poniedziałek, 4 stycznia 2010

Mono/Poly

If there is a beat version of hide-and-seek, Mono/Poly is the master of this game. Listening to his tracks works like this: First you get this ultra-modern nod factor so distinctive for the so-called “beat generation” and perfected by people such as Flying Lotus, Ras G, SAMIYAM or Mono/Poly himself. Then, underneath there are these no-bullshit melodieeees that really make you think that even when the whole hype around the beat music, or whatever we call it, is over, this guy will be still doing his thing: damn good tunes! Some kind of duality seems to be Mono’s trademark. When we were talking on music-related subjects he had “I’d rather make some music than talk about it” attitude, but as soon as the political issues came up we touched his more talkative side and you know what? Mono/Poly might be just 21 years old but he definitely knows what’s the name of the game! As for his music, just check out what “the LA’s craziest” Mother Fucking Gaslamp Killer has to say about the latest EP GeorgeMachine: “This 12″ will leave you flat on the floor making an ugly face”. Spot on, spot on!



DOWNLOAD!


Jeśli jest na świecie bitowa wersja gry w chowanego, Mono/Poly jest jej mistrzem. Słuchanie jego kawałków wygląda mniej-więcej tak: najpierw daje się odczuć ten ultra nowoczesny „nod factor”, tak charakterystyczny dla tak zwanej „generacji beatu” i dopracowany do perfekcji przez twórców takich, jak Flying Lotus, Ras G, SAMIYAM czy sam Mono/Poly. Potem, pod spodem, pojawiają się te zajebiste melodie, które każą ci myśleć, że nawet kiedy cały tan hype wokół muzyki „beat”, czy jakkolwiek się ją nazwie, ucichnie, ten człowiek nadal będzie robił swoje: cholernie dobrą muzykę. Pewien rodzaj dualności zdaje się być znakiem firmowym Mono/Poly. Kiedy rozmawialiśmy o muzyce miał raczej podejście typu „wolę robić muzykę, zamiast o niej gadać”. Jednak jak tylko weszliśmy na tematy związane z polityką ujawniła się jego bardziej gadatliwa strona i wiecie co? Mono/Poly może i ma zaledwie 21 lat, ale zdecydowanie wie co jest pięć. Co do jego muzyki, po prostu sprawdźcie co „najbardziej walnięty w LA” Mother Fucking Gaslamp Killer ma do powiedzenia o jego najnowszym EP GeorgeMashine: „Po tej dwunastce będziesz leżał plackiem na glebie z wykrzywioną mordą”.

100na & Sebol

wtorek, 29 grudnia 2009

Dorian Concept - Trilingual Dance Sexperience

Jeden z najbardziej obiecujących producentów związanych ze sceną new-beats generation - Dorian Concept udostępnił kilka miesięcy temu bardzo fajnie złożony klip który miałem okazje zobaczyć pierwszy raz dopiero dzisiaj. Autorem tego video jest Gerhard Senz. Muszę przyznać że patent do "Trilingual Dance Sexperience" jest zajebisty. Austria buduje mocną scenę za sprawą Clonious'a i Dorian Concepta. Sprawdźcie album "When Planets Explode" wydany w holenderskim Kindred Spirits.

Dorian Concept - Trilingual Dance Sexperience


Bonusowo dodaje remix Doriana utworu "Stay Fly" Three Six Mafia. Nieco zmienił oblicze tego kawałka. Słyszałem zdania, które mówiły że ten kawałek należy zostawić w spokoju, niezależnie od tego kto chce go remiksować. Mi się ten kosmiczny powiew bardzo podoba. Zachęcam do odszukania wszystkich czterech remixów w sieci, jest tam między innymi Dabrye, Jamie Lidell oraz Phat Kat z Guilty Simpsonem.

Three Six Mafia - Stay Fly (Dorian Concept RMX)



*Za podklepanie klipu dziękuje Łukaszowi Skotnickiemu który zostawił link do niego, na tablicy facebooka Maceo Wyro.

środa, 23 grudnia 2009

2009

Podsumowanie roku tuż przed wkroczeniem w nową dekadę, nie może skończyć się na wyborze tej jednej jedynej zajebistej płyty. Jeśli dobrze pamiętam, na ubiegły rok nie mieliśmy co narzekać. 2008 przyniósł na nasz rynek mnóstwo pociągających wydawnictw, ale za to rok 2009 przeszedł samego siebie. Po pierwsze za sprawą SA-RA Creative Partners i ich "Nuclear Evolution: The Age of Love" oraz Shafiq'a Husayn'a i jego "En'A-Free-Ka", dzięki kosmicznemu trio i dzięki jednemu z jego członków dostaliśmy dwie potężne i jakże różne od siebie płyty - seksualną i spirytualistyczną. Myślę, że na tej linii fani mieli najwięcej problemu z wyłonieniem faworyta. Czy lepsze były solowe dokonania Shafiq'a? Czy lepsza była wspólna płyta kreatywnych partnerów? A może takie porównanie nie ma żadnego sensu? Chyba ta ostatnia opcja jest tutaj najcelniejsza. Nie porównujmy rozpierwiastkowanego SA-RA z kompletnym kolektywem. To dwie zupełnie inne rzeczy które u mnie uzyskują najwyższe noty.



I chyba przez przypadek wpadłem już na początku podsumowania w pułapkę. Bo to pierwsze miejsce gdzie muszę wyróżnić ekipę Warsoul, piątka dla Maceo Wyro, Grześka Dworakowskiego i Andrzeja Cały... piątka dla Ciebie Sebol! Dla mnie...?! Ojej dzięki... Taaak, piątka dla nas za to że rok 2009 był najlepszym czasem na sprowadzenie Ommas'a Keith'a i Taz'a Arnolda do Polski. Może jest to nie skromne, ale w końcu dla mnie, było to jedno z najważniejszych wydarzeń w roku. A jeśli już jesteśmy przy kosmiczno-futurystycznych klimatach, pora na wyróżnienie tria z Wellington - Electric Wire Hustle i ich debiutanckiego krążka który ukazał się pod tym samym tytułem. Fajnie widzieć nowe twarze z nowozelandzkiej sceny, tym bardziej gdy materiał który prezentują rozwala od pierwszej do ostatniej sekundy. Zarówno oni, jak i wyżej wymienieni Kreatywni Partnerzy, zostali wyróżnieni w podsumowaniach Gilles'a Peterson'a i Benji'ego B w BBC, to jak Warsoul? Znowu piątka?!



Na kolejne wyróżnienie zasługuje Dam-Funk, bez wątpienia jest jednym z najbardziej obiecujących artystów od 2-3 lat. Dopiero teraz dostaliśmy od niego krążek pt. "Toeachizown", który obrazuje koncepcje nowoczesnego boogie-funku, a dodając jego szalone kolaboracje z Rozzi Daime, Nite Jewel czy Red'em widzimy że gość nie próżnuje i nie żartuje, robi non-stop naprawdę gorący materiał. Kolejnym kozakiem jest Mark Pritchard, w tym roku pozamiatał system dwoma utworami "Wind It Up" z Ommas'em Keith'em i "Heavy As Stone"... a tuż za rogiem czai się projekt Afrika Hi-Tech, który pewnie uderzy wraz z rokiem 2010. Po próbkach, po prostu nie mogę się doczekać.



Obojętnie nie przejdę też obok Joy Orbison'a, chłopak młody i niezwykle utalentowany, z tego co czytałem, nie zamierza na razie wydawać płyty długogrającej, ale wystarczył singiel "Hyph Mngo/Wet Look", żeby nikt więcej nie miał wątpliwości że ten koleś jeszcze sporo namiesza na scenie klubowej. A jeśli już jestem przy "wyspowym" klimacie to wyróżnienie leci dla Hyperdub. Wytwórnia obchodzi w tym roku 5-te urodziny, a co za tym idzie pięciolecie działalności. Wydali zajebistą kompilacje zawierającą największe bomby od Kode-9, Joker'a czy Zomby'ego, zresztą wyróżniona również powinna być panna zwana Cooly G, która popełniła zajebisty "Love Dub". Czyli co? Hyperdub labelem roku? Zdecydowanie tak.



Jeśli jeszcze mowa o wyspach, to zdecydowanie musimy wrócić do wydarzeń które miały miejsce w Polsce, a dokładniej mówiąc w Poznaniu, gdzie Eskulap nawiedziło duo związane z wytwórnią Tempa, chodzi oczywiście o występ Bengi i Skream'a. Piona dla Miza za organizacje tego eventu, było naprawdę świetnie. Skoro cały czas tak miło podsumowuje się eventy, to pozdrawiam osoby które maczały palce w sprowadzeniu Flying Lotusa, Hudson'a Mohawke (którego album pt. "Butter" również zajmuje wysoką pozycję w tym podsumowaniu) i Mamiko Motto do Katowic, na festiwal promujący nowe brzmienia. Co to było za wydarzenie?! Cały czas tym żyje.



Wróćmy jednak do klubowych klimatów. Nie mogę pominąć w podsumowaniu Dj'a Zinc'a, który redefiniuje house stwarzając EP-kę "Crack House EP", gdzie znajduje się min. fenomenalny "Blunt Edge".



No i pora na jakieś stricte hip-hopowe płyty... Z pewnością podpiszę się pod tym że najważniejszymi i najfajniejszymi albumami były "The Ecstatic" Mos Def'a i "Born Like This" Doom'a. Ale warto wyróżnić też Jay'a Z za "Empire State of Mind" czy "Death of Auto-tune". Z silnym materiałem pojawił się również Reakwon, czy komuś nie podobało się "New Wu" na "Only Built 4 Cuban Linx… Pt. II"? No i na końcu, ale przecież kolejność nie ma żadnego znaczenia - królowie kokainowego rapu Malice i Pusha T jako The Clipse i ich krążek pt. "Til the Casket Drops".



Za całokształt trzeba pochwalić rozwój sceny New-Beats Generation, powoli przebija się do świadomości coraz większej liczby słuchaczy. Nawet u nas w kraju, a co za tym idzie, może niedługo będziemy świadkami live-actów największych twórców tego gatunku, w polskich klubach. A wyróżnienie za całokształt dlatego, że tyle ilu jest twórców tyle różnorodnych podejść do tematu a to fenomen tego gatunku, jesteś w stanie powiedzieć gdzie zaczyna się muzyka Flying Lotusa, co charakteryzuje Rasa G, jak produkuje bity Mono/Poly, czym jest brzmienie Dorian Concept'a a jak to robi Clonious...



A teraz przypomniało mi się o Floating Points gość jest niezły, robi świeże rzeczy i jest bliskim współpracownikiem fenomenalnej w tym roku Fatimy, którą już na blogu tutaj wspominałem przy okazji albumu Shafiq'a. Zapamiętajcie imię tej dziewczyny, Fatima z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Oj i plułbym sobie w brodę, gdybym zapomniał wspomnieć o soulowych, tytanowych wręcz wydawnictwach. Jeden krążek jest oldschoolowy, to powrót Lee Fields'a, który wraz z The Expressions wydał album "My World", polowałem na niego bezskutecznie całe wakacje, zawsze gdy miałem parę Euro na zbyciu, płyta była "out of stock". I jak tu się nie wkurwić? No, nie da się! Wosk trafił do mojej kolekcji dopiero po wizycie w Side One. Drugi album to "Black Summer Nights" od Maxwell'a - trochę poszkodowany ten artysta w tym roku, bo płytka zyskała tylu zwolenników co przeciwników, ale ja bezgranicznie się jaram!



A co działo się w Polsce? Oj, całkiem dużo w tym roku. Otóż najpierw pojawił się chyba krążek Mesa, "Zamach Na Przeciętność" - solidna produkcja, do tego wersja winylowa wypuszczona przez JuNouMi. Klasa! Potem krążek "Dwuznacznie" od Tetrisa. Następnie "Duże Rzeczy" od W.E.N.Y i Rasmentalism, a na dniach dostaniecie do swoich rąk "Kollage" od Kix'a i Szyszki. Nie potrafię wystawić faworyta w tym temacie, bo są to baaaardzo różne pozycje i każdej z nich z równą przyjemnością słuchałem. Czyli co? Mamy cztery fajne płytki w klimacie hip-hopowo-soulowym, a to strasznie dużo! Jeśli przejdziemy do sceny klubowej mamy wyśmienitą kompilacje na której nasi ludzie próbują się z brytyjskim stylem UK Funky, co dało nam PL Funky.



Oczywiście, można by takie podsumowanie jeszcze powiększyć np. o rozchwytywanego Mayer'a Hawthorne'a, chociaż ja osobiście wole remiksy wielu z was zapewne jara się "A Strange Arrangement". Dobry to był rok, dużo wrażeń i fajnych wspomnień.
Przyszły rok przyniesie nam nowy album od Bilal'a, solowe krążki Ommas'a (który miałem przyjemność już słyszeć i z pewnością Was zaskoczy, będziecie mieli przy czym pić drinki w nadchodzące wakacje) i Taz'a Arnold'a. Powrót Gil'a Scott'a Heron'a i oczywiście często przekładany album "Blackmagic" Jose James'a, który też już słyszałem i cały czas namiętnie słucham, chyba już dziś wiem kto będzie wyróżniany w podsumowaniach 2010... i to było na tyle. Nie pozostaje mi już nic innego, jak życzyć Wam Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

piątek, 18 grudnia 2009

Shafiq Husayn - Cheeba (feat. Bilal)

Jeszcze kilka, albo kilkanaście dni temu podniecałem się klipem do utworu "Lil Girl", w którym gościnnie użyczyła głosu miss Fatima. Był fajnie złożony, dużo osób przewinęło się przez plan zdjęciowy. Fani serialu "The Wire" zobaczyli tam nawet jedną z najbardziej charakterystycznych postaci - Avon'a Barksdale'a, w którego wcielił się Wood Harris. Naprawdę super im się to udało. Z albumem Shafiq'a mam problem. Nie umiem wybrać zdecydowanego faworyta na krążku. Każdy kawałek ma niespotykaną siłę, a cały album w moim mniemaniu jest już klasykiem. A kto wie, co będą mówili specjaliści i entuzjaści muzyki za 20-30 lat? Czy jest możliwym by wypowiadano się o nim, jak o "A Love Supreme" John'a Coltrane'a? Nie chcę nic wróżyć, ale być może jesteśmy świadkami dzieła, które będzie wyznaczało pewne dzieje, albo nową erę w muzyce, erę Shafiq'a Husayn'a. Oczywiście dziś się jeszcze tego nie dowiemy. W każdym razie z uśmiechem spojrzę na ten wpis jak będę już dziadkiem koło 60-tki. Shafiq "En'A-Free-Ka" to współczesne dzieło którego jeszcze nie ogarniam i nie do końca potrafię zrozumieć, doceniam jedynie urok i piękno tej płyty. A wracając do największej petardy... wahałem się miedzy "U.N Plan" a "Cheebą" właśnie. Po wczorajszej premierze klipu, chyba wygrywa "Cheeba". Wielki szacunek za zdjęcia, ujęcia i pomysł. Piątka za smak. Ujęcia gdzie króluje zieleń, przypominają mi moje wyobrażenia o czasach w których Czarne Pantery spotykały się w kinach oglądając Blaxploitation. Zwróciliście uwagę co jest wyświetlane?! "Space is the Place"! Druga część ujęć sprawia, że mam wrażenie oglądać fragment starych zapisów z koncertów Thelonious'a Monk'a. Chociaż jestem przekonany, że podczas nagrywania sesji duch Coltrane'a, Sun Ra i Monk'a był obecny. Shafiq w 2009 roku dokonał coś ponadczasowego. I zapewne w moim prywatnym podsumowaniu zostanie wyróżniony. Rok 2010 rozpocznie album Bilal'a, a z tego co już sami wiecie, bo na blogu wpis o tym zrobiłem, szykuje się prawdziwa bomba nuklearna.

Shafiq Husayn - Cheeba (feat. Bilal)

EDIT: Klip zniknął z przestrzeni internetowej nie wiedząc dlaczego. Postaram się go przywrócić jak tylko ponownie się pojawi.


Klip wyreżyserował Kahlil Joseph.

czwartek, 10 grudnia 2009

W.E.N.A / Rasmentalism o Dużych Rzeczach

Wybaczcie moją monotonność, wiem że ostatnio moje wpisy celują w polską scenę, ale niespodziewanie dużo się dzieje. Po głowie chodzą mi jeszcze dwa projekty z Polski o których na bank wspomnę, a potem polecimy z innym tematem. A teraz do meritum. Zapowiedziałem już ten wywiad kilka wpisów niżej, miał pojawić się w dzień premiery płyty, ale chcąc oddać Wam to w zajebistej formie, musieliśmy wpaść w mały poślizg. Dzięki temu premiery są dwie, a nie jedna. Po pierwsze, to chyba do tej pory jedyny zapis rozmowy z chłopakami po wydaniu ich wspólnej płyty, która ukazała się 7-mego grudnia. Po drugie, rozmowa prezentowana jest jeszcze na łamach mojego bloga, ale wywiad jest już bezpośrednio kierowany na nowy projekt o nazwie DaDopeCorner (DDC), nad którym pracujemy wspólnie ze 100ną. Więc jest to w sumie przed-premiera. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów pracy, a szczególnie tym w jak kozacki sposób pomaga nam Miras, którego wielokrotnie już tutaj wspominałem... RSO196, jest zawsze pierwszą osobą do której uderzam jeśli chodzi o składanie, projektowanie i wykonywanie grafiki. Nie rozpisując się dłużej, oddaje wam plik .pdf, chcąc wspiąć się level wyżej jeśli chodzi o prezentowanie zawartości.

W.E.N.A.

Rocznik ’84, warszawski raper, autor tekstów z płyty “Wyższe Dobro”. Współpracował z wieloma ludźmi związanymi z polską sceną. To on jako pierwszy użył słowa “Salutuj”. Inspiracje zbiera w latach ’90, z dobrym skutkiem.

Ras
Rocznik ’85, nie ważne skąd - ważne jak, autor tekstów z płyty “Dobra Muzyka Ładne Życie”. Sam nie pamięta z kim współpracował. Mówił, że nie wraca - kłamał. Fan łatwego życia i dobrej muzyki. To się nie zmienia.

Ment
Rocznik ’85, z miastami bywa różnie, producent płyty “Dobra Muzyka Ładne Życie”. Współpracuje z tymi co trzeba. Bitmaszyna nie pozwala mu zasnąć. Ładne życie się nie zmienia. Muzyka jest lepsza.



Ściągnij wywiad!

niedziela, 6 grudnia 2009

O tym jak przywrócono Polski hip-hop w Czytelni



Nie ogarniałem podkręcającego się hajpu na imprezę Smarkiego i Kix'a jeszcze miesiąc temu. Pamiętam że Kix do mnie napisał, żebym powiedział o tym komu trzeba, zanim bilety trafią do sprzedaży. Ja jakoś przysnąłem, a dwa dni później okazało się że już nie ma wejściówek do Czytelni. Mało tego, ludziska na forach odkupowali od siebie bilety, czasami za wyższą cenę. Prawdziwa masakra! Ale czy nie właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze? Zrobić kameralny występ i uciąć w pewnym momencie kolejkę? Brak wtedy przypadkowych słuchaczy, a ten kto przychodzi, na serio żywo reaguje na poczynania artystów na scenie. W tym miejscu propsy dla Tas'a. Hubert najwidoczniej wie co zrobić żeby zapełnić Czytelnie. To właśnie on ściąga najciekawsze składy z całej Polski, dostarczając nam naprawdę dużo fajnych wrażeń.



Mój melanż trwał już od piątku, wtedy opijaliśmy to, że Golf III Combi, zostaje w rodzinie i nadal będzie nam woził dupska na wakacje. Trochę wódy z tego wieczoru zostało, więc mogliśmy zrobić pospolite ruszenie już o 14:00 w sobotę. Tak zabijaliśmy czas, czekając na Martę i Kix'a. Pociąg z Krakowa miał przybyć dopiero na 18:40, więc mieliśmy trochę czasu operacyjnego. Udaliśmy się z Profem, Danielem i gośćmi z Krakowa do Czytelni, na wiśniówkę, browar i soundcheck. Na miejscu był już Smarki Smark wraz ze swoim hajpmenem Tomkiem. Po 20-stej zaczęli wpuszczać ludzi. Więc do koncertu też mieliśmy trochę czasu na "luz i na chlanie".



Kixnare puszczał klasyki. W Poznaniu, miesiąc przed wejściem w nową dekadę już się tak nie gra. Dlatego, w takich momentach zawsze wracam kilka lat wstecz, przypominając sobie melanże na Nowowiejskiego. Fajne to były czasy. Subway był wtedy dla nas klubem, gdzie wchodząc mówiliśmy że wszystkich tam znamy. Teraz, też takie mamy. Ale muzyka jest inna, ludzie są inni i mam wrażenie że my też się zmieniliśmy. Bardzo bym żałował, gdybym odpuściłbym sobie możliwość przywrócenia wspomnień tamtych czasów... W każdym razie, atmosferę przed występem Smarka i Tomka rozgrzał Prof. Trochę freestylował, i zarapował chyba jeden albo dwa kawałki które zostały gdzieś zarejestrowane i mam je w czeluściach dysku twardego. Pewnie wielu z Was chciało by w końcu usłyszeć coś, co miało by ręcę i nogi - wypalone na jednym nośniku. Czy kiedyś się tego doczekamy? Pewnie nie wie tego sam Prof nawet. Ale to nic. Wyczekane lepiej się słucha. W każdym razie, ludzie wiedzieli po co przyszli tego wieczoru. Prof, raz dwa rozbujał ludzi w Czytelni, a za chwilę wszyscy już skandowali: Smarki Smark, Smarki Smark...



No i potem już działa się magia. Kto był, ten wie. Powiem tak: Dawno nie byłem na koncercie na którym prezentuje się Polski rap. Próbowałem już sobie przypomnieć to wczoraj, ale nie dałem rady. Ale nie zmienia to faktu, że nie byłem w życiu na koncercie, gdzie interakcja publiki z artystą była by tak "wzorowa". Ludzie wykrzyczeli wszystkie teksty, znali je na pamięć, zarówno te które pojawiły się na klasycznej już dziś EP-ce "Najebawszy" jak i te, które były tylko gościnnie zarapowanymi zwrotkami. Świetna atmosfera. Feedback materiału, o którym wielu z polskich wykonawców może tylko pomarzyć. Podejrzewam że będzie dostępny materiał wideo z tego koncertu, to wtedy sami zobaczycie o czym mówię.



Nie miałem okazji za bardzo z Smarkim pogadać o tym co zamierza, ale z jednej strony może coś nowego ukaże się w styczniu... a może w styczniu 2011. Na pewno dostaniecie fajne wersy na płycie "Duże Rzeczy" od W.E.N.Y i Rasmentalism. A potem kto wie, w każdym razie wiem, że jeżeli masz dużo na swojej bani i zapierdalasz do roboty i jesteś zajęty ogarnianiem tych normalnych rzeczy w około swojego dupska, to ciężko jest coś zrobić. To jest dużo pracy. Dlatego potrafię zrozumieć, że materiał może wychodzić latami. Być może wtedy odbiór, przez to wyczekiwanie o którym pisałem już wyżej jest o wiele intensywniejszy. W każdym razie, to wszystko wczoraj wyglądało jak na tym teledysku M.O.P... Był na serio ogień. Wielka piona dla dla Smarka, zajebiście że wleciałeś i dałeś możliwość posłuchania na żywo tego co wstrząsnęło polską kilka lat temu i do dziś tak bardzo daje to radę. Piona dla Tomka, byłeś w sobotę najlepszym hajpmenem jakiego Smarki mógł ze sobą zabrać. Masz dużo pozytywnej energii, myślę że też powinieneś coś kiedyś nagrać. Poza tym jesteś niezłym wirownikiem i nieźle się natrzaskałem. Piona dla Kix'a, za prowajding najlepszych tracków, które w klubie zawsze będą brzmiały dla mnie dobrze. Powodzenia z Kollage'm, bo to powinien być następny materiał, który ludzie powinni przeżywać jak ten krążek ze Smarkiem.



Uświadomiłem sobie tego wieczoru kolejną rzecz w życiu, za co pozdrawiam gorąco ekipę z Gorzowa, żebyście się mogli spotkać przyjechaliście aż do Poznania, nigdy wcześniej nie myślałem o tych rozjazdach w ten sposób, bo zawsze miałem wszystkich na miejscu. Fajnie więc, że dodatkowo opcja spotkania pojawiła się dzięki muzyce. Takie chwile są bezcenne. Jeśli z kimś wczoraj się nie pożegnałem, sorry... dostałem jeden telefon i musiałem się przenieść w inne miejsce. A potem jeszcze musiałem zobaczyć jak się ma balet w Mięsnej. Jeżeli z kimś nie pożegnałem się później w Mięsnej, to też przepraszam. Straciłem głos, dobrze że jest jeszcze tekst.



*Fotki: Leon i Marta

środa, 2 grudnia 2009

Zmarł Monty Stark ze Stark Reality



Pamiętam, że do Stark Reality dotarłem później niż w czasie, gdy Egon wydawał reedycje "1969" w Now-Again Records, a później album "Now" w Stones Throw. Był wtedy rok 2003. W późnych partiach roku 2004, razem z ekipą jaraliśmy dobre zioło i podniecaliśmy się wydaniem zbioru klipów wytwórni Stones Throw. Kompilacja nagrana na DVD nazywała się "Stones Throw 101". Wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać po trackliście na głównym DVD, ale i tak dobrze się to oglądało kolejny raz. Jednak to, co spotkało nas na "dodatkach" totalnie rozjebało nam głowy... Pierwszy mocny filmik, był debiutem duetu Jaylib w Jazz Cafe w Londynie. Nie pamiętam ile razy wtedy przewijaliśmy ostatnie półtorej minuty, gdy pracownicy już sprzątają klub po imprezie, a Mos Def gra na fortepianie, Madlib napierdala w perkusje, a Jemini The Gifted One podśpiewuje do ich wyczynów. Kurde, czasami na próbach, albo po koncertach dzieją się takie rzeczy że nie da się ich opowiedzieć... Ale wracając do tematu, drugim filmikiem i mam wrażenie jeszcze ważniejszym jest występ Stark Reality w programie "Say Brother". To wtedy, pierwszy raz usłyszałem ten zespół. Zapis możecie sprawdzić sami poniżej.

Stark Reality - “Acting, Thinking, Feeling” (1969)


Wejście tego występu jest porażające. Szkoda, że oprócz stałych członków grupy czyli: Phila Morrisona, Johna Abercrombiea, Vinnie Johnsona oraz Monty Starka, nie potrafię wyróżnić nikogo z sekcji dętej. Trębacz z lewej, jest prawdziwym skurwysynem na swoim instrumencie. Wibrafon i kompozycje Monty Starka inspirowały wielu współczesnych artystów przez lata... Samplowali go: Large Professor, J-Live, Madlib a nawet Will.I.Am i wielu, wielu innych. 26.11.2009 Monty Stark zmarł na raka.