... Jak rapował Smarki Smark. Wczoraj wieczorem wróciłem znad Bałtyku. Nie miałem już ochoty odpalać mojego jabłka. Dziś w pracy techniczne problemy przeszkadzają mi robić to co do mnie należy, dlatego nie robię nic. Postaram się opisać to co działo się na Miller Fresh IDA tour 2-3.08.
Aby tam dotrzeć wyjechaliśmy zaraz po pracy. Z Poznania okazał się to kawał drogi, bo w Dębkach byliśmy o północy i jechaliśmy troszkę ponad 6 godzin. W piątek, blisko 1 w nocy pojawiliśmy się na imprezie Ojca Karola, Jima Dunloop'a i Dj'a Przeplacha. Pierwszy raz w życiu poczułem się dobrze na imprezie nad morzem. Nigdy wcześniej też nie bawiłem się do Funk'u pod pełnym gwiazd gołym niebem z widokiem na spokojny Bałtyk. Jedyne na co można narzekać, to na to, że jednak w nadmorskich miejscowościach nie można wymagać od ludzi tego żeby luzowali się w takim klimacie. Nie każdy to czuje. W każdym razie szacunek dla tych co tańczyli, pili, palili czy po prostu byli. Bardzo mi się podobało, oddaje respekt chłopakom.
W nocy niebo było tak czyste, że robiło kolosalne wrażenie. Miało to zwiastować słoneczny poranek i cały dzień na plaży. Nic z tego. Obudziłem się o 8:30, być może jeszcze troszkę pijany i jedyne co byłem w stanie powiedzieć to: Kurwa mać! I poszedłem spać dalej, odwracając się na drugi bok. Padało. Około 11 zrobiłem drugie podejście do wstawania. Udało się. Doturlałem się z moim serdecznym kompanem Kodziem do sklepu i kupiliśmy śniadanie. Jedliśmy je do 16, bo nie ma sensu chodzić po deszczu. Tym bardziej że mieszkaliśmy 4 km od morza, ponieważ wszystkie kwatery w Dębkach i okolicach były pozajmowane. Wieczorem ustawiliśmy się z Jakubem znanym wam bliżej jako Dj Mentalcut z jego dziewczyną Gosią, Tomkami z Fluowankaz i ich dziewczynami Natalią i Olą. Ale w między czasie skoczyliśmy na rybę... no bo być nad morzem i nie zjeść ryby, to tak jak być nad morzem i nie wskoczyć do niego nawet na 24 sekundy... I w tamtym momencie coś mnie tchnęło. Cały dzień miałem ochotę na Halibuta. W ostatnim momencie z niego zrezygnowałem, w zamian mając zamiar zjeść kiełbaski z grill'a które czekały na mnie w Dj's Crib. Kondzio, Madzia, Weronika i Julia - pochorowali się (co męczyło ich dopiero w nocy i cały następny dzień). Zajechaliśmy do miejscowości na O. (jednak tej nazwy nie jestem sobie w stanie przypomnieć), w każdym razie Kuba z kliką mieszkali też 4 km od morza. Popykaliśmy w siatkówkę, popiliśmy piwa i udaliśmy się na imprezę. Po małych problemach z podpięciem sprzętu udało się wszystko ogarnąć i Tomek młodszy rozpoczął granie. Zaraz po nim przez dłuższy czas napierdzielał Mentalcut, a po nim zagrał Tomek starszy. Myślę że nie muszę mówić jak fajnie zagrali, bo wszystkim bardzo się podobało i "The Beach" porwał taniec. Piliśmy, nawet paliliśmy. Było super, wszystkim się podobało. Szkoda że nie mam jeszcze zdjęć, bo bym z miejsca zademonstrował. Około 4 rano musieliśmy spadać, bo jedna osoba nie mogła pić żeby zawieść nas te 4 nieszczęsne kilometry do miejscowości na Z albo na Ż (której też nie pamiętam), w której mieszkaliśmy.
Rankiem, obudziły mnie jak wspomniałem wcześniej odgłosy z ubikacji zwiastujące ucieczkę ryby z przewodu pokarmowego! (SIC!) Błogosławiłem kiełbaski. Sklepy w niedziele wszędzie pozamykane, nic nie można było dostać na śniadanie. Ogólnie masakra. Po 12:00 wróciliśmy do Dębek coś zjeść. Byłem nad morzem i nie zjadłem ryby. Zamówiłem pyszną pizzę z sosem bolońskim, którą wciągnąłem na plaży. I wtedy jako jedyny z mojej załogi wykąpałem się w morzu, troszkę kropiło i nie było najcieplej. Ale 24 sekundy wytrzymałem! Nie jadłem owoców morza ale dupę wymoczyłem. Klasyk. Kac zniknął. O 16, wyruszyliśmy do Poznania! Spoko weekend. Kto był ten wie. Zdjęcia będą zapewne później. Pozdrawiam!