Strony

sobota, 6 czerwca 2009

Get Dis Money

Hey, hey, hey, h-hey, hey
What you say, get this money
If they say what you gon do today, just say
Hey I wanna get paid
Pay day, pay day, pay day

Nie pamiętam czy już kiedyś o tym napisałem, jeśli tak to powtórzę jeszcze raz. Fantastic vol. II jest jedną z najlepszych płyt hip-hopowych jakie dane było mi słuchać w życiu. W ogóle ten album, ze słowem życie jakoś świetnie się dla mnie konotuje. Dużo, dużo wspomnień przez te ostatnie dziesięć lat wiąże się z brzmieniem tego konkretnego albumu, tej konkretnej ekipy z Detroit.
Wczoraj po pracy, większość z Was rozpoczęło weekend (w tym ja). Pracujemy po 40h w tygodniu, a niektórzy robią nawet ponad tę normę. Zdychamy w ścianach biur, w murach magazynów, na placach budowy, w powierzchni sklepów w których pchamy jakiś towar innym ludziom... "by zdobyć te pieniądze".



A więc jak znalazłem się po godzinie szesnastej w domu, pomyślałem:
- a ukręcę sobie solówkę, zapale na balkonie i zobaczymy co dalej...
Tym "dalej" okazał się biznes w stylu "muszę prędko coś załatwić", czyli hustlingu ciąg dalszy. W podróży po owym jednoosobowym dżoju miał mi towarzyszyć Sun Ra, a konkretnie z płytą "Nidhamu" z 1971... ale pomyślałem że czas na dobrze znane kawałki, a w iPodzie ostał się mój ulubiony album Slum Village. Zawsze zaczynam słuchać tego krążka od "Fall in Love" (ilu z Was tak robi?), a zaraz po nim wszedł "Get Dis Money" (który był chyba pierwszym singlem promującym drugą część Fantastic) i znowu całe życie w kontekście zdobywania sosu przeleciało mi przed oczyma. Zrozumiałem po co żyjemy. Żyjemy po to żeby zdobyć sos, a zdobyte siano pozwoli nam dalej zrobić coś z naszą egzystencją, pozwoli realizować jakieś marzenia... Nie zrozumcie mnie źle, nie myślę tutaj o tym żeby mieć na wszystkie te fajansiarskie bajery które sprawią że będzie żyć nam się wygodniej. Mówię tutaj o zapewnieniu chociażby godnego jednoosobowego schronienia, azylu w którym wyśpisz się aby rano znowu wstać do roboty. Życie w Polsce jest trudniejsze niż w Anglii, czy Hiszpanii - byłem to wiem. Tam zarabiasz 1000Ł lub E i odpowiednio mniej płacisz za mieszkanie, for example w Andaluzji koszt mieszkania które miało troszkę ponad 100m2 kosztowało mnie nieco ponad 200E, całe 800E zostawało na wszystko inne. Wtedy da się żyć, co nie? W Polsce (w Poznaniu) wynajęcie mieszkania które miało by ponad 50m2, będzie kosztowało cię mniej więcej 1500PLNów + media. I w tym momencie zaczynasz się wkurwiać, bo często, gęsto właśnie tyle zarabiamy (wiecie że to około 350E!!!). Nie jest w stanie człowiek się utrzymać. Zostają dwie możliwości, robisz "fikły", kręcisz biznesy żeby zarobić po pracy, albo wiążesz się, bo w naszym kraju w dwójkę łatwiej (potem są rozpadające się małżeństwa, które wchodziły w komitywę, najpierw przez pryzmat jakieś słabej, być może urojonej miłości, by stworzyć związek uwikłany w aspekt ekonomiczny). I chujowe to, i źle mi z tym. Kurde, widzę że się rozpisałem... może należy kończyć te wywody.
Tak... zdecydowanie trzeba je skończyć, skończyć i zdobyć te pieniądze. Dostać podwyżkę, wyrwać trochę hajsu. Zdobądźmy go tyle żebyśmy mogli zarapować wspólnie z Jay Dee słowa:
Everyday the holiday so nigga stay paid
Celebrate the holidays wit the money
Aint about to wait so nigga stay away

A poniższy kawałek ustaw sobie jako budzik w telefonie!
Slum Village - Get Dis Money