Strony

środa, 2 września 2009

Shafiq - En´a-free-ka



Sa-Ra Creative Partners to zespół kompletny... za każdym razem zastanawiałem się słuchając "Hollywood Recordings" czy najnowszego dzieła "Nuclear Evolution, The Age of Love" gdzie kończą się pomysły Taz'a Arnolda, Ommas'a a gdzie zaczynają się Shafiq'a Husayn'a albo odwrotnie. Pomiędzy jednym a drugim albumem mieliśmy szansę słyszeć ich najróżniejsze kolaboracje, występy solo... i gdzieś tam było słychać co komu dokładnie po głowie chodzi.


Na solówkę Ti$y pt. "Love Hood" pewnie jeszcze chwilę poczekamy, w Plug Research zapowiedzieli już krążek Ommas'a... a Shafiq już zaatakował. Zaatakował w zasadzie drugi raz, bo o pierwszym już pisałem tutaj. Gdy tylko się dowiedziałem o Jank Random vs Earl Leonne - The Frequency Cla$h pomyślałem że trzeba się spieszyć, bo wyszło to w Poo-bah Records gdzie nakład zawsze jest ograniczony... Przyjechało, odpalam a tam totalna rozjebka! Shafiq popłynął w to, co teraz jest najmocniej rozwijane w Kalifornii, czyli beat-scene. Najcelniej opisał to chyba Maceo, mówiąc o tym że to takie kosmiczne "pączki" - nawiązując do J Dilla. Trudno się z tym nie zgodzić, krótkie rozwalone bity jakby walczył z harmonią i patrzył co jeszcze można zrobić w tworzeniu bitów. Totalny eksperyment. Mam wrażenie że Shafiq krystalizował na tej EP-ce swoje pomysły, by ostatecznie przygotować się do wydania krążka "En'a-free-ka". Andrzej Cała na swoim blogu również opisał po przed-premierowym odsłuchu krążek Shafiq'a, napisał że album kojarzy mu się z "najlepszymi produkcjami spod znaku Soulquarians - "Voodoo" oraz "Like Water For Chocolate". Ja sądzę, że nie ma sensu porównywać tego do czegoś co pojawiło się wcześniej... to jest bardzo nowatorskie brzmienie. Okrzesany, dopracowany i rozbudowany projekt którego zalążkiem było "Frequency Cla$h". Parafrazując dalej Andrzeja, zgodzę się że jest to płyta "...Z jednej strony ciut chaotyczna, jakby powstała wskutek jamowego grania, a zarazem powalająca dbałością o brzmienie i jego świeżością." Efekt kolaboracji z wieloma kreatywnymi artystami i świadomy kontakt z kulturą w której rozwija stale swoje poglądy, oddając hołd przodkom. To wszystko z pewnością zatopione jest w dymie marihuany, która powodowała że artysta zbliżał się do kontaktu z transcendencją. Mogliśmy się tego spodziewać czytając zapowiedź w Plug Research, czy też w Rapster (Bo nakładem tych wytwórni ukaże się ten album już 15 września). Oczywiście dzięki wielkie za możliwość odsłuchu przed-premierowego dla Calaka, jednak tutaj nie można poprzestać na wersji promocyjnej. Album jest pozycją konieczną w kolekcji każdego fana kosmicznego brzmienia. Bardzo cieszy mnie fakt, że im dłużej słucham tego albumu, mam coraz większe problemy z wyborem faworyta na krążku... "The U.M. Plan", "Cheeba", "Lil Girl", "Lost And Found" oraz "Dust And Kisses", następują po sobie i nie powodują chęci przyciskania forwarda... lecisz dalej i spotykasz się z "All Dead" który jest mam wrażenie mroczną wersją utworu "Traffika" z ostatniego albumu Sa-Ra. Urywa głowę po prostu, później Shafiq uspokoi cię dość radosnym "Major Heavy", mimo tego że to całkiem lajtowy utwór, na myśl nasuwają się psychodele Beach Boysów... Właśnie tak daleko popłynął Husayn! Goście którzy udzielają się wokalnie spisali się wyjątkowo dobrze, o nikim nie można powiedzieć złego słowa, brawa dla Count Bass D, Om’mas'a, Bilal'a, Fatim'y i Rozzi Daime... i szacunek dla Sonny'ego Coates'a, który namieszał jeśli chodzi obrzmienia gitar na krążku. Obadajcie na jakim wirze ta dwójka nagrywała ten album.
Jedna z mocniejszych pozycji w tym roku, już teraz jestem pewien że krążków do miana tego najlepszego w roku 2009 jest kilka i nie zanosi się na to abym wybrał jeden. Pięknie po prostu!