Strony

piątek, 20 marca 2009

Exlusive News: Guilty Simpson na polskich bitach!

No tak, wygadałem się! Guilty Simpson - raper z Detroit którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Autor całkiem ciepło przyjętego LP "Ode To The Ghetto", wyrzucił z głowy rymy i zarejestrował je na ścieżkach polskiego producenta. Kogo? Tego jeszcze nie mogę zdradzić, ale przekonacie się sami. Myślę że w okolicach maja wosk będzie dostępny na ulicach i rozpierdoli wszystkim głowy... sam jestem ciekawy efektu tej kolaboracji.





Bonusowo dodaje swój wywiad przeprowadzony z Guilty Simpsonem, który przeprowadziłem przed ukazaniem się długogrającej płyty "Ode To The Ghetto".

Witaj, na wstępie opowiedz o swoich początkach na scenie w Detroit, jak wciągnąłeś się w rap?

Siemasz! W '94 roku, razem z moją załogą „Almighty Dreadnaughtz” zaczynaliśmy w piwnicy. Ich zespół wówczas już istniał, ja tylko dołączyłem. W zasadzie byłem dzikim kotem z ulicy i mój znajomy pracował z „Dreadnaughtz”, a wiec zapytał mnie czy kiedykolwiek myślałem o zajęciu się rapem na serio. Przemyślałem to... I jestem teraz tutaj.

Co miałeś na myśli używając przydomka „Guilty” (Jak sam stwierdziłeś to twoja początkowa ksywa)? Jakie znaczenie ma dla ciebie pseudonim „Guilty Simpson”? Nawiązujesz w ten sposób do O.J. Simpson'a?

Pseudonim Guilty był moją pierwszą ksywą w rap grze. Kiedy się pojawiliśmy na scenie w Detroit, moi ludzie spodziewali się że będą kłopoty, bo ta ksywa już do kogoś należała. Dodałem „Simpson” kilka lat później żeby uczynić moje imię bardziej autentycznym. Simpson to moje prawdziwe nazwisko i nie ma nic wspólnego z O.J'em. „Guilty Simpson” się przyjęło i zajebiście brzmi.

Jesteś członkiem grupy „Almighty Dreadnaughtz”, to bardzo liczny skład. Około 20 osób. Od 97' roku wydaliście pięć albumów. Nie są łatwo dostępne... Co byś o tym powiedział?

Ekipa cały czas pracuje. Mamy całą bibliotekę utworów, których koty nawet jeszcze nie słyszały. Imię „Almighty Dreadnaughtz” rozbrzmiewa w całym Detroit, ale nadal dla wielu ludzi z poza tego miasta jesteśmy tajemnicą. Jestem tutaj po to, żeby to zmienić. Po prostu potrzebowaliśmy kogoś kto się przebije aby przetrzeć szlak. Mnie!!!

A zatem teraz Ty jesteś pierwszoplanową postacią tego składu... po raz pierwszy dałeś się bardziej poznać na 12” Four Tet w remixie Jay Dee. Jak doszło do tej kolaboracji?

A więc... J Dilla zadzwonił do mnie i powiedział że robi remiks dla jakiegoś zagranicznego Dj'a. Spytał mnie wtedy czy nie chcę się w to zaangażować. Zgodziłem się i reszta jest już historią. Pojechałem do jego mieszkania i pokazał mi kawałek, który zrobił. To był pocięty kawałek techno który zrobił Four Tet, czy coś w tym stylu. Jay Dee posiekał numer który zrobił Four Tet i zrobił z tego kawałek hip-hopowy. Możesz to sobie wyobrazić? Właśnie zrobiłem kolejny kawałek do ich wspólnej produkcji (Four Tet i J Dilla) który pojawił się na „Chrome Children vol. 2”. (Możecie go ściągnąć za darmo ze strony www.stonesthrow.com)

Później nagrałeś zwrotki na „Champion Sound” duetu Jaylib – to już drugi raz w którym pojawiłeś się z J Dilla... Kiedy się poznaliście i w jaki sposób układała się wasza współpraca?

Ja i J Dilla poznaliśmy się w 2001 roku, przez mojego dobrego kumpla Dj'a Houseshoes. Czuję, że jest to najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała – w sensie muzycznym. To jaki był w studio, oraz jak bardzo był skromny, było wprost zadziwiające. Jestem na zawsze wdzięczny.

Podejrzewam że występ w kawałku „Strapped” był przełomowym momentem w twojej karierze gdyż poznałeś drugiego mistrza w swoim fachu – Madliba... Czy to w tym czasie zaczęła się twoja przygoda ze Stones Throw?

Jay Dee był w Kaliforni i pracował ze Stones Throw, w ten oto sposób połączyłem się z nimi. Dilla zawsze mi powtarzał że powinni być dla mnie domem z powodu tego jak traktują to, co robią. Poznałem Madliba przez Jay Dee. Pewnego razu zobaczyłem jak dobrze odwalają swoją robotę... to było dojebane! Wiedziałem, że jestem tam, gdzie powinienem być.

W tym samym roku, nagrałeś jeszcze numer z Waajeed'em pt. „Get Up!” - kilka słów o tej wspólnej produkcji?

Waajeed jest rewelacyjny! Po raz kolejny Houseshoes doprowadził do naszej współpracy. I chociaż znałem już wcześniej Waajeed'a, to po raz pierwszy tak naprawdę ze sobą pracowaliśmy. Jest na prawdę wporzo gościem i niesamowitym producentem! Szacunek dla niego!

Do 2006 roku, raczej czekałeś żeby wyjść z czymś nowym... przez dwa lata tylko kawałki „As Serious As Your Life” i „Get Up!” ukazywały się na składankach. Dlaczego tak?

W tym czasie po prostu mocno pracowałem nad moim kunsztem. Tak naprawdę bardzo trudno jest zabłysnąć artystom w Detroit. Większość dużych miast ma ogromny rynek zbytu, ale nie Detroit. Duża ilość kotów wyjeżdża żeby zdobyć kontrakt. Wyciszyłem się na pewien czas i pozwoliłem mojemu otoczeniu wydobyć ze mnie to, co we mnie najlepsze. Byłem tutaj próbując przetrwać, i robić muzykę gdy tylko mogłem. Nie zdając sobie sprawy z tego, że to właśnie muzyka jest kluczem do ucieczki z getta.

W zasadzie rok 2006 można uznać za najbardziej płodny okres w twojej twórczości... Co cię pchnęło do wzmożonej pracy?

Kumple z mojego otoczenia wierzyli że mogę coś zrobić. Miewałem chwile słabości i brałem nawet pod uwagę odejście. Ale ludzie tacy jak J Dilla i Mr. Porter nie pozwolili by mi na to. Kiedy przestałem mieć czarne myśli, zauważyłem, że kumple którzy zachęcali mnie do dalszej pracy, byli tymi samymi którzy już dopatrywali się muzycznego sukcesu. Oni wcale nie musieli dłużej ze mną pracować. Mieli przecież mnóstwo innych rzeczy do zrobienia. Świadomość tego spowodowała, że ponownie skoncentrowałem się na hip-hopie.

Pierwszym utworem który pojawił się w zeszłym roku był „Heartbreaker” który nagrałeś wspólnie z T3 do bitu Black Milk'a. Jak wspominasz ten numer?

T3 zadzwonił do mnie i powiedział że robi mixtape. Zapytał, czy się na to pisze. Oczywiście że się zgodziłem! Pojechałem do jego laboratorium i się za to zabrałem. Po raz pierwszy, gdy usłyszałem bit, chwyciłem kartkę i długopis i napisałem swoje wersy w jakieś 15 minut.

Nagrałeś też inny numer z Black Milk'iem, pt. „Sound The Alarm”. Jak doszło do nagrania tego kawałka?

Black Milk to mój człowiek! Pracowałem z nim nad „Dirty District”, gdy powiedział że ma kawałek, ja pojawiłem się tam bez żadnych pytań. On jest przyszłością, mówię Ci to. Do tej pory nawet nie otarł się o powierzchnię swoich możliwości. Poczekaj jeszcze na klip! Jest obłędny!

Następnie pojawiła się płyta Monic'i Blaire a na niej kawałek „Hey Hoe” - kilka słów o tej współpracy?

O tak... to moja dziewczyna! Pokój dla Blaire i Silent Riot! Monic miała zajebisty bit i zapytała czy nie chcę dołączyć, więc tak zrobiłem. Byłbym głupi gdybym odpuścił. Stawiam na nią... ta laska na pewno wygra! Haha, to zabawne że musiałem naprawdę się wyluzować, żeby nagrać z nią ten kawałek. Cały czas śmialiśmy się z tego w studio, kiedy nagrywaliśmy ten numer.

Po 3 latach spotkałeś się ponownie z Madlibem, by nagrać wspólny utwór „Baby” na płycie „The Shining” Jay Dee, tym razem razem rapujecie... Czy to był pomysł J Dilla? Przyznam że to chyba najlżejszy utwór w twoim wykonaniu...

Tak to był pomysł J Dilla. Usłyszysz dużo więcej rzeczy które nagrałem wspólnie z Madlibem. Teraz jest tam rodzina. Masz racje, ten kawałek jest naprawdę łagodny, aktualnie lubię też taki klimat w utworach. Bardziej poczujesz jakim jestem artystą, kiedy ukarze się mój album!

Jednak na „The Shining” pojawiłeś się dwa razy. Drugi, o wiele cięższy kawałek „Jungle Love” stworzyłeś wraz z innym przedstawicielem Stones Throw – MED'em. Jak Ci się podoba jego towarzystwo na mikrofonie?

To mój człowiek, uwielbiam rapować razem z MED'em. Jest szalony i wnosi mnóstwo energii do tego kawałka. To prawdziwy MC.

Dabrye przyznał, że na swoją płytę „Two \ Three” zaprosił tylko tych artystów, którzy to wywarli na nim największe wrażenie – uważasz to za swego rodzaju wyróżnienie? (Dodam tylko że jest to jeden z najlepszych albumów zeszłego roku).

Oczywiście że jest to dla mnie zaszczyt. On jest szalony prawda? Dabrye wysłał mi podkład i rozpieprzył tym mój umysł! Jest prawdziwym gigantem jeżeli chodzi o produkcje. Nie mogę przestać z nim pracować!

Kulminacyjnym punktem był występ na składance „Chrome Children” (kolejna bombowa produkcja 2006 roku). Nagrałeś tam utwór „Clap Your Hands” który automatycznie wszedł na 12”. Czy to był moment oficjalnego wejścia w line-up Stones Throw?

A wiec... tak i nie. Nagrałem ten numer zanim pojawiłem się w Stones Throw, ale pozwoliłem im to dopiero usłyszeć kiedy wysłałem im te kawałki. Uznali że było by to idealne do projektu „Chrome Children”. Ludzie ze Stones Throw wybrali „Clap Your Hands” na mój debiutancki kawałek w tej wytwórni. Ale to nie koniecznie było moim zamiarem. Ten bit jest potworem!

W „Clap Your Hands” nawijasz „...I swear to god, rap shit saved my life...” - Kim byś był gdyby nie hip-hop?

Zapewne nabijał bym statystykę. Zanim zająłem się rapem, tak naprawdę nie czułem, że mam przed sobą jakiś cel. Człowieku... byłem dziki, kradłem, biłem się, używałem przemocy. Miałem w sobie wiele złości której nie mogłem wyrzucić. Muzyka dała mi taką możliwość, więc jestem bardzo wdzięczny. Nie wiem dokładnie kim bym był... ale nie chcę się dowiedzieć. Byłbym bardzo podły... powiedzmy.

Miałeś tyle gościnnych występów, pracowałeś z tyloma producentami... Z którymi z nich pracowało Ci się najlepiej?

Oczywiście J Dilla zanim odszedł... I mój człowiek Mr. Porter. Wiedza którą przekazał mi o budowaniu piosenek oraz solidne kontakty są dla mnie bezcenne.

Twój styl charakteryzuje się niezwykła charyzmą, i dość hardcore'ową tematyką... Czy zamierzasz nagrywać z innymi raperami ze Stones Throw, którzy też zmiatają swoim flow z powierzchni ziemi? Mam na myśli MF Doom'a, Percee P oraz Roc C?

O tak, właśnie zrzuciłem wersy dla Roc C na jego mixtape kilka tygodni temu. Jestem tam ja, Roc C, Oh No oraz Black Milk. Zrobiłem też kawałek z Percee P i Vinnie Paz'em (Jedi Mind Tricks) na album Percee'ego. Wiec to na razie dwie kolaboracje z trzech. Nie pracowałem jeszcze z MF Doom'em, ale chciałbym. On jest szalony!

Kiedy i czego możemy się spodziewać po twoim solowym debiucie? Podejrzewam że ukaże się w Stones Throw...

Tak, oczywiście ukaże się w Stones Throw... Powinien ukazać się w połowie maja lub na początku czerwca. Powinieneś oczekiwać czegoś nowego i zupełnie innego. To będzie bardzo surowe i dzikie brzmienie!

Czy chciałbyś dodać coś dla twoich słuchaczy z Polski?

Przygotujcie się! Detroit ma coś do powiedzenia! R.I.P. dla moich ludzi J Dilla oraz Big Proof'a! Dla was też hejterzy...! Nadal lubię Detroit Pistons i tutejszą koszykówkę!

Dzięki za Twój czas!

Rozmawiał Sebol dnia 29 stycznia 2007 roku