Strony

poniedziałek, 26 października 2009

Dam-Funk - Toeachizown 5LP

O Dam-Funku pisałem na moim blogu od samego początku, czyli od wydania 12" pt. "Burgundy City". Dzięki czemu, wyśledził mojego bloga, pewnie szukając feedbacku swojej muzyki w internecie. Dziś "podąża" za mną na twitterze i jesteśmy w kontakcie. Jaram się maksymalnie tym co robi, jego muzyka to ogromny zastrzyk świeżości w propozycjach Stones Throw. Teraz pora na podsumowanie, wydawanych po kolei woluminów, które razem tworzą pięcio-częściowy album pt. "Toeachizown".





Do napisania tego posta, natchnęła mnie jak zwykle najlepsza audycja Benjiego B, w 1Extra z wczoraj, czyli 25.10.2009. Niestety ten trzygodzinny takeover jest dostępny tylko przez tydzień, więc zainteresowanych odsyłam już teraz. Oprócz muzyki którą znajdziecie na "Toeachizown", zachęcam do sprawdzenia wywiadu z Damonem. 8-mego lipca, pewnie w jeden z fajniejszych dni letnich w tym roku napisałem o "LAtrik"coś takiego:
Część pierwsza to cudowny prezent dla wszystkich odprężających się w słońcu na hamaku! Drin w dłoń, w kiejde szypta tego i owego... leżysz i odbierasz sobie resztę funkcji życiowych, które łączą cię jeszcze z rzeczywistym światem, przypominającym o funkcjonowaniu w dzień powszedni. Oto przyszedł Dam Funk z nowoczesnym Boogie-Funkiem.

I wtedy jeszcze myślałem o czymś świeżym i zupełnie nowym, nazywanym przez samego Dam-Funka modern-boogie-funkiem. I wiem, że to przyklejanie łatek jest bezsensowne... Tylko czy jego progres, nie poszedł jeszcze dalej? Mam wrażenie że Dam-Funk wszedł luźno w krąg przedstawicieli Kalifornijskiego "new-beat-generation". A co za tym idzie, nie będzie to zwykła rewitalizacja funku, ale inspirowana funkiem lat 80'tych kolejna forma nowego brzmienia, które tak prężnie rozwija się na west-coast. Być może moje teorie są już zbyt wydumane... ale występy w Low End Theory, czy kolaboracje z Hudsonem Mohawke, mówią same za siebie.



Warto jednak zaznaczyć że LAtrik, Fly, Life, Hood i Sky mają odnośniki do życia samego twórcy. To zbiór jego podziękowań, hołdów, inspiracji i wspomnień, w większości jest to instrumentalna podróż w głąb pomysłów Damon'a. Przy "Fly" Dam-Funk dochodzi do tego, co muzycznie może być "odlotowe" (w sensie brzmienia) i bycia zarazem elegancką osobą (w sensie posiadania tego "czegoś" w sobie). Czy jak to się teraz mówi w mainstreamie muzycznym, mieć "swagger". Jednak nie odnosił bym tutaj tego do wyglądu zewnętrznego, a raczej do charakteru. Jak pewnie słyszeliście w wielu wywiadach, Damon to osoba bardzo miła i otwarta, więc z pewnością mianem "Fly" określa osoby o podobnym usposobieniu. Na drugiej części gościnnie pojawił się Mark De Clive-Lowe, który wzbogaca kompozycje swoimi solówkami na syntezatorze. Słowo Fly może tutaj również kojarzyć się wielu słuchaczom z kosmosem. Damon podkreśla, że przy utworze "Flying V Ride" inspirował się doniesieniami o UFO. Wolumin poświęcony klubom. Dam dodaje, że ukazał w tej części swój taneczny wajb, więc chciałby żeby jego utwory rozgrzewały parkiety. "I Wanna Know" to preludium do tego, co czeka nas na "Life"...



I to właśnie "Life" jest moim faworytem. Może ze względu na to, że jest to odsłona z największym zagęszczeniem jeśli chodzi o wokal. Lubię śpiew Dam-Funka, i mimo że często są to powtarzane sentencje w rytm pływających syntezatorów, to w fajny sposób ilustrują miłość która kipi w woluminie trzecim. Damon omawiając część opisującą życie, wybrał zarówno słodkie jak i gorzkie aspekty kochania. Mówi o wzlotach i upadkach, o poświęceniu i radości w miłości, a także o stratach i rozczarowaniach. Nie potrafię wybrać tutaj mojego ulubionego jointa. "One Less Day" przypomina mi wczesne dokonania LL Cool J'a, "Could I Be Losing Another Lover?" jest bardzo hipnotyczny, a przy tym szybsza perkusja wydostająca się spod dość "gwiezdnego" klawisza, generuje niesamowitą energie z tego kawałka. Nie mogę nie wyróżnić również "I Wanna Thank You (4'Steppin Into My Life)" za ciepło i szczere słowa Damon'a, który przyznał, że ten kawałek jest specjalnie dedykowany dla kogoś wyjątkowego w jego życiu. Soulful!



Część czwarta jest o ulicy i dla ulicy. Uważam że jest to hołd dla Kalifornii i jej specyficznego brzmienia i gangsterskiego charakteru. Najlepiej opisują to słowa Damon'a:
'Hood' is for my true Funksta's, G-Funksta's, Gangsta's

W tej części słychać wszystko co zawdzięczamy w muzyce tej szerokości geograficznej. Przynajmniej my możemy tak to odbierać, dla autora jest to coś więcej. To, na czym się wychował i co dzięki temu brzmieniu zbudował. To brzmienie przyniosło mu możliwość zwiedzenia całego świata. W tej części, wraca do czasów gdy nawet o tym nie marzył. Przypomina tutaj czasy w których biegał z kumplami po Brookside Parku, albo spacerował po Crenshaw. Wolumin "Hood" zawiera klubowy banger "Hood Pass Intact"... Kurde, wyobrażacie sobie gdyby w tym klimacie Dam zrobił płytę ze Snoopem albo Nate Doggiem? Ja pieprze. Nikt by tego nie ogarnął. Swoją drogą ciekawe czy istnieje szansa na taką kolaboracje, widziałem gdzieś flyer'y gdzie na jednym koncercie Dam występował / albo będzie występował z Warrenem G. Liczę na duże rzeczy z takich spotkań...



Jak brzmi "Sky" zamykające serię, jeszcze nie wiem... Pewnie dowiem się tego dopiero gdy nabędę w fizycznej formie cały pięciopak. Pewnie nie jestem jedynym, który w tym roku wyposaży się w brzmienie, nazywane nowym rozdziałem w historii południowo-kalifornijskiego space-funku. Styl Damona jest unikalny i za tym stylem będę podążał. Wysoka ocena dla Toeachizown i dla modern funku Dam-Funka.