicznej lub po prostu dzieci kosmosu. „Wszyscy pochodzimy ze skromnie żyjących rodzin, ale rodzice nauczyli nas, że najważniejsza w życiu jest świadomość, że można zdobyć to czego najbardziej się chce”. Poza tym co trzy głowy to nie jedna, a decyzje podejmowane zawsze wspólnie, trzy punkty widzenia łączące się w jedną wizję, to cechy, które przyciągają do nich liczne i najróżniejsze nazwiska ze świata muzyki. „Odrzuciliśmy totalnie indywidualistyczne podejście na rzecz stworzenia czegoś co mogłoby równać się z dokonaniami Motown i być podobnie szeroko rozpoznawane na całym świecie”.

Na razie imperium ma swoją główną kwaterę w posiadłości w LA. Studio/dom/biuro otoczone jest zielenią i wodospadami, ściany pełne są portretów mistrzów jazzu, a podłogi zdobią perskie dywany. Jednak tym co dominuje są tony sprzętu wykorzystywanego do kreowania zupełnie nowych dźwięków. W jednym z wywiadów Sa Ra chwalili się, że mają właściwie wszystko od klasycznych keybordów po najnowocześniejszą elektronikę. Juno, Roland SH-101, Rhodes, Wurlitzer, Moog, syntezatory Arp, zestawy perkusyjne, a z drugiej strony MPC, SP 1200, Pro Tools i wiele rzeczy z królestwa komputerowego, ta wyliczanka niemalże nie ma końca. Najważniejsze jest to, że udało im się stworzyć brzmienie, w którym klasyczne dźwięki brzmią jak muzyka z przyszłości.

Nowa jakość

Mniej więcej na początku 2004 roku Sa-Ra wypuścili w świat CD-R ze swoimi produkcjami. Nieoficjalne wydawnictwo spowodowało poruszenie w światku producenckim, a za pośrednictwem internetu trafiło do wielu ludzi, również w Europie. Stary kontynent, nie po raz pierwszy w historii muzyki szybciej niż Stany, docenił rewolucyjne dźwięki.

W związku z rosnącym zainteresowaniem i gorącym przyjęciem niesamowitego „Dark Matter And Pornography Mixtape Vol 30”, szybko ukazała się EP Glorious/Rosebuds w wytwórni Ubiquity Records, która długi czas zapowiadała również wydanie całego albumu w 2005 roku. Nic takiego nie doszło do skutku, a z obozu Sa-Ra docierały informacje o zainteresowaniu ze strony wielu wytwórni np. Star Trak Pharrell’a i Jay-Z i L.A. Reid’a z Def Jam. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że płytę wyda G.O.O.D. Music (związana z SONY) należąca do Kanye West’a. Co z resztą nie dziwi w obliczu cytowanych od długiego czasu takich jego wypowiedzi jak: „SA-RA is my shit right now! That’s all I’m listening to.” Na razie dostępny jest sampler z kilkoma utworami “ Set Ups & Justifications”.

Próba opisania muzyki Sa Ra nieuchronnie musi prowadzić do generowania “bardzo zwięzłych” określeń w stylu: „hip-hop z wpływami funku spod znaku Parliament, surowej sexualności Prince’a z okresu Dirty Mind, przestrzennych dźwięków J Dilla i klubowej estetyki Neptunes, to wszystko w nowoczesnej, wykręconej, niespotykanej dotąd formie” (to określenie jednego z zachodnich dziennikarzy). Sami muzycy mówią, że ich celem jest stworzenie muzyki opartej na doświadczeniu i jak najbardziej innowacyjnej, w odpowiedzi na czasy „zalane” obrazami, gdy wszyscy chcą przyciągnąć uwagę, szczególnie hip-hopowi twardziele jednego hitu. Z drugiej strony są jak najdalsi od identyfikowania się z jakimkolwiek undergroundem. Bardziej niż z jakością dokonań ten termin kojarzy im się z brakiem kasy.

Wizja ich muzyki od początku była jasna – Sa Ra ma przykuwać uwagę wszystkich swoją innością i jakością. Mimo luzu, „brudu” i czasem na pierwszy rzut ucha nieprzystających do siebie dźwięków, muzyka tria jest perfekcyjnie przemyślana i dopracowana. W opinii muzyków, ich twórczość to perfekcyjna mieszanka tego co chce i czego potrzebuje ulica . ”Wyobraźcie sobie, że macie kąt z gangsta rapem, drugi wypełniają ci, którzy robią bardziej artystyczne rzeczy, w trzecim jest R&B i soul. My chcemy stać sami w czwartym kącie, nawet jeśli nigdy nie był on popularny i nie za często ktokolwiek do niego zaglądał. Wolimy być tam sami i zwrócić uwagę wielu ludzi”. Słuchając dokonań Sa-Ra (chociażby nagranego w 2005 razem J Dilla „Thrilla” czy innego utworu z kilkunastu błąkających się w sieci kompilacji ich niewydanych materiałów) nie da się oprzeć wrażeniu, że rzeczywiście zaszli w mocno pionierskie rejony. Trudno z resztą dziwić się, że w tak zaskakujący sposób brzmi muzyka inspirowana dokonaniami Giorgio Moroder’a, Steely Dan, Funkadelic, Ornette Coleman’a, R.E.M (to nie pomyłka), przepuszczona przez umysły „dzieci beat generation”, do której zaliczają Pete Rock’a, Jay Dee, Madlib’a i ich poprzedników jak Q-Tip czy Large Professor. A jak gdyby tego było mało, Sa-Ra to przecież również “żywi” muzycy, którzy generują nieziemskie wokalne harmonie i jedyny w swoim rodzaju posmak przestrzennego fusion. Bezpośrednich inspiracji szukają oczywiście w swoim otoczeniu, co często sprowadza się do tego, że któryś z nich zobaczy zajebistą laskę, opowie o jej tyłku pozostałej dwójce z czego zrodzi się pomysł , od którego zaczyna się budowanie struktury utworu.

Patrząc na listę nazwisk, które przyciągnęło brzmienie Sa-Ra, łatwo zauważyć, że rozpiętość gatunkowa ludzi z którym współpracowali, dorównuje szerokiemu spektrum artystów, którzy są dla nich inspiracją. Remiksowali lub komponowali (sami nieustannie podkreślają, że nie robią bitów – robią utwory) dla talich tusów jak m.in.: Heavy D, Pharoahe Monche, Bilal, Dr. DRE, Jill Scott, Jurassic 5, Erykah Badu PPP, Spacek, NERD, Dr. Dre, Common, Roots Manuva, Dwight Trible, Crumbsnatcha, Ladybug Mecca (z Digable Planet) Four Tet, Medeski Martin & Wood,, itp. itd...” Kiedy ludzie widzą jak bardzo promieniuje od nas nasza muzyka, jak bardzo jesteśmy „w niej”, wtedy po prostu chcą z nami współpracować”, tak tłumaczy ten imponujący dorobek Taz.

Na innym levelu

Suma esencji hip-hopu, jazzu i groove równa się Sa Ra. Najpierw solidna podstawa, a potem miejsce na szaleństwo. „Możemy pozwolić sobie na tłuste szaleństwo, bo dobrze odrobiliśmy zadanie domowe” powiedział kiedyś Shafiq. “Bez diggingu nasze brzmienie nigdy nie byłoby takie jak teraz. To najbardziej pouczająca rzecz w życiu muzyka. Wymaga wielkiej uwagi i skupienia. Opisy na okładkach to niewyczerpane źródło wiedzy o muzyce i dźwięku” dodaje.


Oczywiście ich kreatywność nie ogranicza się do pracy w studiu. Na żywo Sa Ra to coś jak P-Funk 30 lat później. Śpiewy, rymy, Dj-ing, żywe instrumenty, tańczące kobiety i sporo nagości. „Kosmiczny sound-clash”, „kreatywna orgia” to przykłady opisów ich show. Swoją drogą ilu ludzi ma w swoim dorobku produkcje dla 50 Centa i występ na festiwalu North Sea Jazz?

Wyzwolić ludzi, pokazać im, że mogą zrobić co tylko chcą, nie tylko pod względem muzycznym. Wprawić ich w zdziwienie i przyciągnąć masy. Pokazać, że znowu jest „fresh” być czarnym. Od twardzieli po elity wszyscy mają być po tej samej stronie. Po stronie Sa Ra. W takim tonie muzycy wypowiadają się o nadchodzącym albumie. „Chcemy fanów Coldplay i Daedelus’a, 50 Centa i Madvillain. Niech po prostu posłuchają, a zrozumieją”. Wyprany slogan o muzyce bez granic przybrał bardzo ciekawą postać Brzmienie Sa Ra jest pełne soul’u, ale dalekie od neo soulu. To hip-hop, ale używając sformułowania ATCQ, w formie bardzo “bugged-out”, zupełnie z innego świata. Bardzo chwytliwe, ale niekomercyjne, trudne, ale zważywszy na listę współpracowników, wciągające i szanowane. Afro Magnetic Electronic Spiritualism. Tak kiedyś o sobie powiedzieli. Muzyczne głowy są gotowe na Sa Ra, od lat nie było czegoś tak świeżego w muzyce. Czy jest na nich gotowy „rynek”, „szerkoa publiczność”... zobaczymy gdy w końcu ukaże się regularny materiał tria. This is Excellence, Black excellence! SA-RA

Autor: 100na (materiał pojawił się w #40 numerze Magazynu Hip Hop, dlatego pewne daty nie koniecznie grają z tym, że mamy 2009 rok. Art, został tylko dopieszczony)