Strony

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Poniedziałek

Pierwszy raz od bardzo dawna, lepiej mi się żyje w poniedziałek. Ogarnąłem już biznes w pracy. A nawet znalazłem chwile żeby napisać ten post. Pogoda jest "w pytkę" - niby deszczowo, chłodno... ale fajnie nastraja. Za rogiem Wrzesień, gorączki odejdą, spadną liście. Zaczną się lepsze imprezy, studentki zjadą na swoje miejsce w Poznaniu. Klasa! Powiem tak: Spierdalaj już lato! Bo w Polsce zanudzasz!



W takie dni o wiele fajniej będzie wracało się w rejony trueschoolowego hip hop'u. Mój odtwarzacz na nowo przywita album "The Push"- Raashan'a Ahmada... bo fajnie mu wyszedł, a ostatnio słuchałem go krótko przed wakacjami. Zresztą odsłuchaj ze mną "If I" który wyprodukował Descry:

Raashan Ahmad - If I

sobota, 23 sierpnia 2008

No dobra, to co z tym Fiatem 126P?



Ehhh... Jakoś w lutym tego roku dorobiłem się "swojego" pierwszego pojazdu. Był to maluch aka "weed wagon", którego widzisz na powyższym zdjęciu. Sprawa wygłąda tak... Dil był piękny, bo auto kosztowało mnie zaledwie 300 zł. Przedłużyłem ubezpieczenie, ale od kupna jakoś nigdy nie miałem kasy na to, żeby go przerejestrować a tym bardziej żeby zrobić tak, aby auto przeszło przegląd który skończył się 6 czerwca. Bo wiesz, a to kupiłem jabłko, a to przechlałem na baletach kasę która mogła by pozwolić na legalu nim jeździć. No i trochę chamski też jestem, bo nie umyłem Fiata nigdy jak byłem jego właścicielem. Poza tym jak na rocznik 1990, był "prawie" bezawaryjny i można go było tankować na "szklanki" - to znaczy, że jak tankowałem za 10 zeta, to pytali mnie na stacji czy mają wystawić fakturę. Pierwszy i jedyny raz auto zawiodło mnie w drodze powrotnej z ulicy Przemysłowej, gdzie pojechałem po zasilacz od router'a bo zapomniałem go zabrać wcześniej. Wiesz, była 23 a ja bardzo chciałem korzystać z WiFi. A więc nie ubierałem się zbyt grubo, bo to był kwiecień i pojechałem w piżamie. I jebaniec stanął na ul. Pamiątkowej. Powiem tyle, ulica nie jest zbyt przyjazna by o 24 paradować w piżamie! Nie zdołałem go naprawić. Pojechałem w piżamie do domu autobusem nocnym pełnym ludzi. Niezła to była historia. Auto na tamtej ulicy stało 3 tyg. zanim je dotargałem na holu do domu. Ale za to pojawiła się za szybą pierwsza oferta, "Chętnie kupię to Auto". Wtedy odrzuciłem propozycje, bo to auto było dla mnie wszystkim. Pomimo tego że czasem różniliśmy się poglądami, to słuchaliśmy tej samej muzyki. Odświeżyłem dużo starych kaset których już 100 lat nie słuchałem. W pierwszej połowie lipca, po tym jak auto już było totalnie nie legalne (bo gdyby mnie legitymowali na ulicy zapłacił bym majątek za mandat), pojawiła się druga oferta kupna. Z bólem serca, jak na hustler'a przystało sprzedałem go za 400 zł (100 do przodu!). Samochód odjechał z honorem odpalając za pierwszym przekręceniem kluczyka. Żal skurczybyka. Ten post jest dedykowany jemu! Żegnaj "Weed Wagonie", kto wie co z tobą - jeździsz? Czy może rozebrali cię na części - paskudy!

środa, 13 sierpnia 2008

I Juswannachill

Niedługo premiera nowego krążka Large Professor'a, który będzie nosił nazwę "Main Source". O ile się nie mylę, to wyjście tej płyty datowane jest na 30 września, ale jak to zwykle bywa można już go znaleźć w internecie... Na przełomie 95/96 roku miał się ukazać krążek pt. "The LP" w wytwórni Geffen. Przez jakieś niedokończone biznesy, krążek nigdy oficjalnie nie ujrzał światła dziennego. W zamian za to pojawiło kilka singli które dziś noszą miano klasyków. Gdy poznawałem hip-hop, takie brzmienie kreowało mój muzyczny kręgosłup. Uważam to za pieprzony klasyk. Pewnego dnia, nabyłem "The LP" (2LP) za jakieś 50 zł. Dziś okazuje się, że na discogs.com tę płytę posiada 57 osób, 17 chcę ją mieć a tylko jedna jest na sprzedaż i jest warta 100$. Słodko! Sprawdź sobie klip pt. "I Juswannachill".


poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Należę do wąskiej grupy społecznej...

... która charakteryzuje się tym, że ludzie do niej należący, ostatnimi czasy rzadko uprawiają seks. To patologia jakaś i ciężko mi z tym. Dlatego wspomnę dziś o człowieku który z pewnością zasłużył na miano jednego z moich bohaterów. A na dodatek zawsze miał seks kiedy chciał. Dorobił się 12-nastki dzieci i przeszedł przez cztery małżeństwa. Trzymał szpan, gdy chodził w złotych łańcuchach. Nazywali go Czarnym Mojżeszem, nosił maksymalne pokłady miłości w swoich piosenkach... były tak mocne, że rozpalały serca najbardziej zatwardziałych przeciwników relacji damsko-męskich (o ile kiedykolwiek tacy istnieli). Dostał Oskara za sountrack do Shaft'a. Na złość wkleję inną kompozycję. Będzie to numerBurta Bacharacha "The Look Of Love" - klasyk sam w sobie. Spoczywaj w pokoju Isaac'u Hayes!



PS: Ukradłem utwór od Mentos'a żeby było coś do kontrastu z koncertówką:

Isaac Hayes - I'm Gonna Have To Tell Her

czwartek, 7 sierpnia 2008

Too Hot

W 1995 roku, wyszedł singiel "Too Hot" - autorstwa Coolio. Hehe, ten koleś to prawdziwy wieszcz, a w dodatku zna się kapitalnie na "boiling pointach" w relacjach damsko-męskich. Aż cud że tak fajny klip można było kiedyś oglądać w TV. Nie jestem jakimś ultra fanem twórczości tego rapera. Ale po latach ten numer cały czas mi się podoba. Ktoś powinien zrobić mash-up z instrumentala, a na bank jest do zdobycia, bo występuje na 12". Dosyć zbędnej paplaniny. Coolio - "Too Hot": Zapraszam!*



*post odnośnie ostatniej rozmowy dotyczącej kawałków których Dj'e wcześniej nie grali na imprezach na których my bywaliśmy.

wtorek, 5 sierpnia 2008

L4 i wczesno jesienna pogoda...

Kurde, wczoraj do momentu gdy wtrąciłem ostatnią historię czułem się dobrze. Później dostałem gorączkę i zaczęły się jaja. Nie będę opisywał co mi jest, bo to nie smaczne. W każdym razie na bank jest to jakiś rodzaj grypy, paskudnej grypy. Nieprzespana noc i samopoczucie nie pozwalają mi na podkręcanie tempa. Jem kisiel, zupę mleczną - ryżową, piję herbatki i zażywam tabletki, słucham jazz'u z moim leniwym psem. Tak zapewne będzię wyglądał cały mój tydzień. Pani doktor, nie kazała mi wychodzić z domu, tylko się kurować. L4 jest z pewnością fajne, ale czuję się na tyle fatalnie że nie mogę się nawet tym nacieszyć.

Gdy byłem dokładnie 2 lata temu w Birmingham w Anglii, 1-3.08.2006 przyleciała do mnie bardzo ważna w moim życiu osoba. Słuchaliśmy wtedy bez opamiętania "Kind Of Blue" Miles'a Davis'a. Dziś nawet pogoda jest podobna, do tych sierpniowych dni spędzonych w UK. Później słuchałem Davis'a gdy mieszkaliśmy na Fabrycznej. Odkąd brat przetrzymywał mój gramofon, na czas pobytu w Hiszpanii - igła została złamana. Automatycznie w moich głośnikach mniej jazz'u było. Dziś to naprawiam. Jak masz czas, włącz sobie "Blue In Green". Ten numer jest boski.


poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Dziś już zdjęć nie będzie...

... bo wyładowała się bateria w aparacie i nie mam ładowarki. Ale za to opowiem historię. Dziś po pracy załatwiałem co nieco, a potem przyjechał po mnie Prof i Mentalcut i pojechaliśmy do Ghetto Superstar Crib dokonać różnych podziałów. Pogadaliśmy chwilę zrobiła się 21 i czas było spadać do chaty. Prof podrzucił mnie do Serbskiej, a tam wsiadłem w tramwaj. Słuchałem sobie Shawn'a Jackson'a bo to ostatnio najfajniejsza rapowa płyta jaką słucham. Wysiadłem przystanek dalej. Czekając na 76 który podrzuci mnie na Dębiec, przyszła panna - chyba wracała z zakupów jakichś bo dużo siatek miała z ciuchami. Usiadła na przeciwko mnie. Tak, że cały czas ją widziałem. Na słuchawkach pojawił się kawałek "Feelin Jack" i super mi się jechało, ładna dziewczyna, super muza czego chcieć więcej... No i pod wiaduktem na Hetmańskiej wsiada dziadek mojego kolegi. Historia dziadka mojego kolegi jest taka, że jest wdowcem od jakiegoś czasu. Znam go od lat. W zasadzie zajebisty z niego dziadek, niezły z niego "model". No i ten dziadzia ma 70-siąt pare lat i umawia się na randki z dziesięć lat młodszą babką i ogólnie wraca do domu po nocach z tego co słyszałem. Zawsze trzyma szpan, ma wypucowane buty, garniak i krawat. Co robi dziadek, najprawdopodobniej wracając od swojej "laski"? - Siada obok tej dziewczyny i ją obcina. Staram się do niego uśmiechnąć i kiwnąłem głową na znak przywitania. Na to panna się do mnie uśmiechać zaczyna. Odpowiadam i do niej uśmiechem, do końca trasy zostaje jeszcze blisko 10 min... Panna zaczyna się śmiać, ja też się zaczynam śmiać, a dziadek pozostaje zmylony, i patrzy na dziewczynę ze zdziwieniem. Skapnęła się też że dziadzio na nią patrzy i widzi ze ta zaczyna się do siebie śmiać, po chwili nawet przez słuchawki słyszałem że już śmiejemy się na głos. Stanął autobus, panna zabrała swoje rzeczy i poszła w stronę ul św. Szczepana... myślę, odjeżdżam, 3,2,1 i odwraca się! hehe... znak że niechcący flirt się udał. Bardzo śmiesznie było... Pozdrawiam cię, ciemnowłosa zakupowiczko, nieźle się uśmiałem.

Miałem to napisać wczoraj, ale piszę dziś...

... Jak rapował Smarki Smark. Wczoraj wieczorem wróciłem znad Bałtyku. Nie miałem już ochoty odpalać mojego jabłka. Dziś w pracy techniczne problemy przeszkadzają mi robić to co do mnie należy, dlatego nie robię nic. Postaram się opisać to co działo się na Miller Fresh IDA tour 2-3.08.

Aby tam dotrzeć wyjechaliśmy zaraz po pracy. Z Poznania okazał się to kawał drogi, bo w Dębkach byliśmy o północy i jechaliśmy troszkę ponad 6 godzin. W piątek, blisko 1 w nocy pojawiliśmy się na imprezie Ojca Karola, Jima Dunloop'a i Dj'a Przeplacha. Pierwszy raz w życiu poczułem się dobrze na imprezie nad morzem. Nigdy wcześniej też nie bawiłem się do Funk'u pod pełnym gwiazd gołym niebem z widokiem na spokojny Bałtyk. Jedyne na co można narzekać, to na to, że jednak w nadmorskich miejscowościach nie można wymagać od ludzi tego żeby luzowali się w takim klimacie. Nie każdy to czuje. W każdym razie szacunek dla tych co tańczyli, pili, palili czy po prostu byli. Bardzo mi się podobało, oddaje respekt chłopakom.

W nocy niebo było tak czyste, że robiło kolosalne wrażenie. Miało to zwiastować słoneczny poranek i cały dzień na plaży. Nic z tego. Obudziłem się o 8:30, być może jeszcze troszkę pijany i jedyne co byłem w stanie powiedzieć to: Kurwa mać! I poszedłem spać dalej, odwracając się na drugi bok. Padało. Około 11 zrobiłem drugie podejście do wstawania. Udało się. Doturlałem się z moim serdecznym kompanem Kodziem do sklepu i kupiliśmy śniadanie. Jedliśmy je do 16, bo nie ma sensu chodzić po deszczu. Tym bardziej że mieszkaliśmy 4 km od morza, ponieważ wszystkie kwatery w Dębkach i okolicach były pozajmowane. Wieczorem ustawiliśmy się z Jakubem znanym wam bliżej jako Dj Mentalcut z jego dziewczyną Gosią, Tomkami z Fluowankaz i ich dziewczynami Natalią i Olą. Ale w między czasie skoczyliśmy na rybę... no bo być nad morzem i nie zjeść ryby, to tak jak być nad morzem i nie wskoczyć do niego nawet na 24 sekundy... I w tamtym momencie coś mnie tchnęło. Cały dzień miałem ochotę na Halibuta. W ostatnim momencie z niego zrezygnowałem, w zamian mając zamiar zjeść kiełbaski z grill'a które czekały na mnie w Dj's Crib. Kondzio, Madzia, Weronika i Julia - pochorowali się (co męczyło ich dopiero w nocy i cały następny dzień). Zajechaliśmy do miejscowości na O. (jednak tej nazwy nie jestem sobie w stanie przypomnieć), w każdym razie Kuba z kliką mieszkali też 4 km od morza. Popykaliśmy w siatkówkę, popiliśmy piwa i udaliśmy się na imprezę. Po małych problemach z podpięciem sprzętu udało się wszystko ogarnąć i Tomek młodszy rozpoczął granie. Zaraz po nim przez dłuższy czas napierdzielał Mentalcut, a po nim zagrał Tomek starszy. Myślę że nie muszę mówić jak fajnie zagrali, bo wszystkim bardzo się podobało i "The Beach" porwał taniec. Piliśmy, nawet paliliśmy. Było super, wszystkim się podobało. Szkoda że nie mam jeszcze zdjęć, bo bym z miejsca zademonstrował. Około 4 rano musieliśmy spadać, bo jedna osoba nie mogła pić żeby zawieść nas te 4 nieszczęsne kilometry do miejscowości na Z albo na Ż (której też nie pamiętam), w której mieszkaliśmy.

Rankiem, obudziły mnie jak wspomniałem wcześniej odgłosy z ubikacji zwiastujące ucieczkę ryby z przewodu pokarmowego! (SIC!) Błogosławiłem kiełbaski. Sklepy w niedziele wszędzie pozamykane, nic nie można było dostać na śniadanie. Ogólnie masakra. Po 12:00 wróciliśmy do Dębek coś zjeść. Byłem nad morzem i nie zjadłem ryby. Zamówiłem pyszną pizzę z sosem bolońskim, którą wciągnąłem na plaży. I wtedy jako jedyny z mojej załogi wykąpałem się w morzu, troszkę kropiło i nie było najcieplej. Ale 24 sekundy wytrzymałem! Nie jadłem owoców morza ale dupę wymoczyłem. Klasyk. Kac zniknął. O 16, wyruszyliśmy do Poznania! Spoko weekend. Kto był ten wie. Zdjęcia będą zapewne później. Pozdrawiam!